| Śledztwo "Patykiem" pisane |
|
– Potencjalny cyngiel został wytypowany przez analityków policyjnych już
w 2002 roku. Nikt nie chciał podjąć wobec niego czynności operacyjnych i
procesowych – mówi „Wprost" osoba, która przedstawiła nam do wglądu
dokumenty będące efektem wielomiesięcznej pracy analityków. „Wprost"
dotarł do kilku osób, które zapoznały się z analizami. Aby utrudnić
identyfikację naszych informatorów, wszystkie ich wypowiedzi cytujemy
jako wypowiedzi jednej osoby.
REKLAMA
Dokumenty, z którymi „Wprost" się
zapoznał, to tak naprawdę dwie analizy. Jedna – licząca 169 stron –
dotyczy materiałów procesowych, druga, 59-stronicowa, dotyczy materiałów
operacyjnych. Są one efektem dziewięciomiesięcznej pracy czteroosobowej
grupy analityków, powołanej w styczniu 2008 roku decyzją nr 46
komendanta głównego policji. Ciekawe, że wcześniej, w 2002 roku, po
trzech latach nieprzynoszącego istotnych ustaleń śledztwa, podobny
zespół już działał. Powołał go ówczesny komendant główny policji Antoni
Kowalczyk. Zespół liczył trzy osoby i przeprowadzał taki sam audyt.
Błędy pierwsze
Już w nocy 25 czerwca 1998 roku, czyli bezpośrednio po zabójstwie
generała na warszawskimMokotowie, doszło do dziwnych zdarzeń. Jest kilka
minut po godzinie 22. W zamkniętym kręgu osób rozchodzi się wiadomość o
morderstwie. Ale droga jest nietypowa. Oficer dyżurny Komendy Stołecznej
Policji przekazuje informację o zdarzeniu ówczesnemu komendantowi
stołecznemu Michałowi Otrębskiemu. Ten jednak nie telefonuje do
komendanta głównego Jana Michny, by osobiście go powiadomić. Dzwoni do
innych osób, polityków. Również tych, którzy znajdują się poza rządem
(nie ma więc podstaw, by ich informować). Michna dowiaduje się o
wszystkim od… oficera dyżurnego. Podczas śledztwa, które trwało prawie
12 lat, opinia publiczna dowiadywała się tylko o rzekomych postępach,
przełomach i sukcesach. Ostatecznie wszystko zakończyło się klęską,
czyli odmową ekstradycji Edwarda Mazura (podejrzewanego o podżeganie do
zabójstwa generała Papały) przez amerykański sąd i skierowaniem w
listopadzie 2009 roku do sądu wątpliwej jakości aktu oskarżenia
przeciwko Andrzejowi Z., pseudonim „Słowik", i Ryszardowi Boguckiemu.
Sprawa przed sądem ruszyła w lutym br. Problem w tym, że żaden z
podsądnych nie jest ani zleceniodawcą, ani cynglem, który jednym
strzałem w głowę pozbawił życia generała.
Śledztwo "Patykiem" pisane
– Potencjalny cyngiel został wytypowany przez
analityków policyjnych już
w 2002 roku. Nikt nie chciał podjąć wobec niego czynności operacyjnych i
procesowych – mówi „Wprost" osoba, która przedstawiła nam do
wglądu
dokumenty będące efektem wielomiesięcznej pracy analityków.
„Wprost"
dotarł do kilku osób, które zapoznały się z analizami. Aby utrudnić
identyfikację naszych informatorów, wszystkie ich wypowiedzi cytujemy
jako wypowiedzi jednej osoby. Dokumenty, z którymi
„Wprost" się
zapoznał, to tak naprawdę dwie analizy. Jedna – licząca 169 stron
–
dotyczy materiałów procesowych, druga, 59-stronicowa, dotyczy materiałów
operacyjnych. Są one efektem dziewięciomiesięcznej pracy czteroosobowej
grupy analityków, powołanej w styczniu 2008 roku decyzją nr 46
komendanta głównego policji. Ciekawe, że wcześniej, w 2002 roku, po
trzech latach nieprzynoszącego istotnych ustaleń śledztwa, podobny
zespół już działał. Powołał go ówczesny komendant główny policji Antoni
Kowalczyk. Zespół liczył trzy osoby i przeprowadzał taki sam audyt.
