Najnowszy telewizor plazmowy, odtwarzacze MP3, kilka
iPodów, luksusowy laptop Lamborghini, cyfrowy projektor, rowery Kross, zestawy
kina domowego, aparaty fotograficzne – tak wygląda oferta sklepu
internetowego Łukasza S. z Warszawy. Na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic
dziwnego – ot, normalny asortyment. Ale tylko kilka osób wie, że cały ten
sprzęt wart ponad 20 tys. zł został wygrany w konkursach. Bo Łukasz S. to
zawodowy gracz zwycięzca SMS-owych kwizów. W najbliższych tygodniach wystawi na
sprzedaż kilka mercedesów, które wygrał w konkursie zorganizowanym przez sieć
Era.
– Od ośmiu lat gram i wygrywam wszystko jak leci. Po
spieniężeniu nagród i opłaceniu podatków zabawa przynosi dobrą warszawską pensję
– mówi. Ale nie jemu jednemu.
Takich
zawodowców jak Łukasz S. jest w Polsce kilkudziesięciu. Od kilku lat obstawiają
wszystkie konkursy SMS-owe z najatrakcyjniejszymi nagrodami. Aby się przekonać o
ich skuteczności, wystarczy zajrzeć na listę zwycięzców pierwszego lepszego
konkursu. Na pewno pojawi się na niej Piotr S. z podwarszawskiej wsi Chotomów,
który upodobał sobie konkursy organizowane przez portal Wapster.pl. Wygrał już
audi A4, trochę gotówki, a w kolejnych edycjach telewizory, zestawy kina
domowego czy odtwarzacze MP3. Natomiast jeśli zwycięzca pochodzi z Lubartowa, to
w ciemno można obstawić, że chodzi o Krzysztofa i Barbarę P. bądź też Eugeniusza
i Genowefę G. To regularni zwycięzcy z Wapstera, a do tego mają na koncie
przynajmniej jednego mercedesa od Ery. Kilku kurierów dostarczających na- grody
z zamkniętymi oczami umie trafić do wsi Wiskitki położonej 4 km od Żyrardowa.
Tam także mieszkają zwycięzcy nadspodziewanie wielu konkursów –
Marek M. i Justyna Dz. Wcale nieprzypadkowo cenne nagrody wędrują także do
Kielc, Łomży, Gorzowa Wielkopolskiego, Tarnowskich Gór i Lublina. Działają tam
grupki zawodowych graczy, którzy nie przepuszczą żadnego SMS-owego konkursu.
Jeszcze do niedawna nawet do głowy by im nie przyszło, aby wchodzić
sobie w drogę. Spotykali się na wygranych w biurach podróży wycieczkach,
wspólnie pili wódkę i wyśmiewali naiwność przeciętnego Ko- walskiego, który
narzeka, że nic nie może wygrać w żadnym telefonicznym kwizie. Potrafili nawet
podzielić się nagrodami i konkursami. Ten błogi spokój trwał jednak do czasu. A
konkretnie do marca 2009 r., kiedy Polska Telefonia Cyfrowa, operator sieci Era,
zorganizowała konkurs „100 mercedesów od Ery". – To był
największy w historii konkurs dla posiadaczy komórek. 100 mercedesów o wartości
118 tys. zł każdy na wyciągnięcie ręki to brzmiało jak bajka. Do gry rzucili się
właściwie wszyscy – opowiada jeden z graczy.
