Katarzyna, menedżerka w dużej firmie handlowej, po 15
latach małżeństwa
postanowiła zostać domową boginią. Zapisała się na kurs do warszawskiej
Szkoły Zmysłowości. Przez dwa dni chodziła na zakupy z trenerką,
rozmawiała z nią o swoich kompleksach oraz o problemach z mężem. Na
zakończenie poszły do salonu z elegancką bielizną i wybrały dla
Katarzyny seksowną koszulkę. – Byłam zachwycona kursem „Domowa
bogini w
sypialni". Uwierzyłam w siebie, zrozumiałam, że niepotrzebnie
wyolbrzymiam swoje defekty, a przede wszystkim przypomniałam sobie, jak
uwodzić własnego męża. Warto było wydać tysiąc złotych – mówi
menedżerka.
Rozszyfruj szczęście
Osób, które jak Katarzyna chcą się zmieniać i doskonalić, jest w
Polsce
coraz więcej, mimo że koszt kursów jest spory – od 1200 do 1500 zł.
Większość to tradycyjna nauka języków, gotowania czy prowadzenia
samochodu, ale ostatnio coraz więcej jest również nietypowych. Takich
jak „Integracja towarzyska i styl życia", „Uwodzenie bez
granic”,
„Rozszyfruj szczęście” czy „Logistyka sukcesu”.
– Pierwsze takie kursy
zostały w Polsce zorganizowane dwa, trzy lata temu. Pomysł chwycił i
teraz ich popularność rośnie z miesiąca na miesiąc – twierdzi Anna
Kotkowska z Edustacja.pl.
Co ciekawe, dwóch na trzech uczestników
nietypowych szkoleń to mężczyźni. Czego na nich szukają? Przede
wszystkim bardzo praktycznych porad dotyczących relacji damsko-męskich.
Chcą się dowiedzieć, jakich kosmetyków powinien używać prawdziwy macho,
jak ma się czesać i ubierać, by kobiety nie miały wątpliwości co do jego
atrakcyjności.Uczą się także, jak być odważnym i jak podejmować trudne
decyzje.
– Już od jakiegoś czasu rozpływają nam się
tożsamości płciowe –
tłumaczy doktor Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w
Katowicach. – Kiedyś wzorce zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn były
proste i klarowne. Facet wiedział, jaki strój jest męski, a jaki
niemęski, jaka fryzura jest w stylu macho, a jaka nie. Wiedział też,
jaką rolę powinien pełnić w związku. Ale czasy się zmieniły i widać
wielu ma problem z określeniem tej przynależności i jasną definicją, co
jest męskie, a co już metroseksualne.
I pewnie właśnie dlatego
mężczyźni
są gotowi zapłacić 499 zł za intensywne weekendowe szkolenie w
krakowskiej szkole Perfect Dating, prowadzonej przez Krzysztofa Króla,
autora bestsellerowej „Księgi związków, podrywu i seksu dla
mężczyzn".
Najpierw kursanci dostają 12 godzin materiałów na płycie DVD, a potem
dowiadują się od trenera, jak poznać atrakcyjną kobietę, jak zacząć z
nią rozmowę, jak dostać od niej numer telefonu i zaprosić ją na randkę.
– A na koniec ruszamy w teren, do galerii handlowej i klubu
– opowiada
Krzysztof Król. – My obserwujemy kursantów, dyskretnie sprawdzając, czy
potrafią zastosować w praktyce nasze zalecenia.
Z kolei Dawid
Bojarowicz, właściciel szkoły Be Alpha (Bądź samcem alfa) działającej w
Warszawie i Krakowie, w ogóle nie zawraca głowy swoim kursantom teorią.
– Od razu rzucam ich na głęboką wodę. Idziemy na przykład do pubu i krok
po kroku pokazuję im, w jaki sposób najpierw zagadnąć, a później
poderwać kobietę – mówi Bojarowicz. Za trzydniowe szkolenie trzeba u
niego zapłacić nawet 2 tys. zł. – Ale ludzie, którzy się do mnie
zgłaszają po pomoc, do najbiedniejszych nie należą. Często osiągnęli
sukces zawodowy, ale kompletnie nie radzą sobie w życiu prywatnym –
dodaje Bojarowicz.
Organizatorzy kursów zgodnie podkreślają, że
spora
część ich uczestników to po prostu osoby samotne. Liczą na to, że
praktyczne wskazówki pomogą im znaleźć partnera, a potem go przy sobie
zatrzymać. Bo sami nie mają pojęcia, jak się do tego zabrać.
