Od razu na pierwszym posiedzeniu nowo wybranego parlamentu rząd
przedstawił projekt nowelizacji ustawy o obywatelstwie. Możliwość
otrzymania praw obywatela ma dostać około pięciu milionów Węgrów
żyjących na stałe w krajach sąsiednich. Premier Orbán, nowelizując
ustawę, realizuje swoje przedwyborcze zobowiązanie utworzenia „systemu
współpracy narodowej". Po miażdżącym zwycięstwie Fideszu nowe przepisy
mają „w pełni przyłączyć Węgrów mieszkających w krajach ościennych".
Politycy z partii Orbána zapowiadają, że w kolejnym etapie Madziarzy
żyjący za granicą otrzymają prawa wyborcze. Byłoby to
polityczno-demograficznym przełomem: populacja dziesięciomilionowych
Węgier mogłaby się powiększyć o jedną trzecią. Ponieważ Orbán
przewiduje, że „zagraniczni Węgrzy” będą mu wdzięczni za przyznanie
obywatelstwa, liczy na to, że w ten sposób stworzy sobie idealny punkt
wyjścia do realizacji kolejnych planów. Wspominał już, że chce rządzić
co najmniej dwie dekady.
REKLAMA
Podwójne obywatelstwo w Unii Europejskiej nie
jest niczym nadzwyczajnym – stosuje je większość państw Europy, nikt
jednak z instytucją tą nie wiąże tak dalekosiężnych planów. Orbán już na
przełomie wieków mówił o dążeniach do zjednoczenia Węgrów w Kotlinie
Panońskiej (obszar dawnego Królestwa Węgier) w ramach jednego
ekonomiczno-kulturowego tworu. Teraz gdy Węgry straciły (i to najpewniej
na wiele lat) pozycję gospodarczego lidera Europy Środkowej, szef
Fideszu na pierwszy plan wysuwa narodową i polityczną integrację.
Koncepcja Orbána wykorzystuje jeden z fundamentów UE: ideę udrożnienia,
a w efekcie zniesienia granic między krajami członkowskimiwspólnoty.
Obecnie granicę schengeńską (czyli praktycznie nieistniejącą) Węgry
dzielą jedynie ze Słowacją (w której żyje około pół miliona osób
pochodzących znad Dunaju) oraz z Austrią (gdzie pozostały już tylko
resztki nielicznej mniejszości węgierskiej w kraju związkowym
Burgenland). Od nowego roku do strefy Schengen ma jednak dołączyć
Rumunia, w której mieszka ponad 1,5 mln Węgrów. Orbán, tworząc
„wspólnotę węgierską", chce też zrobić użytek z unijnej idei stref
transgranicznych, w ramach których Węgry wraz z zagranicznymi obszarami
zamieszkiwanymi przez Madziarów utworzyłyby węgierski region finansowany
częściowo z europejskich funduszów rozwojowych.
Dążenia Orbána stanowią kolejną próbę pokojowej zmiany postanowień
podpisanego w 1920 r. traktatu z Trianon. Umowa ta odebrała Królestwu
Węgier, do 1918 roku jednemu z równoprawnych członków monarchii
austro-węgierskiej, niemal 70 proc. obszaru. Na terytorium nowo
powstałych państw – Czechosłowacji, Jugosławii oraz poszerzonej Rumunii
i Austrii – pozostało ponad 5 mln etnicznych Węgrów. Wydarzenie to było
źródłem „traumy trianońskiej", której „rekompensata" stała się celem
międzywojennego państwa węgierskiego. Na początku II wojny światowej te
starania przyniosły sukces: Węgry, jeden z pierwszych sojuszników
Hitlera, zdobyły rozległe tereny. Południową Słowację i część Ukrainy
Zakarpackiej dostały już w ramach układu monachijskiego, później
uzyskały też zachodnią połowę Rumunii, serbską Wojwodinę i kilka
dodatkowych obszarów. Po porażce nazistowskich Niemiec wszystkie te
terytoria w roku 1945 ponownie straciły.
Węgrów rozmnażanie
Od razu na pierwszym posiedzeniu nowo wybranego
parlamentu rząd
przedstawił projekt nowelizacji ustawy o obywatelstwie. Możliwość
otrzymania praw obywatela ma dostać około pięciu milionów Węgrów
żyjących na stałe w krajach sąsiednich. Premier Orbán, nowelizując
ustawę, realizuje swoje przedwyborcze zobowiązanie utworzenia „systemu
współpracy narodowej". Po miażdżącym zwycięstwie Fideszu nowe przepisy
mają „w pełni przyłączyć Węgrów mieszkających w krajach
ościennych".
