Co to za kraj, w którym z kryzysem walczy historyk, a wojskiem rzadzi człowiek, który w wojsku nigdy nie był (za to bywał w zakładzie psychiatrycznym jako student)? W którym minister kultury to mistrz obróbki skrawaniem, a z korupcja walczy współtwórczyni słowników? To Polska właśnie! „Wprost” prześwietlił dyplomy naszych polityków.
Gdyby umiejętność rządzenia zależała od wykształcenia, Winston Churchill musiałby być profesorem. W rzeczywistości ten wieloletni premier Wielkiej Brytanii i jeden z najwybitniejszych polityków XX wieku nie ukończył uniwersytetu. Nie dziwi zatem, ze czołowy strateg polskiego rządu Michał Boni nie ma ekonomicznego wykształcenia. Główny doradca premiera zaczynał od marzeń o reżyserii teatralnej, studiował polonistykę, prace magisterska napisał z literatury iberoamerykańskiej, a doktorat z kulturoznawstwa. Jego pierwszym zajęciem było pisanie recenzji i esejów literackich, a wylądował jako rządowy negocjator ze strajkującymi stoczniowcami, autor programu aktywizującego ludzi po pięćdziesiątce i twórca raportu „Polska 2030".
REKLAMA
Wicepremier i szef resortu gospodarki Waldemar Pawlak może się pochwalić dyplomem płockiej samochodówki, tytułem magistra inżyniera uzyskanym na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej oraz rozgrzebanym doktoratem o wykorzystywaniu sieci neuronowych i algorytmów genetycznych do prognozowania trendów gospodarczych. Z kolei jego partyjna koleżanka, minister pracy Jolanta Fedak, to znawczyni PRLowskiego ruchu ludowego. Jej praca magisterska dotyczyła programu oświatowego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. – Na początku temat wydawał mi się nudny i nie chciałam go pisać – przyznaje Jolanta Fedak w rozmowie z „Wprost". – Ostatecznie obroniłam się jednak na piątkę, a dzięki tej pracy trafi łam do polityki, bo mój promotor był członkiem ZSL i wciągnął mnie do ruchu ludowego.
Minister obrony Bogdan Klich jest psychiatra i historykiem sztuki. Obie dziedziny udało mu sie zreszta zrecznie połaczyc w pracy magisterskiej o twórczości artystycznej osób chorych psychicznie. W wojsku Klich nigdy nie był. Po studiach poszedł jedynie na wakacyjny kurs szkoleniowy, z którego został wyrzucony za… bunt przeciw jakości stołówkowego jedzenia. Z kolei minister kultury Bogdan Zdrojewski to prawdziwy majster z fachem w ręku. Jest specjalistą obróbki skrawaniem, potrafi obsługiwać frezarkę i tokarkę, ma uprawnienia spawacza oraz dyplom ukończenia technikum kolejowego. W przeciwieństwie do Klicha ma jednak na swoim koncie tytuły naukowe zbieżne z tym, czym zajmuje się w rządzie: jest magistrem filozofii i kulturoznawstwa.
– Skończyłam polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, a pracę magisterską napisałam o wpływach malarstwa, głównie Józefa Chełmońskiego i artystów flamandzkich, na filmy Andrzeja Wajdy. Zebrałam też materiał na doktorat o związkach i stowarzyszeniach literackich w Polsce w latach 1945-1980, ale nie udało mi się go skończyć, bo trafiłam do kancelarii Lecha Wałęsy – wspomina w rozmowie z „Wprost" Julia Pitera, pełnomocnik premiera do walki z korupcją. Do kancelarii Lecha Wałęsy ściągnął ją Jarosław Kaczyński, którego poznała przez znajomą z Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk – Jadwigę Kaczyńską. Bezpośrednio przed wejściem do polityki Pitera zajmowała się w PAN pisaniem słowników: pseudonimów pisarzy polskich oraz badaczy literatury.
Co to za kraj, w którym z kryzysem walczy historyk, a
wojskiem rzadzi człowiek, który w wojsku nigdy nie był (za to bywał w zakładzie
psychiatrycznym jako student)? W którym minister kultury to mistrz obróbki
skrawaniem, a z korupcja walczy współtwórczyni słowników? To Polska właśnie!
