W PiS mówi się, że mogłaby być nawet kandydatką na premiera – twierdzi
eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki. Można usłyszeć, że będzie
kandydatką na prezydenta Warszawy w wyborach samorządowych już tej
jesieni. – Na obsadę czeka też stanowisko szefa klubu parlamentarnego –
dodaje poseł PiS Wojciech Jasiński. Klubem kierowała Grażyna Gęsicka,
która zginęła w katastrofie smoleńskiej. – Była jedyną kobietą pełniącą
taką funkcję w Sejmie od lat. Jej miejsce w planach prezesa Kaczyńskiego
ma zająć Joasia – tłumaczy nam inny poseł PiS.
REKLAMA
Jedno jest pewne – Joanna
Kluzik- -Rostkowska cieszy się wyjątkową sympatią i zaufaniem prezesa.
Niektórzy nie wykluczają nawet, że mogłaby w przyszłości zastąpić
Kaczyńskiego na stanowisku szefa partii. W miarę jak rosną jej
notowania, rośnie w partii grupa jej zażartych przeciwników. Mówią, że
Kluzik ze swoimi poglądami pasuje do PiS jak kwiatek do kożucha.
I co narozrabiałaś, Kluzico?
Prezesa PiS poznała 21 lat temu, gdy jako początkująca dziennikarka
trafiła do „Tygodnika Solidarność". Tadeusz Mazowiecki został premierem
i zwolnił stanowisko naczelnego pisma. Na swego następcę chciał
wyznaczyć Jana Dworaka, ale Lech Wałęsa uprzedził go i powierzył tę
funkcję Jarosławowi Kaczyńskiemu. W redakcji doszło do buntu, część
dziennikarzy odeszła. Kluzik nie wystąpiła przeciwko nowemu naczelnemu.
Kaczyński jest jej za to wdzięczny do dziś. – Po latach, gdy przeszłam
już przez wiele redakcji od „Expressu Wieczornego", przez tygodnik
„Wprost", tygodnik „Nowe Państwo”, po wicenaczelną „Przyjaciółki”,
doszłam do wniosku, że w tym zawodzie nic więcej już nie zdziałam –
opowiada. – Chciałam być posłem, czyli musiałam się zapisać do partii.
Był rok 2004, końcówka rządów SLD. Jako człowiek związany z opozycją
mogłam się odnaleźć tylko w postsolidarnościowym nurcie, a więc w PO lub
PiS – mówi. Z dzisiejszej perspektywy to fundamentalny wybór
ideologiczny, ale – jak zapewnia Kluzik-Rostkowska – wtedy decydowały
głównie względy towarzyskie: – Donald Tusk był moim starym kumplem, a PO
miała przewagę w rankingach. Nie chciałam go stawiać w kłopotliwej
sytuacji, że przychodzi znajoma i czegoś chce. Jarosława Kaczyńskiego
znałam wyłącznie zawodowo, dlatego uważałam, że będzie mógł mi powiedzieć
szczerze: „Kluzik, daj spokój, nie nadajesz się do polityki".
Aniołek Kaczyńskiego
W PiS mówi się, że mogłaby być nawet kandydatką na
premiera – twierdzi
eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki. Można usłyszeć, że będzie
kandydatką na prezydenta Warszawy w wyborach samorządowych już tej
jesieni. – Na obsadę czeka też stanowisko szefa klubu parlamentarnego
–
dodaje poseł PiS Wojciech Jasiński. Klubem kierowała Grażyna Gęsicka,
która zginęła w katastrofie smoleńskiej. – Była jedyną kobietą pełniącą
taką funkcję w Sejmie od lat. Jej miejsce w planach prezesa Kaczyńskiego
ma zająć Joasia – tłumaczy nam inny poseł PiS.
Jedno jest pewne – Joanna
Kluzik- -Rostkowska cieszy się wyjątkową sympatią i zaufaniem prezesa.
Niektórzy nie wykluczają nawet, że mogłaby w przyszłości zastąpić
Kaczyńskiego na stanowisku szefa partii. W miarę jak rosną jej
notowania, rośnie w partii grupa jej zażartych przeciwników. Mówią, że
Kluzik ze swoimi poglądami pasuje do PiS jak kwiatek do kożucha.
I co narozrabiałaś, Kluzico?
