Tu będzie druga Częstochowa. Pomnika jeszcze nie ma, a
turyści już
przyjeżdżają. A gdy wreszcie Król Chrystus stanie, zrobi się menu
papieskie, na przykład: „makarony, które uwielbiał nasz papież". I
zamówimy matrycę do posypywania pizzy serem z twarzą Jezusa – cieszy się
Marek Banach, właściciel włoskiej restauracji Mariano Italiano w centrum
Świebodzina.
Pani Grażyna, która sprzedaje na świebodzińskim targu
firanki, planuje, że jak tylko do miasta zaczną przybywać pielgrzymi,
rozszerzy asortyment o dewocjonalia. – Będę mieć święte obrazki,
miniaturki pomnika i malowidła, takie jak na Jasnej Górze widziałam.
Urzędnicy z ratusza są przekonani, że gigantyczny Chrystus Król stanie
się największą atrakcją miasta. – Gdybyśmy otworzyli tu tor wyścigowy
albo pole golfowe, turyści przyjeżdżaliby tylko w sezonie. A na pomnik
Jezusa sezon będzie trwał cały rok – przekonują.
–
Nasz ksiądz miał
naprawdę dobry pomysł – mówi starosta świebodziński Zbigniew Szumski.
–
Bo ksiądz to indywidualista i albatros – rozpromienia się urzędniczka
wydziału budownictwa w starostwie. Nie chce wyjaśnić, co dokładnie ma na
myśli, ale podobnie jak inni mieszkańcy z łatwością wylicza zasługi
sędziwego prałata parafii Miłosierdzia Bożego.
Gipsowe baranki
To
ksiądz Sylwester Zawadzki zbudował koło kościoła piękną plebanię, a
wokół niej postawił białe, gipsowe pomniki dwunastu apostołów. Dla
towarzystwa dołożył jeszcze świętym gipsowe stado białych baranków,
owczarka pilnującego trzódki i Jezusa patrzącego dobrotliwie na całe
stadko. Całość wygląda naprawdę elegancko.
W 2000 r. proboszcz
zorganizował w Świebodzinie intronizację Chrystusa Króla i bardzo się
starał, by Chrystus został również patronem miasta. Udało mu się nawet
zyskać poparcie rady miejskiej, ale śmiały pomysł zastopowała watykańska
Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, przypominając, że
nikt z Trójcy Świętej (Bóg
Ojciec, Syn Boży i Duch Święty) niczemu patronować nie może.
Ksiądz
Zawadzki się jednak nie zniechęcił: rok później wymyślił, że w
Świebodzinie powstanie pomnik Jezusa Chrystusa, wotum wdzięczności za
opiekę bożą.
Budowa ruszyła w 2005 r. Pierwotnie monument miał
mieć 20
metrów wysokości i w urzędowych dokumentach figurował jako mała
architektura ogrodowa. Z biegiem lat proboszcz nabierał jednak wiatru w
żagle i zaczął mówić o 30 metrach. A już pod koniec 2007 r. ogłosił, że
pomnik będzie miał 33 metry! „Ma to znaczenie symboliczne i odnosi się
do długości życia Jezusa Chrystusa" – tłumaczył w wywiadzie dla
lokalnej
prasy. I z dumą ogłosił, że świebodziński Chrystus będzie największy na
świecie. Większy nawet od najsłynniejszego obecnie pomnika Chrystusa
Zbawiciela z góry Corcovado w Rio de Janeiro. Zwłaszcza że stanie na
16-metrowym nasypie, a na głowie będzie miał ponadtrzymetrową koronę.
Przy dobrej pogodzie świebodziński kolos będzie widoczny nawet w
odległej o 40 kilometrów Zielonej Górze, zobaczą go również podróżujący
autostradą A2 z Warszawy do Świecka i drogą ekspresową S3 ze Szczecina
do Wrocławia. „Robię to dla ludzi, nie dla siebie. Chcę, żeby mieli się
gdzie modlić o każdej porze dnia czy nocy" – zwierzał się ze swoich
planów ksiądz Zawadzki.
Architektura ogrodowa
Ambicja księdza stała się jednak przyczyną problemów: gdy mała
architektura ogrodowa rozrosła się w architekturę większą, zainteresował
się nią Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Okazało się, że
wielebny pomysłodawca pomnika nie ma pozwolenia na budowę, projektów
budowlanych ani atestów na materiały. A na dodatek monument powstaje na
ziemi rolnej.
