Viagra dla kobiet opracowana przez niemiecką firmę
farmaceutyczną
Boehringer Ingelheim pomyślnie przeszła badania i najprawdopodobniej
zostanie zarejestrowana – na początku w USA. Decyzję ma podjąć 18
czerwca Amerykańska Agencja ds. Leków (FDA). Nowego leku nie należy
jednak mylić z viagrą dla mężczyzn. – Słynna niebieska pigułka powoduje,
że mężczyzna odczuwając podniecenie, osiąga erekcję. Lek nie zadziała,
gdy nie ma bodźca wyzwalającego pożądanie, bo nie wpływa na libido –
mówi Anna Golan, psycholog i seksuolog.
Flibanseryna ma być pierwszym
„wzmacniaczem miłości" dostępnym na receptę w aptekach. Kobiety z
niskim
popędem mogły dotychczas podobnie jak Kleopatra korzystać jedynie z
wyciągu z żeń-szenia czy ziela damiany z Meksyku. Nowa pigułka ma
rozwiązać ich problemy seksualne. Czy to możliwe?
Nowoczesny afrodyzjak
Nowy lek testowało dotychczas pięć tysięcy kobiet przed
menopauzą, które
skarżyły się na tzw. zespół obniżonego popędu seksualnego (HSDD),
nazywany potocznie oziębłością płciową. Cierpiące z tego powodu kobiety
nie mają myśli i fantazji seksualnych, słabo też reagują na bodźce
erotyczne. Po zażyciu leku uczestniczki testów odczuwały wyraźnie
większe pożądanie i miały więcej satysfakcjonujących stosunków. Badania
sugerują, że przynajmniej u tej grupy kobiet lek zwiększy popęd
seksualny i polepszy satysfakcję z seksu. Oczekiwania są jednak większe.
Niektórzy liczą na to, że pigułka będzie działać jak afrodyzjak, ale
dużo bardziej skutecznie.
Co ciekawe, lek odkryto przypadkiem
–
początkowo był badany jako środek przydatny w leczeniu depresji. Główny
jego składnik, flibanseryna, zwiększa stężenie serotoniny,
neuroprzekaźnika mózgu wpływającego na samopoczucie. Niestety, badania
się nie powiodły. Flibanseryna okazała się kiepskim antydepresantem. Ale
zauważono, że część kobiet uczestniczących w testach ma większą ochotę
na seks. Było to zaskakujące, gdyż leki przeciwdepresyjne raczej
obniżają popęd seksualny. Dopiero badania Franco Borsiniego z włoskiego
laboratorium farmaceutycznym Sigma-Tau wykazały, że flibanseryna działa
także na receptory dopaminy, neuroprzekaźnika wpływającego na odczuwanie
przyjemności. Stąd lepsze nastawienie do seksu.
Potwierdziły to badania
kliniczne. Wynika z nich, że lek zażywany w dawce 100 mg raz na dobę,
przed snem, znacząco pobudza popęd seksualny i zwiększa liczbę
satysfakcjonujących zbliżeń seksualnych. Jedna grupa badanych zażywała
placebo, a druga flibanserynę. – Po 32 tygodniach różnice między tymi
grupami w odczuwaniu pożądania i satysfakcji z seksu były statystycznie
znaczące. I utrzymywały się po 48 tygodniach – mówi „Wprost"
dr Evan
Goldfischer z kliniki Hudson Valley Urology w stanie Nowy Jork.
Czy
wprowadzenie flibanseryny oznacza rewolucję? – Mamy niewiele leków
pomagających zwiększyć popęd seksualny u kobiet i podwyższyć poziom ich
satysfakcji seksualnej, a tego typu problemy zgłasza coraz większa grupa
pacjentek – mówi Krzysztof Bojar, lekarz seksuolog.
Prof.
Zbigniew
Lew-Starowicz uważa, że lek może nie tylko poprawiać jakość życia
seksualnego, ale też uratować związki rozpadające się z powodu dużych
różnic w potrzebach seksualnych partnerów. A to problem wielu par. Z
jego badań wynika, że 10 proc. kobiet nigdy nie odczuwa orgazmu podczas
stosunku, a na osłabienie lub zanik potrzeb seksualnych narzeka aż 30
proc. Polek. Spadek libido najbardziej dotyka kobiety w średnim wieku i
mężatki. O ile mniejszy popęd seksualny odczuwa jedynie co dziesiąta
kobieta przed 24. rokiem życia, o tyle obniżone potrzeby seksualne ma aż
65 proc. Polek po przekroczeniu 45. roku życia. Obniżenie libido
sprawia, że kobiety unikają częstego współżycia seksualnego. Z kolei
mężczyźni narzekają na zbyt małą częstotliwość kontaktów seksualnych.
Przynajmniej raz w miesiącu jest to powodem nieporozumień w związkach,
do czego przyznaje się aż 47 proc. badanych osób obojga płci. Mężczyźni
chcieliby zwiększyć częstotliwość intymnych kontaktów średnio o 50
proc., ale wiele kobiet nie ma na to ochoty. Tylko czy po zażyciu
pigułki faktycznie będą miały większą ochotę na seks?
Wymyślanie choroby
Wielu
seksuologów jest sceptycznych. – Seks kobiet nie wynika jedynie z
potrzeby zaspokojenia pożądania sensu stricte, tak jak u mężczyzn. Jest
to raczej gotowość na przyjęcie bodźców seksualnych – mówi prof.
Violetta Skrzypulec-Plinta, dziekan Wydziału Opieki Zdrowotnej Śląskiego
Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. – 30 proc. aktywnych seksualnie
kobiet nie odczuwa pożądania i nie ma fantazji erotycznych, ale są
zadowolone ze swojego życia seksualnego. Wiele zależy od sfery
pozaseksualnej, czyli potrzeby czułości ze strony partnera, więzi z
partnerem, potwierdzenia kobiecości i atrakcyjności, uniknięcia
negatywnych konsekwencji odmowy zbliżenia przez partnera.
Wątpliwości ma
prof. Leonore Tiefer z New York University School of Medicine. Jej
zdaniem żaden lek nie rozwiąże kłopotów seksualnych kobiet, bo na ich
zadowolenie z seksu składa się zbyt dużo przyczyn. A lek na niski popęd
seksualny to – według niej – typowy przykład wymyślania choroby
przez
firmy farmaceutyczne. – Jedynie nieliczne kobiety, nie więcej niż 10
proc. cierpiących na zaburzenia seksualne, wymagają leczenia
farmakologicznego – mówi prof. Tiefer w rozmowie z „Wprost".
Większość
kobiet nie potrzebuje leków, a jedynie ustabilizowania sytuacji życiowej
i większej czułości ze strony partnera. – Z działania leku będzie
zadowolonych co najwyżej 5 proc. kobiet, które mają problemy z
osiągnięciem satysfakcji seksualnej – ocenia dr Joanna Zalewska,
ginekolog.
Zdaniem wielu specjalistów szukanie w tabletce
rozwiązania
wszystkich problemów seksualnych to ślepa uliczka. – Tabletka nie
naprawi relacji partnerskiej, nie spowoduje, że rozwiążą się problemy w
pracy lub znikną obowiązki związane z wychowaniem dzieci. A często
przemęczenie, brak poczucia bezpieczeństwa, niska samoocenaseksualna są
głównymi powodami zaniku pożądania – mówi prof. Skrzypulec-Plinta.
Podobnie jest u mężczyzn. Viagra zadziała tylko wtedy, gdy mężczyzna
jest podniecony seksualnie, a kobieta mu się podoba. Jeśli będzie w
konflikcie z partnerką, niebieska pigułka mu nie pomoże.