Prezesa PiS poznała 21 lat temu, gdy jako początkująca dziennikarka
trafiła do „Tygodnika Solidarność". Tadeusz Mazowiecki został
premierem
i zwolnił stanowisko naczelnego pisma. Na swego następcę chciał
wyznaczyć Jana Dworaka, ale Lech Wałęsa uprzedził go i powierzył tę
funkcję Jarosławowi Kaczyńskiemu. W redakcji doszło do buntu, część
dziennikarzy odeszła. Kluzik nie wystąpiła przeciwko nowemu naczelnemu.
Kaczyński jest jej za to wdzięczny do dziś.
– Po latach, gdy
przeszłam
już przez wiele redakcji od „Expressu Wieczornego", przez tygodnik
„Wprost", tygodnik „Nowe Państwo”, po wicenaczelną
„Przyjaciółki”,
doszłam do wniosku, że w tym zawodzie nic więcej już nie zdziałam –
opowiada. – Chciałam być posłem, czyli musiałam się zapisać do partii.
Był rok 2004, końcówka rządów SLD. Jako człowiek związany z opozycją
mogłam się odnaleźć tylko w postsolidarnościowym nurcie, a więc w PO lub
PiS – mówi.
Z dzisiejszej perspektywy to fundamentalny wybór
ideologiczny, ale – jak zapewnia Kluzik-Rostkowska – wtedy
decydowały
głównie względy towarzyskie: – Donald Tusk był moim starym kumplem, a PO
miała przewagę w rankingach. Nie chciałam go stawiać w kłopotliwej
sytuacji, że przychodzi znajoma i czegoś chce. Jarosława Kaczyńskiego
znałam wyłącznie zawodowo, dlatego uważałam, że będzie mógł mi powiedzieć
szczerze: „Kluzik, daj spokój, nie nadajesz się do polityki".
Jednak
prezes PiS tego nie powiedział. Wysłał Kluzik-Rostkowską do biura
prasowego brata, czyli do prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego.
Zaproponowała, by w urzędzie miasta stworzyć stanowisko pełnomocnika ds.
kobiet, a Lech Kaczyński od razu zaproponował, by je objęła. Nazywał ją
„Kluzicą". Gdy wchodziła do jego gabinetu, pytał: „I co znowu
narozrabiałaś, Kluzico?".
Pojedynki z Giertychem
W wyborach parlamentarnych 2005 r. nie zdobyła mandatu, ale jej
aktywność w sprawach kobiet sprawiła, że znalazło się dla niej miejsce w
rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Przejęła obowiązki pełnomocnika do
spraw równego statusu kobiet i mężczyzn.
Jednak jako zwolenniczka
in
vitro i przeciwniczka zaostrzania ustawy aborcyjnej nie spodobała się
koalicjantom PiS, a zwłaszcza LPR. Marcinkiewicz musiał powołać
popieraną przez Radio Maryja Hannę Wujkowską na doradcę ds. rodziny, a
Kluzik trafiła do Ministerstwa Pracy – i zaczęła przygotowywać program
polityki rodzinnej PiS, który przedstawiła już jako minister pracy w
rządzie premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ogłaszali go na wspólnej
konferencji, ramię w ramię, było niemal identycznie jak w czasie
zakończonej właśnie kampanii wyborczej.
Kaczyński chronił Kluzik
przed
wicepremierem Romanem Giertychem także wtedy, kiedy doszło do sporu o
ustawę o oświacie i zakaz propagandy homoseksualizmu w szkołach. Kluzik
sprzeciwiała się Giertychowi, ten zażądał jej dymisji. Były wicepremier
do dziś uważa, że Kaczyński jest gotów obronić Kluzik-Rostkowską nawet
przed Radiem Maryja.
– Lubię Jarosława za polityczną
inteligencję, za
sarkastyczne poczucie humoru, no i ten rzadko spotykany dziś szacunek
wobec kobiet. Gdy wracaliśmy z drugiej debaty telewizyjnej, cztery razy
przepraszał mnie, że musi wysiąść po drodze i nie da rady odwieźć mnie
do domu osobiście – mówi Kluzik- -Rostkowska. Odpłaca Kaczyńskiemu
absolutną lojalnością. Gdy po tragedii smoleńskiej poszła na spotkanie
do szefa PiS i ten zapytał, czy zostałaby szefową jego sztabu
wyborczego, od razu powiedziała „tak". Nie konsultowała tej decyzji
nawet z mężem, choć wiedziała, że kampania zupełne wyłączy ją z życia
rodzinnego. Ma trójkę dzieci, które przez tygodnie walki wyborczej
częściej oglądały mamę w telewizji niż w domu.
