Jeśli choć kilka opisanych objawów rozpoznajesz u
siebie, może to
oznaczać, że jesteś uzależniony. Według specjalistów Amerykańskiego
Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Instytutu Psychofarmakologii w Nowym
Jorku syndromowi IAD (Internet Addiction Disorder) ulega od 18 do 29
proc. użytkowników sieci. Praktycy obserwują też nowe zaburzenie: FAD,
czyli Facebook Addiction Disorder.
W Polsce z portali
społecznościowych
korzysta około 10,4 mln osób. Szacuje się, że objawy uzależnienia mogą
występować nawet u 3 mln rodaków. – Najbardziej narażeni są początkujący
użytkownicy portali społecznościowych, tacy, którzy swoje konto np. na
Facebooku założyli nie dawniej niż półtora roku temu – mówi Bartłomiej
Szmajdziński, autor pierwszych w Polsce badań nad uzależnieniem od
internetu i psychoterapeuta. Zgłaszają się już do niego pacjenci,
których jednym z uzależnień są portale społecznościowe. – Obserwujemy
nawet zespół odstawienia, objawiający się poczuciem dyskomfortu,
agresją, czasem objawami psychosomatycznymi, jak bóle głowy czy skurcze
mięśni – mówi.
Michał Piróg, tancerz
i choreograf, profil na Facebooku
założył dla zabawy. Twierdzi, że nie miał potrzeby dzielenia się swymi
przemyśleniami, a większość wpisów traktował z przymrużeniem oka.
Niebezpiecznie zaczęło się robić, gdy znajomi namówili go do udziału w
„Farm Ville", interaktywnej grze na Facebooku, w której użytkownicy
zarządzają wirtualnym gospodarstwem rolnym. – Od dziecka miałem
tendencję do uzależniania się od gier, ale myślałem, że mam to już za
sobą. Tymczasem niepostrzeżenie zaczęło mi zależeć na tym, żeby moja
farma była najlepsza. Kupowałem wirtualne nasiona, sadziłem ziemniaki,
zbierałem plony – opowiada Piróg. Pewnego dnia koleżanka, która
wciągnęła go w farmę, wyjechała do Wielkiej Brytanii. On zauważył, że w
swoim facebookowym gospodarstwie nie pozbierała jabłek. Zadzwonił do
niej, gdy była w trakcie spotkania biznesowego w Londynie. – Nie mogę
rozmawiać, mam spotkanie – ucięła. Jej podenerwowanie wywołało jednak
niepokój biznesowej rozmówczyni. „Może to coś pilnego? Proszę
porozmawiać" – poradziła Brytyjka. „Nie, chodzi o
farmę” – odparła
Polka. – „Skoro tak, to możemy przerwać. Ja też uprawiam i wiem,
że to
ważne” – usłyszała w odpowiedzi. – Dwie dorosłe kobiety były
gotowe
przerwać spotkanie biznesowe ze względu na wirtualną farmę! To mnie
zaniepokoiło – przyznaje Piróg. Bo i jemu zdarzało się skończyć
spotkanie ze znajomymi, żeby o odpowiedniej porze zebrać truskawki. –
Przeraziłem się, kiedy na Facebooku przyszła moda na zoo. Pomyślałem:
czy moje życie ma polegać na zbieraniu ziemniaków w sieci i
kompletowaniu wirtualnych tygrysów? – śmieje się Piróg. Akurat na jakiś
czas wyjechał do Izraela, gdzie świadomie zrezygnował z dostępu do
komputera. Dziś cieszy się, że uniknął uzależnienia od Facebooka.
Od
połowy ubiegłego roku Polska otwiera ranking krajów, w których
najszybciej rośnie liczba użytkowników Facebooka. W ubiegłym tygodniu
profile założyło sobie prawie 140 tys. rodaków, tuż zanami lokują się
Tajowie, Portugalczycy, mieszkańcy RPA, Tajwanu, Rumunii i Niemiec. –
Facebook stał się u nas synonimem nowoczesności, elitaryzmu, wysokiego
statusu. Dlatego ludzie na jego rzecz rezygnują z profilów na Naszej
Klasie, która zyskuje wizerunek przaśnej i prowincjonalnej – mówi dr
Dominik Batorski, socjolog internetu z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zdaniem psychologa Bartłomieja Szmajdzińskiego jedną z przyczyn
popularności Facebooka w naszym kraju jest to, że wpisuje się on w nasz
narodowy charakter. – Bardzo lubimy wolność, a Facebook daje
użytkownikowi znacznie większą swobodę niż inne portale społecznościowe
– tłumaczy Szmajdziński. – Polacy mają też silną potrzebę bycia
razem i
stąd popularność portalu – dodaje dr Bohdan Woronowicz, psychiatra,
specjalista od uzależnień.