Zresztą
viagra,
której nazwa wywodzi się z sanskryckiego słowa „wjaghra"
(dewanagari)
oznaczającego tygrysa, wbrew oczekiwaniom wcale nie okazała się tygrysem
rynku farmaceutycznego. Wartość rocznej sprzedaży trzech dostępnych
leków na impotencję u mężczyzn: viagry, cialisu i levitry, nie
przekracza 2,5 mld dolarów. Nie zmieniło się też nastawienie mężczyzn do
impotencji – nadal jest tematem tabu. Panowie, szczególnie młodsi, wciąż
wolą zażywać sprzedawane w sex-shopach mało skuteczne i szkodliwe
afrodyzjaki, niż pójść po poradę do lekarza.
Pod tym względem nic
się
nie zmieniło od wprowadzenia viagry w 1998 r. Z badań Synovate
Healthcare wynika, że w Polsce spośród 1,5 mln mężczyzn cierpiących
zaburzenia wzwodu leczy się jedynie 5 proc.
Niewielu mężczyzn
zdecydowało się publicznie mówić o kłopotach z erekcją. W Polsce nie
znalazła się ani jedna taka osoba. Do zażywania viagry przyznał się
przed kamerami telewizyjnymi Bob Dole, były senator z Kansas City. Mniej
poważnie traktowany jest 84-letni Hugh Hefner, założyciel i wydawca
„Playboya", który twierdzi, że bez viagry nie mógłby prowadzić
pełnego
romansów życia playboya. Do niedawna jednym z jego ulubionych
„króliczków" była 30-letnia modelka Holly Madison. Od niedawna jego
nową
wybranką serca jest Crystal Harris, młodsza od niego o 60 lat! Ale Hugh
Hefner jest wyjątkiem. Dla niego seks to marketing – podobnie jak dla
firm farmaceutycznych, które testują zapotrzebowanie rynku na pigułki
miłości.
Plastry na libido
Firmy farmaceutyczne już od kilku lat prowadzą intensywne
badania nad
lekami podwyższającymi libido. Środki w formie tabletek, plastrów,
kremów, czopków czy nawet aerozolu do nosa mają być opracowanymi w
laboratoriach prawdziwymi afrodyzjakami, zarówno dla mężczyzn, jak i
kobiet. W Europie od dwóch lat dostępne są przyklejane na skórę „plastry
miłości" o nazwie intrinsa. Preparat stosowany jest w leczeniu kobiet,
które po usunięciu macicy i obu jajników nie czują pożądania
seksualnego. Zawiera 300 mikrogramów testosteronu, męskiego hormonu
wytwarzanego także w organizmie kobiet. Wydzielają go nadnercza i
jajniki, dlatego po ich usunięciu kobiety odczuwają mniejszy popęd
seksualny i mogą mieć mniej energii życiowej.
W USA trwają
badania nad
środkiem o nazwie bremelanotid. Przeprowadzająca je firma z New Jersey
przekonuje, że lek zwiększa libido u 72 proc. kobiet. Aż 67 proc. pań
twierdziło, że po zażyciu leku miały znacznie większą ochotę na seks.
„Pastylka Barbie", jak nazwano już lek w USA, nie będzie jednak
podawana
w postaci tabletki. Przedstawiciele firmy tłumaczą, że łatwo byłoby na
przykład wrzucić ją do drinka jak tzw. pigułkę gwałtu. Preparat nie
został na razie zarejestrowany z powodu działań niepożądanych (powoduje
m.in. zbyt wysokie ciśnienie tętnicze krwi).
Leki na popęd
seksualny
mogą podzielić los viagry. Początkowo będą fascynować. Dzięki nim
większą radość z seksu będą mogły czerpać kobiety, które nie odczuwają
pożądania seksualnego, choć żyją w szczęśliwych związkach. A także
mężczyźni w starszym wieku, którzy mają dużo młodsze od siebie
partnerki. Wiele osób szybko może się przekonać, że równie skuteczne są
bardziej naturalne „wzmacniacze miłości".