Joanna
Kluzik-Rostkowska
i jej mąż postanowili bezwzględnie chronić swą prywatność i odmawiają
rozmów na ten temat, ale w kręgu ich znajomych wiadomo, że mąż nie
podziela fascynacji politycznych żony.
Pani, której więcej wolno
Wielu uważa, że Kluzik-Rostkowska jest forpocztą liberalizmu w
PiS.
–
Częściej widziałem, gdy na korytarzach sejmowych rozmawiała z Izabelą
Jarugą-Nowacką niż z posłami PiS – wspomina Lucjan Karasiewicz, były
poseł partii Jarosława Kaczyńskiego.
Rzeczywiście z nieżyjącą
posłanką
lewicy (zginęła w katastrofie smoleńskiej), zagorzałą feministką i
rzeczniczką ds. równouprawnienia w rządzie Leszka Millera, łączyły
Kluzik więzy sympatii. Wszystko zaczęło się od posiedzenia komisji
sejmowej, podczas którego Kluzik jako wiceminister pracy w rządzie PiS
forsowała ustawę o wydłużeniu urlopów macierzyńskich. Posłowie SLD, LPR
i PiS niespodziewanie zgłosili poprawkę zakładającą, że kobiety
wracające do pracy po urlopie macierzyńskim powinny być objęte okresem
ochronnym. Idea słuszna, tyle że oznaczająca jeszcze większe problemy
dla kobiet, bo obarczeni wymogiem okresu ochronnego pracodawcy nie
chcieliby ich zatrudniać. Kluzik nie mogła przekonać posłów, by
zrezygnowali z tego pomysłu. I wtedy podstępny fortel wymyśliła Jaruga.
Zaproponowała, by identyczny przywilej przyznać mężczyznom, bo im
przysługuje przecież urlop ojcowski. Od razu z męskiej strony pojawiły
się zarzuty, że takie rozwiązanie oznaczałoby trudności w zatrudnianiu
ojców. Poprawka przepadła.
Gdy po tej batalii zaproszono obie
panie do
radia, prowadzący audycję dziennikarz
nie mógł ich sprowokować do ostrzejszej konfrontacji. Na koniec zapytał
Jarugę: – Naprawdę nie ma pani nic do zarzucenia minister Kluzik?
– Może
i mam – odparła Jaruga – ale nie chcę robić pani minister
przykrości.
Podobnie dobre były relacje Kluzik z kolejną rzeczniczką ds.
równego
statusu kobiet i mężczyzn prof. Magdaleną Środą. – Gdy Joasia została
ministrem, nie wypadało jej oficjalnie spotykać się ze mną, bo ja
lewica, ona PiS, więc organizowałyśmy konspiracyjne kolacje u mnie w
domu – opowiada prof. Środa.
To nie podobało się wielu
politykom PiS,
uważali, że jest zbyt niezależna. – Gdy po wyborach 2007 r. została
posłanką, nie potrafiła się dostosować do nastrojów w klubie
parlamentarnym. Początkowo traktowała nas, jakbyśmy byli podległymi jej
urzędnikami ministerstwa. Chciała narzucić swoje liberalne poglądy –
wspomina jeden z posłów PiS. – Podczas jednej klubowej dyskusji rzuciła:
„Powinniśmy otwierać się na centrum!". Jeden z konserwatywnych
posłów
skomentował tę wypowiedź: „Pani to chyba więcej wolno".
Niemal takich
samych słów używa były premier Kazimierz Marcinkiewicz, oceniając
pozycję Kluzik w partii: „Ona zawsze mogła sobie pozwolić w PiS na
więcej, bo była bliską koleżanką Jarosława Kaczyńskiego".
Gdy
w 2008 r.
toczył się spór o ratyfikację traktatu lizbońskiego, Kluzik poszła do
prezesa PiS i zapowiedziała, że jeśli zarządzi w głosowaniu nad
traktatem dyscyplinę klubową, to ona i tak zagłosuje „za"
niezależnie od
konsekwencji. W końcu PiS po długich przepychankach głosowało za
traktatem.