Jedna z grup na amerykańskim Facebooku
nosi nazwę: „Jeśli nie widzisz
mnie w sieci przez 48 godzin, niezwłocznie wezwij policję". Z 27-letniej
Magdy, absolwentki grafiki na warszawskiej ASP, znajomi żartują, że na
Facebooku nie ma jej 20 minut dziennie. Dokładnie tyle, ile potrzeba jej
na dojście z domu do pracy. I rzeczywiście, Magda komputer ma włączony
nieustannie. Facebook też. Używa go od kilku lat, na początku służył jej
tylko do kontaktu z kilkoma znajomymi z zagranicy. Od dwóch lat, kiedy
stał się modny w Polsce, liczba jej znajomych wzrosła dwudziestokrotnie.
– Jestem uzależniona od skrzynki odbiorczej. Gdy pojawia się
nieprzeczytana wiadomość, skacze mi adrenalina – opowiada. Magda
przyznaje, że Facebook wypełnia jej znaczną część życia: zamiast SMS-ów
pisze na facebookowej tablicy, zamiast dzwonić, czatuje, zamiast czytać
afisze, sprawdza kalendarz imprez na Facebooku. Promuje na nim swoją
twórczość, poznaje innych, daje poznać siebie.
Ale od czasu do
czasu
włącza się jej czerwona
lampka. – Kiedy podczas majówki na Mazurach zepsuł mi się bezprzewodowy
internet, musiałam zadzwonić do przyjaciółki, żeby odczytała mi posty na
mojej tablicy! Później telefonicznie dyktowałam jej, co w moim imieniu
ma odpisać – opowiada. – Czekałam na odpowiedzi znajomych jak
głodny na
chleb – dodaje. Ostatnio na portalu zapisała się do grupy
„Uzależnieni
od Facebooka". Pół żartem, pół serio – wszak zakładanie takichgrup
w
internecie przypomina pomysł organizowania mityngów AA w knajpie. – Ale
lekkie uzależnienie psychiczne rzeczywiście czuję. Nie skręca mnie w
żołądku i nie mam drgawek, jeśli nie wejdę na swój profil, ale pewien
niepokój i rozkojarzenie w takich sytuacjach odczuwam – opowiada. I
pociesza się, że nie jest z nią jeszcze tak źle: – Są przecież tacy,
którzy przez Facebooka zarywają noce – mówi. Zdaniem specjalistów
problem sięzaczyna, gdy nadmierne korzystanie z Facebooka zaczyna
przeszkadzać w normalnym życiu. – Wszystko jest w porządku do czasu, gdy
takie osoby są w stanie wywiązywać się ze swoich ról społecznych. Ale
jeśli w pewnym momencie zaczyna się to odbijać na nauce czy na rodzinie,
możemy mówić o uzależnieniu – tłumaczy dr Woronowicz. Małgorzata
Machowska, filmolog, od dawna użytkowniczka Facebooka, przyznaje, że
wielu jej znajomych
z portalu, wchodząc do świata wirtualnego, znika z realnego. – Dzwonię
do kumpla z ważną sprawą, nie odbiera. Dzwonię ponownie – to samo.
Zaglądam na Facebooka – jest. Właśnie buduje wirtualną stodołę, zabrakło
mu desek, wiec prosi znajomych o pomoc – opowiada, nie kryjąc irytacji,
że dorośli ludzie mogą tracić po kilkanaście godzin dziennie w tak
bezsensowny sposób.
Ale 23-letni Kuba, student filozofii na
Uniwersytecie Warszawskim, broni
Facebooka.
Może i jest od niego uzależniony, ale widzi w tym więcej plusów niż
minusów. Używa go codziennie, niemal non stop. Rano przy kawie przegląda
linki dodane przez znajomych w ciągu nocy i odbiera zaproszenia do
udziału w wydarzeniach. Później z laptopem biegnie na uniwersytet. A
tam, wiadomo, na nudnych zajęciach połowa grupy wyciąga laptopy i
udając, że coś notują, siedzą w necie. – Nawet gdy wieczorem spotykam
się z dziewczyną, jest z nami Facebook – przyznaje. – Bez
Facebooka nie
mógłbym już normalnie funkcjonować, ale mnie uzależnia nie samo
narzędzie, lecz możliwości, jakie daje – twierdzi. – Niedawno
miałem
awarię internetu. Przez trzy dni ominęła
mnie impreza, ważne spotkanie samorządu studenckiego, a za brak
odpisywania na forum obraziła się na mnie koleżanka. W dodatku moja
wirtualna farma popadła w ruinę – mówi z uśmiechem. – Czasem na
imprezie
albo w autobusie mnie nachodzi, żeby napisać coś na swoim profilu.
