Ponad 2,5 mln Polaków ma kłopoty z potencją. Ze wstydliwym – ich zdaniem
– problemem zostają sami. Większość mężczyzn w ogóle się nie leczy,
reszta stosuje środki, które mogą grozić na przykład… ślepotą.
48-letni Jerzy K., technik elektronik z Krakowa, mężczyzną – jak to
ujmuje – nie czuje się od trzech lat. Na początku atrakcyjna, dużo
młodsza żona była wyrozumiała i wspierająca. Pocieszała, że to na pewno
chwilowa niedyspozycja. – Raz nawet przebrała się w różowe, fikuśne
desusy, by dodać mi sił – uśmiecha się smutno elektronik. Nie pomogło.
REKLAMA
Nie pomogły też świece, pościelowa muzyka. Każda rozpoczęta w małżeńskim
łożu próba odzyskania przez K. władzy nad członkiem kończyła się klapą.
O wizycie u lekarza zdesperowany coraz bardziej mężczyzna nawet nie
pomyślał. – W życiu! Ktoś będzie mnie tam macał? – Jerzy K. aż się
wzdraga. Ostatecznie zamówił „cudowne" tabletki przez internet, 35 zł za
sztukę. Zaraz po tym, jak żona oświadczyła, że on już chyba jej nie
kocha. – To dość typowe – irytuje się dr Andrzej Depko, wiceprezes
Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. Dlaczego? – Bo polska żona
najpierw karmi męża golonkami i karkówkami, a potem się dziwi, że on już
nie może, interpretując to zazwyczaj jako przejaw męskiej obojętności –
wyjaśnia z goryczą seksuolog. Dodaje, że dieta nie jest jedynym powodem
narastającej w narodzie impotencji. – Do tego dochodzą stres,
przemęczenie, brak ruchu, nadmierne ambicje. Tamtego wieczora Jerzy K.
nie zapomni do końca życia. Kilka godzin po zażyciu tabletki na erekcję
wylądował na pogotowiu. Skarżył się na uderzenia gorąca, duszności, miał
opuchniętą i czerwoną twarz, z trudem się wysławiał. Miał też
opuchniętego członka. Dojście do siebie zajęło mu tydzień.
Wstyd
Według Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej na kłopoty z erekcją
cierpi 2,6 mln Polaków. Większość z nich jak ognia unika lekarzy. Z
opublikowanego właśnie badania „Seksualność Polaków 2011"
przeprowadzonego przez seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że
do lekarza pierwszego kontaktu zgłasza się niespełna 13 proc. panów
skarżących się na dolegliwości seksualne. I jedynie 10 proc. stosuje
legalne środki, które lekarz im przepisze.
Komu zwisa brak erekcji?
Ponad 2,5 mln Polaków ma kłopoty z potencją. Ze
wstydliwym – ich zdaniem
– problemem zostają sami. Większość mężczyzn w ogóle się nie leczy,
reszta stosuje środki, które mogą grozić na przykład… ślepotą.
48-letni Jerzy K., technik elektronik z Krakowa, mężczyzną –
jak to
ujmuje – nie czuje się od trzech lat. Na początku atrakcyjna, dużo
młodsza żona była wyrozumiała i wspierająca. Pocieszała, że to na pewno
chwilowa niedyspozycja. – Raz nawet przebrała się w różowe, fikuśne
desusy, by dodać mi sił – uśmiecha się smutno elektronik. Nie pomogło.
Nie pomogły też świece, pościelowa muzyka. Każda rozpoczęta w małżeńskim
łożu próba odzyskania przez K. władzy nad członkiem kończyła się klapą.
O wizycie u lekarza zdesperowany coraz bardziej mężczyzna nawet nie
pomyślał.
– W życiu! Ktoś będzie mnie tam macał? –
Jerzy K. aż się
wzdraga. Ostatecznie zamówił „cudowne" tabletki przez internet, 35
zł za
sztukę. Zaraz po tym, jak żona oświadczyła, że on już chyba jej nie
kocha.
– To dość typowe – irytuje się dr Andrzej
Depko, wiceprezes
Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. Dlaczego?
– Bo
polska żona
najpierw karmi męża golonkami i karkówkami, a potem się dziwi, że on już
nie może, interpretując to zazwyczaj jako przejaw męskiej obojętności –
wyjaśnia z goryczą seksuolog. Dodaje, że dieta nie jest jedynym powodem
narastającej w narodzie impotencji. – Do tego dochodzą stres,
przemęczenie, brak ruchu, nadmierne ambicje.