Błędy pierwsze
Już w nocy 25 czerwca 1998 roku, czyli bezpośrednio po zabójstwie
generała na warszawskimMokotowie, doszło do dziwnych zdarzeń.
Jest
kilka
minut po godzinie 22. W zamkniętym kręgu osób rozchodzi się wiadomość o
morderstwie. Ale droga jest nietypowa. Oficer dyżurny Komendy Stołecznej
Policji przekazuje informację o zdarzeniu ówczesnemu komendantowi
stołecznemu Michałowi Otrębskiemu. Ten jednak nie telefonuje do
komendanta głównego Jana Michny, by osobiście go powiadomić. Dzwoni do
innych osób, polityków. Również tych, którzy znajdują się poza rządem
(nie ma więc podstaw, by ich informować). Michna dowiaduje się o
wszystkim od… oficera dyżurnego.
Podczas śledztwa, które
trwało prawie
12 lat, opinia publiczna dowiadywała się tylko o rzekomych postępach,
przełomach i sukcesach. Ostatecznie wszystko zakończyło się klęską,
czyli odmową ekstradycji Edwarda Mazura (podejrzewanego o podżeganie do
zabójstwa generała Papały) przez amerykański sąd i skierowaniem w
listopadzie 2009 roku do sądu wątpliwej jakości aktu oskarżenia
przeciwko Andrzejowi Z., pseudonim „Słowik", i Ryszardowi
Boguckiemu.
Sprawa przed sądem ruszyła w lutym br. Problem w tym, że żaden z
podsądnych nie jest ani zleceniodawcą, ani cynglem, który jednym
strzałem w głowę pozbawił życia generała.
Szefowie policji i
prokuratury
oraz politycy wyjaśniali, że nie jest to jedyny taki przypadek. Tak
bywa, że czasami sprawcy nie zostają wykryci. Powołują się na inne
słynne morderstwa, w których sprawcówzabójstwa jednoznacznie nie
ustalono, tak jak w wypadku amerykańskiego prezydenta Johna Kennedy’ego
i szwedzkiego premiera Olofa Palmego. Tymczasem w świetle ustaleń
tygodnika „Wprost" śledztwo w sprawie morderstwa komendanta mogło
się
zakończyć inaczej. Co więcej, być może uda się jeszcze ustalić, jak
naprawdę wyglądały kulisy zbrodni.
Błędy
kardynalne
Nazwisko osoby, która jest prawdopodobnym sprawcą morderstwa, pojawia
się w obu analizach. Chodzi o Igora Ł., ps. „Patyk", człowieka
„Pruszkowa".
„Patyk” jest świadkiem koronnym w innej sprawie (dotyczącej
kradzieży
samochodów). Po pięciu latach od zabójstwa Marka Papały zeznał, że w
nocy 25 czerwca 1998 roku kradł samochód w pobliżu miejsca zbrodni. Był
jednocześnie kolejnym świadkiem, który potwierdził, że w okolicach ul.
Rzymowskiego na warszawskim Mokotowie (czyli na miejscu zbrodni)
przebywał tamtego feralnego wieczora Ryszard Bogucki (który dziś siedzi
na ławie oskarżonych).
Analiza, do której dotarliśmy, wskazuje, że
Igor
Ł. był uważany przez policyjno-prokuratorską grupę do sprawy zabójstwa
Papały za wiarygodnego świadka. Tymczasem jeśli porównać jego zeznania z
zeznaniami w innych sprawach, są one wątpliwe pod względem
wiarygodności. W dodatku „Super Express" na przełomie listopada i
grudnia 2002 roku ujawnił kompromitujący Ł. fakt, że po uzyskaniu
statusu świadka koronnego nadal kradł samochody. – Tylko dzięki grupie
„Generał" „Patyk” mógł działać bezkarnie –
wyjawia w mojej książce
„Zabić Papałę” funkcjonariusz komendy stołecznej. – Choć
pomówił kilku
uczciwych policjantów, nie można było podważać jego wiarygodności jako
świadka występującego w sprawie komendanta policji – dodaje.
Podobne
zdanie o „Patyku" mają policyjni analitycy. W ich wnioskach
czytamy: „Ze
sposobu, w jaki Igor Ł. przekazuje informacje w trakcie przeprowadzonego
eksperymentu procesowego, można wywnioskować, że dopasowuje swoje
zeznania do aktualnej sytuacji, topografii terenu, czasu i już wcześniej
złożonych zeznań (…). Odpowiada niepewnie, pytaniem na pytanie, głośno
myśli, widać, iż momentami wpada w panikę, gdy stwierdza, że poprzednio
złożone zeznania nie odzwierciedlają sytuacji, jaką zastał w tej chwili.
Analizując zeznania Igora Ł., nasuwa się nam następujący wniosek:
?Patyk? w zeznaniach dotyczących zabójstwa generała Marka Papały nie
mówi całej prawdy i ukrywa istotne fakty co do rzeczywistego pobytu w
opisywanym miejscu".
Dlaczego kłamie „Patyk"
Dlaczego „Patyk" mógłby kłamać? Analitycy przyjęli
dwie hipotezy.
Pierwsza: „Igor Ł. był na miejscu zabójstwa generała Papały, lecz podany
przez niego cel pobytu i, wszelkie okoliczności są jego wymysłem –
pewnym alibi (tarczą) – zabezpieczeniem". Druga: „Igor Ł. w
ogóle nie
był w tym dniu na miejscu zdarzenia. Niczego nie widział, w niczym nie
uczestniczył. Jego zeznania są wynikiem kontaktu z innymi osobami, z
którymi spotkał się w areszcie śledczym, które znały Boguckiego i miały
z nim konflikt”.
Hipoteza numer 1 „Patyk" „przebywał na miejscu zdarzenia i opisywany przez
niego przebieg
zdarzenia jest opisem jego osobistych przeżyć, w których uczestniczył
osobiście. Nie był sam. Był w grupie osób, z którymi podjął próbę
dokonania kradzieży pojazdu właśnie w taki sposób, jaki opisuje
?ubierając? w to inne osoby – dwóch nieznanych mężczyzn".
Analitykom
dziwne wydaje się zachowanie „Patyka" po czasie, gdy zastrzelono
generała Marka Papałę. „Po dotarciu do miejsca pobytu, tzn. na ulicę
Jadźwingów, Ł. kąpie się i zmienia ubranie, przebiera się w spodnie w
kant, koszulę, zmienia buty. Twierdzi, że w tym czasie nikogo w domu nie
było. Spotyka się potem z funkcjonariuszem policji Marcinem W. i
wypytuje go, co się wydarzyło na terenie dzielnicy. Wsiada sprzed
swojego bloku do taksówki i zamawia kurs na ulicę Domaniewską. Udaje się
do domu rodziców, mimo iż wie, że właśnie tam może zostać zatrzymany.
Jedzie jednak nie najkrótszą drogą, tylko obiera kurs naokoło ulicą
Rzymowskiego i obserwuje teren, gdzie wcześniej przebywał. Nie potrafi
opisać kierowcy, który go woził, i nie zna jego personaliów, szczątkowo
opisuje pojazd. W analizowanym materiale nie znaleziono informacji na
temat ustaleń kierowcy".
