Z mitem niezdrowej soli walczy m.in. prof. Michael Alderman, epidemiolog
z Albert Einstein College of Medicine w Nowym Jorku i były
przewodniczący Międzynarodowego Towarzystwa Nadciśnienia.
Alderman, który od lat bada wpływ soli na zdrowie, jest zwolennikiem
solnego liberalizmu. Przytacza rezultaty badań, w których wzięło udział
ponad 100 tys. ludzi. W czterech z dziewięciu badań okazało się, że
ludzie dbający o zachowanie niskiego poziomu sodu w organizmie częściej
niż inni trafiają do szpitali z niedomagającym sercem i, o dziwo,
częściej wśród nich rejestrowano przypadki śmierci z powodu powikłań
kardiologicznych.
REKLAMA
W czterech innych projektachnie zaobserwowano
wyraźnych zależności. Tylko w jednym z badań wykazano, że sól powodowała
problemy sercowo-naczyniowe, ale w tym wypadku koncentrowano się na
osobach otyłych. – Zwolennicy soli nie mają wartościowego materiału
badawczego. Przeprowadzono zbyt mało badań klinicznych, w których
uczestniczyłaby odpowiednio zróżnicowana populacja – utrzymuje prof.
David A. McCarron z Wydziału Żywienia Uniwersytetu California w Davis.
Sól nie jest zabójcza – uważają również uczeni z Uniwersytetu Palermo
pracujący pod kierunkiem Salvatore Paterna. Przeprowadzili oni ( jako
nieliczni) badania wpływu sodu na stan ludzkiego zdrowia na tzw. próbie
randomizowanej, czyli pozbawionej wpływu przypadkowych zdarzeń na wynik
eksperymentu. Włosi nawołują do zachowania umiaru w ograniczaniu
spożycia soli. Sód utrzymuje bowiem w równowadze płyny ustrojowe,
wspiera transmisję bodźców nerwowych, reguluje aktywność mięśni. W
kłopoty można się wpędzić drastycznym unikaniem soli, nieprzemyślanym
wegetarianizmem, a nawet piciem zbyt dużej ilości wody. Prawdziwe
niebezpieczeństwo wiąże się jednak z zażywaniem leków moczopędnych, bo
wówczas faktycznie nerki mogą się wyzbyć zbyt dużej ilości sodu –
ostrzegają uczeni z Iowa University. Wtedy mogą się pojawić problemy z
przepływem krwi przez nerki, gospodarka insuliną może ulec zachwianiu,
wzrasta też ryzyko udaru mózgu lub ataku serca. Zbyt mała ilość sodu w
organizmie (tzw. hyponatremia) jest wręcz niebezpieczna. Trzy lata temu
w Sacramento 28-letnia uczestniczka dziwnego konkursu na wypicie jak
największej ilości wody bez korzystania z ubikacji zmarła po kilku
godzinach od zakończenia rywalizacji. Przyczyną śmierci była właśnie
hyponatremia.
Sól nie zabija
Z mitem niezdrowej soli walczy m.in. prof. Michael
Alderman, epidemiolog
z Albert Einstein College of Medicine w Nowym Jorku i były
przewodniczący Międzynarodowego Towarzystwa Nadciśnienia.
Alderman, który od lat bada wpływ soli na zdrowie, jest zwolennikiem
solnego liberalizmu. Przytacza rezultaty badań, w których wzięło udział
ponad 100 tys. ludzi. W czterech z dziewięciu badań okazało się, że
ludzie dbający o zachowanie niskiego poziomu sodu w organizmie częściej
niż inni trafiają do szpitali z niedomagającym sercem i, o dziwo,
częściej wśród nich rejestrowano przypadki śmierci z powodu powikłań
kardiologicznych. W czterech innych projektachnie
zaobserwowano
wyraźnych zależności. Tylko w jednym z badań wykazano, że sól powodowała
problemy sercowo-naczyniowe, ale w tym wypadku koncentrowano się na
osobach otyłych. – Zwolennicy soli nie mają wartościowego materiału
badawczego. Przeprowadzono zbyt mało badań klinicznych, w których
uczestniczyłaby odpowiednio zróżnicowana populacja – utrzymuje prof.
David A. McCarron z Wydziału Żywienia Uniwersytetu California w Davis.
Sól nie jest zabójcza – uważają również uczeni z Uniwersytetu Palermo
pracujący pod kierunkiem Salvatore Paterna. Przeprowadzili oni ( jako
nieliczni) badania wpływu sodu na stan ludzkiego zdrowia na tzw. próbie
randomizowanej, czyli pozbawionej wpływu przypadkowych zdarzeń na wynik
eksperymentu. Włosi nawołują do zachowania umiaru w ograniczaniu
spożycia soli. Sód utrzymuje bowiem w równowadze płyny ustrojowe,
wspiera transmisję bodźców nerwowych, reguluje aktywność mięśni. W
kłopoty można się wpędzić drastycznym unikaniem soli, nieprzemyślanym
wegetarianizmem, a nawet piciem zbyt dużej ilości wody. Prawdziwe
niebezpieczeństwo wiąże się jednak z zażywaniem leków moczopędnych, bo
wówczas faktycznie nerki mogą się wyzbyć zbyt dużej ilości sodu –
ostrzegają uczeni z Iowa University. Wtedy mogą się pojawić problemy z
przepływem krwi przez nerki, gospodarka insuliną może ulec zachwianiu,
wzrasta też ryzyko udaru mózgu lub ataku serca. Zbyt mała ilość sodu w
organizmie (tzw. hyponatremia) jest wręcz niebezpieczna. Trzy lata temu
w Sacramento 28-letnia uczestniczka dziwnego konkursu na wypicie jak
największej ilości wody bez korzystania z ubikacji zmarła po kilku
godzinach od zakończenia rywalizacji. Przyczyną śmierci była właśnie
hyponatremia.
