Do rewolucji prowadzącej do ogłoszenia niepodległości Stanów Zjednoczonych przyczyniły się podatki. Kochający wolność Amerykanie byli wrogami opodatkowania. Kierowali się zasadą, że najlepszy rząd to ten, który rządzi w najmniejszym stopniu. Tymczasem w 2009 r. cała administracja publiczna wyda ponad 40 proc. PKB – prawie tyle samo, ile w czasie II wojny światowej, kiedy wydatki budżetowe były najwyższe w historii. Tegoroczny deficyt budżetowy wyniesie 1,8 bln dol., a więc 13 proc. PKB. A może być jeszcze gorzej. Prezydent Barack Obama dąży do przeprowadzenia ustawy ograniczającej emisję dwutlenku węgla, co spowoduje olbrzymi wzrost kosztów produkcji energii, podwyżki cen dóbr konsumpcyjnych oraz przeniesienie produkcji do Chin, które nie chcą podpisać nowego układu klimatycznego mającego zastąpić protokół z Kioto. Bo Chińczycy nie są durniami.
REKLAMA
Obama zamierza także znieść obniżki podatków wprowadzone przez George’a W. Busha i podnieść stawkę podatku dochodowego do 40 proc. Stanowe i lokalne podatki dochodowe mogą łącznie wynieść nawet 10 proc. Ludzie pracujący na własny rachunek muszą odprowadzać 15,2 proc. podatku od wynagrodzeń. A jeszcze są stanowe podatki obrotowe, które niekiedy dochodzą do 8 proc., podatki od nieruchomości i akcyzy nakładane na paliwa, alkohol, papierosy, a niebawem pewnie także na hot dogi. No i jest jeszcze w Izbie Reprezentantów projekt ustawy o systemie powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych. A do Senatu trafił projekt ustawy nakładającej dodatkowy podatek dochodowy, który mają płacić najzamożniejsi – 5,4 proc. wszystkich osiąganych dochodów. Według apolitycznej organizacji Tax Foundation jest możliwe, że nowojorczycy będą w sumie odprowadzać do państwowego budżetu prawie 60 proc. zarobionych pieniędzy.
Układając Deklarację niepodległości, Thomas Jefferson pisał: „Jerzy III był tyranem, który wzniósł wiele nowych urzędów i wysłał rzesze urzędników nękających nasz naród i żerujących na nim". Ustawy Jerzego III o opłatach skarbowych, cłach narzuconych koloniom i podatku od herbaty można porównywać z tym, co obecny rząd wyrządza własnemu narodowi. Wykrwawiają się Amerykanie najciężej pracujący i najbardziej produktywni, podczas gdy co trzeci pracujący w ogóle nie płaci podatku dochodowego. Co więcej, Obama chce zwolnić z wszystkich podatków dochodowych prawie połowę zatrudnionych w USA. Miliony otrzymują świadczenia medyczne, dopłaty do czynszów, kupony żywnościowe i inne świadczenia. Ponadto co roku od władz dostają czek w postaci tzw. kredytów podatkowych (Earned Income Tax Credit), choć nie odprowadzili ani centa tytułem podatku dochodowego.
Ameryka tonie
Do rewolucji prowadzącej do ogłoszenia niepodległości
Stanów Zjednoczonych przyczyniły się podatki. Kochający wolność Amerykanie byli
wrogami opodatkowania. Kierowali się zasadą, że najlepszy rząd to ten, który
rządzi w najmniejszym stopniu. Tymczasem w 2009 r. cała administracja publiczna
wyda ponad 40 proc. PKB – prawie tyle samo, ile w czasie II wojny
światowej, kiedy wydatki budżetowe były najwyższe w historii. Tegoroczny deficyt
budżetowy wyniesie 1,8 bln dol., a więc 13 proc. PKB. A może być jeszcze gorzej.
Prezydent Barack Obama dąży do przeprowadzenia ustawy ograniczającej emisję
dwutlenku węgla, co spowoduje olbrzymi wzrost kosztów produkcji energii,
podwyżki cen dóbr konsumpcyjnych oraz przeniesienie produkcji do Chin, które nie
chcą podpisać nowego układu klimatycznego mającego zastąpić protokół z Kioto. Bo
Chińczycy nie są durniami.
