Pierwszą damą światowej wiolinistyki pozostaje
niewątpliwie Anne-Sophie Mutter. 46-letnia Niemka ma za sobą ponad trzy dekady
nieustannych sukcesów. Mutter, wylansowana jako cudowne dziecko przez
legendarnego Herberta von Karajana, okazała się wyjątkowym, świadomym, doskonale
planującym karierę muzykiem. Specjalnie dla niej najwięksi kompozytorzy napisali
wiele wybitnych utworów. Była muzą i inspiracją Lutosławskiego, dla niej tworzył
Penderecki. Nic więc dziwnego, że do Polski i Polaków artystka ma szczególnie
dużo sympatii i odwiedza nas regularnie. Od drugiego męża, słynnego
amerykańskiego kompozytora i pianisty André Previna, otrzymała w ślubnym
prezencie Koncert Skrzypcowy Ann-Sophie, ale małżeństwo ze starszym o 33 lata
muzykiem nie przetrwało.
Z okładek starych płyt
uśmiecha się do nas okrągła dziewczyna o pyzatej twarzy. Trudno w niej rozpoznać
piękną kobietę w hollywoodzkim stylu, o nienagannej figurze, którą jest obecnie.
W olśniewających kreacjach zwężanych „na syrenę" wygląda jak Rita
Hayworth. „Mutter złota” firmowała sonaty Mozarta, a „Mutter
niebieska” Mendelssohna... Wypielęgnowany image idzie w parze z niezwykłą
finezją gry i pięknym, delikatnym tonem wydobywanym z jednych z dwojga (wartych
miliony) skrzypiec Stradivariusa, których jest posiadaczką.
Ale sztuka to
nie sport i – z reguły – królowe są (przynajmniej) dwie. Mutter
dzieli się więc tronem z Amerykanką Hilary Hahn. Ta trzydziestolatka o prezencji
gimnazjalistki zachwyca wyrafinowaną, nieco staromodną grą, wytworną i elegancką
niczym z przedwojennych salonów. Mówi płynnie czterema językami (w tym po
japońsku) i raz po raz objeżdża świat, a w podróżach prowadzi internetowy
dziennik, do którego wkleja elektroniczne pocztówki z odwiedzanych miast wraz z
uwagami o pobycie i koncercie. Jej strona cieszy się niezwykłym powodzeniem.
Występy Hahn uświetniają wiele niezwykłych uroczystości, by wspomnieć
inaugurację pontyfikatu Benedykta XVI.
Na bezcennym stradivariusie gra
także Joshua Bell – amerykański „wieczny chłopiec", choć już
czterdziestoletni, kochający luksusowe życie i komputery. O jego skrzypcach było
u nas niedawno głośno, bo należały niegdyś do genialnego polskiego wirtuoza
Bronisława Hubermana i Bell zagrał na nich podczas koncertu, z którego dochód
został przeznaczony na rzecz powstającego w Warszawie Muzeum Historii Żydów
Polskich. Bell jest pochodzenia żydowskiego, podobnie jak Huberman i dziesiątki
wielkich skrzypków. Dysponuje jasnym, szlachetnym tonem, o czym mogą się
przekonać nie tylko miłośnicy klasyki, bo nie stroni od lżejszej muzy, chętnie
nagrywając np. muzykę filmową („Iris”, „Purpurowe
skrzypce”). Trzy lata temu Bell zgodził się na osobliwy eksperyment: 43
minuty grał anonimowo na stacji waszyngtońskiego metra. Happening zorganizowany
przez „Washington Post” miał odpowiedzieć na pytanie, czy „w
banalnych okolicznościach i o niekorzystnej porze piękno zostanie
zauważone”.
Trudno nie zauważyć Nigela Kennedy’ego (53 lata)
– najbardziej rozpoznawalnego skrzypka świata, wciąż enfant terrible scen,
estrad czy klubów, w których chętnie występuje. Kennedy zasłynął punkowym
„irokezem" na głowie – czegoś takiego szacowne filharmonie
nigdy nie widziały! – i największym sukcesem komercyjnym w dziejach
klasycznej fonografii: nagrane w 1989 r. „Cztery pory roku”
Vivaldiego zostały sprzedane w ponad 2 mln egzemplarzy. Fenomenalnie
utalentowany, z równą swobodą gra Brahmsa i Sibeliusa, Hendriksa czy ludową
muzykę żydowską i wszystko brzmi ekscytująco. Ożeniony z Polką Kennedy jest
częstym gościem w Krakowie i chętnie promuje polską muzykę. Robi to po swojemu,
czyli genialnie i kontrowersyjnie: na okładce albumu „Polish Spirit”
(z koncertami Karłowicza i Młynarskiego, dziadka Wojciecha) stoją butelki wódki
i kieliszki w charakterystycznym zamazaniu...
Na osobną uwagę
zasługuje Gidon Kremer, bo to i wielki artysta, i człowiek instytucja. Repertuar
62-letniego Łotysza obejmuje niemal całą historię muzyki, od Bacha po tanga
Piazzolli. Wiecznie w drodze, wciąż poszukujący nowych brzmień, tryskający
energią i zaskakujący ekspresją chętnie nagrywa z innym nieprzewidywalnym
duchem, pianistką Marthą Argerich. Kremer od lat promuje muzykę krajów
nadbałtyckich. Z młodych muzyków Litwy, Łotwy i Estonii zorganizował swą sławną
orkiestrę Kremerata Baltica wykonującą dzieła współczesnych bałtyckich
kompozytorów.
Do skrzypcowej superligi należy też książę barokowych
skrzypiec Giuliano Carmignola. 58-letni Włoch, przez lata uznany artysta,
światową sławę zyskał stosunkowo niedawno, gdy zaczął grać na starym
instrumencie o jelitowych strunach, na jakich grano w czasach Vivaldiego czy
Haendla. Grający z imponującą wirtuozerią, lekkością i fantazją Carmignola nie
ma sobie równych w barokowym repertuarze, a jego płyty zapierają dech.