Kiedy w 2006 r. rektor Harvardu prof. Lawrence Summers powiedział
publicznie, że kobiety mają mniejsze zdolności matematyczne niż
mężczyźni, Ameryka zawrzała. Summers został zmuszony do dymisji, a jego
miejsce zajęła Drew Gilpin Faust. Faust protestowała jednak, gdy ktoś
mówił o niej „pierwsza kobieta rektor". – Jestem po prostu rektorem –
powtarzała. O tym, że Harvard jest dziś mocno sfeminizowany, przekonała
się Agata Mazurowska-Rozdeiczer, absolwentka prawa na Uniwersytecie
Harvarda. W Harvard Law School studiowało z nią tyle samo kobiet, co
mężczyzn (łącznie 150 osób). – Kobiety, które studiują na prawie, mają
bardzo silne osobowości i same potrafią zapewnić sobie pozycję. Nawet w
samorządzie studenci wybierali po równo przedstawicieli obu płci –
opowiada.
REKLAMA
Ona sama do USA wyjechała z mężem Łukaszem. Wyjazd miał być
niekonwencjonalnym miesiącem miodowym. Jednak z miesiąca zrobiło się
osiem lat. W tym czasie Mazurowska-Rozdeiczer uzyskała uprawnienia do
wykonywania zawodu prawnika w Stanach, a później w Wielkiej Brytanii. –
Byliśmy pierwszym małżeństwem z Polski, które ukończyło HLS – opowiada.
O przyjęciu na Harvard warto jednak myśleć już w liceum. Dla uczelni
ważne są nie tylko wyniki w nauce, ale przede wszystkim zaangażowanie
przyszłych absolwentów.Ci w praktyce mają sprawdzić ideę, że dla
harvardczyka nie ma rzeczy niemożliwych. Mazurowska-Rozdeiczer już w
liceum angażowała się w rozmaite przedsięwzięcia. Współpracowała m.in.
ze sztabem wyborczym Jacka Kuronia, współorganizowała wymianę polskiej i
niemieckiej młodzieży oraz pomoc dla krajów byłej Jugosławii. Bo właśnie
nietuzinkowych, nadaktywnych osób poszukują władze uczelni.
– Większość karier absolwentów HLS jest poza schematem. Mój przyjaciel
po latach pracy w Kalifornii wyjechał do Indii i tworzy program
wykorzystujący internet w nauczaniu ubogich dzieci – mówi Mazurowska-Rozdeiczer. – Na uczelni często słyszałam od profesorów, że chodzenie
utartymi ścieżkami jest łatwe i że czasami warto zrobić coś na przekór –
mówi. Po ukończeniu studiów na HLS rozpoczęła pracę w Hogan & Hartson,
najstarszej i jednej z największych kancelarii w Waszyngtonie. Jak sama
wspomina, dyplom prestiżowej uczelni był przy przyjęciu do pracy dużym
atutem. Ale obecnie zwolniła tempo. – Po powrocie do Polski odeszłam z
międzynarodowej kancelarii i prowadzę własną działalność doradczą –
mówi. To pozwala jej łączyć pracę zawodową na własnych warunkach z
opieką nad trójką dzieci. – Jestem harvardzką mamuśką – żartuje. – Ale
dzięki dyplomowi Harvardu wiem, że w każdej chwili mogę wrócić do pracy
w wielkich firmach świata biznesu i prawa – dodaje.
Poza schematem
Kiedy w 2006 r. rektor Harvardu prof. Lawrence Summers
powiedział
publicznie, że kobiety mają mniejsze zdolności matematyczne niż
mężczyźni, Ameryka zawrzała. Summers został zmuszony do dymisji, a jego
miejsce zajęła Drew Gilpin Faust. Faust protestowała jednak, gdy ktoś
mówił o niej „pierwsza kobieta rektor". – Jestem po prostu
rektorem –
powtarzała. O tym, że Harvard jest dziś mocno sfeminizowany, przekonała
się Agata Mazurowska-Rozdeiczer, absolwentka prawa na Uniwersytecie
Harvarda. W Harvard Law School studiowało z nią tyle samo kobiet, co
mężczyzn (łącznie 150 osób). – Kobiety, które studiują na prawie, mają
bardzo silne osobowości i same potrafią zapewnić sobie pozycję. Nawet w
samorządzie studenci wybierali po równo przedstawicieli obu płci –
opowiada.
Ona sama do USA wyjechała z mężem
Łukaszem. Wyjazd miał być
niekonwencjonalnym miesiącem miodowym. Jednak z miesiąca zrobiło się
osiem lat. W tym czasie Mazurowska-Rozdeiczer uzyskała uprawnienia do
wykonywania zawodu prawnika w Stanach, a później w Wielkiej Brytanii. –
Byliśmy pierwszym małżeństwem z Polski, które ukończyło HLS – opowiada.
O przyjęciu na Harvard warto jednak myśleć już w liceum. Dla uczelni
ważne są nie tylko wyniki w nauce, ale przede wszystkim zaangażowanie
przyszłych absolwentów.Ci w praktyce mają sprawdzić ideę, że dla
harvardczyka nie ma rzeczy niemożliwych. Mazurowska-Rozdeiczer już w
liceum angażowała się w rozmaite przedsięwzięcia. Współpracowała m.in.
ze sztabem wyborczym Jacka Kuronia, współorganizowała wymianę polskiej i
niemieckiej młodzieży oraz pomoc dla krajów byłej Jugosławii. Bo właśnie
nietuzinkowych, nadaktywnych osób poszukują władze uczelni.
– Większość karier absolwentów HLS jest poza schematem. Mój
przyjaciel
po latach pracy w Kalifornii wyjechał do Indii i tworzy program
wykorzystujący internet w nauczaniu ubogich dzieci – mówi
Mazurowska-Rozdeiczer. – Na uczelni często słyszałam od profesorów, że
chodzenie
utartymi ścieżkami jest łatwe i że czasami warto zrobić coś na przekór –
mówi. Po ukończeniu studiów na HLS rozpoczęła pracę w Hogan & Hartson,
najstarszej i jednej z największych kancelarii w Waszyngtonie. Jak sama
wspomina, dyplom prestiżowej uczelni był przy przyjęciu do pracy dużym
atutem. Ale obecnie zwolniła tempo. – Po powrocie do Polski odeszłam z
międzynarodowej kancelarii i prowadzę własną działalność doradczą –
mówi. To pozwala jej łączyć pracę zawodową na własnych warunkach z
opieką nad trójką dzieci. – Jestem harvardzką mamuśką – żartuje.
– Ale
dzięki dyplomowi Harvardu wiem, że w każdej chwili mogę wrócić do pracy
w wielkich firmach świata biznesu i prawa – dodaje.