Jest rok 2002. Mieszkanka Chicago Nancy Kaszak staje do wyborów na kandydatkę demokratów do Kongresu w piątym okręgu wyborczym w Illinois. W tradycyjnie polskiej dzielnicy przegrywa z Rahmem Emanuelem, który wchodzi do Kongresu. Amerykanka polskiego pochodzenia traci szansę na zaistnienie w wielkiej polityce, a Emanuel w 2008 r. zostaje szefem administracji nowo wybranego prezydenta Baracka Obamy.
Jest rok 2007. Rząd prezydenta Busha stara się skłonić Polskę do zgody na budowę tarczy antyrakietowej, mającej bronić Europy i USA przed rakietami z „nieodpowiedzialnych" krajów. Tarcza to nowomowa, bo w rzeczywistości chodziło o wybudowanie dziesięciu silosów dla rakiet obronnych (interceptorów, czyli przechwytywaczy). Źródła wojskowe wskazują, że takie silosy nadają się również do umieszczenia w nich ofensywnych rakiet dalekiego zasięgu (ICBM-sów). Propozycja Amerykanów przypominała gwarancje dane Polsce przez Anglików w marcu 1939 r.: wtedy inicjatywa też wyszła od Anglików, a nie od Polaków.
REKLAMA
W sierpniu 2008 r. zostaje podpisana wstępna zgoda na umieszczenie w Polsce 10 przechwytywaczy oraz dostarczenie pewnej liczby patriotów, czyli mniejszych interceptorów (które wykazały się miernymi rezultatami w czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej). Setka amerykańskich żołnierzy ma zostać przerzucona z Niemiec do Polski. W Niemczech stacjonuje ich 56,2 tys., co mówi jasno, że Amerykanie serio zamierzają bronić Niemiec w wypadku konfliktu z Rosją. Polskie koła rządowe dumnie paradują przed obywatelami, oszołomy protestują, a rząd rosyjski wyraża zaniepokojenie.
Jest rok 2009. Administracja prezydenta Obamy oznajmia 17 września, że rezygnuje z budowy tarczy. Data tego obwieszczenia dowodzi, że nie było ono konsultowane z politykami w Polsce. Polskie koła rządowe zapewniają obywateli, że nic się nie stało, bo Jniedługo Amerykanie obmyślą jeszcze lepszy system obrony. Wujaszek z zagranicy znowu coś wymyśli, a co dopiero Wuj Sam! Znów zamiast dymisji pewne miny członków rządu. Rząd rosyjski wyraża zadowolenie. Zastanawiam się, ile osób odpowiedzialnych za układ ze strony polskiej zbadało, jak się ma tarcza do systemu obrony przeciwko ofensywnym rakietom dalekiego zasięgu w USA. W kilku słabo zaludnionych stanach Ameryki też są ulokowane interceptory tego typu, jaki miał być umieszczony w Polsce. Pełnią jednak funkcję różną od tej, którą rzekomo miały pełnić w Polsce. Ich zadaniem nie jest obrona ludności cywilnej – mają zapewnić, że przynajmniej część amerykańskich ICBM-sów przetrwa agresję. Te ICBM-sy, które ocaleją, zostałyby użyte do kontrataku. Rosjanie o tym wiedzą i mieli prawo podejrzewać, że pojawienie się defensywnych rakiet w Polsce może w przyszłości oznaczać pojawienie się również ofensywnych ICBM-sów. Dlatego tak protestowali przeciwko tarczy. Co zrobiliby Rosjanie, gdyby doszło do zbudowania tarczy i konfliktu między Rosją a Zachodem (choć obecnie to nieprawdopodobne)? Prawdopodobnie wystrzeliliby w stronę Redzikowa swoje ICBM-sy załadowane atomowymi głowicami i obróciliby w pył nie tylko Redzikowo, ale i ćwierć Polski. Amerykanie odżałowaliby setkę swoich żołnierzy i wyraziliby w stosunku do Polaków szczere współczucie.
