Wśród wad obecnego rozwiązania wymienia się koszty, odmowę opłacania
niektórych świadczeń przez firmy ubezpieczeniowe i konieczność
pokrywania kosztów leczenia darmozjadów trafiających do izb przyjęć w
szpitalach przez innych. Czy państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych
sytuację poprawi, czy pogorszy? Skoro firmy ubezpieczeniowe nie
pokrywają niektórych świadczeń, to czy ktoś sądzi, że zapewni to
biurokracja rządowa? Trzeba pamiętać, że w niektórych krajach z
państwowymi systemami opieki medycznej rządy uniemożliwiają obywatelom
wydawanie ich własnych pieniędzy na lekarstwa lub zabiegi, ponieważ
biurokracja państwowa ich nie dopuszcza. Można wtedy jedynie wyjechać za
granicę albo przemycić potrzebne specyfiki.
REKLAMA
Taka sytuacja bardzo
odpowiada elitom, które chcą kontrolować życie obywateli. Co do samych
elit, nie byłoby zgodne ze „sprawiedliwością społeczną", gdyby niektórym
– tylko dlatego że po prostu mają pieniądze – umożliwiono korzystanie ze
świadczeń medycznych niedostępnych dla innych obywateli. Bardzo niewielu
ludzi po prostu ma pieniądze. Większość pieniądze zarobiła, wytwarzając
dobra, których potrzebowali inni. Ale system, w którym kupuje się za
zarobione pieniądze to, co się chce, zamiast dostawać coś, co elity
raczą przyznać, jest nie do pogodzenia z wizją świata kontrolowanego
przez elity, którą one nazywają „sprawiedliwością społeczną” albo
określają za pomocą innego chwytliwego hasła politycznego.
Nieubezpieczeni to kolejny poważny argument mający uzasadniać
wprowadzenie państwowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Wielu
Amerykanów bez ubezpieczenia zdrowotnego zarabia jednak na tyle dużo, że
znaczna ich część sama takie rozwiązanie wybrała. Ubodzy natomiast mogą
być ubezpieczeni w Medicaid. Bez ubezpieczenia można sobie poradzić
dzięki zagwarantowanemu przez rząd darmowemu leczeniu. W całej historii
USA większość Amerykanów nie miała ubezpieczeń zdrowotnych. Rachunki za
świadczenia, nawet bardzo wysokie, spłacano miesiącami lub latami. Nie
jest to oczywiście rozwiązanie idealne dla każdego i w każdej sytuacji.
Ale jeśli jesteśmy skłonni natychmiast wprowadzać kontrolę państwa nad
naszym życiem za każdym razem, gdy coś nie jest idealne, nie
pozostaniemy długo wolnym narodem.
Jak na ironię, to przez polityków ubezpieczenia zdrowotne są tak drogie,
że wielu obywateli z nich rezygnuje. Ubezpieczenie ma pokrywać ryzyko,
ale decyzje polityków spowodowały, że pokrywa też to, co ryzykiem nie
jest. Tego nie chcą opłacać z polis zdrowotnych ani nabywcy ubezpieczeń,
ani sprzedawcy. W różnych stanach z ubezpieczenia zdrowotnego trzeba
pokrywać koszty leczenia bezpłodności, coroczne badania i inne sprawy,
które nie mają nic wspólnego z ryzykiem. Wielu Amerykanów chce przede
wszystkim ubezpieczenia chroniącego ich przed sytuacją, w której poważna
choroba pozbawi ich oszczędności całego życia. Nie można jednak wykupić
ubezpieczenia tylko od poważnych chorób, gdy politycy dorzucają
świadczenia podnoszące koszt polisy. Rząd federalny już zapowiada
poszerzenie zakresu świadczeń pokrywanych z ubezpieczeń, co oznacza
wzrost cen polis. Farsą jest wolny wybór, który ma ponoć spowodować, że
na skutek konkurencji prywatne firmy ubezpieczeniowe będą działać
uczciwie. Politycy potrafią zrobić tylko jedno i na pewno to zrobią –
nadal będą podnosić koszty prywatnych ubezpieczeń, aż staną się
niedostępne. Wolny wybór to po prostu dążenie do wprowadzenia systemu z
jednym płatnikiem, co jest eufemistycznym określeniem monopolu państwa.
