Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE),
najsilniejszy polski think tank, powstał w 1991 r. z inicjatywy Leszka
Balcerowicza. We wczesnych latach transformacji skutecznie lobbował chociażby za
niezależnym bankiem centralnym, uwolnieniem polityki pieniężnej od bieżących
wpływów polityków, rozsądną polityką budżetową i szybszą prywatyzacją. Dzięki
swym sukcesom naukowym i organizacyjnym CASE już dawno jednak wyrósł z roli
think tanku. Dziś to prężny ośrodek naukowy, który przerasta osiągnięcia wielu,
nie tylko polskich, uniwersytetów. Sieć ekspertów i ośrodków CASE w krajach
byłego ZSRR, takich jak Ukraina czy Białoruś, stanowi najlepsze na świecie
niezależne źrodło wiedzy o gospodarkach tamtego regionu.
Sukces CASE jest poparty solidną pracą, ale też okupiony
wrogością tęskniących za urokami PRL. CASE zawsze był instytucją skromną, o
urokliwie przaśnych biurach. Współpracownikom płacił skromnie, choć budżet jak
na polskie warunki ma spory: około 4-6 mln zł rocznie pozyskanych na realizację
projektów naukowych od takich instytucji, jak Bank Światowy, Komisja Europejska
czy prywatne korporacje, w tym niektóre banki działające w Polsce. To właśnie
finanse CASE w roku 2006 dały posłom PiS pretekst, by wzywać przed bankową
komisję śledczą Leszka Balcerowicza. Gdy ten odmówił stawienia się przed komisją
do czasu, aż Trybunał Konstytucyjny uzna ją za organ działający legalnie, w
akcie politycznej zemsty wezwano jego żonę, Ewę Balcerowicz, sprawującą w CASE
funkcję administracyjną i naukową. Insynuacje posła Artura Zawiszy i jego
kolegów z PiS, jakoby CASE był finansowany w zamian za przychylność względem
NBP, pozostały insynuacjami. CASE broni się samo. Jest jedną z najbardziej
przejrzystych polskich organizacji pozarządowych, zarówno pod względem finansów,
jak i stawianych sobie celów.
CASE był jedną z pierwszych
organizacji pozarządowych, która wykorzystała internet do opublikowania
sprawozdań finansowych. Jego raporty roczne dają szczegółowe informacje nie
tylko o tym, ile i na co wydano, lecz z jakich źródeł pozyskano te pieniądze. Na
swoje konferencje naukowe ściąga sławy międzynarodowej nauki, takie jak profesor
Charles Goodhart: najwybitniejszy żyjący znawca ekonomii banków centralnych.
Przez CASE przewinęło się wreszcie wielu znanych ekonomistów młodszego
pokolenia, takich jak Rafał Antczak (autor propozycji obniżenia stawek podatków,
znanej jako 3 x 15) czy Ryszard Petru. Zanim powstało CASE, jak zawsze sprawni
organizacyjnie trójmiejscy liberałowie już od roku 1989 działali w ramach
Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR). To do dziś jedyny liczący się
polski think tank z siedzibą poza Warszawą. Koncentruje się na tematyce
polskiej, a jego współpracownicy z pewną dumą dodają:
„pozawarszawskiej". Raporty IBnGR są najlepszym źródłem analiz i
informacji na temat gospodarki polskich regionów widzianej z perspektywy innej
niż stołeczna. Ze względu na obecność wśród współpracowników instytutu Wojciecha
Misiąga, byłego wiceministra finansów i eksperta od finansów publicznych, oraz
Leszka Pawłowicza, kierownika katedry bankowości na Uniwersytecie Gdańskim,
instytut jest liczącym się twórcą obowiązujących opinii o polskich finansach
publicznych, ale też kuźnią kadr i standardów polskiej bankowości.
Na kondycji instytutu odbijały się wolnorynkowe założenia jego twórców.
Choć na stronie internetowej IBnGR nie udostępnia rozliczeń finansowych, to
powszechnie wiadomo, iż druga połowa obecnej dekady to dla niego lata chude.
Instytut unikał wsparcia instytucji publicznych i chciał zarabiać głównie na
sprzedaży wyników swych badań. W ostatnich latach stał się bardziej widoczny
dzięki współfinansowanemu przez Unię Europejską najnowszemu
„produktowi" IBnGR: Polskiemu Forum Obywatelskiemu. Forum to cykl
wieloletnich debat prowadzonych zarówno na małych seminariach, jak i na
dorocznym spotkaniu kilku tysięcy osób z całej Polski. Jan Szomburg, prezes
IBnGR i dyrektor forum, namawia, żeby działać razem – Polacy potrzebują
wspólnych rozmów oraz ustalania wspólnych celów. Polskie Forum Obywatelskie pod
jego kierownictwem jest więc prawdopodobnie najszerzej zakreślonym i
najambitniejszym projektem wpływania na wartości i postawy Polaków.
