– To epokowa zmiana. Społeczeństwo konsumentów
szukających dotychczas jedynie dobrej zabawy próbuje nadać swojemu życiu głębszy
sens – mówi dr Felizitas Romeit-Stracke, profesor turystyki na
uniwersytecie w Monachium. Potrzebę tę potwierdza Barbara Goleman, 36-letnia
Brytyjka, która pracuje jako inspektor w urzędzie skarbowym
w Londynie.
– Po wielu latach pracy z drukami urzędowymi chciałam się przenieść do
innej kultury, pobyć w innym otoczeniu niż na co dzień, bo wtedy najlepiej
odpoczywam.
Jednocześnie nie chciałam, żeby moje
wakacje polegały jedynie na sprawianiu przyjemności sobie – opowiada
Goleman. Zgadza się z nią 48-letnia Robin Glegg, która od 15 lat pracuje w banku
na Guernsey, wyspie na kanale La Manche. Dzięki organizacji Biosphere Expedition
wyjechała na dwunastodniową wyprawę do Namibii, by tam pomagać w ochronie
lampartów, którym grozi wyginięcie.
Turystyka wolontariacka (volunteer
tourism) to obecnie najszybciej rozwijający się segment przemysłu turystycznego.
Rozwija się bardziej dynamicznie niż turystyka lingwistyczna (wyjazdy w celu
poznawania języków). – Z ofert dla wolontariuszy korzystają nawet
małżonkowie w czasie miodowego miesiąca – mówi David Clemmons, założyciel
portalu VolunTourism.org, na którym można znaleźć informacje o instytucjach
organizujących wyjazdy wolontariuszy. Z portalu skorzystała Rosalina Gasperina,
34-letnia Włoszka ze Szwajcarii, która od 15 lat pracuje jako specjalista ds.
sprzedaży w firmie produkującej opakowania. Trafiła do Puno nad jeziorem
Titicaca w Peru. Uczyła języka niemieckiego i pomagała uruchomić kampanię
propagującą prawidłowe żywienie. – Doświadczenie pomocy innym dało mi
znacznie więcej, niż mogłyby zapewnić luksusowe wakacje. – Poczułam się
bardziej wartościowa i potrzebna – przyznaje.
Podobny trend
ujawniły w Polsce badania przeprowadzone przez Brief for Poland, platformę
wymiany informacji na rynku marketingu miejsc. Jak przyznają badani wakacyjny
wolontariat to nie tylko pomoc drugiemu człowiekowi, ale również doskonała
okazja, by podnieść kwalifikacje, spełniać marzenia i znaleźć odskocznię od
codziennych spraw. – Na naszej stronie internetowej zakładka „Jak
wyjechać na misje" jest najczęściej odwiedzana. Zgłaszają się nie tylko
osoby religijne. W każdym człowieku drzemie chęć pomocy innym. Obecnie, gdy
żyjemy w dobrobycie, a nawet nadkonsumpcji, i mamy zaspokojone wszystkie
potrzeby, to uczucie się budzi – mówi ks. Jerzy Limanówka, prezes fundacji
Salvatti. pl zajmującej się wolontariatem w Ruandzie. – Podstawowy warunek
to chcieć być dla innych – mówi Paulina Łokaj w wywiadzie dla Katolickiej
Agencji Informacyjnej. Pracowała jako wolontariuszka w Afryce.
Organizacje
zajmujące się turystyką wolontariuszy działają pod hasłem „Life changing
travel" (podróż, która zmienia życie). Oferują takie zajęcia jak budowanie
domów dla lokalnych społeczności w Hondurasie czy Kenii, opieka nad dziećmi z
patologicznych środowisk w Tanzanii, usuwanie skutków tsunami na Sri Lance czy
tropienie lwów
w Afryce Południowej. Osoby, które skorzystały z takich
wyjazdów, przyznają, że rzeczywiście zmieniają one życie. – Tęsknię za
moimi podopiecznymi. Cały czas utrzymuję z nimi kontakt za pośrednictwem poczty
elektronicznej. Mam nadzieję, że jeszcze do nich wrócę – mówi Jolanta
Eichhorn, która na co dzień pracuje jako nauczycielka języka polskiego. –
Kiedy dorosły moje dzieci, zaczęło mi czegoś brakować. Zgłosiłam się do
sekretariatu misyjnego w podwarszawskich Ząbkach i wyjechałam do Kolumbii
– opowiada. Tam pracowała w internacie – półsierocińcu dla dzieci z
rodzin patologicznych. Podopieczni przebywają tam od niedzieli do piątku, a na
weekendy wracają do swoich
domów. Jolanta Eichhorn wyprawiała je co rano do
szkoły, a potem pomagała im odrabiać lekcje. – Połączyłam swoje marzenia,
bo zawsze pragnęłam wyjechać do Ameryki Południowej, z robieniem czegoś dobrego.
