Moje życie seksualne jest tak urozmaicone jak fauna na
Galapagos –
twierdzi 35-letni Krzysztof, szef działu w dużej warszawskiej agencji
PR. Najpierw kryguje się, ze mężczyźnie nie wypada opowiadać o takich
sprawach, ale zmienia zdanie, bo – jak mówi – nie chce wyjść na
pruderyjnego.
– No wiec tak: w seksie nie uznaje
żadnych tabu, wszystko
jest dla ludzi. Moja partnerka myśli podobnie. Razem odwiedzamy
sex-shopy i wybieramy gadżety: wibratory, lubrykanty i frymuśną bieliznę
dla niej, czasem pornosy – opowiada. Na miejsce miłosnych igraszek
Krzysztof lubi wyszukiwać nietypowe miejsca: pod mostem, na plaży, w
samochodzie zaparkowanym przy osiedlowej uliczce. Zdarza mu się również w ramach
gry wstępnej udawać sługę dziewczyny i dawać się jej poniewierać. – Ale
tylko odrobinę – zaznacza. – I umawiamy się, że następnego dnia to
ona będzie służącą.
Mają też taką zabawę: idą razem do klubu, gdzie Ewa
podrywa innych mężczyzn. – Ona ich rozgrzewa, a mnie zazdrość rozpala do
czerwoności – opowiada. Krzysztofowi marzy się seks w trójkącie, ale
szybko odsuwa od siebie tę myśl, bo pamięta, że znajomi, którzy tego spróbowali,
gorzko teraz żałują. – Bo ten drugi chłopak, który do nich dołączył,
zakochał się w dziewczynie. Takie układy są ryzykowne chyba – myśli
głośno. – Za to na lesbijki chętnie bym sobie popatrzył, jak mawia klasyk
– dodaje.
Nie, pruderyjny nie jest.
Dziewice i rewolucjoniści
Życie
erotyczne Krzysztofa – co zresztą on sam stanowczo podkreśla – nie
jest wyjątkowe. Z najnowszych badań prof. Zbigniewa Izdebskiego, który od wielu
lat zajmuje się seksualnością Polaków, wynika, że jako naród poczynamy sobie w
łóżku coraz śmielej. Ponad dwie piąte ankietowanych twierdzi, że próbuje
urozmaicić swoje życie seksualne za pomocą bielizny erotycznej oraz żeli
nawilżających. Ponad połowa uprawia seks oralny, a 20 proc. choć raz próbowało
stosunków analnych. No i powszechnie się masturbują: do autoerotycznych zabaw
przyznaje się aż 95 proc. mężczyzn i 85 proc. kobiet.
Seks Polacy
uprawiają – a przynajmniej tak mówią – średnio trzy razy w tygodniu.
I mimo rosnącej skłonności do sypialnianych eksperymentów większość od lat
najchętniej wybiera pozycję klasyczną. Nie zmieniła się też pora erotycznych
figli: najchętniej kochamy się w piątki, soboty i niedziele między 21 a 24. A
największy apetyt na seks mamy latem.
Seksuolog prof. Zbigniew
Lew-Starowicz zastrzega jednak, żeby nie wierzyć do końca statystykom. Jego
zdaniem nie da się sporządzić do końca prawdziwego opisu życia seksualnego
współczesnych Polaków. – W naszym kraju jest kilka społeczeństw: region
południowo-wschodni jest bardzo konserwatywny, a północny zachód bardziej
otwarty. Wśród moich pacjentów są zarówno 29-letnie dziewice broniące się
pazurami przed rozpoczęciem życia seksualnego, jak i
„rewolucjoniści", którzy kochają się na wszystkie możliwe sposoby i
jeszcze to nagrywają – mówi seksuolog.
– Pokolenie
dzisiejszych 20- i 30-latków jest zdecydowanie bardziej otwarte w sprawach seksu
niż pokolenie ich rodziców – twierdzi psycholog Joanna Heidtman. –
Przez długi czas w naszym społeczeństwie życie seksualne wiązało się z całą masą
tematów tabu, było czymś wstydliwym, a nawet niestosownym. Raczej wiązało się z
płodzeniem dzieci, czasem z obowiązkiem małżeńskim. Długi czas seksualność była
deprecjonowana, ubierana w różnego rodzaju kompleksy. Teraz to normalnieje. Nie
wstydzimy się tego, że jesteśmy także stworzeniami seksualnymi i umiemy czerpać
z tego radość bez poczucia winy.
