Tak, Tadeusz Mazowiecki odwalił kawał dobrej roboty i zasługuje na
szacunek. Problemem jest jednak to, co się działo w jego rządzie i wokół
niego. Niby wszyscy znali „uczciwość" generałów Kiszczaka czy
Siwickiego, ale nie doceniali ich perfidii i przeszkolenia. Kiszczak był
cały w ukłonach, lansadach i uśmiechach i tak oddany nowej polskiej
demokracji, że aż łuna dobrej woli od niego biła. To na pokaz, żeby
uśpić czujność, żeby kwitła naiwna wiara solidarnościowych elit w
„demokratyczne ukąszenie" (odwrotność „heglowskiego ukąszenia”
komunistów) ludzi dawnego reżimu. Wy się zachłystujcie wolnością,
bajajcie o demokracji, a my zrobimy to, co trzeba – kombinowali Kiszczak
i jego ludzie.
REKLAMA
W 1989 r. nic się nie działo spontanicznie i pewnie wtedy
niewiele można było na to poradzić. Nie obciąża to Tadeusza
Mazowieckiego, bo z tej historycznej okazji trzeba było skorzystać,
czego ówczesna opozycja była świadoma. Nie zmienia to faktu, że wszystko
było wówczas wykalkulowane w Moskwie (świadczą o tym choćby tzw.
dokumenty Aleksandra Jakowlewa, bliskiego współpracownika Gorbaczowa), a
potem przećwiczone z takimi ludźmi jak Kiszczak podczas wizyt jesienią
1988 r. w „bratnich krajach" szefa KGB Władimira Kriuczkowa. Wtedy w
rozmowach Sowietów z częścią opozycji (konstruktywnej) upewniono się, że
rozumie ona „geostrategiczne ograniczenia". Dlatego Moskwa ze spokojem
pogodziła się z trwałą zmianą systemową i postanowiła nią sterować. A
Polska była dla niej idealnym poligonem. Przewidywano zainstalowanie
demokracji wielopartyjnej i ustrój gospodarczy nazywany
„postkapitalizmem”, w którym swoi ludzie będą rozdawać karty.
Postulowano reformy w stylu Balcerowicza, kierując się wzorami z Ameryki
Południowej. Przewidywano nawet członkostwo wyzwolonych satelitów w Unii
Europejskiej. Nie przewidziano tylko, że rozpadnie się ZSRR, czyli
dojdzie do dezintegracji centrum tego planu. Co jednak nie przeszkodziło
wprowadzić go w życie i co umożliwiło potem Rosji głębokie „mieszanie” w
byłych krajach satelickich.
Jaruzelski i Kiszczak sprzedawali moskiewski plan jako własny, jako
„polską drogę". I przed, i po „okrągłym stole" zaczęli opozycjonistów
oplątywać siecią koncesji i jednocześnie zobowiązań. Żeby powstała
swoista wspólnota reformatorów. I dzięki temu mieli spokój, by robić
swoje, czyli czyścić archiwa, szantażować dawnych ważnych konfidentów,
instalować się w biznesie, podłączać do transferów publicznych środków
do prywatnego sektora itp. To prawda, że doszło wtedy do historycznego
przełomu, do odzyskania wolności, ale warto pamiętać, że ludzie dawnego
reżimu wykorzystywali entuzjazm i szczere chęci solidarnościowych elit
jako parawan do realizacji własnego (moskiewskiego) planu. Niestety,
częściowo został on wprowadzony w życie. Niestety, skutki tego odczuwamy
do dzisiaj.
Na stronie - Plan Kiszczaka
Tak, Tadeusz Mazowiecki odwalił kawał dobrej roboty i
zasługuje na
szacunek. Problemem jest jednak to, co się działo w jego rządzie i wokół
niego. Niby wszyscy znali „uczciwość" generałów Kiszczaka czy
Siwickiego, ale nie doceniali ich perfidii i przeszkolenia. Kiszczak był
cały w ukłonach, lansadach i uśmiechach i tak oddany nowej polskiej
demokracji, że aż łuna dobrej woli od niego biła. To na pokaz, żeby
uśpić czujność, żeby kwitła naiwna wiara solidarnościowych elit w
„demokratyczne ukąszenie" (odwrotność „heglowskiego
ukąszenia”
komunistów) ludzi dawnego reżimu. Wy się zachłystujcie wolnością,
bajajcie o demokracji, a my zrobimy to, co trzeba – kombinowali Kiszczak
i jego ludzie.
W 1989 r. nic się nie działo spontanicznie i pewnie
wtedy
niewiele można było na to poradzić. Nie obciąża to Tadeusza
Mazowieckiego, bo z tej historycznej okazji trzeba było skorzystać,
czego ówczesna opozycja była świadoma. Nie zmienia to faktu, że wszystko
było wówczas wykalkulowane w Moskwie (świadczą o tym choćby tzw.
dokumenty Aleksandra Jakowlewa, bliskiego współpracownika Gorbaczowa), a
potem przećwiczone z takimi ludźmi jak Kiszczak podczas wizyt jesienią
1988 r. w „bratnich krajach" szefa KGB Władimira Kriuczkowa. Wtedy
w
rozmowach Sowietów z częścią opozycji (konstruktywnej) upewniono się, że
rozumie ona „geostrategiczne ograniczenia". Dlatego Moskwa ze
spokojem
pogodziła się z trwałą zmianą systemową i postanowiła nią sterować. A
Polska była dla niej idealnym poligonem. Przewidywano zainstalowanie
demokracji wielopartyjnej i ustrój gospodarczy nazywany
„postkapitalizmem”, w którym swoi ludzie będą rozdawać karty.
Postulowano reformy w stylu Balcerowicza, kierując się wzorami z Ameryki
Południowej. Przewidywano nawet członkostwo wyzwolonych satelitów w Unii
Europejskiej. Nie przewidziano tylko, że rozpadnie się ZSRR, czyli
dojdzie do dezintegracji centrum tego planu. Co jednak nie przeszkodziło
wprowadzić go w życie i co umożliwiło potem Rosji głębokie
„mieszanie” w
byłych krajach satelickich.
Jaruzelski i Kiszczak sprzedawali moskiewski plan jako własny, jako
„polską drogę". I przed, i po „okrągłym stole" zaczęli
opozycjonistów
oplątywać siecią koncesji i jednocześnie zobowiązań. Żeby powstała
swoista wspólnota reformatorów. I dzięki temu mieli spokój, by robić
swoje, czyli czyścić archiwa, szantażować dawnych ważnych konfidentów,
instalować się w biznesie, podłączać do transferów publicznych środków
do prywatnego sektora itp. To prawda, że doszło wtedy do historycznego
przełomu, do odzyskania wolności, ale warto pamiętać, że ludzie dawnego
reżimu wykorzystywali entuzjazm i szczere chęci solidarnościowych elit
jako parawan do realizacji własnego (moskiewskiego) planu. Niestety,
częściowo został on wprowadzony w życie. Niestety, skutki tego odczuwamy
do dzisiaj.