„Wprost” prześwietlił dyplomy naszych polityków.
Gdyby umiejętność rządzenia zależała od wykształcenia,
Winston Churchill musiałby być profesorem. W rzeczywistości ten wieloletni
premier Wielkiej Brytanii i jeden z najwybitniejszych polityków XX wieku nie
ukończył uniwersytetu. Nie dziwi zatem, ze czołowy strateg polskiego rządu
Michał Boni nie ma ekonomicznego wykształcenia. Główny doradca premiera zaczynał
od marzeń o reżyserii teatralnej, studiował polonistykę, prace magisterska
napisał z literatury iberoamerykańskiej, a doktorat z kulturoznawstwa. Jego
pierwszym zajęciem było pisanie recenzji i esejów literackich, a wylądował jako
rządowy negocjator ze strajkującymi stoczniowcami, autor programu aktywizującego
ludzi po pięćdziesiątce i twórca raportu „Polska 2030".Wicepremier i szef resortu gospodarki Waldemar Pawlak może się
pochwalić dyplomem płockiej samochodówki, tytułem magistra inżyniera uzyskanym
na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej oraz
rozgrzebanym doktoratem o wykorzystywaniu sieci neuronowych i algorytmów
genetycznych do prognozowania trendów gospodarczych. Z kolei jego partyjna
koleżanka, minister pracy Jolanta Fedak, to znawczyni PRLowskiego ruchu
ludowego. Jej praca magisterska dotyczyła programu oświatowego Zjednoczonego
Stronnictwa Ludowego. – Na początku temat wydawał mi się nudny i nie
chciałam go pisać – przyznaje Jolanta Fedak w rozmowie z
„Wprost". – Ostatecznie obroniłam się jednak na piątkę, a
dzięki tej pracy trafi łam do polityki, bo mój promotor był członkiem ZSL i
wciągnął mnie do ruchu ludowego.
Minister obrony Bogdan Klich jest
psychiatra i historykiem sztuki. Obie dziedziny udało mu sie zreszta zrecznie
połaczyc w pracy magisterskiej o twórczości artystycznej osób chorych
psychicznie. W wojsku Klich nigdy nie był. Po studiach poszedł jedynie na
wakacyjny kurs szkoleniowy, z którego został wyrzucony za… bunt przeciw
jakości stołówkowego jedzenia. Z kolei minister kultury Bogdan Zdrojewski to
prawdziwy majster z fachem w ręku. Jest specjalistą obróbki skrawaniem, potrafi
obsługiwać frezarkę i tokarkę, ma uprawnienia spawacza oraz dyplom ukończenia
technikum kolejowego. W przeciwieństwie do Klicha ma jednak na swoim koncie
tytuły naukowe zbieżne z tym, czym zajmuje się w rządzie: jest magistrem
filozofii i kulturoznawstwa.
– Skończyłam polonistykę na
Uniwersytecie Warszawskim, a pracę magisterską napisałam o wpływach malarstwa,
głównie Józefa Chełmońskiego i artystów flamandzkich, na filmy Andrzeja Wajdy.
Zebrałam też materiał na doktorat o związkach i stowarzyszeniach literackich w
Polsce w latach 1945-1980, ale nie udało mi się go skończyć, bo trafiłam do
kancelarii Lecha Wałęsy – wspomina w rozmowie z „Wprost" Julia
Pitera, pełnomocnik premiera do walki z korupcją. Do kancelarii Lecha Wałęsy
ściągnął ją Jarosław Kaczyński, którego poznała przez znajomą z Instytutu Badań
Literackich Polskiej Akademii Nauk – Jadwigę Kaczyńską. Bezpośrednio przed
wejściem do polityki Pitera zajmowała się w PAN pisaniem słowników: pseudonimów
pisarzy polskich oraz badaczy literatury.
Polonistyczne wykształcenie
ma kolega Pitery z kancelarii premiera Rafał Grupiński, który napisał pracę
magisterską o reminiscencjach pirronizmu w polskim romantyzmie. Podobnie jak
Pitera zabrał się do doktoratu i podobnie jak ona nigdy go nie skończył. –
Interesowała mnie twórczość Romana Jaworskiego, oryginała i mentora młodego
Witkacego. Zaangażowanie w ruch podziemny w latach 80. zmieniło jednak
hierarchię celów i już do tego nie wróciłem – mówi „Wprost"
Rafał Grupiński. Na tle znawców ruchu ludowego, psychiatrów, spawaczy i badaczy
pirronizmu zwyczajnie prezentuje się dorobek naukowy premiera Donalda Tuska i
jego dwóch najbliższych współpracowników: Grzegorza Schetyny i Sławomira Nowaka.
