W maju poddano pod głosowanie pięć projektów ustaw mających zwiększyć
wpływy do budżetu Kalifornii. Gubernator Arnold Schwarzenegger apelował
wtedy, aby nadmiernie opodatkowani Kalifornijczycy nie zmienili tego
stanu „w przykład dysfunkcji". Jednocześnie
Schwarzenegger udał się do Białego Domu, aby zabiegać o gwarancje rządu
federalnego dla nowych obligacji stanu, jednak administracja Baracka
Obamy zatrzasnęła przed nimi drzwi. Powód – w wyniku przekonania, że
wydatki budżetowe są zbyt wysokie, spada poparcie dla urzędującego
prezydenta.
REKLAMA
Kalifornijscy republikanie oponują przeciwko zwiększaniu podatków. Ale
ponieważ stan musi zrównoważyć budżet, a obecnie deficyt wynosi 24 mld
USD, nieuchronne są gigantyczne cięcia w administracji. Podczas gdy
Barack Obama wprowadza program powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych, w
Kalifornii redukuje się świadczenia zdrowotne dla ubogich z funduszu
Medi-Cal. Do cięć dojdzie w szkolnictwie: skrócony zostanie rok szkolny,
zwolnionych będą tysiące nauczycieli, zamkniętych wiele szkół i
zlikwidowane letnie programy edukacyjne, które kiedyś były najlepsze w
całym kraju. Cięcia na dziesięciu kampusach Uniwersytetu
Kalifornijskiego mogą doprowadzić do tego, że liczba studentów spadnie o
50 tys., a wykładowców o 5 tys.
Kryzys fiskalny Kalifornii dotyczy wszystkich Amerykanów nie tylko
dlatego, że jest to najludniejszy stan USA (mieszka w nim co ósmy
Amerykanin), lecz także dlatego, że PKB Kalifornii jest wyższy od PKB
Kanady. Warto podkreślić, że w ostatnim dziesięcioleciu Kalifornia
prowadziła taką politykę, jaką teraz wybiera rząd federalny.
Jedną trzecią zatrudnionych na etatach Amerykanów zwolniono z
federalnego podatku dochodowego, a wynikające z tego obciążenia aż w 40
proc. ponosi 1 proc. zarabiających najwięcej. Również w Kalifornii
ludzie dobrze sytuowani i zamożni ponoszą te ciężary, przez co wielu z
nich zamknęło przedsiębiorstwa i wróciło za góry, skąd przybyli ich
przodkowie.
Za czasów administracji George’a W. Busha i Baracka Obamy władze
federalne wzięły na siebie olbrzymie zobowiązania – program No Child
Left Behind (mający podnieść poziom nauczania w szkołach podstawowych i
średnich), system refundacji leków dla emerytów, wojnę w Iraku i
Afganistanie, przejęcia banków i koncernów samochodowych, niekończące
się programy ratunkowe oraz system powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych.
W latach tłustych Kalifornia także nie szczędziła pieniędzy, a gdy na
pokrycie kosztów nie starczało wpływów trafi
ających do kasy stanowej, emitowała obligacje, przez co oceny papierów
wartościowych stanu spadły do poziomu najgorszych w całym kraju.
Podobnie jest obecnie z ratingami obligacji Departamentu Skarbu, kwitów
skarbowych i dolara, które budzą coraz większe zaniepokojenie.
Agonia Kalifornii
W maju poddano pod głosowanie pięć projektów ustaw
mających zwiększyć
wpływy do budżetu Kalifornii. Gubernator Arnold Schwarzenegger apelował
wtedy, aby nadmiernie opodatkowani Kalifornijczycy nie zmienili tego
stanu „w przykład dysfunkcji". Jednocześnie
Schwarzenegger udał się do Białego Domu, aby zabiegać o gwarancje rządu
federalnego dla nowych obligacji stanu, jednak administracja Baracka
Obamy zatrzasnęła przed nimi drzwi. Powód – w wyniku przekonania, że
wydatki budżetowe są zbyt wysokie, spada poparcie dla urzędującego
prezydenta.