Uwierz w siebie
Doktor Maciej Gdula, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego: –
Świat w
ciągu kilkunastu ostatnich lat kompletnie się zmienił. Kiedy się
wychowywaliśmy, nie było internetu, ludzie nie gonili tak do przodu,
mieli więcej czasu dla rodziny. Dlatego nawet jeśli w domu mieliśmy
bardzo dobre wzorce, jeśli rodzice robili wszystko, by wpoić nam wiele
życiowych mądrości, to często w dzisiejszym świecie są one już nieaktualne.
I właśnie dlatego zewnętrzne instytucje zaczęły wielu osobom zapewniać
to życiowe doświadczenie na miarę obecnych czasów – mówi.
W
ostatnich
latach coraz większą popularnością cieszą się również tak zwane kursy
rozwojowe. To oferta dla bardziej wymagających: dla tych, którzy chcą
poznać tajniki autoprezentacji, komunikacji interpersonalnej i
profesjonalnego wizerunku w biznesie. – Wiele osób zapisuje się na
zajęcia poświęcone rozwojowi kariery zawodowej oraz wzmacnianiu poczucia
własnej wartości. Coraz częściej wybierane są też te poświęcone
komunikacji bez przemocy i relacjom w związku – mówi Agnieszka Świrska,
dyrektor Rozwojowego Festiwalu dla Kobiet PROGRESSteron. Gdy osiem lat
temu Festiwal ruszał w Warszawie, wzięło w nim udział zaledwie
kilkadziesiąt kobiet. Dzisiaj odbywa się dwa razy w roku w kilku
miastach Polski i oferuje 700 warsztatów, w których uczestniczy przeszło
6 tys. osób.
– Nasze uczestniczki stawiają na rozwój
– szeroko rozumiany. Nie tylko
jako doskonalenie umiejętności psychospołecznych, ale przede wszystkim
wysiłek, którego celem jest to, aby innym było ze mną lepiej i abym ja
dobrze czuła się w relacji z nimi. Nie da się tego oczywiście zrobić w
jeden weekend, ale warsztaty mogą stanowić inspirację do dalszej pracy –
tłumaczy Świrska.
Profesor Kazimierz Krzysztofek ze Szkoły
Wyższej
Psychologii Społecznej, od lat badający zmiany w polskim społeczeństwie,
ma na temat takich kursów wyrobione zdanie. – To reakcja na obowiązujący
już od jakiegoś czasu kult różnorodności, który polega na dość prostej
zasadzie: wyróżniaj się albo przepadnij. Ludzie robią wszystko, by
przegonić wszechogarniającą nudę. Potrzeba zabicia tej codzienności jest
w nich wręcz nienasycona – mówi.
25-letnia Magdalena z
Warszawy, od lat
interesująca się psychologią, brała udział w kilku szkoleniach
rozwojowych. Szczególnie spodobało jej się to, na którym uczyła się
poszukiwania szczęścia. – Siedziałyśmy w kręgu i tworzyłyśmy własną mapę
szczęścia, używając do tego piór, brokatu i konfetti. Symbolicznie
nanosiłyśmy na karton te momenty naszego życia, które dały nam poczucie
wyjątkowego zadowolenia i spełnienia – opowiada. Potem był czas na
relaks przy muzyce. Uczestniczki kursu ułożyły się wygodnie w fotelach,
zamknęły oczy i podążając za głosem trenerki, „przekraczały w wyobraźni
bariery, które utrudniają bycie szczęśliwymi, takie jak chorobliwa
ambicja".
Psycholog biznesu Jacek Santorski jest krytyczny:
– Ja takie
szkolenia uważam za rodzaj psychologicznego disco polo. W Stanach
Zjednoczonych rynek na tego typu usługi pod hasłami m.in. New Age,
ludzkiego potencjału czy wewnętrznego rozwoju zaczął rosnąć mniej więcej
na początku lat 70. Moment otrzeźwienia nastąpił na początku XXI wieku –
twierdzi.
Wszystkim, którzy zamierzają skorzystać ze szkoleń
rozwijających umiejętności radzenia sobie z życiem, Santorski zaleca
dużą ostrożność. – Bo wśród ośrodków, które faktycznie mogą wspomóc
rozwój osobisty, mogą znaleźć się również takie, które zaczną nami po
prostu manipulować.