Jest koniec sierpnia i trwają wakacje, ale jedna z toruńskich podstawówek pęka w szwach. Po korytarzach nie biegają jednak uczniowie, tylko postaci w dziwnych strojach, gotyckie lolitki czy dziewczyny w wiktoriańskich sukniach. Czasem trudno nawet określić ich płeć. Średnia wieku to 15-21 lat. Właśnie odbywa się Piernicon, czyli Toruński Konwent Miłośników Kultury Japońskiej. A nastolatki to wielbiciele subkultury zwanej cosplay.
REKLAMA
Costume playing, bo tak brzmi pełna nazwa ruchu cosplay, narodził się w Japonii w latach 80. wśród fanów mangi (japońskich komiksów) i anime (japońskich filmów animowanych) i polegał na przebieraniu się za bohaterów popularnych tytułów. Dzisiaj można się wcielić także w role gwiazd zespołów muzycznych, przebrać za postaci z gier komputerowych lub filmów. Aby w pełni się upodobnić do wybranego bohatera, cosplayerzy naśladują jego głos, gesty, sposób poruszania. – Szanujący się polscy cosplayerzy nigdy nie kupią stroju. W środowisku uznano by to za obciach – deklaruje obecny na Pierniconie chłopak przebrany za Julio Cesare z anime „Zero No Tsukaima". Na konwent przyjechał ze Szczecina. – To odróżnia nas od reszty świata – dodaje. Choć fani cosplay spotykają się tylko kilka razy w roku na imprezach, takich jak toruński Piernicon, krakowski Magnificon czy wrocławska Baka, starają się utrzymywać stały kontakt. – Komunikujemy się przez fora internetowe, gdzie można znaleźć wskazówki, jak zrobić kostium czy odegrać scenkę – mówi para, która przebrała się za bohaterów „Final Fantasy XIII". Konwenty to jednak nie tylko okazja do spotkań i pokazania się w nowym stroju. Na Pierniconie przez trzy dni trwają koncerty, turnieje gier komputerowych, warsztaty i panele dyskusyjne. Można się dowiedzieć, jak zrobić kostium, nauczyc śpiewać japońskie piosenki, poznać regulacje prawne dotyczące loliconów i shotaconów, czyli erotycznej mangowej sztuki przedstawiającej nieletnie postacie. Choć na zlotach cosplay w Polsce pojawia się nawet dwa tysiące osób, przebiera się tylko 150-200. Reszta się przygląda. Bo w Polsce cosplay to jeszcze młode zjawisko, przyjęło się zaledwie dwa lata temu. – Na początku konwenty przyciągały głównie fanów mangi i anime, niewiele osób szyło kostiumy. W konkursach startowało kilkanaście osób – wspomina Robert Glasel, wieloletni bywalec konwentów. – Z roku na rok ludzie szyja coraz ciekawsze stroje, coraz dokładniej odgrywają scenki – dodaje. Wciąż daleko nam jednak do Zachodu. W lipcu 2009 r. w kalifornijskim Anime Expo wzięło udział 44 tys. osób. Na Comiket organizowanym dwa razy w roku w Tokio pojawia się pół miliona fanów. U nas cosplay jest uwazany za zabawę dla nastolatków, podczas gdy na świecie także dla dorosłych jest okazja do wcielania się w fikcyjne postacie. Najwięcej i zarazem największych konwentów jest organizowanych w Japonii, a cosplayerów można tam spotkać na ulicach dzielnicy Akihabara. Niemal w każdym domu towarowym jest piętro ze specjalistycznymi strojami. Ogromna popularnością cieszą się kawiarnie i restauracje, w których kelnerki i kelnerzy są przebrani za postacie z filmów, komiksów i gier komputerowych. Specjalna odmiana sa tzw. maid café, gdzie obsługa jest przebrana za francuskie pokojówki i nie traktuje gości jak klientów, tylko jak pracodawców w prywatnym domu – na powitanie można tam usłyszeć: „Witaj w domu, panie".
Gra w lolitę
Jest koniec sierpnia i trwają wakacje, ale jedna z
toruńskich podstawówek pęka w szwach. Po korytarzach nie biegają jednak
uczniowie, tylko postaci w dziwnych strojach, gotyckie lolitki czy dziewczyny w
wiktoriańskich sukniach. Czasem trudno nawet określić ich płeć. Średnia wieku to
15-21 lat. Właśnie odbywa się Piernicon, czyli Toruński Konwent Miłośników
Kultury Japońskiej. A nastolatki to wielbiciele subkultury zwanej cosplay. Costume playing, bo tak brzmi pełna nazwa ruchu cosplay,
narodził się w Japonii w latach 80. wśród fanów mangi (japońskich komiksów) i
anime (japońskich filmów animowanych) i polegał na przebieraniu się za bohaterów
popularnych tytułów. Dzisiaj można się wcielić także w role gwiazd zespołów
muzycznych, przebrać za postaci z gier komputerowych lub filmów. Aby w pełni
się upodobnić do wybranego bohatera, cosplayerzy naśladują jego głos, gesty,
sposób poruszania. – Szanujący się polscy cosplayerzy nigdy nie kupią
stroju. W środowisku uznano by to za obciach – deklaruje obecny na
Pierniconie chłopak przebrany za Julio Cesare z anime „Zero No
Tsukaima". Na konwent przyjechał ze Szczecina. – To odróżnia nas od
reszty świata – dodaje. Choć fani cosplay spotykają się tylko kilka razy
w roku na imprezach, takich jak toruński Piernicon, krakowski Magnificon czy
wrocławska Baka, starają się utrzymywać stały kontakt. – Komunikujemy się
przez fora internetowe, gdzie można znaleźć wskazówki, jak zrobić kostium czy
odegrać scenkę – mówi para, która przebrała się za bohaterów „Final
Fantasy XIII". Konwenty to jednak nie tylko okazja do spotkań i pokazania
się w nowym stroju. Na Pierniconie przez trzy dni trwają koncerty, turnieje gier
komputerowych, warsztaty i panele dyskusyjne. Można się dowiedzieć, jak zrobić
kostium, nauczyc śpiewać japońskie piosenki, poznać regulacje prawne dotyczące
loliconów i shotaconów, czyli erotycznej mangowej sztuki przedstawiającej
nieletnie postacie.