Śledczy podsumowują, że zarówno przed zabójstwem generała Marka
Papały,
jak i w chwili zabójstwa, w bezpośredniej bliskości parkingu mogła się
znajdować grupa przestępcza, która miała z góry zaplanowany cel –
kradzież pojazdu każdą ze znanych i możliwych metod. „Patyk" był
znany z
tego, że napadał na kierowców, nierzadko z bronią w ręku, porywał
samochody z dziećmi, które wyrzucał po dłuższej jeździe na ulicę.
Zdumiewające jest, że grupa „Generał" nie zebrała
informacji na temat
działających na tym terenie grup przestępczych.
Zrobili to dopiero policyjni analitycy. Tymczasem w okolicach miejsca
zamieszkania Marka Papały w ciągu dwóch miesięcy poprzedzających
zabójstwo zanotowano: „kilkadziesiąt kradzieży samochodów, brutalnych
rozbojów, gdzie przedmiotem zaboru były pojazdy, w tym kilka przypadków
z użyciem broni palnej, pobić". A „Patyk” zeznaje, że
„interesowały go
samochody nowe lub prawie nowe, dobrze utrzymane”. „W 1998 roku
pojazd,
jakim dysponował generał Papała, był pojazdem nowszej generacji o
bogatym wyposażeniu. Obecnie stojąc przed szerokimi możliwościami wyboru
samochodów, wydawać by się mogło, że pojazd, jakim dysponował generał
Papała, był pojazdem mało atrakcyjnym. Jednak w 1998 roku w porównaniu z
polonezami, które kradł często, a może przede wszystkim, Ł. wraz ze
swoimi kolegami – daewoo espero był pojazdem lepszym i bardziej
atrakcyjnym. Jak wynika z jego zachowania, Marek Papała obawiał się o
swój samochód. Jeżeli prywatnie wyjeżdżał na teren Warszawy, zabierał
kogoś z rodziny, by pod jego nieobecność przypilnował samochód. Zresztą
tak samo chciał postąpić, jadąc na dworzec po matkę” – czytamy w
analizie.
Hipoteza numer 2
„W hipotezie drugiej sytuacja jest bardziej skomplikowana. W przypadku
ustalenia, iż nie było go na miejscu w ogóle, można przypuszczać, że Ł.
był przez kogoś inspirowany (podżegany) do składania fałszywych zeznań.
Mogło to mieć na celu skierowanie podejrzeń na inne konkretne osoby –
lub wzmocnienia wersji Mazur – grupa z Gdańska – Bogucki"
– czytamy
dalej w analizie. Grupa badawcza przypuszcza, że „Patyk"
„posiadł wiedzę
na ten temat, przebywając w aresztach śledczych wraz z innymi osobami,
które są także świadkami w tej sprawie”.
„Rozważając
udział Ł. w tej
zbrodni, należy pamiętać, iż mógł mieć świadomość, że są jeszcze inne
osoby, które przebywały wraz z nim w dniu 25.06.1998 roku na ul.
Rzymowskiego 17 (albo wiedziały nawet fragmentarycznie o zdarzeniu z
jego udziałem, np.: dziewczyna, wspólnicy). Mógł zdawać sobie sprawę, że
osoby te zaczną zeznawać, co znacznie skomplikowałoby jego sytuację i
dlatego sam się zgłasza, tworząc sobie w ten sposób pewne alibi. Po
zapoznaniu się z dostępnymi materiałami, które dotyczą świadka Igora Ł.
ps. ?Patyk?, dochodzimy do wniosku, iż postać ta znajduje się pod
swoistym ?parasolem ochronnym?" – kwitują analitycy.
– W aktach jest
adnotacja, że nie wyraża się zgody na okazywanie „Patyka" świadkom
ani
podejmowania wobec niego innych czynności operacyjnych i procesowych –
dodaje nasz informator.