Politycy z partii Orbána zapowiadają, że w kolejnym etapie Madziarzy
żyjący za granicą otrzymają prawa wyborcze. Byłoby to
polityczno-demograficznym przełomem: populacja dziesięciomilionowych
Węgier mogłaby się powiększyć o jedną trzecią. Ponieważ Orbán
przewiduje, że „zagraniczni Węgrzy” będą mu wdzięczni za
przyznanie
obywatelstwa, liczy na to, że w ten sposób stworzy sobie idealny punkt
wyjścia do realizacji kolejnych planów. Wspominał już, że chce rządzić
co najmniej dwie dekady.
Podwójne obywatelstwo
w Unii Europejskiej nie
jest niczym nadzwyczajnym – stosuje je większość państw Europy, nikt
jednak z instytucją tą nie wiąże tak dalekosiężnych planów. Orbán już na
przełomie wieków mówił o dążeniach do zjednoczenia Węgrów w Kotlinie
Panońskiej (obszar dawnego Królestwa Węgier) w ramach jednego
ekonomiczno-kulturowego tworu. Teraz gdy Węgry straciły (i to najpewniej
na wiele lat) pozycję gospodarczego lidera Europy Środkowej, szef
Fideszu na pierwszy plan wysuwa narodową i polityczną integrację.
Koncepcja Orbána wykorzystuje jeden z fundamentów UE: ideę udrożnienia,
a w efekcie zniesienia granic między krajami członkowskimiwspólnoty.
Obecnie granicę schengeńską (czyli praktycznie nieistniejącą) Węgry
dzielą jedynie ze Słowacją (w której żyje około pół miliona osób
pochodzących znad Dunaju) oraz z Austrią (gdzie pozostały już tylko
resztki nielicznej mniejszości węgierskiej w kraju związkowym
Burgenland). Od nowego roku do strefy Schengen ma jednak dołączyć
Rumunia, w której mieszka ponad 1,5 mln Węgrów. Orbán, tworząc
„wspólnotę węgierską", chce też zrobić użytek z unijnej idei stref
transgranicznych, w ramach których Węgry wraz z zagranicznymi obszarami
zamieszkiwanymi przez Madziarów utworzyłyby węgierski region finansowany
częściowo z europejskich funduszów rozwojowych.
Dążenia Orbána stanowią kolejną próbę pokojowej zmiany postanowień
podpisanego w 1920 r. traktatu z Trianon. Umowa ta odebrała Królestwu
Węgier, do 1918 roku jednemu z równoprawnych członków monarchii
austro-węgierskiej, niemal 70 proc. obszaru. Na terytorium nowo
powstałych państw – Czechosłowacji, Jugosławii oraz poszerzonej Rumunii
i Austrii – pozostało ponad 5 mln etnicznych Węgrów. Wydarzenie to było
źródłem „traumy trianońskiej", której „rekompensata"
stała się celem
międzywojennego państwa węgierskiego. Na początku II wojny światowej te
starania przyniosły sukces: Węgry, jeden z pierwszych sojuszników
Hitlera, zdobyły rozległe tereny. Południową Słowację i część Ukrainy
Zakarpackiej dostały już w ramach układu monachijskiego, później
uzyskały też zachodnią połowę Rumunii, serbską Wojwodinę i kilka
dodatkowych obszarów. Po porażce nazistowskich Niemiec wszystkie te
terytoria w roku 1945 ponownie straciły.
W odróżnieniu jednak od
sudeckich, pruskich i śląskich Niemców Węgrzy nie zostali z tych terenów
wypędzeni. Obywateli Węgier próbowały się pozbyć władze Czechosłowacji
(uznały ich za kolaborantów i zdrajców). Przeciwko ich wysiedleniu
zaprotestował jednak ZSRR Stalina. Nie udała się też próbaprzesiedlenia
słowackich Madziarów (których pozbawiono praw obywatelskich i majątku)
na zachód Republiki Czeskiej, skąd wcześniej zostali wypędzeni Niemcy
sudeccy. Z przymusowo deportowanych niemal 100 tys. Węgrów po 1948 roku,
gdy ustały prześladowania, do macierzystych wsi wróciła zdecydowana
większość. Z podobnymi represjami ludzie pochodzący z Węgier musieli się
zmagać także w innych krajach – rumuński dyktator Nicolae Ceauşescu
węgierskie wioski likwidował jeszcze w latach 80.