Głos z Ameryki - Farsa zdrowia
Wśród wad obecnego rozwiązania wymienia się
koszty, odmowę opłacania
niektórych świadczeń przez firmy ubezpieczeniowe i konieczność
pokrywania kosztów leczenia darmozjadów trafiających do izb przyjęć w
szpitalach przez innych. Czy państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych
sytuację poprawi, czy pogorszy? Skoro firmy ubezpieczeniowe nie
pokrywają niektórych świadczeń, to czy ktoś sądzi, że zapewni to
biurokracja rządowa? Trzeba pamiętać, że w niektórych krajach z
państwowymi systemami opieki medycznej rządy uniemożliwiają obywatelom
wydawanie ich własnych pieniędzy na lekarstwa lub zabiegi, ponieważ
biurokracja państwowa ich nie dopuszcza. Można wtedy jedynie wyjechać za
granicę albo przemycić potrzebne specyfiki.
Taka sytuacja bardzo
odpowiada elitom, które chcą kontrolować życie obywateli. Co do samych
elit, nie byłoby zgodne ze „sprawiedliwością społeczną", gdyby
niektórym
– tylko dlatego że po prostu mają pieniądze – umożliwiono
korzystanie ze
świadczeń medycznych niedostępnych dla innych obywateli. Bardzo niewielu
ludzi po prostu ma pieniądze. Większość pieniądze zarobiła, wytwarzając
dobra, których potrzebowali inni. Ale system, w którym kupuje się za
zarobione pieniądze to, co się chce, zamiast dostawać coś, co elity
raczą przyznać, jest nie do pogodzenia z wizją świata kontrolowanego
przez elity, którą one nazywają „sprawiedliwością społeczną” albo
określają za pomocą innego chwytliwego hasła politycznego.
Nieubezpieczeni to kolejny poważny argument mający uzasadniać
wprowadzenie państwowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Wielu
Amerykanów bez ubezpieczenia zdrowotnego zarabia jednak na tyle dużo, że
znaczna ich część sama takie rozwiązanie wybrała. Ubodzy natomiast mogą
być ubezpieczeni w Medicaid. Bez ubezpieczenia można sobie poradzić
dzięki zagwarantowanemu przez rząd darmowemu leczeniu. W całej historii
USA większość Amerykanów nie miała ubezpieczeń zdrowotnych. Rachunki za
świadczenia, nawet bardzo wysokie, spłacano miesiącami lub latami. Nie
jest to oczywiście rozwiązanie idealne dla każdego i w każdej sytuacji.
Ale jeśli jesteśmy skłonni natychmiast wprowadzać kontrolę państwa nad
naszym życiem za każdym razem, gdy coś nie jest idealne, nie
pozostaniemy długo wolnym narodem.
Jak na ironię, to przez
polityków ubezpieczenia zdrowotne są tak drogie,
że wielu obywateli z nich rezygnuje. Ubezpieczenie ma pokrywać ryzyko,
ale decyzje polityków spowodowały, że pokrywa też to, co ryzykiem nie
jest. Tego nie chcą opłacać z polis zdrowotnych ani nabywcy ubezpieczeń,
ani sprzedawcy. W różnych stanach z ubezpieczenia zdrowotnego trzeba
pokrywać koszty leczenia bezpłodności, coroczne badania i inne sprawy,
które nie mają nic wspólnego z ryzykiem. Wielu Amerykanów chce przede
wszystkim ubezpieczenia chroniącego ich przed sytuacją, w której poważna
choroba pozbawi ich oszczędności całego życia. Nie można jednak wykupić
ubezpieczenia tylko od poważnych chorób, gdy politycy dorzucają
świadczenia podnoszące koszt polisy. Rząd federalny już zapowiada
poszerzenie zakresu świadczeń pokrywanych z ubezpieczeń, co oznacza
wzrost cen polis. Farsą jest wolny wybór, który ma ponoć spowodować, że
na skutek konkurencji prywatne firmy ubezpieczeniowe będą działać
uczciwie. Politycy potrafią zrobić tylko jedno i na pewno to zrobią –
nadal będą podnosić koszty prywatnych ubezpieczeń, aż staną się
niedostępne. Wolny wybór to po prostu dążenie do wprowadzenia systemu z
jednym płatnikiem, co jest eufemistycznym określeniem monopolu państwa.