Publikacje z serii „Wolność i Solidarność" stanowią
odpowiedź na podział Polaków na solidarnych i liberalnych. Jeśli odniesie
sukces, powszechne stanie się przekonanie, że można być jednocześnie solidarnym
i liberalnym. Na pierwszy rzut oka między książkami takimi jak „Polska
rodzina – jaka jest, jak się zmienia?” czy „Modernizacja
Polski. Kody kulturowe i mity” a politycznymi wyborami Polaków nie ma
związku. Trójmiejscy liberałowie, tacy jak Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof
Bielecki, są jednak ludźmi, którzy już w latach 80. pisali nieżyciowe
opracowania na tak wówczas abstrakcyjne tematy jak masowa prywatyzacja czy
przechodzenie od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej. Ze swoim
przesłaniem, łączącym liberalizm i solidarność, rozwój i nowoczesność z
tradycyjnymi wartościami, docierają do kilkunastu tysięcy odbiorców wśród
polskich elit. Jeśli więc w ostatnich 20 latach postsolidarnościowe elity
wybrały dla nas wolny rynek, a nie trzecią drogę, a za kilka lat Polska okaże
się gospodarczo podobna do krajów anglosaskich, ale z zachowaniem tradycyjnych
wartości, to dlatego, że trójmiejscy liberałowie przekonali nas do takiego
projektu.
Instytut Spraw Publicznych (ISP), powołany w 1995 r., to
think tank socjologów i osób zainteresowanych administracją państwową. O ile
CASE i IBnGR zajmują się gospodarką, o tyle ISP koncentruje się na takich
kwestiach, jak parytety, penalizacja posiadania miękkich narkotyków, aktywizacja
wyborców czy sądownictwo rodzinne. Ponieważ w ostatnich 20 latach wielkie debaty
nad kształtem Polski dotyczyły głównie ekonomii, ISP był mniej widoczny dla
publiczności. A szkoda! Liczne publikacje instytutu stanowią wysokiej jakości
źródło twardych informacji i cennych przemyśleń o kwestiach, które na co dzień
łatwo zamieniają się w polityczną pyskówkę. Do dyskusji o penalizacji posiadania
narkotyków jeden z ostatnich raportów ISP wniósł np. informację, że w 2008 roku
na jednego ukaranego za poważne przestępstwo z ustawy o posiadaniu narkotyków
przypadały średnie koszty w wysokości 687,3 tys. zł oraz 1764 ośmiogodzinnych
dni pracy pracowników organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Świadomość, że
mimo tak wysokich kosztów egzekucja prawa nie skutkuje zmniejszeniem problemów
narkotykowych w Polsce, powinna być powszechna podczas kolejnej politycznej
przepychanki wokół tego tematu. Tym bardziej że każda informacja, nawet
najbardziej obiektywna, ma swoje konsekwencje polityczne.
Mimo
starań ISP, by zachować możliwą apolityczność (w radzie programowej obok prof.
Ewy Łętowskiej czy Lecha Wałęsy zasiadają politycy kojarzeni z prawicą: Jerzy
Kropiwnicki i Konrad Szymański), przez prawicę kontestującą ISP jest uznawany za
„ekspozyturę salonu" lub, co gorsza, „eurosalonu”. Pod
względem przejrzystości może jednak służyć innym instytucjom pozarządowym za
wzór: jako jeden z pierwszych publikował na stronach internetowych najbardziej
szczegółowe, najłatwiej dostępne i najbardziej przejrzyste sprawozdania
finansowe i merytoryczne.
Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR),
kolejna inicjatywa Leszka Balcerowicza, do najbardziej znaczących ośrodków w
Polsce dołączyło dwa lata temu. Forum zostało pomyślane jako organizacja
adresowana w dużym stopniu do młodych i prowadzona przez młodych (zarząd tworzą
Jarosław Bełdowski – lat 34, Andrzej Rzońca – lat 32, oraz Wiktor
Wojciechowski – lat 32; wszyscy świetnie wykształceni w Polsce i za
granicą). W krótkim okresie istnienia FOR przebiło się do mediów, zaczęło
wpływać na elity opiniotwórcze i decydentów. Na prezentacje kolejnych raportów
FOR przychodzą dziesiątki dziennikarzy i naukowców, a każdy raport jest
następnie żywo komentowany w mediach. Bo FOR to think tank nowej generacji, z
angielskiego zwany advocacy think tank. Nie obrasta ekspertami. Nastawiony jest
bardziej na skuteczność przekazu i mobilizację na rzecz szybkiego, stabilnego
rozwoju Polski niż na studia naukowe i pracę badawczą. Podstawowy zespół FOR to
zaledwie kilka osób, który dla stworzenia raportu nawiązuje współpracę z
ekspertami z poszczególnych dziedzin. Do akcji takich jak kampanie zachęcające
do wzięcia udziału w wyborach wchodzi w sojusze z innymi organizacjami
pozarządowymi.
Tematy zainteresowania FOR to te same, którymi
profesor Balcerowicz interesuje się od lat i którymi przez niego zajmuje się
cała Polska: „Skąd się bierze bezrobocie?", „Czy warto przyjąć
euro w Polsce?”, „Ile nas kosztują wcześniejsze emerytury?”,
„Komunikacja sądów z obywatelami – badania empiryczne, wnioski,
rekomendacje zmian”. To, co wyróżnia te opracowania wśród raportów innych
organizacji, to mająca duży zasięg dystrybucja, zarówno w wersji papierowej, jak
i elektronicznej. Internetowa witryna FOR jest prawdopodobnie najlepszą
graficznie i najbardziej funkcjonalną stroną internetową polskich think tanków.
O środowisku „Krytyki Politycznej" najgłośniej jest z
pewnością na lewo od liberałów. Od roku 2002 pod tym tytułem ukazuje się
lewicowe pismo społeczno-polityczne, którego założycielem i redaktorem naczelnym
jest Sławomir Sierakowski. Mimo młodego wieku (30 lat) to już człowiek
instytucja. Jego pismo z czasem obrosło w liczne inicjatywy kulturalne i
wydawnicze, aż wypączkowało w założone w 2005 r. Stowarzyszenie im. Stanisława
Brzozowskiego, które docelowo ma stworzyć infrastrukturę pod przyszłą partię. Na
początek środowisko „Krytyki Politycznej” planuje „wygrać
wojnę o wyobraźnię”, ale cele długoterminowe są znacznie ambitniejsze. W
grudniowym wywiadzie dla „Polska The Times” Sławomir Sierakowski
stwierdził: „Do powstania lewicy potrzebny jest nie tylko polityczny
pomysł, ale i wskrzeszenie zbiorowej pamięci, lewicowej tradycji. Potrzebni są
ludzie przystosowani do działalności, zintegrowani. Potrzebne są też instytucje:
lokale, pieniądze. To wszystko tworzymy my. Oplatamy scenę
polityczną…”.
„Krytyka Polityczna" jest
pierwszym pokoleniem lewicy, które nie odwołuje się do PRL, ale też jedynym
dziś, szybko rosnącym przejawem zorganizowanej działalności lewicowej. Jest przy
tym mocno krytyczna wobec SLD, które według Sierakowskiego zatraciło lewicowe
ideały. Niestety, „Krytyka Polityczna” zdążyła już przejąć niektóre
złe nawyki starej lewicy, takie jak brak przejrzystości finansowej. Na jej
internetowych stronach dostępne jest tylko sprawozdanie Stowarzyszenia im.
Stanisława Brzozowskiego za okres wrzesień 2006 – grudzień 2007. Innych
danych o finansach „Krytyki Politycznej” brakuje. Wedle doniesień
prasowych SLD, tak nielubiane przez „Krytykę”, przeznaczyło w 2007
r. 100 tys. zł na jej działalność. Zdarzają się również dotacje z Ministerstwa
Kultury, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Fundacji Stefana Batorego oraz
bliżej niesprecyzowanych darczyńców indywidualnych i instytucjonalnych. Przy
wszystkich zarzutach co do przejrzystości „Krytyce” nie można
odmówić dynamiki rozwoju: zyskuje nowych zwolenników, tworzy struktury terenowe
(kluby „Krytyki Politycznej”), rozszerza działalność wydawniczą.
Uwielbiają ją prawicowe media, za to mniej entuzjastyczni są inni pretendenci do
miana „prawdziwej lewicy”, ale to chyba wynik zazdrości.