W 2007 r. budowę wstrzymano. Inspektor budowlany
Władysław
Rudowicz słono zapłacił za tę decyzję: nieznani sprawcy wybili mu szyby
w samochodzie, a w internecie pojawiły się oskarżenia, że to właśnie
przez niego ksiądz Zawadzki dostał zawału.
– Trzeba było
księdzu pomóc.
Pomnik już powstawał i nie mieliśmy serca go zburzyć – wspomina dziś
starosta Szumski. Władze
pomogły: rada miasta przyjęła uchwałę, by zmienić plan zagospodarowania
przestrzennego i działkę rolną przeznaczyć na cele kultu religijnego
oraz usługi. Za takim rozwiązaniem opowiedzieli się nawet radni lewicy.
Wydawcę lokalnej „Gazety Świebodzińskiej" Waldemara Roszczuka do
dziś
dziwi ta hojność. – Jak to się stało, że gmina oddała za darmo działkę
księdzu? Każdy chciałby dostać taki prezent – mówi zgryźliwie. Roszczuk
pierwszy odważył się publicznie skrytykować gigantomanię księdza
Zawadzkiego i głośno mówił, że władze nieustannie naginają prawo, byle
tylko pomnik mógł powstać. Zwracał również uwagę, że choć oficjalnie
pieniądze na budowę pochodzą jedynie z datków parafian oraz Polonii, to
księdza po cichu wspierają również lokalni biznesmeni, na przykład
deweloper Roman Gwizd, który mimo dojrzałego wieku wciąż służy w
kościele jako ministrant.
Budowa świebodzińskiego kolosa mocno
się
ślimaczyła. A to brakowało materiałów, a to znowu trzeba było poprawiać
to, co już zostało zrobione: na przykład sztukować kawałek szaty Jezusa,
który się ukruszył. W pewnym momencie okazało się również, że nie da się
zbudować pomnika z blachy, bo konstrukcja mogłaby nie wytrzymać wysokich
temperatur. Ostatecznie postanowiono, że Chrystus będzie z siatkobetonu
z otuliną z kamienia.
– Wszystko jest robione tanią
technologią: żywica
poliestrowa i laminat. W środku jest puste i pospawane przez amatorów,
niektórzy mówią, że to runie w ciągu dwudziestu lat. A przy takich
wichurach, jakie nawiedzają nasze województwo, to bardzo prawdopodobne –
martwi się Waldemar Roszczuk.
– Dwadzieścia lat? Raczej
tyle nie
wytrzyma. Szybko je...nie – mówi jeden z robotników krzątających się po
placu budowy. Przez te wszystkie lata przewinęło się ich tu wielu. Byli
miejscowi bezrobotni, więźniowie z pobliskiego Międzyrzecza ( jeden
uciekł i zrobiła się wielka afera), narkomani ze świebodzińskiego
zakładu odwykowego oraz wolontariusze z parafii. Miejscowa plotka głosi,
że proboszcz Zawadzki płacił budowniczym Chrystusa mało, więc ciągle się
zmieniali, opóźniając termin zakończenia projektu. Przekładano go
zresztą wielokrotnie, ale najnowsza wersja głosi, że Chrystus Król
zostanie ostatecznie oddany do użytku i poświęcony za miesiąc, 21
listopada.
Na razie jednak na kilkunastometrowym nasypie przy
ulicy
Sulechowskiej stoi tylko 20-metrowy korpus. Ważące grubo ponad 15 ton
ramiona wraz z głową stoją jeszcze na ziemi: zostaną dosztukowane na
samym końcu, tuż przed poświęceniem pomnika. A na koniec do wystających
z głowy Chrystusa metalowych prętów przytwierdzona będzie pomalowana złotą
farbą korona.
Chrystus ma być zwrócony twarzą w stronę pobliskiego sklepu Tesco, bo
dzięki temu będzie obejmował gospodarskim okiem całe miasto.
Imię księdza na wieki
Pani Krystyna, mieszkanka osiedla Łużyckiego położonego 2 kilometry od
centrum Świebodzina, widzi Chrystusa Króla ze swojego balkonu na drugim
piętrze. Księdza Zawadzkiego bardzo ceni za to, że co niedziela
dziękował z ambony za datki na pomnik, ale nie zmuszał parafian do
ofiarności, na którą nie było ich stać. Ona sama nie dała żadnych
pieniędzy, bo co miesiąc ledwo jej starcza do pierwszego.