– Dzisiaj klienci zachowują się
zupełnie inaczej niż 20 lat temu, kiedy zaczynaliśmy działalność –
potwierdza Elżbieta Bednarek, właścicielka sex-shopu w Warszawie, który –
jak twierdzi – prosperuje świetnie. I wyjaśnia: – Dawniej większość
ludzi była wizytą u nas mocno skrępowana, teraz mało kto się wstydzi czy
rumieni, prosząc o pokazanie im wibratora czy innego gadżetu. A już młodzież
podchodzi do tych spraw zupełnie na luzie, można by wręcz powiedzieć, że jest
seksualnie rozwiązła.
27-letni Kamil, inżynier lotnictwa z Warszawy, nie
uważa się za rozwiązłego. – A co to w ogóle znaczy? – pyta. –
Zdaje się, że kiedyś nawet seks oralny był zaliczany do nietypowych zachowań.
Seks analny też się zdarza: tego chyba nie zalicza się do
dziwactw?
Michał, 27 lat, specjalista od prawa pracy, wieczny singiel, nie
ma wątpliwości: – To są normalne rzeczy. Demaskatorskie teksty w stylu:
„wow, Polacy lubią oral" są mocno spóźnione, ponieważ lubili go
przynajmniej od czasu, kiedy chodziłem do liceum. Nie jestem jakimś playboyem
albo coś, zadaję się z normalnymi dziewczynami, a nigdy jeszcze nie spotkałem
takiej, która miałaby opory. Ja ich nie mam. Wszystko jest dozwolone, tak długo
jak nie chodzi o przemoc i obie osoby się na to zgadzają.
Młodzi Polacy są
otwarci na nowe doświadczenia. To właśnie ludzie w wieku od 20 do 40 lat
najczęściej zamieszczają na portalach towarzyskich ogłoszenia, w których
poszukują partnerów do trójkątów, czworokątów i jeszcze innych erotycznych
konfiguracji. I to oni są przeważnie klientami rozsianych po całej Polsce klubów
swingersów, gdzie można wziąć udział w orgietce albo chociaż się jej przyglądać.
Anna Bersz, psychoterapeutka z warszawskiego Laboratorium
Psychoedukacji, zauważyła również, że coraz więcej par dopuszcza seksualne
relacje poza małżeństwem. – One nie mają charakteru związków miłosnych,
ich jedynym celem jest poszukiwanie przyjemności seksualnej. A wszystko pod
hasłem: jesteśmy wolnymi ludźmi i nikt nas do niczego nie będzie
zmuszał.
Grupa plemników atakuje żonę
Specjaliści są zgodni: podejście do seksu się zmienia, bo
Polacy gremialnie przestali słuchać, czego w tej sprawie uczą ich z ambon
księża. – Co prawda nadal określamy się jako kraj katolicki, a siebie
uważamy za katolików, Kościół wciąż odgrywa ogromną rolę w polityce, ale w życiu
osobistym w pokoleniu dzisiejszych trzydziestolatków ta rola jest już niewielka
– twierdzi seksuolog dr Andrzej Depko.
Inny znany seksuolog,
dr Stanisław Dulko dodaje: – Seks na dobre zagościł w naszym życiu, przede
wszystkim za sprawą internetu. Niemal każde pismo ma rubryki z poradami
ekspertów. Coraz więcej jest programów publicystycznych, w których rozmawia się
na tematy związane z seksem, a w prawie pojawiły się zapisy dotyczące
molestowania seksualnego czy pedofilii. No i wreszcie mamy leki nowej generacji
poprawiające męską sprawność, takie jak viagra czy cialis – wylicza.
– Można wręcz powiedzieć, że jeśli chodzi o sferę uczuciowo-seksualną,
jesteśmy świadkami narodzin nowej cywilizacji.
Dr Dulko zauważył jeszcze
jedną prawidłowość: o seksie rozmawia się dzisiaj zupełnie innym językiem niż
jeszcze kilkanaście lat temu. O wiele bardziej dosadnym i bezpośrednim. –
Pewna pacjentka, która przyszła do mojego gabinetu, zapytała, czy fakt, że
doprowadzała się do ekscytacji za pomocą strumienia ciepłej wody z prysznica,
może zaszkodzić jej w pożyciu intymnym z nowym partnerem. Inny pan z kolei
zastanawiał się, czy przyczyną jego dzisiejszych problemów ze wzwodem nie jest
przypadkiem młodzieńczy onanizm – opowiada seksuolog. Jego zdaniem dawniej
Polacy wstydziliby się zadać tak szczegółowe i dosłowne pytania w obawie, że
lekarz ich potępi albo nawet zwymyśla od zboczeńców.