Ale zdarzyło się, że Kluzik wystąpiła przeciw
partyjnemu
dyktatowi. W 2009 r. w sprawie zmian w emeryturach pomostowych
zagłosowała inaczej niż PiS. Prezes wezwał ją na rozmowę i zagroził
wyrzuceniem z partii. Przy następnym spotkaniu oświadczyła, że sprawę
przemyślała i skoro nie jest już potrzebna w PiS, to może odejść.
Kaczyński machnął ręką i puścił incydent w niepamięć.
Całkiem twarda Barbie
Jej zażyłość z prezesem budzi zazdrość i niechęć. Przeciwnicy
mają
nadzieję, że po wyborach, gdy przestanie być potrzebna, zostanie
odrzucona w kąt jak zużyta zabawka. Złośliwi nazywają Kluzik i Pawła
Poncyljusza Barbie i Kenem.
– Mieli na sobie skupić uwagę.
Problem w
tym, że za bardzo uwierzyli w swoją siłę i zaczęli wdrażać w życie
własne pomysły. Program PiS jest atrakcyjny dla elektoratu wiejskiego.
Kluzik tego zupełnie nie czuje i skupia się na walce o wyborców z dużych
miast – mówi niechętny jej kolega z klubu parlamentarnego. Inny dodaje:
– Jak wyglądałyby nasze relacje z Kościołem? Jak zareagowałby elektorat
pozyskiwany dzięki ojcu Rydzykowi, gdyby pani Kluzik mogła mieć wpływ na
kluczowe decyzje?
Kluczowe, czyli na przykład układanie list
wyborczych
w nadchodzących wyborach parlamentarnych czy samorządowych. Tego
najbardziej obawiają się przeciwnicy Kluzik. Ma wpływ na prezesa, a do
tego jako liderka Kongresu Kobiet chce go przekonać do idei parytetów.
Niechętni Kluzik działacze obawiają się jeszcze jednego: że wzmocniona
popularnością zdobytą w kampanii wyborczej może już nie potrzebować
wsparcia prezesa i sama zacznie walczyć o swoją pozycję.
Należący
do
„twardego jądra" partii Joachim Brudziński wspomina jedną z narad
sztabu
wyborczego: – Po długiej nasiadówce atmosfera stawała się coraz bardziej
nerwowa. Ludzie zaczęli wzajemnie się obwiniać o różne niedociągnięcia w
kampanii i wtedy nad wrzawą przebił się stanowczy głos Joanny
Kluzik-Rostkowskiej. Zaczęła rzucać mięsem, którego nie powstydziłby się
niejeden bosman.
Potrafi być stanowcza w relacjach z tymi, którzy
do
niedawna uchodzili w partii za nietykalnych. Potwierdza to historia
sporu o billboardy w kampanii prezydenckiej. – Adam Bielan przedstawił
projekt wyceniony na 150 tys. zł. Joasia uznała to za marnowanie
partyjnych funduszy i załatwiła projekt za 16 tys. zł. Krótko potem
Bielan został odsunięty od kampanii na dwa tygodnie – mówi jeden z
prominentnych polityków PiS.
Aleksandra Zawłocka, koleżanka Joanny
Kluzik
z dziennikarskich czasów, uważa, że umiejętność stawiania innych do
pionu ma ona we krwi. – W „Tygodniku Solidarność" zajmowała
się sprawami
związkowymi. Była początkującą dziennikarką, malutką dziewczynką, a mimo
to szefowie regionów „Solidarności” traktowali ją z atencją
– mówi
Zawłocka. W „Expresie Wieczornym”, gdzie obie potem trafiły, było
podobnie. Kluzik była wiceszefową reportażu. Jeden z jej podwładnych
potrafił znikać na całe dnie i imprezować. Gdy wrócił po jednej z
imprez, filigranowa Kluzik spojrzała na mierzącego 190 cm balangowicza i
huknęła: „Więcej w takim stanie się nie pokazuj! Jak tu przychodzisz,
masz być umyty, ogolony i uprany! I patrz na mnie, jak do ciebie
mówię!”.
Ona sama ze śmiechem mówi, że jak trzeba, potrafi
się zmienić.
Opowiada rodzinną anegdotę o tym, jak teść jej nie poznał, gdy wystąpiła
w spocie reklamowym PiS z Aleksandrą Natalli-Świat i Grażyną Gęsicką
(obie zginęły w katastrofie smoleńskiej). To wtedy zostały nazwane
aniołkami Kaczyńskiego. – Z trzech aniołków zostałam tylko ja.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|