Kalifornijscy republikanie oponują przeciwko zwiększaniu
podatków. Ale
ponieważ stan musi zrównoważyć budżet, a obecnie deficyt wynosi 24 mld
USD, nieuchronne są gigantyczne cięcia w administracji. Podczas gdy
Barack Obama wprowadza program powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych, w
Kalifornii redukuje się świadczenia zdrowotne dla ubogich z funduszu
Medi-Cal. Do cięć dojdzie w szkolnictwie: skrócony zostanie rok szkolny,
zwolnionych będą tysiące nauczycieli, zamkniętych wiele szkół i
zlikwidowane letnie programy edukacyjne, które kiedyś były najlepsze w
całym kraju. Cięcia na dziesięciu kampusach Uniwersytetu
Kalifornijskiego mogą doprowadzić do tego, że liczba studentów spadnie o
50 tys., a wykładowców o 5 tys.
Kryzys fiskalny Kalifornii dotyczy wszystkich Amerykanów nie tylko
dlatego, że jest to najludniejszy stan USA (mieszka w nim co ósmy
Amerykanin), lecz także dlatego, że PKB Kalifornii jest wyższy od PKB
Kanady. Warto podkreślić, że w ostatnim dziesięcioleciu Kalifornia
prowadziła taką politykę, jaką teraz wybiera rząd federalny.
Jedną trzecią zatrudnionych na etatach Amerykanów zwolniono z
federalnego podatku dochodowego, a wynikające z tego obciążenia aż w 40
proc. ponosi 1 proc. zarabiających najwięcej. Również w Kalifornii
ludzie dobrze sytuowani i zamożni ponoszą te ciężary, przez co wielu z
nich zamknęło przedsiębiorstwa i wróciło za góry, skąd przybyli ich
przodkowie.
Za czasów administracji George’a W. Busha i Baracka Obamy władze
federalne wzięły na siebie olbrzymie zobowiązania – program No Child
Left Behind (mający podnieść poziom nauczania w szkołach podstawowych i
średnich), system refundacji leków dla emerytów, wojnę w Iraku i
Afganistanie, przejęcia banków i koncernów samochodowych, niekończące
się programy ratunkowe oraz system powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych.
W latach tłustych Kalifornia także nie szczędziła pieniędzy, a gdy na
pokrycie kosztów nie starczało wpływów trafi
ających do kasy stanowej, emitowała obligacje, przez co oceny papierów
wartościowych stanu spadły do poziomu najgorszych w całym kraju.
Podobnie jest obecnie z ratingami obligacji Departamentu Skarbu, kwitów
skarbowych i dolara, które budzą coraz większe zaniepokojenie.
Pod względem demograficznym Kalifornia jest tam, gdzie Ameryka znajdzie
się w 2040 r. Biali, którzy masowo opuszczają Kalifornię, nie stanowią
już nawet połowy liczby ludności tego stanu. Latynosów jest ponad jedna
trzecia, a ich liczba wzrasta w wyniku legalnej i nielegalnej imigracji.
Odsetek czarnoskórych spada, ponieważ przybywa imigrantów z państw
azjatyckich. Los Angeles to najbardziej zróżnicowane etnicznie miasto
świata, a wkrótce tak samo będzie w większości wielkich amerykańskich
miast. Robert Putnam, jeden z największych światowych autorytetów w
dziedzinie politologii, zwraca uwagę na to, że skutki zróżnicowania
rasowego mogą być gorsze, niż wcześniej sądzono. I nie chodzi tylko o
to, że nie ufamy ludziom odmiennym od nas. W społecznościach
zróżnicowanych nie ufamy nawet ludziom, którzy są podobni do nas. Poziom
zaufania jest najniższy właśnie w Los Angeles.
Dziś Kalifornia
wierzy w
potężny rząd federalny, otwarte granice, zróżnicowanie, wielokulturowość
i politykę państwa opiekuńczego. Skutki polityki liberalnej powodują
ucieczkę Kalifornijczyków urodzonych w tym stanie. Z miejsc, w których
się wychowali, Kalifornijczycy uciekają do Arizony, Idaho, Utah i
Nevady. Ale kiedy cała Ameryka znajdzie się tam, gdzie dziś jest
Kalifornia, dokąd uciekną Amerykanie?
Pat Buchanan | ©
creators syndicate, inc./ Bulls