Instytut Sobieskiego, utworzony w 2004 r., jest najmłodszym wśród
liczących się polskich think tanków. Często w publicznej percepcji jest łączony
z PiS ze względu na osobę prezesa Pawła Szałamachy, który był wiceministrem w
rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, ale też niektórych ekspertów, jak
Mirosław Barszcz, także wiceminister w rządzie PiS. W opiniach czyniących z
instytutu przybudówkę PiS jest tyle prawdy, ile w uznawaniu CASE za przybudówkę
Unii Wolności albo Platformy Obywatelskiej. Instytut Sobieskiego ma sprecyzowane
założenia ideologiczne: silne, ale ograniczone państwo, wolność i
odpowiedzialność jednostki, swobody gospodarcze, ład społeczny oparty na prawie
naturalnym. Mimo skromnych środków (zaledwie 33 tys. zł budżetu w 2006 r., 341
tys. zł w 2007 r.) instytut opublikował już 35 raportów, a jego eksperci
udzielili setek komentarzy do mediów na tematy społeczno-gospodarcze. Instytut
jest też wydawcą „Międzynarodowego Przeglądu Politycznego", którego
celem jest transfer do Polski nowoczesnej myśli politycznej, rodzącej się w
głównych ośrodkach polityki w Europie i USA.
Centrum im. Adama Smitha ceni
pryncypialność i nie idzie na kompromisy mające przynieść popularność: te same
od lat pół setki ekonomistów, prawników, politologów, socjologów, informatyków
ceniących niezależność i brak powiązań z instytucjami politycznymi dostarcza
raportów głównie na tematy podatkowe i prawne. Za sztandarowymi produktami
centrum, takimi jak dzień wolności podatkowej czy indeks wolności gospodarczej,
kryje się wyspecjalizowana wiedza i benedyktyńska praca. To właśnie dzięki
Centrum im. Adama Smitha wiemy co roku, w którym dniu przeciętny Polak przestaje
pracować na fiskusa, a zaczyna pracować na siebie. W mediach Centrum istnieje
głównie dzięki błyskotliwym komentarzom Roberta Gwiazdowskiego i Andrzeja
Sadowskiego. Budżet Centrum im. Adama Smitha choć nie jest tajny (każdy może
znaleźć sprawozdania w sądzie rejestrowym), ale – jak mówią organizatorzy
centrum – nadzwyczaj skromny, nie jest dostępny na stronie internetowej.
To w czasach rosnących standardów propagowanych również przez Smitha brak nie do
usprawiedliwienia.
TIGER (Transformation, Integration and
Globalization Economic Research) został powołany w roku 2000 przez prof.
Grzegorza Kołodkę. Dzięki niewątpliwemu talentowi organizacyjnemu Kołodki mógł
to być sprawny, lewicowy think tank, ale przytłoczyła go osobowość założyciela i
mentora. TIGER organizuje ciekawe comiesięczne seminaria, na których wykładają
goście z Polski i z zagranicy. Do atutów należy również seria anglojęzycznych
publikacji o transformacji i globalizacji, reprezentujących zazwyczaj lewicowy
nurt ekonomii. Ale TIGER nie istnieje w powszechniejszym przekazie, bo nie da
się zbyt długo słuchać o zasługach prof. Kołodki dla Polski i polskich reform
gospodarczych, a ze strony internetowej dowiadywać się o wystawie fotografii
Grzegorza Kołodki i o jego kolejnych książkach. Profesor to w istocie bogata i
ciekawa osobowość. Na styczności z nią korzystają m.in. studenci Akademii im.
Leona Koźmińskiego, ale traci niestety sam think tank.
Dziś modnie
jest uważać, że to właśnie think tanki kształtują opinie Polaków. O ile jest to
zapewne prawdziwe w odniesieniu do wielkomiejskich elit, zwłaszcza dziennikarzy
i ludzi władzy, o tyle pogląd ten wciąż nie ma uzasadnienia dla ogółu Polaków.
Wiedząc więc o istnieniu nowoczesnych think tanków, nie można zapominać o
przemożnym wciąż wpływie organizacji starszych i silniejszych, z których
najpotężniejszym pozostaje Kościół katolicki ze swoim dwutysiącletnim
doświadczeniem w kształtowaniu serc i umysłów, i infrastrukturą w każdym zakątku
Polski. Tu nawet ateiści chrzczą dzieci i biorą kościelne śluby. Bo gdy Kościół
się uprze, postawi na swoim, tak jak to uczynił np. z zakazem aborcji. I na nic
finezyjne badania choćby najznamienitszych think tanków.