„Od producenta prosto do klienta" –
ta myśl przyświecała pionierom sprzedaży bezpośredniej i pierwszym firmom z
branży tzw. network marketingu. I tak pozostaje do dziś. Chodzi o to, aby
produkt lub usługa, których nie można nabyć w tradycyjny sposób (czyli w
sklepie), proponowane były klientom bez zbędnej (i drogiej) reklamy, pośredników
hurtowych czy detalicznych. Dzięki temu ma stanowić ofertę najbardziej
atrakcyjną cenowo i jakościowo. Pierwsze takie firmy zaczęły się pojawiać pod
koniec XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Zanim jednak ruszyły na podbój świata,
wyodrębniła się z nich grupa sprzedawców, których zarobki nie pochodziły
wyłącznie ze sprzedaży produktów. Ich specjalnością stała się budowa sieci
dystrybutorów, czyli właśnie network marketingu (inaczej marketingu sieciowego
lub multilevel marketingu – MLM).
W tym wypadku
wynagrodzenie sprzedawcy jest uzależnione nie tylko od liczby produktów przez
niego sprzedanych, lecz również od wyników, które ilustracja: i. morski/morski
studio graficzne osiągnęli członkowie struktury stworzonej przez niego. Mówiąc w
skrócie – sprzedawca, który zbudował własną strukturę sprzedaży, otrzymuje
prowizję także od towarów sprzedanych przez osoby na niższych stanowiskach,
które „zatrudnił".
Praktycznie od początku swojego
istnienia network marketing nie miał dobrej opinii. Tajemnicze – jak się
wtedy wydawało – firmy porównywano z amerykańskimi piramidami finansowymi,
które w latach 50. i 60. naciągały naiwnych obywateli na miliony dolarów. Ich
renoma poprawiła się dopiero pod koniec lat 70. XX wieku, kiedy w USA zapadł
wyrok sądowy na korzyść firmy Amway. Od 1970 do 1979 r. Federal Trade Commission
(Amerykański Urząd Nadzoru Handlu) prowadził dochodzenie, czy wielopoziomowe
systemy sprzedaży cechują znamiona nielegalnego systemu piramid (do dzisiaj
decyzja FTC stanowi podstawę w rozstrzyganiu zasadniczych różnic występujących
między legalnymi a nielegalnymi systemami sprzedaży). Koncernom sprzedaży
bezpośredniej i samemu network marketingowi wyrok ten otworzył drzwi na świat,
także na Polskę.
Przemiany gospodarcze w naszym kraju na początku
lat 90. sprawiły, że wiele pomysłów na rozkręcenie własnego biznesu padało na
podatny grunt. Problemem było to, że wraz z wejściem na rynek firm zajmujących
się sprzedażą bezpośrednią i MLM pojawili się oszuści i naciągacze. Ich
symbolami stały się przymusowo wciskane „pakiety startowe" i
spotkania „motywujące", na których klimat przypominał nierzadko
zebranie jakiejś sekty. Negatywnie wpłynęli oni na wizerunek całej branży.
Okazuje się jednak, że ten fatalny obraz można zmienić. Choć echa złej sławy
wciąż pobrzmiewają, Polacy coraz chętniej spoglądają na towary oferowane przez
sprzedawców bezpośrednich i częściej sami próbują swoich sił w roli sprzedawców.
Z badań firmy konsultingowej Case- Doradcy przeprowadzonych na
zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej wynika, że od pięciu
lat w Polsce systematycznie rosną zarówno przychody sektora, jak i liczba
sprzedawców. W 2008 r. branża osiągnęła sprzedaż netto na poziomie ponad 2,2 mld
zł. Na ten wynik pracuje ponad 750 tys. osób (5 proc. wszystkich zatrudnionych w
Polsce). Największe firmy, takie jak Avon Polska, Oriflame Polska, Amway czy
Herbalife, przeszły długą drogę od nieznanych zagranicznych koncernów
(proponujących produkty, do których Polacy podchodzili z dużym dystansem) do
pełnoprawnych graczy rynkowych z przychodami liczonymi w setkach milionów
złotych rocznie. Część firm poczuła się na polskim rynku na tyle pewnie, że
tworzy centra konsultacyjne i buduje sieci sklepów (np. Zepter) czy podpisuje
umowy o współpracy z największymi firmami (np. handlująca kosmetykami FM Group
została wirtualnym operatorem Polkomtela).
Obok obecnych na naszym
rynku od lat 90. firm „przeszczepionych" z Zachodu powstają także
nowe, niekiedy zbudowane wyłącznie na bazie kapitału polskiego, jak DLF czy
Colway. Sprzedawcy pierwszej proponują sprzęt AGD (w tym roboty sprzątające
podłogi i odkurzacze), a drugiej – produkty kosmetyczne i suplementy diety
wytworzone na bazie polskiego kolagenu rybiego. Sprzedaż bezpośrednia i network
marketing są często nazywane „małym biznesem dla każdego". Tu każdy
może spróbować swoich sił, choć na pewno nie każdy znajdzie swoje miejsce.