Tu dochodzimy do sedna sprawy. Analitycy zwracają uwagę na
zasadnicze
błędy, które grupa dochodzeniowo-śledcza popełniła w związku z
„Patykiem". Czytamy:
„Niezrozumiały jest dla nas sposób, w jaki Igor Ł. był traktowany jako
świadek w sprawie zabójstwa generała Papały. Igor Ł. nie został okazany
żadnym świadkom, którzy przebywali na miejscu zdarzenia i widzieli w
różnych odstępach czasu NN osobnika – osobników. Większość świadków jest
mieszkańcami tego bloku. Nie zweryfikowano zeznań Ł. przez porównanie
ich do zeznań wszystkich świadków obecnych na miejscu zdarzenia,
natomiast kontynuowano przesłuchania Ł. mimo wyraźnych symptomów, że
zeznaje nieprawdę (patrz eksperyment). Nie ustalono, z kim Ł. utrzymywał
kontakty towarzyskie i przestępcze w okresie poprzedzającym zabójstwo
generała i po zabójstwie, mimo że już było oczywiste, że nie działał
sam. Nie okazano ustalonych kontaktów Ł. wymienionym świadkom. Nie
przesłuchano żadnych osób z otoczenia Ł., w tym i rodziny. Nie ustalono
dziewczyny Ł., z którą zamieszkiwał przy ulicy Jadźwingów w Warszawie, i
nadal nie wiadomo, dlaczego nagle po 25.06.1998 roku wyjechała na
wakacje do Grecji. Nie dokonano sprawdzeń połączeń telefonicznych, jakie
wykonywał Ł. i jego koledzy w dniu zabójstwa celem zweryfikowania, z kim
się kontaktował i gdzie w tym czasie był. Czy był rzeczywiście w
godzinach 19.00-22.00 przy ul. Rzymowskiego.
Wyżej przedstawione
okoliczności dotyczące zeznań świadka Igora Ł., ps. ?Patyk?, sprowadzają
się naszym zdaniem do uznania go jako osoby, która może mieć bezpośredni
związek z zabójstwem generała Marka Papały wraz z innymi do tej pory
nieustalonymi osobami. Do chwili ustalenia, co rzeczywiście robił w dniu
25.06.1998 roku, powinien być rozpatrywany w kategoriach osoby
podejrzewanej o udział w zabójstwie Marka Papały".
Nieprofesjonalne postępowanie wobec świadka Igora Ł. to niejedyna
nieprawidłowość, którą stwierdzają analitycy po audycie śledztwa. Oto
lista kolejnych błędów:
1. Na miejscu zbrodni bezpośrednio po
zdarzeniu
nie wykonano wielu ekspertyz kryminalistycznych. Podczas oględzin
samochodu jako ślad nr 20 zabezpieczono kawałek białej przędzy. Nie
przeprowadzono badań, które wskazałyby jej pochodzenie. Konieczność
takiej weryfikacji uzasadniona jest zeznaniami świadków, z których
wynika, że sprawcą mógł być mężczyzna z zabandażowaną prawą ręką, a tym
samym przypuszczeniem, że fragment włókna może pochodzić z opatrunku.
–
Wśród niezidentyfikowanych śladów znajdują się te pozostawione przez
sprawcę. Jeden ze świadków przekazał pudełko zapałek, które miał w ręku
typowany na cyngla mężczyzna. Miał podejść do kobiety i poprosić o
ogień. Na bocznej powierzchni ścianki szufladki pudełka ujawniono
odwzorowany fragment linii papilarnych. Czemu nie porównano ich z
podejrzewanymi osobami? – dodaje nasz informator.