Jest rok 2002. Mieszkanka Chicago Nancy Kaszak staje do
wyborów na kandydatkę demokratów do Kongresu w piątym okręgu wyborczym w
Illinois. W tradycyjnie polskiej dzielnicy przegrywa z Rahmem Emanuelem, który
wchodzi do Kongresu. Amerykanka polskiego pochodzenia traci szansę na
zaistnienie w wielkiej polityce, a Emanuel w 2008 r. zostaje szefem
administracji nowo wybranego prezydenta Baracka Obamy.
Jest rok 2007. Rząd prezydenta Busha stara się skłonić
Polskę do zgody na budowę tarczy antyrakietowej, mającej bronić Europy i USA
przed rakietami z „nieodpowiedzialnych" krajów. Tarcza to nowomowa,
bo w rzeczywistości chodziło o wybudowanie dziesięciu silosów dla rakiet
obronnych (interceptorów, czyli przechwytywaczy). Źródła wojskowe wskazują, że
takie silosy nadają się również do umieszczenia w nich ofensywnych rakiet
dalekiego zasięgu (ICBM-sów). Propozycja Amerykanów przypominała gwarancje dane
Polsce przez Anglików w marcu 1939 r.: wtedy inicjatywa też wyszła od Anglików,
a nie od Polaków.
W sierpniu 2008 r. zostaje
podpisana wstępna zgoda na umieszczenie w Polsce 10 przechwytywaczy oraz
dostarczenie pewnej liczby patriotów, czyli mniejszych interceptorów (które
wykazały się miernymi rezultatami w czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej).
Setka amerykańskich żołnierzy ma zostać przerzucona z Niemiec do Polski. W
Niemczech stacjonuje ich 56,2 tys., co mówi jasno, że Amerykanie serio
zamierzają bronić Niemiec w wypadku konfliktu z Rosją. Polskie koła rządowe
dumnie paradują przed obywatelami, oszołomy protestują, a rząd rosyjski wyraża
zaniepokojenie.
Jest rok 2009. Administracja prezydenta Obamy
oznajmia 17 września, że rezygnuje z budowy tarczy. Data tego obwieszczenia
dowodzi, że nie było ono konsultowane z politykami w Polsce. Polskie koła
rządowe zapewniają obywateli, że nic się nie stało, bo Jniedługo Amerykanie
obmyślą jeszcze lepszy system obrony. Wujaszek z zagranicy znowu coś wymyśli, a
co dopiero Wuj Sam! Znów zamiast dymisji pewne miny członków rządu. Rząd
rosyjski wyraża zadowolenie. Zastanawiam się, ile osób odpowiedzialnych za układ
ze strony polskiej zbadało, jak się ma tarcza do systemu obrony przeciwko
ofensywnym rakietom dalekiego zasięgu w USA. W kilku słabo zaludnionych stanach
Ameryki też są ulokowane interceptory tego typu, jaki miał być umieszczony w
Polsce. Pełnią jednak funkcję różną od tej, którą rzekomo miały pełnić w Polsce.
Ich zadaniem nie jest obrona ludności cywilnej – mają zapewnić, że
przynajmniej część amerykańskich ICBM-sów przetrwa agresję. Te ICBM-sy, które
ocaleją, zostałyby użyte do kontrataku. Rosjanie o tym wiedzą i mieli prawo
podejrzewać, że pojawienie się defensywnych rakiet w Polsce może w przyszłości
oznaczać pojawienie się również ofensywnych ICBM-sów. Dlatego tak protestowali
przeciwko tarczy. Co zrobiliby Rosjanie, gdyby doszło do zbudowania tarczy i
konfliktu między Rosją a Zachodem (choć obecnie to nieprawdopodobne)?
Prawdopodobnie wystrzeliliby w stronę Redzikowa swoje ICBM-sy załadowane
atomowymi głowicami i obróciliby w pył nie tylko Redzikowo, ale i ćwierć Polski.
Amerykanie odżałowaliby setkę swoich żołnierzy i wyraziliby w stosunku do
Polaków szczere współczucie.
Przed laty pułkownik Kukliński,
dowiedziawszy się, że terytorium Polski miało się stać areną wojny atomowej,
zaryzykował życie i rodzinę, aby o sowieckich planach powiadomić Zachód. W 2008
r. przedstawiciele Polski podpisali układ, który narażał kraj raz jeszcze na
tego rodzaju sytuację. Tak, tarcza związałaby Polskę bliżej ze Stanami
Zjednoczonymi. Tak, to byłoby partnerstwo. Ale kosztem ryzyka obrócenia w
perzynę dużej części polskiego terytorium. Gdy się jest słabym, nie wolno
takiego ryzyka podejmować. A Polska jest słaba. O tym trzeba więcej mówić, z tym
trzeba się zmagać, to trzeba się starać przezwyciężyć. Polskę należy wciąż
budować, zamiast udawać, że jest pełnoprawnym partnerem państw olbrzymów.
Czy w polskich kręgach politycznych rzeczywiście ktoś kiedykolwiek
wierzył, że Ameryka bierze nasze interesy pod uwagę, kształtując swoją politykę
międzynarodową? Wrześniowy wywiad ze Zbigniewem Brzezińskim dla
„Rzeczpospolitej" rozwiewa iluzję w sposób łagodny, lecz stanowczy.
Prezydent Obama wycofał się z tarczy nie z sympatii dla Polski, która dla niego
jest jednym z wielu międzynarodowych pionków. Obama zrezygnował z tarczy, bo
jego instynkt polityczny podpowiedział mu, że świat skłania się ku
„koncertowi mocarstw”, podobnemu do tego, który powstał na kongresie
wiedeńskim w 1815 r. Fakt, że w 2009 r. rosyjski Gazprom podpisał umowę na
dostarczanie do USA 12 mln metrów sześciennych skroplonego gazu dziennie,
potwierdza to przypuszczenie. Liczące się dla Waszyngtonu państwa to dziś Rosja
i Izrael, któremu zależy na osłabieniu Iranu. Rosja może w tym pomóc. Obama
zadecydował więc, że w stosunku do Rosji lepiej użyć marchewki niż kija, i
wysłał tarczę do kosza. Obama odziedziczył po Bushu złą sytuację gospodarczą i
rosnące w siłę tendencje roszczeniowe społeczeństwa, które zamierza ochłodzić
przez wprowadzenie powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych. Mimo demokratycznej
większości w Kongresie projekt jest jednak daleki od realizacji. A jeszcze wojna
w Afganistanie i Iraku pochłania już nie miliardy, ale biliony dolarów. Laureat
Nobla Joseph Stiglitz napisał o tym książkę „Trzybilionowa wojna”
(„The Three Trillion Dollar War”, 2008). 30 września 2009 r. Kongres
potroił dotacje dla Pakistanu do półtora miliarda dolarów. Pamiętajmy też, że
amerykański prezydent ukończył bardzo lewicowy (harwardzki) wydział prawa, a
szefem jego administracji jest osoba, która pogrążyła szanse Nancy Kaszak na
wejście do Kongresu. To wszystko stawia Obamę na pozycjach bardzo dalekich od
Polski.
Nieudana próba zaistnienia Polski w życiu międzynarodowym
dowodzi, że niewiele się zmieniło, odkąd Jan Kochanowski pisał (Pieśń XXIV):
„Cieszy mnie ten rym: Polak mądr po szkodzie/ Lecz jeśli prawda i z tego
nas zbodzie/ Nowe przysłowie Polak sobie kupi/ że i przed szkodą, i po szkodzie
głupi". Gdyby polskie media i politycy przestali się zachłystywać tym, co
kto powiedział, a zaczęli się zastanawiać, w jakim celu to coś zostało
powiedziane – już byłby postęp. A mężowie stanu wciąż są pilnie
poszukiwani.
Ewa Thompson
Profesor literatury porównawczej
i slawistyki w Rice University w Houston, politolog, jedna z najwybitniejszych
znawczyń Rosji Sowieckiej w USA.