– Pewność siebie i dobra aparycja nie wystarczą. Tutaj liczy się
przedsiębiorczość i samodzielność. Tu nikt niczego nie wymaga, nie ma bata nad
głową, a to rozleniwia. Sukces osiągają ci, którzy wiedzą, że wymaga on
intensywnej, systematycznej, wytrwałej pracy. Wraz z sukcesem przychodzi
finansowa niezależność – mówi Grzegorz Kamiński, wiceprezes w firmie Akuna
Polska zajmującej się produkcją i sprzedażą naturalnych suplementów spożywczych.
Kamiński, z wykształcenia muzyk (teraz gra wyłącznie dla przyjemności), dla MLM
porzucił poprzednie biznesy – prowadzenie agencji artystycznej i
pośrednictwa finansowego. Jego zdaniem, zanim ktoś zaangażuje się w MLM, musi
zdecydować, czy ten „mały biznes" będzie stanowił tylko solidny
dochód dodatkowy, czy będzie jedynym źródłem zarobku. – Zdecydowana
większość ludzi powinna najpierw traktować to jako zajęcie dodatkowe. Uczyć się
przedsiębiorczości, sprawdzać swoje siły – dodaje Kamiński.
W
sprzedaży bezpośredniej wielkość sprzedaży decyduje o wysokości dochodów. W MLM
o dochodach decyduje sprzedaż, ale także wielkość sieci. Wszystko zależy więc od
nastawienia do działania, a przede wszystkim od chęci i zaangażowania w pracę.
– Okazuje się, że Polacy, uważani często za mało przedsiębiorczych,
świetnie sobie radzą w branży network marketingu – uważa Ireneusz
Jabłoński, ekspert Centrum im. Adama Smitha. Zdaniem Henryki Bochniarz, prezes
Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan", te formy
działalności gospodarczej powstały z potrzeby wolności. – Ludzie chcieli
decydować o tym, ile czasu poświęcają na pracę. Chcą pracować dla siebie i mieć
możliwość dokonywania różnych wyborów – uważa Bochniarz. Własny wybór
oznacza także, że można suwerennie zdecydować, czy budować własną strukturę i
razem z nią tworzyć wspólny obrót, czy nie. Według Bochniarz MLM i sprzedaż
bezpośrednia to także dobry pomysł na odnalezienie się na rynku pracy w
trudniejszych ekonomicznie czasach. Szczególnie dla młodych mieszkańców małych
miejscowości, osób z rejonów dotkniętych dużym bezrobociem, ale także ludzi w
wieku powyżej 50 lat, które często są spychane na margines rynku pracy. Obecnie
niemal 90 proc. współpracowników branży sprzedaży bezpośredniej to kobiety, a
jedna czwarta ma ponad 50 lat. Dla większości z nich to wciąż praca dodatkowa,
ale dla około 200 tys. osób to jedyne źródło utrzymania.
Kamila
Molińska z Gliwic zajmuje się budową sieci dystrybucji kosmetyków dla Oriflame
Polska. Rekrutuje nowych konsultantów, organizuje ich szkolenia i pracę. –
Dla mnie network marketing jest systemem pracy i prowadzenia własnej
działalności gospodarczej, który stwarza szansę osiągnięcia dużych dochodów przy
minimalnym nakładzie inwestycyjnym – mówi Molińska. Z tą opinią zgadza się
Marzena Demczuk z Colway. – Dla osoby bez kapitału inwestycyjnego czy
specjalistycznego wykształcenia to jedyna możliwość zarobienia sporych pieniędzy
– mówi. Demczuk zaczynała od sprzedaży bezpośredniej, potem zajęła się
budowaniem sieci, na początku wśród przyjaciół i znajomych. Dziś dzięki Demczuk
istnieje sieć konsumentów, którzy nabyli dla siebie i grona swoich znajomych
niemal 700 tys. produktów kosmetycznych i suplementów diety wytworzonych na
bazie polskiego rybiego kolagenu. Historia Demczuk wygląda wręcz bajkowo –
pięć lat temu była w kłopotach finansowych, a dziś urządza dom marzeń i jeździ
bmw X6.
Dochody ze struktury MLM mogą wynosić od 100 zł do 100 tys.
zł miesięcznie. Zarobek zależy od wiedzy i bazy kontaktów. Trzeba jednak uzbroić
się w cierpliwość, bo prowizja rośnie z czasem. Dlatego w pierwszych miesiącach
nie da się zarobić więcej niż kilkaset złotych. Ale doświadczony sprzedawca
sprzętu AGD jest w stanie zarobić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszystko
zależy od tego, jak mocno jest się zaangażowanym w sprzedaż czy budowanie
struktury. – W pierwszym miesiącu zarobiłem 700 zł, ale po pół roku ok. 7
tys. A po kolejnych miesiącach wpłynęły pierwsze poważne 53 tys. zł i więcej
– wspomina Kamiński, który nazywany jest w branży „najszybszym
wiceprezydentem w marketingu sieciowym". Tytuł ten osiągnął w kilkanaście
miesięcy.