2. Nie zabezpieczono i nie zbadano dokładnie „ciała
obcego",
znajdującego się pod naskórkiem na twarzy zamordowanego generała. Marek
Papała miał na twarzy widoczne zadrapania. Odkryte pod naskórkiem
szarawe ciało obce miało średnicę ok. 0,02 cm. „Skoro na twarzy denata
ujawniono drobiny niepochodzące z wystrzału, to nasuwa się pytanie, czym
one są i skąd pochodzą? W protokołach zeznań osób, które jako ostatnie
widziały Marka Papałę żywego, brak jest informacji na temat widocznych
obrażeń na lewej stronie jego twarzy. Należałby przyjąć, że powstały one
w trakcie zdarzenia, w wyniku którego poniósł on śmierć" – czytamy
w
dokumencie. Wytknięto śledczym, że nie przyjęli innego przebiegu
zdarzenia nocy niż to, w którym sprawca (wynajęty kiler) oddał strzał z
przyłożenia w głowę i się oddalił. Wydarzenia tamtej nocy mogły toczyć
się inaczej: po zaparkowaniu samochodu i otwarciu drzwi Marek Papała
mógł zauważyć stojącą obok osobę i szarpać się z nią, zanim padł – na
przykład niekontrolowany – strzał.
– Nie tylko
obrażenia twarzy
komendanta każą inaczej spojrzeć na to, co się wydarzyło. Zwrócono uwagę
na pięć śladów linii papilarnych pochodzących od Marka Papały
znajdujących się na wewnętrznej stronie szyby lewych przednich drzwi
daewoo espero. Są także wątpliwości co do miejsca oddania strzału –
tłumaczy informator „Wprost".
3. Nie było okazań przed Małgorzatą Papałą. Wdowa zeznaje, że w
noc
śmierci męża mijała wtuloną w siebie parę – mężczyznę i kobietę. Na
początku śledztwa policja zwróciła się z apelem w mediach do osób, które
tamtego dnia około godziny 21.30 spacerowały w okolicy parkingu przy
ul.Rzymowskiego 17, gdzie mieszkał generał. Na apel zareagowało
kilkanaście osób, także par. Zostały przesłuchane i potwierdziły, że
spacerowały w tym czasie w okolicach parkingu. Analityków zastanowiło,
dlaczego nie okazano tych osób Małgorzacie Papale. – Już na początku
śledztwa istniała szansa na ustalenie i sprawdzenie, czy któraś z par
osób odpowiadających na apel policji była tą, którą widziała Małgorzata
Papała – mówi nasz rozmówca.
Grupa dochodzeniowo-śledcza już
od 2000
roku typowała, że osobą, która ma związek z zabójstwem generała Papały,
jest Ryszard Bogucki – można przeczytać w analizie policyjnej.
„Następnie w 2001 roku we wszystkich mediach przedstawiano go jako
zabójcę Marka Papały. Jego zdjęcia z odpowiednim komentarzem były
pokazywane w telewizji i w gazetach. Uznając, że Małgorzata Papała jest
osobą bardzo zainteresowaną wykryciem sprawcy zabójstwa, mało
przekonujące wydaje się stwierdzenie (po trzykrotnym okazaniu
Małgorzacie Papale podejrzanego o zabójstwo jej męża Ryszarda
Boguckiego), że nigdy wcześniej o nim nie słyszała i go nie widziała. W
protokole z przesłuchania dnia 12.02.2002 roku Małgorzata Papała
stwierdziła: "zdawałam sobie sprawę, że są to bardzo ważne osoby dla
prowadzonego śledztwa i za wszelką cenę starałam sobie utrwalić i
zapamiętać twarz tego mężczyzny?".
Okazanie Ryszarda Boguckiego Małgorzacie Papale nastąpiło w roku
2002
(prawie cztery lata po zabójstwie). – Powyższe stwierdzenie zmusza do
zadania sobie pytania: jeżeli tak wiernie go zapamiętała, to dlaczego
nie zgłosiła się wcześniej z tą informacją? – pyta po lekturze analizy
informator „Wprost".
Analitycy nie sugerują, że wdowa
po generale
składała fałszywe zeznania, ale zastanawiają się nad tym, czy nie
wmówiono jej udziału Boguckiego w sprawie przez obszerne informacje o
nim w prasie.