Tusk jest historykiem, a swoją pracę magisterską poświęcił legendzie Józefa
Piłsudskiego. – Analizował tam ówczesną prasę, także młodzieżową,
opowiadania, wiersze. Wybór tego tematu był także dowodem sympatii dla marszałka
i jego politycznych koncepcji – wspomina w rozmowie z „Wprost"
Wojciech Duda, przyjaciel Tuska. Schetyna, także historyk, pisał o jednym z
przedwojennych pism Jerzego Giedroycia. Z kolei Nowak, magister politologii, na
temat pracy dyplomowej wybrał NATO i perspektywy bezpieczeństwa
międzynarodowego.
Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych,
skończył Oksford, a minister finansów Jan Rostowski – London School of
Economics. Natomiast szef resortu rolnictwa Marek Sawicki ma doktorat z metod
osłony ziemniaka na środkowym Podlasiu. W wypadku dwóch pierwszych opozycja
zgłaszała jednak zastrzeżenia co do ich kwalifikacji. Poseł PiS Karol Karski,
doktor prawa, wysłał nawet pismo do premiera, w którym pytał, czy szef MSZ
ukończył Oksford na poziomie licencjatu czy magisterium (okazało się, że na tym
drugim). Kompetencje Rostowskiego podważyła natomiast Zyta Gilowska, profesor
nauk ekonomicznych. Zarzuciła mu m.in. brak doktoratu. „Odnoszę wrażenie,
że niezbyt orientuje się w naszych realiach. Może chciał się sprawdzić w
finansach, tak jak słynny Staszek w biznesie" – mówiła Gilowska w
wywiadzie dla „Polski". Przedmiotem publicznej debaty było także
wykształcenie Władysława Bartoszewskiego i braci Kaczyńskich. Bartoszewskiemu,
najsłynniejszemu profesorowi wśród polityków, w rzeczywistości nigdy nie było
dane ukończyć studiów (przerywały mu je wojna, odsiadka w komunistycznym
więzieniu i skreślenie z listy studentów w 1962 r.). Brak magisterium wypominał
Bartoszewskiemu ideolog Radia Maryja Jerzy Robert Nowak, konsekwentnie nazywając
go „uzdolnionym maturzystą". Co ciekawe, sam Nowak bardzo chętnie
tytułuje się profesorem, choć de facto ma stopień naukowy doktora
habilitowanego.
Prześwietlaniem dorobku naukowego braci Kaczyńskich
zajęli się do spółki Janusz Palikot i dziennikarze „Polityki".
Pierwszy zorganizował w Muzeum Komunizmu w Kozłówce publiczny odczyt doktoratu
prezydenta z zakresu prawa pracy. Z satysfakcją ujawnił tam, że Lech Kaczyński,
który ma stopień doktora habilitowanego, posługiwał się w swojej pracy
marksistowskim aparatem pojęciowym. Pisał o „walce klasowej
proletariatu" i „wyzysku klasy robotniczej". Sam Palikot zarzeka
się w rozmowie z „Wprost”, że w jego magisterce
(„Transcendentalna jedność a percepcja u Kanta”) i niedokończonym
doktoracie („Fenomenologia transcendentalna Husserla”) nie ma słowa
ani o Marksie, ani o Leninie. „Polityka” szukała za to
kompromitujących ustępów w doktoracie prezesa PiS („Rola ciał kolegialnych
w kierowaniu szkołą wyższą”), ale efekty były mizerne. O ile reminiscencje
marksizmu-leninizmu zostały gruntownie przebadane w pracach Kaczyńskich, o tyle
lekturą dotąd niezgłębioną – niesłusznie – przez Palikota i
„Politykę” pozostaje doktorat Hanny Gronkiewicz-Waltz „Rola
ministra branżowego w zarządzaniu gospodarką państwową”.