Nie dość, że większość widzów reaguje spontanicznie i
pozytywnie na jego twórczość, to jeszcze niechętnych krytyków ma jedynie
w kraju nad Wisłą. Za to za granicą uznaje się Mitoraja za jednego z
najwybitniejszych kontynuatorów Augusta Rodina. Jego najdroższe prace
kosztują milion euro, a i tak nie brakuje mu zamówień na kolejną dekadę.
Ludzka zabandażowana spiżowa maska Mitoraja stała się autonomiczną i
rozpoznawalną marką. Dziś jest powielana nawet jako brelok do kluczy,
np. symbol w kampanii Amnesty International. Maski Mitoraja oglądają
wszyscy, bo są rozsiane po całym świecie i stoją w najbardziej
prestiżowych miejscach, m.in. w parku Olimpijskim w Genewie, paryskiej
dzielnicy La Défence, florenckich Ogrodach Boboli, przed londyńskim
British Museum czy mediolańską La Scalą. Teraz Mitoraj doczekał się też
wystawy w warszawskiej galerii Skwer. Jak sam żartuje, w tym miejscu
kiedyś istniał szalet miejski, podobno słynny. Teraz jest tu znakomite
nowoczesne centrum kultury, filia Fabryki Trzciny.
REKLAMA
Wystawa prac Igora Mitoraja (do 7 października) prezentuje 22 rzeźby oraz trzy obrazy enkaustyczne. To zapomniana technika używana już w starożytnej Grecji do malowania marmurowych powierzchni, a jeszcze później stosowana w bizantyjskich ikonach. Z kolei trzy rzeźby obrazują metaforę dwóch najważniejszych symboli w historii chrześcijaństwa: zwiastowania Marii przez Archanioła Gabriela i postać Chrystusa Zmartwychwstałego. Takie same figury zdobią drzwi rzymskiej bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri (św. Marii Aniołów i Męczenników). One również stanowiły
inspirację dla nowych, czterometrowych wrót do sanktuarium Matki Bożej
Łaskawej, Patronki Warszawy, na Starym Mieście, które Mitoraj wykonał
dla jezuitów.
Mitoraj nie był nigdy artystą sakralnym: o wykonanie wrót
poprosili go sami zakonnicy, uzyskując po akceptacji projektu zgodę
konserwatora zabytków. To słynne sanktuarium założył
Piotr Skarga 400 lat temu. Podczas inauguracyjnego odsłonięcia wrót
zjawiło się ponad 2 tys. osób. O takiej frekwencji inni artyści mogą
jedynie marzyć.
Mitoraj nawiązuje do greckich rzeźbiarzy i spuścizny mistrzów renesansu.
Inspiruje go też sztuka Azteków, rzeźba hinduska i chińska. Jego rzeźby
to zazwyczaj fragmenty ciał nieskazitelnie pięknych, lecz okaleczonych,
nie przez czas tak jak greckie posągi, lecz celowo – przez artystę.
Niektórym z nich nadaje mitologiczne nazwy,ale same rzeźby w żaden
sposób nie są ilustracją mitologicznych bóstw. Są jedynie ich
metaforami. Uniwersalizm sztuki Mitoraja polega m.in. na tym, że
człowieka traktuje jako gatunek. Używając archetypicznych symboli i
zasad rzeźbienia z czasów Fidiasza, dociera do każdej nacji i kultury.
Niezależnie od tego, czy ktoś jest Turkiem czy Polakiem, instynktownie
wchodzi do maski Mitoraja, by choć raz zobaczyć świat spod spiżowych
powiek.
Między maskami
Nie dość, że większość widzów reaguje spontanicznie i
pozytywnie na jego twórczość, to jeszcze niechętnych krytyków ma jedynie
w kraju nad Wisłą. Za to za granicą uznaje się Mitoraja za jednego z
najwybitniejszych kontynuatorów Augusta Rodina. Jego najdroższe prace
kosztują milion euro, a i tak nie brakuje mu zamówień na kolejną dekadę.
Ludzka zabandażowana spiżowa maska Mitoraja stała się autonomiczną i
rozpoznawalną marką. Dziś jest powielana nawet jako brelok do kluczy,
np. symbol w kampanii Amnesty International. Maski Mitoraja oglądają
wszyscy, bo są rozsiane po całym świecie i stoją w najbardziej
prestiżowych miejscach, m.in. w parku Olimpijskim w Genewie, paryskiej
dzielnicy La Défence, florenckich Ogrodach Boboli, przed londyńskim
British Museum czy mediolańską La Scalą. Teraz Mitoraj doczekał się też
wystawy w warszawskiej galerii Skwer. Jak sam żartuje, w tym miejscu
kiedyś istniał szalet miejski, podobno słynny. Teraz jest tu znakomite
nowoczesne centrum kultury, filia Fabryki Trzciny.
Wystawa prac Igora Mitoraja (do 7 października) prezentuje 22 rzeźby oraz trzy
obrazy enkaustyczne. To zapomniana technika używana już w starożytnej Grecji do
malowania marmurowych powierzchni, a jeszcze później stosowana w bizantyjskich
ikonach. Z kolei trzy rzeźby obrazują metaforę dwóch najważniejszych symboli w
historii chrześcijaństwa: zwiastowania Marii przez Archanioła Gabriela i postać
Chrystusa Zmartwychwstałego. Takie same figury zdobią drzwi rzymskiej bazyliki
Santa Maria degli Angeli e dei Martiri (św. Marii Aniołów i Męczenników). One
również stanowiły
inspirację dla nowych, czterometrowych wrót do sanktuarium Matki Bożej
Łaskawej, Patronki Warszawy, na Starym Mieście, które Mitoraj wykonał
dla jezuitów.
Mitoraj nie był nigdy artystą sakralnym: o
wykonanie wrót
poprosili go sami zakonnicy, uzyskując po akceptacji projektu zgodę
konserwatora zabytków. To słynne sanktuarium założył
Piotr Skarga 400 lat temu. Podczas inauguracyjnego odsłonięcia wrót
zjawiło się ponad 2 tys. osób. O takiej frekwencji inni artyści mogą
jedynie marzyć.
Mitoraj nawiązuje do greckich rzeźbiarzy i
spuścizny mistrzów renesansu.
Inspiruje go też sztuka Azteków, rzeźba hinduska i chińska. Jego rzeźby
to zazwyczaj fragmenty ciał nieskazitelnie pięknych, lecz okaleczonych,
nie przez czas tak jak greckie posągi, lecz celowo – przez artystę.
Niektórym z nich nadaje mitologiczne nazwy,ale same rzeźby w żaden
sposób nie są ilustracją mitologicznych bóstw. Są jedynie ich
metaforami. Uniwersalizm sztuki Mitoraja polega m.in. na tym, że
człowieka traktuje jako gatunek. Używając archetypicznych symboli i
zasad rzeźbienia z czasów Fidiasza, dociera do każdej nacji i kultury.
Niezależnie od tego, czy ktoś jest Turkiem czy Polakiem, instynktownie
wchodzi do maski Mitoraja, by choć raz zobaczyć świat spod spiżowych
powiek.