Choć na zlotach cosplay w Polsce pojawia się
nawet dwa tysiące osób, przebiera się tylko 150-200. Reszta się przygląda. Bo w
Polsce cosplay to jeszcze młode zjawisko, przyjęło się zaledwie dwa lata temu.
– Na początku konwenty przyciągały głównie fanów mangi i anime, niewiele
osób szyło kostiumy. W konkursach startowało kilkanaście osób – wspomina
Robert Glasel, wieloletni bywalec konwentów. – Z roku na rok ludzie szyja
coraz ciekawsze stroje, coraz dokładniej odgrywają scenki – dodaje. Wciąż
daleko nam jednak do Zachodu. W lipcu 2009 r. w kalifornijskim Anime Expo wzięło
udział 44 tys. osób. Na Comiket organizowanym dwa razy w roku w Tokio pojawia
się pół miliona fanów. U nas cosplay jest uwazany za zabawę dla nastolatków,
podczas gdy na świecie także dla dorosłych jest okazja do wcielania się w
fikcyjne postacie. Najwięcej i zarazem największych konwentów jest
organizowanych w Japonii, a cosplayerów można tam spotkać na ulicach dzielnicy
Akihabara. Niemal w każdym domu towarowym jest piętro ze specjalistycznymi
strojami. Ogromna popularnością cieszą się kawiarnie i restauracje, w których
kelnerki i kelnerzy są przebrani za postacie z filmów, komiksów i gier
komputerowych. Specjalna odmiana sa tzw. maid café, gdzie obsługa jest przebrana
za francuskie pokojówki i nie traktuje gości jak klientów, tylko jak pracodawców
w prywatnym domu – na powitanie można tam usłyszeć: „Witaj w domu,
panie".
Pomysł na cosplayowe bary i restauracje tak się
spodobał, ze podobne lokale zaczęły powstawać m.in. w Hongkongu, na Tajwanie, w
Singapurze, Meksyku i Kanadzie. Najbardziej ekstremalnym przejawem kultury
cosplay są japońskie domy publiczne, w których prostytutki są przebrane nie tyko
za pielęgniarki, policjantki i uczennice, ale także za popularne postacie anime.
Dobra zabawa to niejedyny powód, dla którego dorośli i nastolatki zachowują się
jak dzieci. – Cosplay jest dla mnie ucieczka od stresu i negatywnych
aspektów życia. Pomógł mi poczuć się lepiej we własnej skórze, zwiększyć pewność
siebie – tłumaczy Steve Malrich ze Stanów Zjednoczonych. – Młodzi
ludzie odczuwają potrzebę identyfikacji z postaciami, które są dla nich ważne.
Jest to naturalny proces kształtowania osobowości – wyjaśnia psycholog
Wiesław Slósarz. Cos-play, tak jak przynależność do jakiejkolwiek subkultury,
ułatwia nawiązywanie wiezi. Na konwencie łatwiej zaczepić obcego człowieka niz
na ulicy i zacząć z nim rozmowę. Obie strony wiedza bowiem, ze maja z sobą
coś wspólnego.
Dla części cosplayerów ich hobby jest sposobem na
wyrażanie siebie. – Szycie kostiumów i przebieranie sie to forma sztuki.
Tylko takiej nowoczesnej, 3D – mówi fanka kryjąca się pod nickiem
StarsCassiopeia. – Dla mnie cosplay jest o krok od amatorskiego teatru.
Przeobrażanie się na jeden dzień w kogoś innego to jak granie na scenie. Z ta
różnicą, ze jest się tez własnym stylista i kostiumologiem – mówi Shuldig
ze Szwecji. Dla niej najważniejsze jest odgrywanie psychologicznych aspektów
postaci. Z kolei dla Arcanestatica ze Stanów liczy się przede wszystkim strój, a
właściwie proces jego tworzenia. – Wszedłem w te subkulturę, bo uwielbiam
kostiumy. Czytam mangi i oglądam anime nawet nie dlatego, że lobię. Po prostu
czerpie z nich inspiracje do szycia kolejnych przebrań. Gdy akurat nie mam
żadnego kostiumu do zrobienia, staje się nerwowy – wyznaje. Jeszcze inni
dzięki cosplayowi chcą zwrócić na siebie uwagę. Dzięki temu czuja się inni,
wyróżniają się z tłumu. Błysk fleszy to dla nich najlepsza nagroda za miesiące
spedzone nad szyciem kostiumu.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|