4. Nie ustalono faktycznego miejsca pobytu Ryszarda
Boguckiego w dniu
zabójstwa. Analitycy zwracają uwagę, że śledczy nie chcą zauważyć faktów
świadczących na jego korzyść. Np. zeznań osoby, która została porwana w
drugiej połowie czerwca 1998 roku przez Boguckiego, a przede wszystkim
billingów jego telefonicznych rozmów. Ryszard Bogucki w chwili, gdy
rzekomo czatował na generała Marka Papałę, prowadził ożywione rozmowy
telefoniczne. Dzwonił do ludzi z Łodzi i ze Śląska. Wszystkie kontakty
są ustalone. Nie mają związku ze sprawą zabójstwa. Zwrócono uwagę, że
nie zażądano od operatorów telekomunikacyjnych informacji o połączeniach
przychodzących do Boguckiego oraz raportów z tzw. BTS-ów,
które pokazałyby, gdzie w tym czasie logowały się jego karty SIM.
5. Zaufano Arturowi Zirajewskiemu, ps. „Iwan". –
Śledczy postanowili
wytypować spośród znanych grup przestępczych osoby, które byłyby w
stanie wykonać zlecenie zabójstwa generała Papały – wyjawia w książce
„Zabić Papałę" Paweł Biedziak. Zainteresowano się między innymi
tzw.
klubem płatnych zabójców z Gdańska. W trakcie trwania śledztwa częstym
gościem na Wybrzeżu i w tamtejszych aresztach stała się szefowa
policyjnej grupy „Generał”, inspektor Małgorzata W. Wnikała w
tamtejszy
świat przestępczy. – Miała nietypowe metody pracy – wyjawia
funkcjonariusz CBŚ w Gdańsku. Nasz informator nie wyjaśnia jednak, na
czym one polegały. Wyjaśniają za to inni rozmówcy. – W. spoufalała się
ze świadkami. Większość przesłuchań prowadziła sama, bez towarzyszącego
jej policjanta, co jest złamaniem ogólnie przyjętej reguły w śledztwach
takiej wagi – mówi rozmówca „Wprost”. Do dziś nie wiemy, ile
było
spotkań ekipy śledczej „Generał” z „Iwanem” (który
niedawno zmarł w
gdańskim areszcie). Czy wszystkie z nich zostały udokumentowane, a jeśli
tak, to czy w taki sposób, by wykluczyć zarzut „ustawiania
przesłuchań”.
Amerykański sędzia, oddalając polski wniosek ekstradycyjny, nazwał
Zirajewskiego „łotrem i notorycznym kłamcą". Dlaczego polscy
śledczy
tego nie zauważyli?
– W materiałach operacyjnych jest
kserokopia
pamiętnika Zirajewskiego, który prowadził w areszcie śledczym. Napisał w
nim: „Przez okres sześciu miesięcy jeździłem do prokuratury, chętnie
opowiadając o różnych bzdurach, aby tylko móc wykonać do Magdy telefon
albo czasami za pozwoleniem prokuratora spotkać się z nią. Te rzeczy, o
których opowiadałem, nie miały większego znaczenia, ale oni byli tym
zafascynowani, że udostępniali mi kontakt z Madzią. Doszło nawet do
tego, że podczas aresztu miałem dwa widzenia intymne, na których
mogliśmy się cieszyć sobą sam na sam" – relacjonuje, czytając z
kartki
akt nasz rozmówca.Jeden z członków grupy „Generał", podinsp.
Waldemar
N., od 29 stycznia 2002 roku do 17 lipca 2008 roku przeprowadził sześć
analiz zeznań Zirajewskiego. W pierwszej stwierdził, że jego zachowanie
jest typowe dla osób, które konfabulują, a następnie nie pamiętają
dokładnie, co powiedziały, i przedstawiają to samo zdarzenie w nieco
inny sposób. W ostatniej analizie (z dnia 17.07.2008) padają jeszcze
mocniejsze słowa: „Artur Zirajewski jako świadek jest coraz mniej
wiarygodny. Należy zastanowić się, kto inspiruje Zirajewskiego do
składania takich, a nie innych zeznań”.
