Czy Yo-Yo Ma (55 lat) w ogóle kiedykolwiek sypia – zastanawiają się krytycy i fani najsłynniejszego wiolonczelisty świata. Wydaje się, że ten urodzony w Paryżu amerykański Chińczyk działa od rana do nocy i w nocy, a swymi sukcesami i realizowanymi pomysłami mógłby obdzielić dziesięciu innych artystów. Yo-Yo Ma z równie wielką pasją gra suity ukochanego Bacha i tanga Piazzolli, napisane specjalnie dla niego współczesne koncerty i muzykę filmową, brazylijskie bossa novy i kaprysy Paganiniego w wersji na wiolonczelę. Nagrał już prawie 75 albumów, za które otrzymał 15 nagród Grammy! Wirtuoz, nazywany „Marco Polo muzyki", od lat tworzy projekt „Jedwabny szlak” – muzyczny odpowiednik słynnej handlowej drogi łączącej Wschód i Zachód – wraz z artystami różnych kultur, propagując sztukę egzotycznych regionów. Muzyka to najbardziej uniwersalny i pokojowy język świata – tłumaczy Ma, ambasador pokoju ONZ i... gwiazda specjalnego odcinka „Simpsonów”, akompaniator śpiewającej podczas wyjątkowego wieczoru Condoleezzy Rice i partner Stinga na otwarciu zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City. Ma wystąpił też w Białym Domu podczas uroczystej inauguracji prezydenta Obamy, a ostatnio podczas gali w Ottawie przygrywał kanadyjskiemu premierowi, wykonującemu „With a Little Help from My Friends” Beatlesów! Ojciec dwóch synów i posiadacz dwóch bezcennych osiemnastowiecznych wiolonczel ( jedna z nich jest warta 1,5 mln dolarów), faktycznie chyba nigdy nie śpi...
REKLAMA
W przeciwieństwie do swego chińskiego kolegi Mischa Maisky (62 lata) nie gra jazzu ani muzyki pop, a jego życie nie było usłane różami. Z pochodzenia łotewski Żyd był zaledwie osiemnastolatkiem, gdy zdobył nagrodę na bodaj najtrudniejszym konkursie muzycznym świata – im. Czajkowskiego w Moskwie. Trzy lata później w odwecie władz sowieckich za emigrację jego siostry do Izraela wylądował w karnym obozie w Gorkim. Pretekstem był fakt, że w sklepie dla cudzoziemców kupował za dolary magnetofon. Przez półtora roku pracował jako robotnik w kamieniołomach, a potem wylądował w szpitalu psychiatrycznym i tylko cud sprawił, że nie zniszczył delikatnych dłoni i był w stanie wrócić do gry. Wkrótce udało mu się uciec do Izraela, gdzie uzyskał obywatelstwo, rozpoczynając karierę od nowa. Maisky, uczeń największego wiolonczelisty II połowy XX wieku Mścisława Rostropowicza, słynie z wielkiego temperamentu i często grywa wspólnie z inną wielką ekscentryczką Marthą Argerich. Szlachetny, melancholijny ton jego wiolonczeli jest równie charakterystyczny jak stroje artysty ubierającego się z upodobaniem w oryginalne, zdobione koszule, fantazyjnie wiązane nad pasem.
Han-Na Chang (27 lat) została okrzyknięta geniuszem wiolonczeli w wieku lat jedenastu! Jej oszałamiająca kariera także wiąże się z nazwiskiem Rostropowicza, który na konkursie swego imienia przyznał jej główną nagrodę, a potem namaścił na swą następczynię, nagrywając wspólną płytę. „W jej wieku nie grałem lepiej!" – wykrzyknął zachwycony mistrz po pierwszym przesłuchaniu drobniutkiej Koreanki. Mieszkająca w USA Han-Na prowadziła przez długi czas trudne życie cudownego dziecka, jednocześnie koncertując i chodząc do szkoły. Gdyby nie wiolonczela, być może zawodowo grałaby w ulubioną koszykówkę. Gra w nią zresztą do dziś, ale tylko wówczas, gdy przerwy między występami są dłuższe niż tydzień, bo co najmniej tydzień potrzebuje na zregenerowanie i „przestawienie” palców. Wykonująca poważny, wielki repertuar od Vivaldiego po Szostakowicza Han-Na wciąż doskonali się intelektualnie, studiując filozofię, literaturę i sztukę.
Na największego konkurenta Han-Na Chang wyrósł w młodym pokoleniu Francuz Gautier Capuçon (28 lat). Także jego biografia świadczy o tym, że na sukces składają się nie tylko talent i praca, ale i łut szczęścia w postaci spotkania wielkiego artysty, który wyciągnie pomocną dłoń. Capuçon, choć jest zwycięzcą prestiżowych konkursów, zawdzięcza swą prawdziwą sławę Marcie Argerich. Wraz ze starszym bratem, świetnym skrzypkiem, zwrócił uwagę argentyńskiej supergwiazdy, która polubiła granie w towarzystwie obu młodych Francuzów i zaczęła zapraszać ich na swe koncerty. Uśmiechnięty, bezpośredni, uroczo nonszalancki Gautier szybko zjednał sympatię słuchaczy perfekcyjnym i eleganckim sposobem gry oraz niezwykłymi umiejętnościami przystosowania się do muzykującego partnera. Uczył się tego od dziecka, grając z bratem Renaudem. Obaj w przerwach między poważnymi ćwiczeniami ochoczo improwizowali jazz, co robią do dziś. Capuçonowie to obecnie jeden z najlepszych towarów eksportowych kultury francuskiej.
Muzykę w genach ma Steven Isserlis (51 lat) – dosłownie, bo jest potomkiem samego Feliksa Mendelssohna! Urodzony w Londynie, uchodzi za największego żyjącego wiolonczelistę kameralistę, grającego w małych zespołach. Poezja sonat, triów czy kwartetów wykonywanych z jego udziałem nie ma sobie równych. Ale muzyczne wyrafinowanie i powaga prezentowane w działach Brahmsa czy Schumanna to tylko połowa barwnej osobowości Isserlisa. Artysta jest bowiem od lat wielkim fanem piosenek Beatlesów (na ich cześć nosi nawet beatlesowską fryzurę), a także... utalentowanym autorem książek dla dzieci. W lekkich i pełnych humoru opowieściach przybliżył najmłodszym twórczość Haendla i Beethovena.
Prześliczna wiolonczelistka i...
Czy Yo-Yo Ma (55 lat) w ogóle kiedykolwiek sypia
– zastanawiają się krytycy i fani najsłynniejszego wiolonczelisty świata.
Wydaje się, że ten urodzony w Paryżu amerykański Chińczyk działa od rana do nocy
i w nocy, a swymi sukcesami i realizowanymi pomysłami mógłby obdzielić
dziesięciu innych artystów. Yo-Yo Ma z równie wielką pasją gra suity ukochanego
Bacha i tanga Piazzolli, napisane specjalnie dla niego współczesne koncerty i
muzykę filmową, brazylijskie bossa novy i kaprysy Paganiniego w wersji na
wiolonczelę. Nagrał już prawie 75 albumów, za które otrzymał 15 nagród Grammy!
Wirtuoz, nazywany „Marco Polo muzyki", od lat tworzy projekt
„Jedwabny szlak” – muzyczny odpowiednik słynnej handlowej
drogi łączącej Wschód i Zachód – wraz z artystami różnych kultur,
propagując sztukę egzotycznych regionów. Muzyka to najbardziej uniwersalny i
pokojowy język świata – tłumaczy Ma, ambasador pokoju ONZ i... gwiazda
specjalnego odcinka „Simpsonów”, akompaniator śpiewającej podczas
wyjątkowego wieczoru Condoleezzy Rice i partner Stinga na otwarciu zimowych
igrzysk olimpijskich w Salt Lake City. Ma wystąpił też w Białym Domu podczas
uroczystej inauguracji prezydenta Obamy, a ostatnio podczas gali w Ottawie
przygrywał kanadyjskiemu premierowi, wykonującemu „With a Little Help from
My Friends” Beatlesów! Ojciec dwóch synów i posiadacz dwóch bezcennych
osiemnastowiecznych wiolonczel ( jedna z nich jest warta 1,5 mln dolarów),
faktycznie chyba nigdy nie śpi...
W przeciwieństwie
do swego chińskiego kolegi Mischa Maisky (62 lata) nie gra jazzu ani muzyki pop,
a jego życie nie było usłane różami. Z pochodzenia łotewski Żyd był zaledwie
osiemnastolatkiem, gdy zdobył nagrodę na bodaj najtrudniejszym konkursie
muzycznym świata – im. Czajkowskiego w Moskwie. Trzy lata później w
odwecie władz sowieckich za emigrację jego siostry do Izraela wylądował w karnym
obozie w Gorkim. Pretekstem był fakt, że w sklepie dla cudzoziemców kupował za
dolary magnetofon. Przez półtora roku pracował jako robotnik w kamieniołomach, a
potem wylądował w szpitalu psychiatrycznym i tylko cud sprawił, że nie zniszczył
delikatnych dłoni i był w stanie wrócić do gry. Wkrótce udało mu się uciec do
Izraela, gdzie uzyskał obywatelstwo, rozpoczynając karierę od nowa. Maisky,
uczeń największego wiolonczelisty II połowy XX wieku Mścisława Rostropowicza,
słynie z wielkiego temperamentu i często grywa wspólnie z inną wielką
ekscentryczką Marthą Argerich. Szlachetny, melancholijny ton jego wiolonczeli
jest równie charakterystyczny jak stroje artysty ubierającego się z upodobaniem
w oryginalne, zdobione koszule, fantazyjnie wiązane nad pasem.
Han-Na
Chang (27 lat) została okrzyknięta geniuszem wiolonczeli w wieku lat jedenastu!
Jej oszałamiająca kariera także wiąże się z nazwiskiem Rostropowicza, który na
konkursie swego imienia przyznał jej główną nagrodę, a potem namaścił na swą
następczynię, nagrywając wspólną płytę. „W jej wieku nie grałem
lepiej!" – wykrzyknął zachwycony mistrz po pierwszym przesłuchaniu
drobniutkiej Koreanki. Mieszkająca w USA Han-Na prowadziła przez długi czas
trudne życie cudownego dziecka, jednocześnie koncertując i chodząc do szkoły.
Gdyby nie wiolonczela, być może zawodowo grałaby w ulubioną koszykówkę. Gra w
nią zresztą do dziś, ale tylko wówczas, gdy przerwy między występami są dłuższe
niż tydzień, bo co najmniej tydzień potrzebuje na zregenerowanie i
„przestawienie” palców. Wykonująca poważny, wielki repertuar od
Vivaldiego po Szostakowicza Han-Na wciąż doskonali się intelektualnie, studiując
filozofię, literaturę i sztukę.
Na największego konkurenta Han-Na Chang
wyrósł w młodym pokoleniu Francuz Gautier Capuçon (28 lat). Także jego biografia
świadczy o tym, że na sukces składają się nie tylko talent i praca, ale i łut
szczęścia w postaci spotkania wielkiego artysty, który wyciągnie pomocną dłoń.
Capuçon, choć jest zwycięzcą prestiżowych konkursów, zawdzięcza swą prawdziwą
sławę Marcie Argerich. Wraz ze starszym bratem, świetnym skrzypkiem, zwrócił
uwagę argentyńskiej supergwiazdy, która polubiła granie w towarzystwie obu
młodych Francuzów i zaczęła zapraszać ich na swe koncerty. Uśmiechnięty,
bezpośredni, uroczo nonszalancki Gautier szybko zjednał sympatię słuchaczy
perfekcyjnym i eleganckim sposobem gry oraz niezwykłymi umiejętnościami
przystosowania się do muzykującego partnera. Uczył się tego od dziecka, grając z
bratem Renaudem. Obaj w przerwach między poważnymi ćwiczeniami ochoczo
improwizowali jazz, co robią do dziś. Capuçonowie to obecnie jeden z najlepszych
towarów eksportowych kultury francuskiej.
Muzykę w genach ma Steven
Isserlis (51 lat) – dosłownie, bo jest potomkiem samego Feliksa
Mendelssohna! Urodzony w Londynie, uchodzi za największego żyjącego
wiolonczelistę kameralistę, grającego w małych zespołach. Poezja sonat, triów
czy kwartetów wykonywanych z jego udziałem nie ma sobie równych. Ale muzyczne
wyrafinowanie i powaga prezentowane w działach Brahmsa czy Schumanna to tylko
połowa barwnej osobowości Isserlisa. Artysta jest bowiem od lat wielkim fanem
piosenek Beatlesów (na ich cześć nosi nawet beatlesowską fryzurę), a także...
utalentowanym autorem książek dla dzieci. W lekkich i pełnych humoru
opowieściach przybliżył najmłodszym twórczość Haendla i Beethovena.