Szansę, by
wygrać luksusowe auto, teoretycznie miał każdy. Wystarczył jeden SMS za 4,88 zł,
by zarejestrować się w konkursie. Potem trzeba było odpowiadać na kolejne
pytania (a to kolejne SMS- po 4,88 zł) i gromadzić punkty. Co tydzień (konkurs
trwał przez 100 dni od 30 marca) siedmiu zdobywców największej liczby punktów
wygrywało po samochodzie. Abonenci zostali dosłownie zasypani wiadomościami
zachęcającymi do udziału w zabawie. Ktoś, kto odpowiadał na SMS bez zapoznania
się ze szczegółami regulaminu, mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, że 4,88 zł
to dopiero początek wydatków. Konkurs nie był loterią, w której jeden los mógł
wygrać. Trzeba było odpowiadać na pytania i gromadzić tysiące punktów. Już w
pierwszych tygodniach konkursu sfrustrowani klienci Ery zaczęli wylewać swoje
żale na internetowych forach. „Jestem frajerem. To nie jest konkurs, tylko
perfidna gra hazardowa. Pewnego dnia zawziąłem się i przez cały dzień
odpowiadałem na przysyłane pytania. O północy koniec – zdobyłem ponad 82
tys. punktów. I co? Gów...! Nawet żadnego: »Dziękujemy za udział, jesteś
piąty, dziesiąty...«. Tylko lawina dalszych SMS-ów:
"Jesteś
blisko..., wyślij SMS na nr 7404«. Wkur... się. Cała moja nagroda to
rachunek na 1200 zł" – tak na jednym z portali opisuje swoje
konkursowe doświadczenie internauta o pseudonimie Francek.
Skoro on nie
wygrał, to co trzeba było zrobić, aby zdobyć mercedesa? Era tego nie ujawnia. My
dowiedzieliśmy się tego od tych, którzy wygrali. – To była najbardziej
brutalna gra na brudne chwyty i licytowanie się na gotówkę utopioną w SMS-ach.
Zwykły człowiek nie miał czego szukać w tym konkursie. Już w pierwszym tygodniu,
aby się znaleźć w finałowej siódemce, należało za- inwestować ponad 20 tys. zł
– mówi Barbara N. z Jaworzna, która zawodowo w SMS-owe kwizy gra już od
pięciu lat. Walcząc o mercedesy, wyłożyła w sumie 200 tys. zł. Wygrała trzy auta
i jedno na spółkę z innym graczem. Sprzedając samochody poniżej ich ceny
salonowej, np. za 100 tys. zł, odzyska zainwestowane pieniądze ze sporym
zyskiem, ale mimo to zadowolona nie jest. – Liczyłam na pięć, a nawet
siedem aut – wyznaje.
Zainwestowanie sporej gotówki w
konkurs to dopiero początek. Potem zaczyna się ciężka, wręcz katorżnicza praca.
W szczycie popularności konkursu Ery, by się znaleźć w czołówce, trzeba było
wysłać 10-15 tys. SMS-ów w ciągu tygodnia, czyli po mniej więcej
120 na
godzinę. I tak przez 18 godzin dziennie. – Nie zajmowałam się dziećmi, nie
gotowałam, nie prałam, nie sprzątałam.
18 godzin na dobę siedziałam w domu
otoczona telefonami i wstukiwałam wiadomości
– mówi Barbara N. Jej
mieszkanie wygląda jak hurtownia z artykułami AGD. W korytarzu stoi 16 rowerów,
w pokoju dziecięcym
30 przenośnych lodówek, a na kuchennym stole trudne do
zliczenia rzędy żelazek i czajników bezprzewodowych. – Przez ostatnie pięć
lat wygrałam dziesięć samochodów, kilkadziesiąt wycieczek, sporo gotówki i tyle
sprzętu elektronicznego i domowego, że nie potrafię go zliczyć. Codziennie
odbieram nowe nagrody – chwali się konkursowiczka. I nie przesadza ani
trochę. Co pół godziny dzwoni któryś z kilkunastu telefonów, które nosi w
torebce. Po odebraniu pierwszego szczebiocze wesoło: „Hi, hi nową
komóreczkę właśnie wygrałam". Kolejny telefon to wiadomość o wygranym
odtwarzaczu MP3 i zaraz następny – od kuriera, który pyta o dokładny
adres, ponieważ za chwilę przywiezie markowy skuter Vespa. Co da- lej? – Z
16 rowerów zupy nie ugotuję. Moim marzeniem jest skończyć budowę domu za
pieniądze z nagród pochodzących z gier i promocji – mówi zawodowa
konkursowiczka i przyznaje, że po wygraniu mercedesów już jest bliska
zrealizowania swojego celu.