Chętnych do pracy w sprzedaży bezpośredniej przybywa
szczególnie w ostatnich miesiącach, gdy na rynku pracy nastąpiło tąpnięcie.
Firma FM Group Polska rejestruje co miesiąc co najmniej kilka tysięcy nowych
współpracowników, którzy zajmują się dystrybucją kosmetyków, chemii
gospodarczej, a także produktów i usług związanych z telefonią komórkową.
– FM Group jest firmą międzynarodową i w niektórych krajach można było
zauważyć skutki kryzysu. Na szczęście szybko podjęte decyzje, między innymi
wprowadzenie rozbudowanych programów motywacyjnych, sprawiły, że nie dotknął on
firmy w znaczącym stopniu. Od początku tworzyliśmy biznes, bazując na solidnych
podstawach, jednak tak, by móc elastycznie reagować na zmiany rynku –
uważają Artur i Katarzyna Trawińscy, właściciele FM Group Polska. Kilka dni temu
firma ruszyła z ofertą usług abonamentowych telefonii komórkowej dla obecnych i
przyszłych dystrybutorów FM Group Polska, a także ich rodzin i znajomych oraz
usług typu pre-paid dla wszystkich klientów, do których docierają dystrybutorzy
firmy.
W lutym 2008 r. firma badawcza GfK Custom Research
przeprowadziła badanie postaw Polaków wobec sprzedaży bezpośredniej. Jego wyniki
wykazały, że regularnie z tej formy sprzedaży korzysta 9 proc. ankietowanych. To
pozornie niedużo, ale jednak trzykrotnie więcej w porównaniu z 2004 r. i aż
dziewięciokrotnie więcej niż w roku 1997. Badania wskazały także na inny odbiór
społeczny sektora wśród osób korzystających z usług sprzedawców, a inny –
stereotypowy – wśród osób, które nigdy nie korzystały z tego sposobu
zakupów. Aż 89 proc. badanych jest zadowolonych z jakości oferowanych towarów.
Zdaniem ekspertów niepewność związana ze stanem gospodarki i rynku
pracy wcale nie musi oznaczać, że zmieni się pozytywny trend dla branży. –
Coraz więcej firm zauważa, że w chaosie informacyjnym, z którym mamy do
czynienia, nakłady na reklamę muszą być wielokrotnie większe niż 5-10 lat temu.
I dlatego zwracają one uwagę na starą, zapomnianą prawdę: najlepsza na świecie
reklama to polecenie towaru przez przyjaciela – mówi Piotr Mosak,
psycholog, trener biznesu.
Jednocześnie kryzys i ostrożniejsze
podejście konsumentów do zakupów zwiększają rolę sektora sprzedaży
bezpośredniej.
Według badań Gfk Custom Research aż 60 proc. Polaków
nigdy nie korzystało z tego kanału dystrybucji. Udział Polski w całym
europejskim rynku sprzedaży bezpośredniej to zaledwie 3 proc. Wskazuje to na
ogromny potencjał rozwojowy sektora. Świadczą o tym także analizy Europejskiej
Federacji Stowarzyszeń Sprzedaży Bezpośredniej. Wynika z nich, że w 2008 r.
wartość sprzedaży sektora na Starym Kontynencie przekroczyła 16 mld euro, co
oznacza, że była dwukrotnie wyższa niż w roku 2003.
Rodzima branża
stoi przed dużą szansą rozwoju i jest na to przygotowana. Powstają silne firmy z
polskim kapitałem, które z amerykańskich MLM-ów pozostawiły tylko strukturę
organizacyjno-finansową. Z kolei zagraniczne koncerny zmieniły swoje
marketingowe podejście do dystrybutorów, a ci – do klientów. Przy takim
rozwoju sektora nieporozumieniem byłoby nazwanie sprzedawców „ludźmi
biegającymi z kremami po mieście". Dzisiaj w network marketingu pracują
aktywni, świetnie wyszkoleni Polacy. Tylko na edukację branża wydała w 2008 r.
ponad 6 mln zł. – Tu wszystkiego musimy nauczyć się od zera i nie ma
znaczenia liczba wcześniej obronionych dyplomów czy posiadanych tytułów
naukowych. Każdego czeka nauka tego, o czym nie mówi się ani w szkole, ani na
uczelniach. Nie wierzę, że bez szkoleń można zbudować duży i stabilny biznes
MLM, który będzie oparty na samodzielnych liderach – uważa Piotr Zarzycki,
autor książki „W szkole nie nauczono mnie biznesu" i top menedżer w
firmie CaliVita oferującej suplementy diety.
To wszystko oczywiście
nie oznacza że wśród ludzi pracujących przy sprzedaży bezpośredniej nie ma już
zupełnie naciągaczy obiecujących kokosowe zyski w zamian za zainwestowanie w
produkty, szkolenia czy materiały informacyjne. Takie przypadki nadal się
zdarzają, dlatego świetne wyniki branży MLM, coraz lepsza jakość jej produktów i
usług oraz rosnące zaufanie nie mogą przysłonić czujności konsumenckiej.