Wystarczy wysłać SMS i już widzi to dwustu moich znajomych – tłumaczy. I
podsumowuje: – Muszę używać Facebooka, bo inaczej wszystko się sypie.
Specjaliści potwierdzają: można sobie wyobrazić człowieka, który na
Facebooku spędza kilkanaście godzin dziennie, ale robi to sensownie (np.
traktując go jako narzędzie pracy). W takim wypadku o uzależnieniu
raczej nie ma mowy. Edyta Narbutowicz, art manager w warszawskiej
Klubokawiarni, za pomocą Facebooka prowadzi działania PRowe i
marketingowe lokalu. – Administruję stroną facebookową Klubokawiarni,
więc zdarza się, że jestem na portalu przez wiele godzin – opowiada.
–
Czas nie jest podstawowym wyznacznikiem uzależnienia – potwierdza
psychoterapeuta Bartłomiej Szmajdziński. – Jeśli ktoś potrafi wyjechać
na wakacje i spędzić je bez internetu, prawdopodobnie nie ma powodu do
obaw – ocenia.
Ale każdy powinien uważać. – Zdarzało
mi się korzystać z
Facebooka w środku nocy, kilka razy dla portalu zrezygnowałam z jakiegoś
zajęcia, np. oglądania filmu – opowiada Edyta Narbutowicz. Jakiś czas
temu dla higieny psychicznej wyciszyła w komputerze dźwiękpowiadamiający
o nadejściu wiadomości na czacie. – Żeby się nie odrywać od zajęć i nie
biec zaraz do komputera – tłumaczy. – Kiedy zauważyłam, jak
Facebook
pochłania mi czas, postanowiłam się bronić – opowiada z kolei Dorota
Krzyżaniak, menedżer muzyczny. – Teraz wchodzę do sieci na kwadrans,
wyłącznie o określonych godzinach. Jeśli akurat nie ma mnie przy
komputerze, nie nadrabiam zaległych kwadransów po czasie. Jak z
pociągiem: nie zdążysz na jeden, przyjedzie następny – opowiada. Z kolei
Adrian Fałta, warszawski stylista, kiedy zauważył u siebie niebezpieczne
symptomy uzależnienia, całkowicie zrezygnował z portalu. – Uznałem, że
będzie lepiej, jak zlikwiduję profil. I tak bardzo dużo czasu spędzam w
sieci. Zawsze dzieje się to kosztem innych aktywności – wyjaśnia.
Zdaniem dr. Batorskiego nie należy demonizować destrukcyjnego wpływu
portali społecznościowych na ludzi. Jeszcze pod koniec lat 90. wiele
badań wskazywało na to, że internet rozbija więzi społeczne, negatywnie
wpływa na nasze relacje z otoczeniem, sprzyja powstawaniu depresji,
zwiększa stres. Wówczas tak rzeczywiście było: ludzie dopiero uczyli się
korzystać z internetu, dla większości ich znajomych był on niedostępny,
więc komunikowali się z osobami, których nie znali. W efekcie
rzeczywistość wirtualna wypierała realną. – Teraz jednak, kiedy internet
się upowszechnił, staje się on poprostu nowoczesnym narzędziem
komunikacji między ludźmi, tak jak kiedyś telefon. Portale
społecznościowe, w tym Facebook, są coraz silniej zakorzenione w naszym
życiu codziennym, więc nie tylko nie osłabiają, ale wręcz wzmacniają
więzi – uspokaja dr Batorski. Jego zdaniem portal może też wzmacniać
fundamenty pod budowę społeczeństwa obywatelskiego. – Przykładem są
organizujące się na Facebooku spontanicznie grupy zwolenników i
przeciwników pochowania prezydenta na Wawelu. Niezależnie od tego, po
której stronie sporu się opowiadamy, musimy przyznać, że taka
samoorganizacja ludzi umacnia kapitał społeczny – dodaje. Potwierdza to
informatyk Jacek Gotlib, znany jako bloger Azrael. – Nie jestem
uzależniony od Facebooka, lecz od informacji. Portale społecznościowe
traktuję jako jej kolejne źródło, choć również dobrą platformę
zawierania znajomości – wyjaśnia. – Facebook zaczyna się też
sprawdzać
jako miejsce aktywności społecznej. Przykład? Ostatnie akcje związane z
katastrofą pod Smoleńskiem, a wcześniej np. inicjatywy w obronie
zwierząt – opowiada Azreael. – Jestem pewien, że wkrótce stanie
się też
miejscem kampanii politycznej, być może już w najbliższych wyborach.