Dzięki silnym
związkom
z Węgrami (które od lat 70. stały się atrakcyjnym „półzachodnim"
krajem)
mniejszości węgierskie przez lata komunizmu utrzymały się jako silna
populacja w wielu regionach sąsiednich państw. W ostatnich latach
jednak, szczególnie w Rumunii i na zachodzie Ukrainy, zauważa się odpływ
młodych Węgrów, którzy w poszukiwaniu lepszego życia i pracy
wyprowadzają się do kraju przodków. Mniejszości węgierskie zaczynają się
też szybciej asymilować, a Węgry starają się tej tendencji zapobiec. W
2001 roku, za pierwszego gabinetu Orbána, Budapeszt wprowadził
„legitymację zagranicznego Węgra" (zapewniała niektóre prawa
obywatelskie) i wypłacał zasiłki rodzinom, które za granicą wysyłały
dzieci do szkół węgierskich. Parlament regularnie spotyka się z
przedstawicielami działających w sąsiednich państwach partii
mniejszościowych.
Starania Węgrów nie są oczywiście obojętne tym
krajom.
Słowacja i solidaryzujące się z nią Czechy w 2002 roku, gdy Budapeszt
wprowadził wspomniane legitymacje, przez pewien czas bojkotowały
spotkania Grupy Wyszehradzkiej. Ostatnio spore problemy z wyjazdami miał
węgierski prezydent Lázsló Sólyom. W zeszłym roku w święto narodowe
chciał odwiedzić Węgrów zamieszkujących rumuńskie Târgu Mureş. Rumunia
nie wydała mu pozwolenia na lot. Dalej posunęła się Słowacja –
Sólyomowi, który zamierzał uczestniczyć w odsłonięciu pomnika
węgierskiego świętego Szczepana w słowackim Komárnie, nie pozwoliła
przekroczyć granicy.
Na obecne dążenia Budapesztu Słowacja znów reaguje gwałtowniej niż
Rumunia. Bukareszt nie może protestować, bo sam setki tysięcy Mołdawian
(etnicznych Rumunów) uczynił rumuńskimi obywatelami. W ten sposób, bez
pytania o opinię Mołdawii, w znacznym stopniu przyłączył ją do UE.
Odmienna jest też samoświadomość 22-milionowej Rumunii i 5-milionowej
Słowacji – państwa młodego, bez tradycji państwowości, przez setki lat
będącego tylko częścią królestwa węgierskiego. Węgry na Słowację patrzą
trochę z góry, uważając Słowaków za „mówiących po czesku Węgrów".
Zresztą nawet kilkadziesiąt kilometrów od Bratysławy, na najbardziej
żyznych ziemiach, w miejscowościach Dunajská Streda czy Komárno, do dziś
mówi się niemal wyłącznie po węgiersku.
Nie należy też zapominać,
że
rządy na Słowacji sprawuje obecnie nacjonalistyczno-socjalistyczny
gabinet Roberta Ficy, który ograniczanie praw Węgrów i słowakizację
południowych terenów kraju stawia sobie jako jeden z głównych celów.
Przed czerwcowymi wyborami, które Fico może przegrać, dążenia Budapesztu
idealnie pasują do kampanii. W reakcji na decyzje Orbána premier Fico
bez wahania zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Oświadczył też, że
jeśli węgierski rząd zacznie rozdawać słowackim Węgrom paszporty,
Bratysława zmieni konstytucję i tym, którzy skorzystają z nowego prawa,
odbierze obywatelstwo słowackie. – Ci, którzy przyjęliby węgierskie
obywatelstwo, wywieszaliby na domach węgierskie flagi, słuchaliby
węgierskiego hymnu, po prostu zachowywaliby się bardziej jak obywatele
Węgier niż Słowacji – uzasadniał Fico.
Tego, co Słowacja
zrobi, jeśli
przy granicy z Węgrami będzie miała pół miliona „obcokrajowców" z
węgierskimi paszportami, premier już nie sprecyzował. Bratysława
zapowiedziała, że zwróci się do UE z prośbą, by udaremniła zabiegi
Orbána. Węgierski premier w odpowiedzi nazwał zachowanie Słowacji
„prowokacją" i dodał, że jego rząd od realizacji swoich planów nie
odstąpi ani na krok. Można zatem przypuszczać, że po kryzysie greckim w
Unii Europejskiej wybuchnie kryzys węgierski. Pod wieloma względami
znacznie poważniejszy.
Jozef Třešňák Budapeszt/Bratysława
Tłumaczenie |
Piotr Leśniewski
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|