Grecy, nie zważając na widmo bankructwa kraju,
protestują przeciw planom
oszczędnościowym rządu Papandreu
Do bankructwa dochodzi wówczas, gdy w kasie państwa brakuje pieniędzy, a
nikt już nie chce ich pożyczyć. Najczęściej dzieje się tak wtedy, gdy
kraj w przeszłości wydawał więcej, niż zarabiał, i wpadł w pułapkę
zadłużenia. Może odmówić spłat całego zadłużenia, a może to zrobić tylko
w odniesieniu do jakiejś jego części. Ale nie zmienia to faktu, że
państwo staje się bankrutem.
Detonatorem
kryzysu są zazwyczaj
wydarzenia, które gwałtownie pogarszają sytuację finansową dłużnika: w
wypadku firmy jest to recesja, a w wypadku państw – wojny, rewolucje
albo poważne zawirowania finansowe. Ale to nie detonator jest przyczyną
katastrofy. Grecja stanęła dziś na skraju bankructwa z powodu
prowadzonej przez 30 lat nieodpowiedzialnej polityki budżetowej
tolerującej corocznie nadmierne deficyty budżetowe i wzrost długu
publicznego.
Różnica między sytuacją państwa i firmy polega na
tym, że w
razie nadmiernych długów państwo może dodrukować pieniądze i próbować
uregulować zobowiązania za ich pomocą. Wówczas najprawdopodobniej
wybuchnie hiperinflacja, a zadłużenie zostanie spłacone pieniądzem
całkowicie bezwartościowym. Nie da się jednak tak postąpić w odniesieniu
do tej części długu, którą zaciągnięto w walutach obcych. Dlatego jeśli
dochodzi do kryzysu, zazwyczaj chodzi o bankructwo częściowe, dotyczące
długu zagranicznego.
Bankructwo firmy i państwa to niby to samo,
ale
wiąże się z zupełnie innymi konsekwencjami. Przede wszystkim
zbankrutowanego państwa nie można ani zlikwidować, ani przeprowadzić
licytacji jego mienia. Pozostają więc środki nacisku pośredniego –
finansowy ostracyzm, odcięcie od nowych źródeł kredytu, żądanie, aby za
cały import kraj płacił z góry gotówką. Konsekwencje gospodarcze takich
poczynań są dla kraju bankruta niezwykle bolesne. Prowadzą zazwyczaj do
ciężkiego kryzysu gospodarczego państwa i drastycznego spadku poziomu
życia jego obywateli. Zazwyczaj też zmuszają dany kraj do podjęcia prób
wynegocjonowania z wierzycielami choćby częściowej, rozłożonej na raty
spłaty zadłużenia. Dzięki temu może on zostać na nowo wpuszczony na
międzynarodowe rynki finansowe.
Historia bankructw państw sięga
tysięcy lat. Choć pierwsze znane
przypadki odnotowano w starożytnej Grecji (co tworzy ładną klamrę z
czasami dzisiejszymi), problem ten rozplenił się dopiero w XVI i XVII
wieku, kiedy zwrotu swoich długów kilkakrotnie odmówiły najbogatsze
państwa ówczesnej Europy – Hiszpania i Francja. Za każdym razem powodem
były niemożliwe do sfinansowania wydatki militarne. W ciągu ostatnich
200 lat historycy gospodarczy doliczyli się setek wypadków całkowitego
lub częściowego bankructwa krajów. Tylko Paragwaj odmówił spłaty swoich
długów siedmiokrotnie, Argentyna sześć razy, a Turcja cztery.
Często
mieliśmy również do czynienia z epidemiami bankructw. W czasie wielkiego
kryzysu na początku lat 30. ubiegłego wieku zobowiązania przestało
regularnie spłacać 21 państw, a podczas rekordowego kryzysu
zadłużeniowego z początku lat 80. – ponad 30 (w tym również Polska).
Wśród najsłynniejszych bankructw warto wymienić dwukrotny upadek
finansowy Rosji – całkowitą odmowę spłaty carskich długów przez
bolszewików oraz odmowę wykupu przez rząd rosyjski części wyemitowanych
obligacji w roku 1998.
Bankructwo kraju to straszliwy cios zadany
jego
gospodarce. Finansowy parias oczywiście nadal żyje, ale płaci za to
wieloma latami ciężkiego kryzysu. Grecy, choć jak mogą, protestują
przeciwko planom oszczędnościowym rządu, zrobiliby lepiej, pomagając mu
w opanowaniu sytuacji. A Polacy powinni uważnie się temu przyjrzeć, by
za 10 czy 20 lat nie znaleźć się dokładnie tam, gdzie dziś jest Grecja.