6. Zgubiono ważną notatkę. Przez sześć lat nieznana prokuraturze była
policyjna notatka z lipca 1998 r. (sporządzona po anonimowym telefonie
wykonanym na komisariat policji), która wskazywała na gangstera Rafała
K. (żołnierza Jeremiasza Barańskiego) jako na zabójcę Marka Papały. Jak
donosiły niedawno media, śledztwo w sprawie zaginięcia notatki prowadzi
łódzka prokuratura. Prokurator Jerzy Mierzewski obruszony mówił dla PAP,
że na istnienie notatki naprowadzili prokuraturę śledczy z Austrii
badający sprawę „Baraniny". Notatka była pierwszym tropem wobec
Rafała
K. Okazało się, że notatka jest w policyjnym Centralnym Biurze Śledczym.
– Gdybyśmy wcześniej ją znali, prowadzilibyśmy od 1998 r. śledztwo w
wątku Rafała K. czy „Baraniny", a tak dostaliśmy sześć lat w plecy
–
stwierdził. Z policyjnej analizy wynika, że prokurator Mierzewski
powinien mieć pretensję nie do CBŚ, ale do grupy „Generał” , do
której
notatka trafiła zaraz po jej sporządzeniu.
„Należy zaznaczyć, że utracono możliwość wyjaśnienia informacji
zawartych w notatce z dnia 15.07.1998 r. Główne postacie opisanej grupy
przestępczej straciły życie, tj.: Rafał K. został zastrzelony niedługo
po sporządzonej informacji, tj. 30.09.1998 r. w okolicach Piaseczna;
Tadeusz Maziuk, ps. ?Sasza?, popełnił w 2001 r. samobójstwo w celi
aresztu śledczego; Jeremiasz Barański, ps. ?Baranina?, popełnił w 2002
r. samobójstwo w celi aresztu śledczego" – czytamy.
Kto za to odpowiada
W drugim tomie analiz (tym dotyczącym czynności operacyjnych) już na
pierwszej stronie pada zarzut, który powinien skutkować postępowaniem
dyscyplinarnym wobec Małgorzaty W., szefowej grupy „Generał".
„Materiały
operacyjne nie są skatalogowane i opisane w postaci sporządzonych
wykazów dokumentów czy też spisu dokumentów zebranych w materiałach
operacyjnych. Taki stan rzeczy uniemożliwił precyzyjne odnoszenie się do
opisywanych dokumentów" – czytamy.
Nasz rozmówca
wyjaśnia: – Brak wpisu do ewidencji dokumentu oznacza, że może być w
każdej chwili zniszczony, zmieniona może być jego treść i nie ma wiedzy,
komu został udostępniony. Obie analizy są porażające i kompromitujące
organy ścigania.
Marek Biernacki, szef sejmowej Komisji
Administracji i
Spraw Wewnętrznych oraz komisji śledczej ws. Olewnika, nasze informacje
komentuje krótko: – Jeśli to wszystko prawda, to skandal. Sprawa Papały
jest najważniejszą dla policji i wymiaru sprawiedliwości. Nie powinno
nigdy dochodzić do takich błędów – ocenia. O analizie, do której dotarł
„Wprost", Biernacki poinformował w piątek ministra sprawiedliwości.
Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział natychmiastowe działania mające na
celu wyjaśnienie sprawy.
Wkrótce minie 12 lat od czerwcowej nocy,
kiedy
zabito byłego komendanta głównego policji, generała Marka Papałę. Kto
wreszcie rozliczy śledztwo w sprawie jego zabójstwa i dokona bilansu?
Czy w wymiarze sprawiedliwości znajdzie się ktoś odważny, by podjąć
zdecydowane działania w sprawie śledztwa, które tylko od czasu do czasu
odżywa w mediach?
Komentarz p.o. redaktora naczelnego – s. 5
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|