Obama zamierza także
znieść obniżki podatków wprowadzone przez George’a W. Busha i podnieść
stawkę podatku dochodowego do 40 proc. Stanowe i lokalne podatki dochodowe mogą
łącznie wynieść nawet 10 proc. Ludzie pracujący na własny rachunek muszą
odprowadzać 15,2 proc. podatku od wynagrodzeń. A jeszcze są stanowe podatki
obrotowe, które niekiedy dochodzą do 8 proc., podatki od nieruchomości i akcyzy
nakładane na paliwa, alkohol, papierosy, a niebawem pewnie także na hot dogi. No
i jest jeszcze w Izbie Reprezentantów projekt ustawy o systemie powszechnych
ubezpieczeń zdrowotnych. A do Senatu trafił projekt ustawy nakładającej
dodatkowy podatek dochodowy, który mają płacić najzamożniejsi – 5,4 proc.
wszystkich osiąganych dochodów. Według apolitycznej organizacji Tax Foundation
jest możliwe, że nowojorczycy będą w sumie odprowadzać do państwowego budżetu
prawie 60 proc. zarobionych pieniędzy.
Układając Deklarację
niepodległości, Thomas Jefferson pisał: „Jerzy III był tyranem, który
wzniósł wiele nowych urzędów i wysłał rzesze urzędników nękających nasz naród i
żerujących na nim". Ustawy Jerzego III o opłatach skarbowych, cłach
narzuconych koloniom i podatku od herbaty można porównywać z tym, co obecny rząd
wyrządza własnemu narodowi. Wykrwawiają się Amerykanie najciężej pracujący i
najbardziej produktywni, podczas gdy co trzeci pracujący w ogóle nie płaci
podatku dochodowego. Co więcej, Obama chce zwolnić z wszystkich podatków
dochodowych prawie połowę zatrudnionych w USA. Miliony otrzymują świadczenia
medyczne, dopłaty do czynszów, kupony żywnościowe i inne świadczenia. Ponadto co
roku od władz dostają czek w postaci tzw. kredytów podatkowych (Earned Income
Tax Credit), choć nie odprowadzili ani centa tytułem podatku dochodowego.
Trudno się zatem dziwić, że na ten festyn darmochy zjeżdżają ludzie z
całego świata. Co roku do USA przybywa nawet 2 mln imigrantów (legalnie i
nielegalnie). Są gorzej wykształceni niż Amerykanie, mają gorsze kwalifikacje
zawodowe i przeznacza się na nich z kasy państwowej trzykrotnie więcej, niż do
niej wpłacają. W USA mądre Latynoski mają więcej dzieci niż w Meksyku i
przeciętnie dwukrotnie więcej niż Amerykanki. Ponieważ prawie wszyscy imigranci
pochodzą obecnie z państw Trzeciego Świata i nie są biali, stosuje się w
stosunku do nich preferencyjne przepisy dotyczące zatrudnienia, awansu lub
przyjęcia na uczelnię, przez co przegrywają z nimi dzieci Amerykanów.
Wszystko to zdumiewałoby i przerażało ojców założycieli, którzy przecież
tworzyli Amerykę „dla nas i naszych potomków", jak to jednoznacznie
ujęto w konstytucji USA. Chiny oszczędzają, inwestują i odnotowują 8-procentowy
wzrost gospodarczy. Ameryka tonie w długach, a jej gospodarka się kurczy. Stany
Zjednoczone mają wielki deficyt w wymianie handlowej i zrujnowaną bazę
produkcyjną, bezrobocie dochodzi do 10 proc., a podaż pieniądza wzrosła
dwukrotnie w ciągu roku. Wiek XX był stuleciem Ameryki. W wieku XXI będzie
inaczej.
Pat Buchanan | © Creators Syndicate, Inc./ Bulls
www.wprost.pl/felietonisci/buchanan
Patrick „Pat"
Buchanan. Doradca prezydentów Richarda Nixona, Geralda Forda i Ronalda Reagana,
kandydat na prezydenta USA w 2000 r.