Dzisiaj rzeczywiście
nie muszą się tego bać. – Czy uprawiając seks analny bez prezerwatywy,
można zaciążyć? – pyta bez skrępowania słuchacz, który 30 czerwca
zadzwonił do Radia TOK FM w czasie audycji „Kochaj się długo i
zdrowo". Współprowadzący program seksuolog dr Andrzej Depko żadnym pytaniom
się nie dziwi. Uspokaja słuchacza, że ryzyko zapłodnienia w takim przypadku jest
zerowe, i mężczyzna się rozłącza.
Zaraz potem zadzwoniła młoda kobieta,
informując, że często uprawia z mężem seks oralny i chciałaby się dowiedzieć,
czy połykanie spermy może jej zaszkodzić na wrzody. Kolejny słuchacz prosi dr.
Depkę o techniczne wskazówki, jak można doprowadzić mężczyznę do orgazmu poprzez
masaż prostaty. – Podobno jest dwa razy silniejszy niż zwykły, prawda?
– upewnia się. Jeszcze inny chce się dowiedzieć (nie dla siebie, tylko dla
kolegi), czy wyobrażanie sobie, jak żona uprawia seks z innym mężczyzną, to
zwykła fantazja czy raczej zboczenie. – Ta audycja pokazuje, że Polacy z
jednej strony potrafią szczerze rozmawiać o swoim życiu intymnym, a z drugiej
strony nie mają podstawowej wiedzy na ten temat – mówi psycholog biznesu
Jacek Santorski.
Jak bezbrzeżna jest ta niewiedza, uświadomił sobie, gdy
któryś ze słuchaczy zapytał, czy jego wytrysk poranny może się przebić przez
majtki i spodnie od piżamy, w których śpi żona. – Doktor Depko zażartował
wtedy, że jeżeli silna grupa plemników zaatakuje w jednym momencie żonę, to
jednak mogą się przebić przez te podwójne warstwy materiału. Współprowadząca
program Ewa Wanat przystopowała go: przestań, bo niektórzy słuchacze naprawdę
pomyślą, że nie mogą z sobą spać nawet w majtkach i piżamach – opowiada
Santorski.
Wolni od seksu
Zdaniem
dr. Stanisława Dulki dzisiejsi mężczyźni marzą przede wszystkim o seksualnej
sprawności. – Po pierwsze, żeby zawsze mogli liczyć na erekcję. Po drugie,
żeby czas trwania stosunku był znacznie dłuższy. I po trzecie, żeby mieć
nieustanny apetyt na seks – mówi lekarz. Z kolei kobiety generalnie chcą
jednego: czerpać z seksu więcej satysfakcji. Już dawno dowiedziały się i
uwierzyły, że mają prawo oczekiwać od partnera namiętności i nieziemskich
rozkoszy. Ci zaś czują się zobowiązani, by nie zawieść tych oczekiwań.
Tu
niestety rodzą się kłopoty. – Mężczyźni są przepracowani i zestresowani, a
takie oczekiwania bardzo ich emocjonalnie obciążają. Jeśli na dodatek przesuwają
seks na weekend, bo w ciągu tygodnia są zagonieni albo utrzymują związek na
odległość, na przykład on w Warszawie, a ona w Łodzi, to chcą ten wspólny czas
maksymalnie wykorzystać. A takie wygórowane oczekiwania to najprostsza droga do
rozczarowania – twierdzi dr Dulko.
Psychoterapeutka Anna Bersz
zauważyła z kolei, że coraz częściej to mężczyźni nie mają ochoty na seks. I
wcale nie dlatego, że swoje potrzeby realizują gdzie indziej, tylko po prostu
nie są seksem zainteresowani. – Dla mnie poruszające jest to, że mężczyzna
trzydziestoparoletni, nie impotent, unika seksu. Nie z tą konkretną partnerką,
tylko w ogóle! Bo ta sfera go nie interesuje: robi karierę, skupia się na pracy,
w niej się realizuje i nie potrzebuje intymności – opowiada.
Kiedy
psychoterapeutka zaczyna rozmawiać z taką parą, okazuje się zazwyczaj, że
problem jest głębszy, polega na trudności z bliskością i oddaniem się drugiej
osobie. – To znak naszych czasów. Idea, że jesteśmy wolnymi ludźmi,
powoduje, że jesteśmy z kimś, a równocześnie jakbyśmy nie byli. Mamy wolność do
robienia czegoś, jak i wolność od nierobienia czegoś. Potrafimy z niej korzystać
i powiedzieć „nie" – mówi.
Psycholog Zbigniew
Nęcki stawia diagnozę: – To bardzo fajnie brzmi, gdy mówi się o
seksualnych zabawach czy rewolucjach, ale jednak wszyscy chcemy mieć partnera na
wyłączność. To był i jest dla człowieka podstawowy model związku. Z każdego
innego rodzą się tylko frustracje.