Miejscowi znawcy przedmiotu przyzwyczajeni do
ciemnookich dziewczyn z długim tułowiem zacierali ręce, obserwując najazd
długonogiej słowiańszczyzny. To oni, właściciele domów mody, projektanci,
fotograficy i biznesmeni, często związani z mniej szanownymi profesjami, pierwsi
zaczęli mówić o „stylu rosyjskim" w Izraelu. – Ale styl
rosyjski to nie tylko uroda i moda – uważa czołowa moskiewska stylistka
Ewelina Chromczenko. – To również tajemnica duszy, sposób bycia, park
Gorkiego i wiersze Puszkina – zaznacza. Wkrótce ukaże się w Izraelu
hebrajskie wydanie jej monumentalnej książki „Russian Style”.
Rosyjskojęzyczna prasa izraelska uznała ją za kobietę 2009 roku, a
„Time” uplasował Chromczenko na liście najbardziej wpływowych kobiet
świata.
Obecnie rosyjski styl staje się coraz
bardziej popularnym nurtem w modzie izraelskiej z górnej półki. Kostiumy z epoki
Katarzyny Wielkiej, stroje z kołnierzykiem bluzy wojskowej Stalina. Koszule w
stylu kozackim, nawet druciane okulary Trockiego i Berii – wszystko to
można dzisiaj kupić w drogich sklepach na Kikar Hamedina w Tel Awiwie. Wprawdzie
nie wszystkie elegantki mogą sobie pozwolić na kostium za 5 tys. euro czy
rękawiczki skopiowane z „Doktora Żywago", ale żony i przyjaciółki
rosyjsko-izraelskich oligarchów nie patrzą na cenę. Za ich przykładem idą
również miejscowe patrycjuszki niezwiązane z Rosją.
Popularność
rosyjskiego stylu poza Rosją nie jest niczym nowym. Już na początku XX wieku
księżna Irina Jusupowa i jej mąż Feliks, bardziej znany jako zabójca Rasputina,
otworzyli w Paryżu ekskluzywny dom mody IRFE, w którym ubierały się koronowane
głowy Europy. W ich ślady poszła później nieślubna córka żydowskiego kupca z
Petersburga, Walentyna Nikołajewna Sanina. Miała zaledwie 20 lat, gdy tuż przed
wybuchem II wojny światowej przyjechała do Ameryki z dwoma dolarami w złocie i
walizką z sukienkami, które sama zaprojektowała. W 1928 r. otworzyła dom mody
Valentina Gowns. Jej stałymi klientkami były Greta Garbo i Gloria Swanson.
Marina Głudzin, wnuczka Walentyny, która kilka lat temu przyjechała do Izraela,
kontynuuje tradycję babki. Jest liczącą się stylistką i projektantką,
szczególnie popularną wśród telawiwskiej cyganerii, podobnie jak jej dobra
koleżanka Jana Gur.
Jana Gur miała 17 lat, gdy przyjechała z
Taszkientu do Izraela. Przez jakiś czas sprzątała mieszkania w zamożnych
dzielnicach Tel Awiwu, ale któregoś dnia natknął się na nią jeden z właścicieli
firmy Karin Models. To przypadkowe spotkanie zmieniło całe jej życie. Dzisiaj
„Kopciuszek z Taszkientu" jest czołową modelką izraelską i stale
współpracuje z „Cosmopolitan”, „Elle” i innymi
luksusowymi kobiecymi magazynami. Nie jest jedyna. Wśród izraelskich top modelek
jest spora grupka dziewcząt z Moskwy, Kijowa, Petersburga, Tallina. Są świeże,
atrakcyjne, ciekawe i co najważniejsze – inne. Podczas gdy modelki
izraelskie traktują obecne zajęcie jako odskocznię do filmu i telewizji,
„Rosjanki” szanują swój zawód, zdają sobie sprawę, że wygrały los na
loterii. Ich znajome i koleżanki, które miały mniej szczęścia, zarabiają na
życie jako kelnerki i kasjerki w supermarketach. Czują się niedowartościowane i
sfrustrowane. Niektóre myślą o powrocie do Rosji. Dla nich, podobnie jak i dla
innych, którzy z byłego ZSRR wyjechali w wieku 20-30 lat, Związek Radziecki nie
jest komunistycznym potworem, lecz krajem szczęśliwego dzieciństwa. Tam jedli
najlepsze lody, bawili się najbardziej kolorowymi zabawkami, oglądali najlepsze
filmy rysunkowe, a ich matki były piękne i młode.
Modelki z Rosji
są według znawców przedmiotu bardziej atrakcyjne i profesjonalne od
„sabr" urodzonych w Izraelu. A mimo to takie domy mody, jak Fox,
Castro czy Gotex, wolą zatrudniać sprawdzone już prezenterki. Typ słowiańskiej
urody, chętnie akceptowany przez elity aszkenazyjskie, mimo upływu lat budzi
jeszcze nieufność i kontrowersje wśród tej części społeczeństwa, która
przyzwyczajona jest do wschodnich i śródziemnomorskich standardów piękna, szyku
i elegancji. Pewnie z tego względu „Rosjanie” rzadko pojawiają się w
reklamach telewizyjnych, których odbiorcą mają być całe rodziny. Modelki
pochodzące z Rosji największe sukcesy odnoszą, reprezentując Izrael w Paryżu,
Nowym Jorku i Londynie. Działa to jak balsam na tych, którzy chcą wierzyć i
wmówić to innym, że Izrael jest częścią Europy mimo otaczającego go Lewantu. Nie
zdając sobie z tego sprawy, nowe Izraelki o jasnej karnacji skóry i niesemickiej
twarzy stały się wdzięcznymi ambasadorami starych i bezpretensjonalnych
żydowskich snów.
Nie ulega wątpliwości, że słowiańska uroda i
rosyjski styl zaczynają się zadomawiać na nowej planecie. Wiele ładnych
dziewczyn szybko zrozumiało, że atrakcyjna aparycja może ułatwić życie i stać
się przyspieszoną przepustką do izraelskości. W latach 1990- -2005 cztery
emigrantki z byłego ZSRR zostały Miss Izraela. Szaj Awital, właściciel agencji
Elite Model z Tel Awiwu, twierdzi, że młode rosyjskie kobiety dokonują
prawdziwej rewolucji społecznej i obyczajowej. – Do niedawna wszystkie
Izraelki nosiły tylko spodnie, obecnie najnowocześniejsze są sukienki, spódnice
i buty na wysokim obcasie – mówi „Wprost". – Problem w
tym, że na ogół tylko one, napływowe Słowianki, mają coś do pokazania, ale i tak
ulica wygląda teraz zupełnie inaczej.
Oczywiście, zdarzają się
również Izraelki z ładnymi nogami, a nie wszystkie młode Rosjanki są smukłe i
urodziwe. Te dużo starsze są o wiele bardziej konserwatywne i za nic w świecie
nie chcą się przystosować do wymogów nowej rzeczywistości. Latem można je
spotkać na piaszczystej plaży buchającej od gorąca, po której spacerują w
jednoczęściowych zamszowych kostiumach i w wysokich szpilkach.
– Styl rosyjski można podzielić na dwie kategorie –
tłumaczy Olga Federman, modna projektantka odzieży dla nastolatek. – Jedna
to moda, która utknęła gdzieś w latach 80., druga, awangardowa, jest śmiała, ale
jednocześnie wyważona. Niekiedy wyprzedza to, co lansuje później Paryż, Londyn i
Nowy Jork – wyjaśnia. W porównaniu z klasą, jaką przywiozły dziewczyny z
Rosji, tradycyjna moda izraelska o korzeniach kibucowych ma charakter
skromno-zaściankowy i dobrze oddaje klimat i kolektywne upodobania wczesnego
Izraela. Z drugiej strony, jest wielu młodych emigrantów, którzy także w
dziedzinie mody zrobili wszystko, aby jak najbardziej upodobnić się do rdzennych
Izraelczyków. Można ich poznać tylko po rosyjskim akcencie. Chodzą gromadami po
telawiwskim bulwarze Rothschilda. Niekiedy udaje im się wypracować własny styl
oparty na ekstrawagancji, autoironii i humorystycznej seksualności. A gdy są już
z siebie zadowoleni, przenoszą się z bulwaru Rothschilda na plac Dizengoffa,
gdzie lansują zupełnie coś nowego w młodzieżowej modzie.
–
Izraelowi potrzebny był wielki powiew świeżego powietrza, również w dziedzinie
estetyki i piękna – uważa dr Izabela Herz z Beer Shewy. Wielka emigracja
przywiozła ze sobą życiodajny tlen. Po dwudziestu latach nie ulega już
wątpliwości, że nie tylko Izrael wpłynął na życie emigrantów, ale że również
emigranci odcisnęli piętno na wyglądzie Izraela. Wszystko wskazuje na to, że
jest to zaledwie początek niecodziennego i fascynującego procesu.