W 2008 r. zanotowano trzy spektakularne wpadki. Po
pierwsze okazało się,
że prowadzona od dziesięciu lat kampania umieszczania znaków
ostrzegawczych na najbardziej niebezpiecznych odcinkach dróg nie
zwiększa, ale zmniejsza bezpieczeństwo na drodze.
Czarno-żółte tablice z liczbą osób, które zginęły w tym miejscu, miały
zachęcać kierowców do zdjęcia nogi z pedału gazu. Gdy na zlecenie
Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad OBOP sprawdził
skuteczność akcji, okazało się, że tylko co dziesiąty kierowca
respektuje ostrzeżenie, a co piąty reaguje zwiększeniem prędkości.
Na
początku 2008 r. okazało się również, że fiaskiem zakończyła się
prowadzona w 2007 r. kampania promująca profilaktykę raka szyjki macicy
oraz raka piersi. Średnia krajowa zgłoszeń na darmowe badania
cytologiczne w 2007 r. wyniosła jedynie 7 proc., a na mammografię – 21
proc. uprawnionych do tego kobiet. To niestety mniej niż przed
rozpoczęciem kampanii. Hasło „Co roku znika
pięćdziesięciotysięcznemiasto kobiet" – zamiast zachęcić kobiety do
przeprowadzenia badań, tylko je odstraszyło. Kobiety zaczęły szerokim
łukiem omijać punkty diagnostyczne, bojąc się śmiertelnego wyroku.
– Kampanie szermujące groźbą i strachem są skazane na porażkę.
Ludzie
czują, że ktoś chce im narzucić jakieś zdanie, ktoś chce im zabrać
wolność. To zjawisko nosi nazwę reaktancji: niewprawnie indoktrynowany
człowiek będzie działał na przekór, byle udowodnić sobie, że to on
podejmuje decyzje – mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
Niewypałem okazała się także akcja Stowarzyszenia
Przyjaciół Integracji zachęcająca pracodawców do zatrudniania
głuchoniemych. Użyte w kampanii hasło „Nie musisz nas rozumieć, żeby
wiedzieć, jak nas zatrudnić" nie tylko nie pomogło zdobyć głuchoniemym
pracy, ale wręcz im zaszkodziło. – Ja kie stanowisko jest dla nich
odpowiednie, skoro nie będę ich rozumiał? – komentował Paweł Prochenko z
Fundacji Komunikacji Społecznej, podkreślając idiotyzm przekazu.
Podobnych przykładów jest więcej.
W Polsce rocznie organizuje się
około
60 ogólnokrajowych kampanii i kilkaset lokalnych. Dla znacznej części
projektów jedynym uzasadnieniem jest konieczność wydania przyznanych
przez Unię Europejską funduszy, które w przeciwnym razie przepadną. Jako
że wyszarpanie pieniędzy od unii jest „patriotycznym obowiązkiem",
Polacy stają na głowie, aby je wydawać.
Muzyk Paweł Kukiz uczestniczył
w
kampanii społecznej, która miała na celu zwrócenie uwagi na problemy
bezrobotnych. Organizator za występ zaproponował mu wysokie honorarium.
– Twierdził, że jeśli nie da mi tych pieniędzy, to będzie musiał je
wydać na czapki, długopisy, balony itp. Miał z góry przydzielony budżet,
który musiał wydać – mówi „Wprost" Paweł Kukiz. –
Poszliśmy na kompromis
– wziąłem połowę stawki, a drugą połowę wpłaciłem na fundację. Bardzo
drażni mnie wydawanie publicznych pieniędzy lekką ręką – dodaje.
Nieskuteczność reklamowych kampanii społecznych dobrze ilustruje
trzecia
wpadka, czyli akcja promowania produktów mlecznych. Na kampanię „Stawiam
na mleko i jego produkty" przeznaczono ponad 37 mln zł, z czego ponad
18,5 mln wykłada Unia Europejska, a 9 mln zł polski budżet.
Resztęfinansuje organizacja promująca kampanię. Ta kompania – podobnie
jak inna, w której brali udział najpopularniejsi sportowcy i gwiazdy
(Kayah czy Bogusław Linda), nie przyniosła żadnych efektów. – Doceniamy
inicjatywę realizatorów kampanii społecznych, ale konsumpcja mleka od
wielu lat utrzymuje się na tym samym, bardzo niskim poziomie –
potwierdza Edmund Borawski, prezes Mlekpolu, jednego z największych
krajowych przetwórców mleka.
Czasem amatorszczyzna producentów reklam społecznych jest wręcz
komiczna. Przeprowadzona w 2007 r. akcja billboardowa „Co się gapisz,
lesbo? Co się gapisz, pedale?" w założeniu miała się przyczynić do
zwiększenia tolerancji w społeczeństwie. Faktycznie zdaniem specjalistów
spopularyzowała stosowanie wulgarnych określeń wobec osób o odmiennej
orientacji homoseksualnej. Ośmieszeniem autorów skończyłasię także akcja
„Niepełnosprawni – pełnosprawni w pracy” w 2007 r., gdy się
okazało, że
autorzy kampanii (Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób
Niepełnosprawnych) wynajęli zdrowego aktora zamiast niepełnosprawnego,
bo był tańszy. Podobne problemy ze skutecznością przekazu występują
również w innych krajach.
W 2008 r. badacze z uniwersytetu w
Pensylwanii
wykazali, że antynarkotykowa kampania, którą w latach 1999-2004
prowadził rząd Stanów Zjednoczonych przyczyniła się do… zwiększenia
popularności narkotyków wśród młodzieży. Im bardziej intensywna była
kampania, tym bardziej liberalny był stosunek młodych ludzi do
narkotyków. Amerykańskich podatników rządowa akcja „promowania
narkomanii" kosztowała niemal miliard dolarów. Kompromitacją skończyła
się także akcja antynikotynowa „Porozmawiaj, posłuchają”
prowadzona w
latach 1999-2002. Kampania była adresowana do rodziców, ale jeżeli
oglądały ją dzieci, to szkodziła. Z raportu opublikowanego przez
„American Journal of Public Health” wynika, że młodzi w wieku
12-17 lat
postrzegali palenie jako mniej niezdrowe i bardziej byli skłonni sięgnąć
po papierosa po obejrzeniu reklamy, w której przekonywano rodziców, żeby
porozmawiali z dziećmi o tym, aby nie paliły. Biorąc pod uwagę, że
przekora jest uważana za narodową cechę Polaków, może się okazać, iż
kampanie społeczne odstraszające od patologii szkodzą w Polsce jeszcze
bardziej niż w krajach zachodnich.
Maciej Czerniejewski Sebastian Stodolak
Współpraca: Tomasz Sobola