Grzegorz Witerski, prezes firmy Inter-
netQ organizującej SMS-owe konkursy na zlecenie największych koncernów w Polsce,
potwierdza, że zawodowi gracze to zmora wszelkich akcji promocyjnych. – W
kilka godzin są w stanie rozszyfrować organizacyjne know how konkursu. Na zimno
kalkulują, ile trzeba zainwestować w zdobycie głównej nagrody i czy premia za
ryzyko będzie dla nich zadowalająca. Zdobycie przez nich głównych nagród to już
tylko formalność mówi. Sposób na mercedesa Ery znaleziono już w pierwszych
tygodniach. Organizator, grecka firma Upstream, przygotował ponad 2 tys. pytań,
z których większość wymagała wyszperania odpowiedzi w Internecie. Ktoś, kto
wysyłał kilka tysięcy SMS-ów dziennie, już w pierwszych dniach zabawy stworzył
sobie w komputerze bazę pytań i odpowiedzi. Dzięki temu przesłanie odpowiedzi na
pytanie, ile goli strzelił Zbigniew Boniekpodczas mundialu w Meksyku albo ile
medali zdobyła Otylia Jędrzejczak w Atlancie, zajmowało zawodowym graczom mniej
czasu niż wypowiedzenie tych kwestii na głos – Pracowaliśmy na zmiany.
Tak, aby kilka osób wysyłało z jednej komórki odpowiedzi 24 godziny na dobę.
Dzięki temu właściwie byliśmy nie do pobicia. Choć i tak nie wiem, kto sprzątnął
nam kilka samochodów sprzed nosa w trzech ostatnich tygodniach gry –
zdradza Łukasz S. Niedawno zdecydował, że swoje doświadczenia wykorzysta we
własnej firmie zajmującej się SMS-owymi kwizami. Jego zdaniem 90 spośród
wszystkich 100 mercedesów trafiło w ręce zawodowych graczy. Zdobywcy pozostałych
dziesięciu mieli po prostu ogromnie dużo szczęścia. Firmy na ogół świadomie dają
się łupić z nagród w konkursach. Zorganizowanie loterii wymaga uzyskania
zezwolenia Ministerstwa Finansów i odbywa się pod urzędowym nadzorem.
Organizator musi przedstawić gwarancje bankowe zabezpieczające pieniądze na
nagrody, zapłacić 10 proc. puli nagród za licencję, a często bierze na siebie
także 10-procentowy podatek od nagród. Ze zorganizowaniem konkursu sprawa
wygląda znacznie prościej. To tylko kwestia wynajęcia firmy, która ma gotowe
know-how: finansowanie, regulamin i sprzęt do obsługi wpływających SMS-ów.
Przedsięwzięcia są tak skalkulowane, aby koszty „zabawy" i tak
finansowali jej uczestnicy. Ile na konkursie z mercedesami mogła zarobić
Era?
Według naszych niepotwierdzonych oficjalnie szacunków na konto
operatora mogło wpływać około 100 tys. wiadomości tekstowych dziennie. Wystarczy
pomnożyć to przez czas trwania konkursu (100 dni) oraz cenę jednego SMS-a (4,88
zł), aby uzyskać szacunkową kwotę – 48 mln zł. Od tego trzeba oczywiście
odjąć koszt zakupu 100 mercedesów (wyniósł on – po uwzględnieniu rabatu na
tak duże zamówienie – 8-9 mln zł) oraz koszty przygotowania reklamy i
zakupu czasu antenowego w telewizji, szacowane na kilka milionów złotych.
Pozostaje więc ponad 30 mln do podziału między PTC i Upstream. To oczywiście
kropla w morzu 7,9 mld zł przychodów uzyskanych w 2008 roku przez operatora.
Specjaliści od marketingu mobilnego jednak podkreślają, że w tym wypadku
prawdziwym zyskiem firmy jest wzmocnienie świadomości marki i wciągnięcie
klientów do zabawy, w której mogli wygrać nagrody, jakich w Polsce jeszcze nie
było. – Era z pewnością zanotowała gigantyczny skok sprzedaży. Takiemu
bombardowaniu reklamami nikt się nie oprze.
Nawet jeśli nie kupowano masowo
nowych telefonów na abonament, to na pewno świetnie poszły wszystkie prepaidy
– mówi jeden
z analityków rynku.
Fenomen szybkiego
rozwoju marketingu mobilnego (tak branża ochrzciła wszelkiego rodzaju akcje,
konkursy, głosowania i sondy skierowane do użytkowników telefonów komórkowych)
wynika z łatwości, z jaką można wciągnąć klientów do gry. – Kluczem do
sukcesu tego biznesu jest jego prostota. Nie trzeba szukać automatów do gry,
wypełniać kuponu totka itd. Wystarczy ruszyć palcemi wysłać SMS. Szczęście jest
na wyciągnięcie telefonu – mówi Grzegorz Witerski z Internet. Organizuje
on m.in. loterię „Wyślij pusty SMS", której twarzą jest aktor Artur
Stockinger. Jak zgodnie przyznają zawodowi gracze, Era przynajmniej się wysiliła
i stworzyła obszerną bazę niekoniecznie oczywistych pytań. Najczęściej zawarte w
regulaminie sformułowanie „konkurs oparty na wiedzy" zakrawa na żart.
Firma Henkel produkująca kosmetyki do włosów urządziła konkurs, w którym można
było wygrać zestaw złotej biżuterii. Pytanie konkursowe było – mówiąc
dyplomatycznie – dla inteligentnych inaczej: „Jak nazywa się
przednia część włosów? A – przedziałek; B – warkocz; C –
grzywka". Wygrywał ten, kto po przesłaniu kodu z promocyjnego opakowania
farby do włosów najszybciej odpowiedział na SMS z pytaniem. Znana wszystkim
pracownikom konkursowych infolinii Barbara N. z Jaworzna zgarnęła kilkadziesiąt
zestawów biżuterii. Przyznaje, że w jej „pracy" liczy się przede
wszystkim szybkość działania – im wcześniej wie o starcie jakiegoś
konkursu, tym większe szanse ma na wygraną. Tego typu informacji wyszukuje m.in.
w portalach dla zawodowych graczy. Na jednym z nich – e-konkursy.info
– codziennie pojawiają się tam informacje o najnowszych konkursach i
patentach na wygranie w nich głównych nagród.
Z punktu widzenia firm
sięgających po narzędzia marketingu mobilnego konkursy to kury znoszące złote
jajka. Potrafią podbić jajka. Potrafią podbić sprzedaż produktów lepiej niż
jakakolwiek inna akcja promocyjna. Kiedy zawodowi gracze z Tarnowskich Gór
zaczęli „rozgryzać" akcję producenta wędlin, półki z promocyjnymi
opakowaniami parówek zostały wymiecione do czysta. Z kolei w jednym z miasteczek
na Górnym Śląsku jeden z graczy wykupił wszystkie promocyjne opakowania
papierosów. Wydane na ten cel 20 tys. zł częściowo odzyskał, sprzedając
papierosy po 2 zł taniej niż w sklepie, a do wygrał luksusową wycieczkę do
Stanów Zjednoczonych. Nie miał zamiaru oglądać Wielkiego Kanionu. Odebrał
równowartość wygranej – 34 tys. zł w gotówce – i ruszył do kolejnej
gry. Możliwe jednak, że zarówno on, jak i Łukasz S. czy Barbara N. niebawem już
nie będą mieli w co grać i czego wygrywać. Wizja tysięcy zawiedzionych
konkursami zwyczajnych klientów już skłania niektórych organizatorów konkursów
do powiedzenia zawodowym graczom „nie". – Loteria to jedyny
uczciwy sposób na zorganizowanie promocji dla klientów. Inaczej główne nagrody
padną łupem doskonale znanej nam garstki osób – mówi Wilhelm Rożewski z
EL2. Właśnie dlatego loterię, a nie kwiz, zdecydowało się zorganizować Orange.
Swoich klientów kusi właśnie 150 autami marki BMW. Mechanizm pozostaje jednak
ten sam – to klienci Orange sami fundują sobie nagrody.
Tomasz
Molga