Czasami było trudno, ale praca dla innych i to, że czułam się potrzebna i
spełniona, rekompensowały wysiłek – opowiada.
Prof. Wiesław
Nowakowski pracował na Wydziale Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu Szkoły
Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Pojechał do Ruandy w ramach misji księży
pallotynów. Uaktualniał bazę danych o afrykańskich osieroconych i ubogich
dzieciach, które trafiają w Polsce do tak zwanej adopcji serca, czyli znajdują
przybranych rodziców wysyłających pieniądze na ich utrzymanie i wykształcenie.
Jeździł od parafii do parafii, fotografował i opisywał sytuację rodzinną
afrykańskich dzieci. – To była konkretna pomoc, którą mogłem im ofiarować.
Czułem niebywałą satysfakcję – wspomina teraz. Po powrocie z Ruandy nadal
współpracuje z misjami. Tłumaczy na język francuski listy, które przybrani
rodzice piszą do swoich afrykańskich podopiecznych.
Takie wyjazdy
zmieniają myślenie o sobie. Pomagają dostrzec własne talenty i umiejętności,
które wcześniej nie były potrzebne. – Często wolontariusz ustala sobie w
głowie jakiś plan działania, a kiedy przyjeżdża na miejsce, okazuje się, że
akurat to, co chciał robić, jest zupełnie niepotrzebne. Żeby się odnaleźć w
takiej sytuacji, trzeba mieć otwarte serce i umysł – podkreśla Paulina
Łokaj.
Wolontariusze przyjeżdżają także do Polski. Claudia Kuhn,
25-letnia studentka filologii germańskiej i historii w Kilonii, dwa tygodnie
pomagała przy pracach archeologicznych na terenie byłego obozu koncentracyjnego
na Majdanku. Razem z innymi wolontariuszami przekopywała hałdy ziemi, żeby
odsłonić obozowe łaźnie. – Ta praca razem z Polakami zmieniła moją
perspektywę patrzenia na Holocaust – przyznaje. – Wolontariusze
oprowadzają zagraniczne wycieczki, pomagają w skanowaniu dokumentów,
przygotowują materiały edukacyjne dla turystów, pomagają chronić przed
zniszczeniem zapiski więźniów – mówi Wiesław Wysok, kustosz Państwowego
Muzeum na Majdanku. Zagraniczni ochotnicy w Polsce pracują także w Oświęcimiu
oraz w szkole dla niewidomych dzieci w podwarszawskich Laskach. Większość
organizacji pokrywa koszty mieszkania i wyżywienia, nie płacąc za pracę.
Niektóre instytucje pobierają opłaty za zorganizowanie wyjazdu, ale zwykle
pieniądze są przeznaczane na projekt. Z Niemiec wolontariusze przyjeżdżają w
ramach akcji „Znak pokuty. Służba dla pokoju". Austriaków przysyła
państwo w ramach programu „Nigdy nie zapomnimy”. Nie płacą za
nocleg, a na wyżywienie dostają kieszonkowe. Wolontariusz
na ogół sam
opłaca wizę, podróż i ubezpieczenie, choć niektóre organizacje pokrywają także
te koszty.
Voluntourism dotarł do segmentu usług luksusowych. W 2008
r. sieć hotelowa Ritz Carlton zapoczątkowała projekt „Give Back
Gateways". Goście hotelowi mogą uczestniczyć w inicjatywach nieopodal
hotelu, np. malować domy w Dżakarcie, gotować dla ubogich w Dallas lub sadzić
drzewa wokół wioski dziecięcej na Jamajce. W hotelu Six Senses na Malediwach
każdy gość hotelowy, który jako wolontariusz zaangażuje się raz w tygodniu w
jeden z takich projektów, zapłaci za nocleg połowę ceny.