Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
Zobacz także:
Blogbox Infotuba.pl Gover.pl Pitbul
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Rolowanie młodych

Rolowanie młodych

Ubóstwo ma ponoć pomarszczoną twarz emeryta: nie stać go na leki, a na obiad je chleb z serkiem topionym. Ale gdy pozbyć się emocji i spojrzeć obiektywnie, najliczniejszą grupę biednych stanowią dziś młode rodziny. A poza sobą mają na utrzymaniu jeszcze… emerytów.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego osoby poniżej 18. roku życia stanowią 34 proc. „populacji zagrożonej w roku 2008 skrajnym ubóstwem". Młodzi dostają od starych w spadku nadmiernie zadłużony kraj i to oni są wypychani z rodzimego rynku pracy przez wysokie podatki, korporacje i związki zawodowe. W minionych latach politycy zrobili wiele, by zadbać o dobrobyt starszych. Umożliwiono im np. wczesne przechodzenie na emerytury i dalsze życie na koszt młodych podatników. W rezultacie mamy najmłodszych w Europie emerytów. Zmieniono też zasady wyliczania wysokości tych świadczeń: ich wzrost uwzględnia dziś nie tylko podwyżki cen, ale też wzrost płac ludzi pracujących. Przywilejów dla starszych jest więcej, chociażby ochrona przed zwolnieniem w wieku przedemerytalnym. Młodzi nie mają ochrony przed zwolnieniem z pracy rodziców z dziećmi czy młodych oszczędzających na minimalny standard życia: mieszkanie, lodówkę czy pralkę. A przecież od możliwości założenia gospodarstwa domowego zależy to, czy w ogóle zdecydują się na wychowanie dziecka – niezbędnego w systemie, w którym trzeba zarabiać nie tylko na siebie, ale też na emerytury dziadków.


Skocz do tekstu
REKLAMA

Lekceważenie potrzeb młodych wyborców kosztem starszych to nie przypadek, lecz przejaw ekonomicznego konfliktu pokoleń, który rozgrywa się dziś głównie za pośrednictwem budżetu państwa. Za pośrednictwem budżetu starsi Polacy podnoszą swoją stopę życiową, a rachunek za własną konsumpcję,w postaci oficjalnego długu publicznego oraz wysokich niezewidencjonowanych zobowiązań państwa, przerzucają na młodych obywateli. Zapłacą go ci młodzi i ci jeszcze nienarodzeni w wyższych podatkach, niższych świadczeniach i gorszej infrastrukturze publicznej. Bo w dłuższej perspektywie każdy budżet musi się zrównoważyć. Nie można bez końca konsumować więcej, niż się zarabia. Budżet państwa tym się jednak różni od prywatnych budżetów obywateli, że jedne pokolenia konsumują to, za co inne dopiero zapłacą. Tak właśnie dzieje się w Polsce i wielu krajach Europy Zachodniej.

„Gazeta Wyborcza" kilka miesięcy temu pochyliła się nad ludźmi w „jesieni wieku”. Rozpoczął się cykl łzawych opowieści o doli tych, którzy młodość mają już za sobą. Jedną z nich była 42-letnia nauczycielka informatyki, która przyznała, że choć systematycznie się doszkala, to i tak nie dogania dzieci, które ciągle wiedzą o komputerach więcej niż ona. Dlatego czeka już tylko na emeryturę. Wyobraźmy sobie teraz nauczycielkę 30-letnią, która ma takie podejście do swojej aktywności zawodowej. Wyobraźmy sobie 20-latka, który jest już tak zmęczony życiem, że czeka, żeby ktoś inny zaczął na niego zarabiać. Czy ktokolwiek by się nad nim pochylił? Nie. Politycy także, wbrew zaklęciom o „stawianiu na młodych”, nie zamierzają realnie ułatwić im startu albo chociaż ulżyć w dźwiganiu zobowiązań poprzednich pokoleń. Utrzymują status quo, w którym rynek pracy jest zorganizowany przez korporacje i związki zawodowe przeciwko młodym ludziom zaczynającym drogę zawodową.

Podziel się

















Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dodatek
Wszystko o Finansach
Polecamy
Czytaj Wprost na Facebooku. Sprawdź aplikację już teraz !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności