Dziennik „Haarec" opublikował niedawno „mapę nienawiści". Znaleźli się na niej izraelscy Arabowie, imigranci z Etiopii, ortodoksi, osadnicy z Zachodniego Brzegu, nielegalni obcy robotnicy i imigranci z byłego Związku Radzieckiego. Izrael jest jeszcze państwem „w drodze" i społeczeństwem podzielonym na grupy i podgrupy. Zastanawiający jest ambiwalentny stosunek do imigrantów z byłego ZSRR.
REKLAMA
Z jednej strony, docenia się ich wkład w budowę państwa, w jego bezpieczeństwo i obronność, z drugiej – każda blondynka na ulicy jest potencjalną prostytutką, a każdy wąsaty mężczyzna członkiem mafii. Z danych opublikowanych przez Instytut Demokracji w Jerozolimie wynika, że aż 68 proc. zasiedziałych Izraelczyków uważa, że rosyjska imigracja jest odpowiedzialna za bezprecedensowy wzrost przestępczości. W poplątanej konstelacji obcości, wrogości i podziałów dominują nienawistne stosunki między ortodoksami a świecką częścią społeczeństwa. Dochodzą one do głosu w różnych miejscach w Izraelu, a szczególnie w Jerozolimie. Na styku bastionu ortodoksów, dzielnicy Mea Szearim (Sto Bram), ze świeckimi kwartałami miasta straszą zgliszcza spalonych straganów i pojemników na śmieci. W każdy piątek na ulice wychodzą tysięczne tłumy w czarnych kapotach, które walczą o zachowanie żydowskiego charakteru Jerozolimy. „Kozacy Pana Boga", jak ich nazywają, walczą już nie tylko w obronie własnego getta i podstawowych nakazów religii żydowskiej, ale również o przyszłe oblicze państwa.
Ortodoksyjna intifada na ulicach stolicy jest również aktem nieufności wobec instytucji świeckiego państwa. Nieprzypadkowo lipcowy incydent związany z aresztowaniem religijnej matki podejrzanej o znęcanie się nad dzieckiem przerodził się w spontaniczne demonstracje przeciwko rządowi i władzom miejskim. Po raz pierwszy w historii Izraela Żydzi zaatakowali instytucje państwowe, w tym ministerstwa edukacji, pracy i opieki społecznej oraz siedzibę rady miejskiej. Do minującą rolę w zajściach w Jerozolimie odgrywają ortodoksi z Neturei Karta (Strażnicy Miasta), niewielkiej skrajnej grupy utworzonej sto lat temu przez rabinów węgierskich. Nie uznają oni Izraela, uważając, że prawdziwe państwo żydowskie powstanie dopiero po nadejściu Mesjasza. Ale w odróżnieniu od „normalnych" burzliwych zajść w przeszłości tym razem na ulice wyszli zwykli mieszkańcy dzielnic ortodoksyjnych, którzy walczą o przetrwanie swojego prywatnego starego świata.
Kozacy Pana Boga
Dziennik „Haarec" opublikował niedawno
„mapę nienawiści". Znaleźli się na niej izraelscy Arabowie, imigranci
z Etiopii, ortodoksi, osadnicy z Zachodniego Brzegu, nielegalni obcy robotnicy i
imigranci z byłego Związku Radzieckiego. Izrael jest jeszcze państwem „w
drodze" i społeczeństwem podzielonym na grupy i podgrupy. Zastanawiający
jest ambiwalentny stosunek do imigrantów z byłego ZSRR.
Z jednej strony, docenia się ich wkład w budowę państwa, w jego bezpieczeństwo
i obronność, z drugiej – każda blondynka na ulicy jest potencjalną
prostytutką, a każdy wąsaty mężczyzna członkiem mafii. Z danych opublikowanych
przez Instytut Demokracji w Jerozolimie wynika, że aż 68 proc. zasiedziałych
Izraelczyków uważa, że rosyjska imigracja jest odpowiedzialna za bezprecedensowy
wzrost przestępczości. W poplątanej konstelacji obcości, wrogości i podziałów
dominują nienawistne stosunki między ortodoksami a świecką częścią
społeczeństwa. Dochodzą one do głosu w różnych miejscach w Izraelu, a
szczególnie w Jerozolimie. Na styku bastionu ortodoksów, dzielnicy Mea Szearim
(Sto Bram), ze świeckimi kwartałami miasta straszą zgliszcza spalonych straganów
i pojemników na śmieci. W każdy piątek na ulice wychodzą tysięczne tłumy w
czarnych kapotach, które walczą o zachowanie żydowskiego charakteru Jerozolimy.
„Kozacy Pana Boga", jak ich nazywają, walczą już nie tylko w obronie
własnego getta i podstawowych nakazów religii żydowskiej, ale również o przyszłe
oblicze państwa.
Ortodoksyjna intifada na ulicach stolicy jest
również aktem nieufności wobec instytucji świeckiego państwa. Nieprzypadkowo
lipcowy incydent związany z aresztowaniem religijnej matki podejrzanej o
znęcanie się nad dzieckiem przerodził się w spontaniczne demonstracje przeciwko
rządowi i władzom miejskim. Po raz pierwszy w historii Izraela Żydzi zaatakowali
instytucje państwowe, w tym ministerstwa edukacji, pracy i opieki społecznej
oraz siedzibę rady miejskiej. Do minującą rolę w zajściach w Jerozolimie
odgrywają ortodoksi z Neturei Karta (Strażnicy Miasta), niewielkiej skrajnej
grupy utworzonej sto lat temu przez rabinów węgierskich. Nie uznają oni Izraela,
uważając, że prawdziwe państwo żydowskie powstanie dopiero po nadejściu
Mesjasza. Ale w odróżnieniu od „normalnych" burzliwych zajść w
przeszłości tym razem na ulice wyszli zwykli mieszkańcy dzielnic ortodoksyjnych,
którzy walczą o przetrwanie swojego prywatnego starego świata.
Szaj
Horowitz, religijny działacz społeczny z Jerozolimy, opowiada, że ortodoksi
przyzwyczaili się już do świeckiej nienawiści. Jest ona oparta na stereotypach
oraz na kompletnej nieznajomości judaizmu i historii narodu żydowskiego. Według
niego kuźnią intelektualnej wrogości do ortodoksów są uniwersytety, środki
masowego przekazu, sądownictwo i świeckie partie. Inni działacze religijni mówią
nawet o „maccartyzmie" liberałów. Izraelscy ortodoksi czują się
sfrustrowani i zdradzeni za każdym razem, gdy większość obraża ich, demonstruje
wobec nich pogardę i na przymus religijny odpowiada wyrafinowanym przymusem
antyreligijnym. Utarła się opinia, że przyczyną żydowskiego rozdarcia są
roszczeniowe postawy środowisk religijnych, co częściowo jest prawdą. Jednak
również społeczność świecka stoi przed koniecznością swoistego rachunku sumienia
i wyciągnięcia nauk z historii.
Wszak wojna Żydów z Żydami
doprowadziła kiedyś do zburzenia świątyni Salomona.