Proboszcza zna
od dziecka, uczył ją religii. Pewnego dnia wytargał ją za ucho, więc
przestała chodzić na lekcje. – Ale szybko wróciłam, to był tylko taki
szczeniacki bunt. Ksiądz jest dobry, pożyczył nam swojego busa, gdy z
całą rodziną chcieliśmy jechać na ślub do pobliskiej miejscowości. Nawet
pieniędzy za to nie chciał – wspomina z rozrzewnieniem.
Dziś proboszcz
Zawadzki jest już na emeryturze, mieszka w parafii jako rezydent, ale
nadal codziennie przychodzi na budowę, by nadzorować dzieło swojego
życia. Zajeżdża srebrnym mercedesem i energicznym krokiem rusza na
obchód. Rozmawiać nie chce, ale pozwala robić zdjęcia i zaczepiać
robotników. Gdy jednak dowiaduje się, że ma do czynienia z
dziennikarzami, wpada w złość i woła na pomoc brata. – Nie chcemy tu
żadnych mediów! Już wiele bzdur nawymyślali, ale my tu trwamy! – krzyczy
mężczyzna.
Parafianie swojego księdza uwielbiają. „Jego
imię zawsze, na
wieki i przez wieki będzie kojarzone z pięknym Świebodzinem. Naszego
pięknego miasta już nie da się pomylić z żadnym innym miastem w Europie
i na świecie. Zawsze będzie znane i rozpoznawane przez wszystkich,
którzy tylko raz przejadą naszą obwodnicą.Jeżeli nawet nie zapamiętają
nazwy miasta, to nic nie szkodzi. Zawsze powiedzą, że to tam, gdzie stoi
największa na świecie figura Chrystusa" – napisał internauta Paweł
na
forum internetowym „Gazety Lubuskiej".
Gdy inny
użytkownik ośmielił się
skrytykować projekt i zarzucić jego zwolennikom, że są moherowymi
beretami, usłyszał naganę: „Jak się komuś nie podoba, może odwrócić
głowę w drugą stronę albo przeprowadzić się z tego pięknego miasta. A
ksiądz Zawadzki to jest SUPER GOŚĆ, bo potrafi stworzyć coś z niczego,
nie pierwszy już raz" – oświadczył internauta o nicku Piotruś i
zapowiedział, że on sam będzie się pod pomnikiem codziennie modlić.
–
Zachwycone gigantycznym Chrystusem Królem jest pokolenie naszych
rodziców i dziadków, ale wśród młodych ludzi trudno znaleźć jego
entuzjastów. Kiedy jeszcze z usypanego kopca wystawał tylko
kilkunastometrowy pręt, na którym miał być wznoszony pomnik, wśród
świebodzińskich licealistów popularny był żart, że to święty
piorunochron. Ja uważam, że ten pomnik to obciach na całą Polskę. Boję
się, że moje miasto będzie znane głównie z olbrzymiego Jezusa w
prowincjonalnym guście – mówi 18-letni Karol.
Większość
mieszkańców
Świebodzina niecierpliwie czeka jednak na postawienie monumentu. Do tej
pory mieli tylko jedną atrakcję: odsłoniętą w zeszłym roku na placu Jana
Pawła II ławeczkę Czesława Niemena, który wiele razy bywał w ich
mieście, bo miał tu kuzynów.
Nieco mniej zadowoleni są mieszkańcy
odległego o 25 kilometrów Rokitna. Mają swoje własne sanktuarium Matki
Boskiej Cierpliwie Słuchającej i boją się, że świebodziński Chrystus
Król będzie im robił konkurencję. – Pomnik Jezusa będzie jak lep na
muchy. Jak dużo turystów zjedzie do Świebodzina, to dla Rokitna może to
być konkurencja – martwi się Adam pracujący w hotelu w Rokitnie.
– Można
to jakoś logistycznie rozegrać. Na przykład robić dwa sanktuaria w jeden
dzień. Wierni będą zadowoleni – myśli konstruktywnie Kazimierz Czułup,
współtwórca Społecznościowego Portalu Ziemi Międzyrzeckiej.
– Ale
naszego pomnika nic nie przebije – zapewnia Marek Banach, szef włoskiej
knajpki w centrum Świebodzina. Nie chce słuchać, że świebodziński
Chrystus Król jest wielki i niegustowny. – Brzydki, bo jeszcze
nieskończony. Ale jak uruchomią wodospady, które będą spływać kaskadą
wzdłuż kopca, to wszystkim oko zbieleje.