Ponieważ sód działa (podobnie jak czekolada) na ośrodek nagrody w
mózgu,
pozbawieni tego pierwiastka doświadczamy anhedonii, czyli braku
zdolności odczuwania przyjemności, satysfakcji. W efekcie tracimy chęć
do działania, popadamy w depresję. Zbyt mała ilość sodu powoduje także
kłopoty z koncentracją.
Przed uleganiem solnej fobii przestrzega
Catherine Collins z londyńskiego szpitala St George’s. Co prawda
przyznaje, że zmniejszenie ilości spożywanej soli o 1-2 g dziennie
faktycznie obniża ciśnienie tętnicze, ale przede wszystkim u osób
cierpiących na nadciśnienie. – W pozostałych wypadkach ten wpływ jest
minimalny, a nawet obserwuje się tendencję odwrotną – wyjaśnia Collins.
Badaczka przestrzega, że zbyt drastyczne ograniczenie spożycia soli może
być ryzykowne.
Nie sposób dostarczyć organizmowi za dużo soli
– wspiera
ją prof. Judith Stern z Uniwersytetu California w Davis, ekspert do
spraw żywienia i zdrowia. – Sygnały płynące z mózgu w naturalny sposób
regulują optymalny poziom jej konsumpcji i nie ma potrzeby, aby w tę
równowagę ingerować. To mózg określa, ile potrzebujemy sodu, aby nerki,
serce i inne organy sprawnie funkcjonowały – dodaje. – Nie
przekonujmy
naszego organizmu, żeby zaczął funkcjonować według administracyjnych nakazów
– dopowiada Joel C. Geerling, neurolog z Centrum Medycznego Uniwersytetu
Columbia.
Solni ortodoksi nie dają za wygraną. Powołują się na
Japończyków z północy kraju, którzy pochłaniają aż 20-30 g tej przyprawy
dziennie. Częściej niż mieszkańców pozostałych regionów kraju dotykają
ich zatory mózgu. To koronny argument zwolennikówograniczenia spożycia
soli, bo jedną z przyczyn zatorów może być nadciśnienie. Co więcej,
zatorom często towarzyszy rak żołądka. Podejrzewa się, że za to też
odpowiada nadmierne spożycie soli. Takie wnioski świadczą o mylnej
interpretacji wyników – odpowiadają zwolennicy solnej wolności. Uznawana
za zbawienną dla serca dieta śródziemnomorska jest bowiem o 30 proc.
bogatsza w sól, niż zalecają standardy żywieniowe dla niedomagających
kardiologicznie Amerykanów. Prosta zależność sól – nadciśnienie jest
zatem niewłaściwym uproszczeniem.
Zwolennicy solnych restrykcji mają jednak większą siłę przebicia. David
Kessler, były komisarz Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA)
reprezentujący Centrum Nauki w Służbie Publicznej, uważa, że uczeni,
którzy udowadniają nieszkodliwość solenia, prowadzą pseudonaukową
schizmę i są na pasku przemysłu spożywczego. Komitet Doradczy ds.
Wytycznych w Żywieniu Departamentu Zdrowia i Spraw Socjalnych USA
autorytatywnie utrzymuje, że dzienna dawka sodu nie powinna przekraczać
2,3 g. Amerykańscy urzędnicy chcą w 2010 r. wprowadzić kolejne
ograniczenia zalecanej ilości spożywanej soli. – 2 g sodu dziennie to
maksimum – uważa prof. Graham MacGregor, który namawia Brytyjczyków do
zmniejszenia spożycia soli. Przywołuje on badania prof. Francesco
Cappuccio, z których wynika, że udar mózgu grozi co trzeciej osobie
jedzącej dziennie nie mniej niż 10 g soli, a jedna na pięć umrze z
powodu chorób serca. Michael Bloomberg, burmistrz Nowego Jorku, chce
zobowiązać restauratorów, żeby dodawali mniej soli do potraw, i namawia
gości, by nie dosalali podawanych im dań. Sam jednak został przyłapany
na objadaniu się słonym popcornem. Gracie Mansion, właściciel greckiej
restauracji, do której chadza Bloomberg, zdradza, że polityk często
korzysta z solniczki.
– To, czy ktoś obficie soli
pożywienie, czy tego
nie robi, i tak nie ma większego znaczenia, bo 80 proc. soli trafia do
naszego organizmu wraz z gotowymi produktami: pieczywem, wędlinami,
serami, a przede wszystkim daniami typu fast food – twierdzi dr Paul
Whelton z Uniwersytetu Loyola w Chicago. – Niektórzy z nas są zmuszani
do zajmowania stanowiska, którego naukowa uczciwość nie pozwala nam
zająć – przyznaje Bill Harlan, dyrektor Biura Zapobiegania Chorobom w
amerykańskim Narodowym Instytucie Zdrowia. – Naukowcy to przecież ludzie
z krwi i kości, a nie słupy soli.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|