Abbas przemawiał na rozpoczętym w Ramalli na
Zachodnim Brzegu dwudniowym posiedzeniu Komitetu Centralnego
Organizacji Wyzwolenia Palestyny, której przywódcą był przez wiele lat
Jaser Arafat - aż do śmierci w 2004 roku. Prezydent Palestyny
podkreślił, że państwa uznające Palestynę widzą ją na obszarze Strefy
Gazy, Zachodniego Brzegu oraz wschodniej części Jerozolimy.
REKLAMA
Abbas odrzucił
argumenty Izraela, który twierdzi, że strona palestyńska podejmuje
jednostronne działania, zamiast usiąść do stołu rokowań. - Naszym
pierwszym, drugim i trzecim wyborem są
negocjacje pokojowe, ale teraz jest na nie za późno, nie mamy czasu,
idziemy do ONZ - oświadczył, podkreślając, że kwartetowi
bliskowschodniemu (ONZ, UE, USA, Rosja) nie udało
się nakłonić Izraela do uznania granic z 1967 roku jako warunku rozmów,
ani do zamrożenia polityki osadnictwa żydowskiego na obszarach, na
których Palestyńczycy zamierzają
ustanowić swoje państwo. Członkowie władz palestyńskich mówią, że tym razem nie
zamierzają jednostronnie proklamować niepodległości - jak zrobili to
już w 1988 roku w Algierze
- ani też wnioskować o uznanie Palestyny przez ONZ. Zamiast tego będą
kontynuowali starania o uznanie ich państwa przez poszczególne kraje, a
do ONZ zwrócą się z prośbą o
przyznanie członkostwa tej organizacji.
Prezydent kraju podkreślił, że palestyńskie działania nie są próbą
"delegitymizacji Izraela, lecz jedynie delegitymizacji jego polityki",
która -
zdaniem prezydenta Autonomii - blokuje możliwość utworzenia Palestyny. - Kiedy stworzono Izrael, zrobiono to pod warunkiem, że powstanie też państwo palestyńskie, ale nie doszło
do tego - przypomniał Abbas.
PAP, arb