Tamtego wieczora
Jerzy K.
nie zapomni do końca życia. Kilka godzin po zażyciu tabletki na erekcję
wylądował na pogotowiu. Skarżył się na uderzenia gorąca, duszności, miał
opuchniętą i czerwoną twarz, z trudem się wysławiał. Miał też
opuchniętego członka. Dojście do siebie zajęło mu tydzień.
Wstyd
Według Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej na kłopoty z
erekcją
cierpi 2,6 mln Polaków. Większość z nich jak ognia unika lekarzy.
Z
opublikowanego właśnie badania „Seksualność Polaków 2011"
przeprowadzonego przez seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że
do lekarza pierwszego kontaktu zgłasza się niespełna 13 proc. panów
skarżących się na dolegliwości seksualne. I jedynie 10 proc. stosuje
legalne środki, które lekarz im przepisze.
Z tych samych badań wynika, że co trzeci Polak z kłopotami w
sferze
intymnej pomocy szuka w internecie. I że zaburzenia erekcji występują u
5 proc. mężczyzn w wieku 25-29 lat, u 4 proc. w wieku 30-49 lat i u 11
proc. w wieku 50-59 lat. Generalnie: im Polak starszy, tym gorzej. Z
erekcją, ale też z pomysłami, jak rozwiązać problem.
– Polak
potrafi.
Potrafi zrobić bardzo dużo, by jego wstydliwy sekret nie wyszedł na jaw
– mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, psychiatra i seksuolog. –
Jest w
stanie nawet z tego powodu ryzykować zdrowie i życie.
Tak jak
ryzykowali
klienci fabryczki odkrytej w sierpniu przez policjantów pod Rzeszowem. W
fabryce-laboratorium gotowych do wysyłki było 1800 pastylek. W sumie w
nielegalnym zakładzie znaleziono ponad 70 tys. tabletek, które czekały
na sprzedaż za pośrednictwem internetu i prasy erotycznej. Towar szedł
jak ciepłe bułeczki.
Tylko w czerwcu CBŚ zatrzymało 12 oszustów,
którym
w ciągu kilku lat udało się rozprowadzić w Polsce setki tysięcy
fałszywych leków na męską dolegliwość, podróbek viagry, ale także
cialisu i kamagry. W składzie tabletek były gips i węgiel. Ale bywały
też pigułki zawierające farbę do malowania dróg, pastę do podłogi i
arszenik.
– Naprawdę jest dobrze, jeśli mamy do czynienia
tylko z
placebo – przyznaje prof. Zbigniew Fijałek z Narodowego Instytutu Leków,
do którego laboratoriów trafiają podejrzane tabletki. Dodaje, że czarny
rynek środków, które mają wyleczyć z impotencji, to groźna i pozbawiona
kontroli plaga.
Uciążliwe tabu
– Legalne leki na receptę są stosunkowo drogie, ale nie tylko w tym
rzecz. Rzecz w tym, że Polak ze swoim problemem zostaje sam – nie owija
w bawełnę dr Andrzej Depko. – Brak erekcji u Polaka zwisa bowiem
wszystkim. Zwisa urzędnikom NFZ, którzy nie włączyli porad seksuologów
do koszyka świadczeń. Zwisa i tym, którzy stanowią o edukacji seksualnej
kolejnych pokoleń mężczyzn. Nic więc dziwnego, że panowie, którzy o
swojej nadzwyczajnej męskości potrafią wyłącznie rozmawiać z kolegami
przy piwie, kiedy pojawia się prawdziwy problem – wymiękają.
„Mam się przyznać kumplom, że ?on? nie trzyma fasonu?" – pyta
retorycznie na jednym z internetowych forum mężczyzna, nick
„lucek”. „A
laski? Mam im jeszcze przed grą wstępną opowiedzieć, że od dawna mi nie
stawał? Mam opowiedzieć o fali wstydu, jaka mnie dopadała, gdy
próbowałem? I że tym razem pewnie będzie podobnie? Widzę tylko dwa
rozwiązania: albo utnę „jego”, albo utnę sobie głowę. Raczej to
drugie”
– kończy dramatyczny list „lucek”.
Podobnych
wpisów w polskiej sieci
można znaleźć tysiące. Mężczyźni „wymiękają" jednak nie tylko z
powodu
wstydu. Także dlatego, że nie mają oparcia w specjalistach. – Lekarze
rodzinni często ignorują kłopoty intymne mężczyzn – nie kryje irytacji
prof. Zbigniew Izdebski. – Podobnie jak ich pacjenci nie potrafią w
ogóle rozmawiać o seksie, traktując tę sferę jako uciążliwe tabu. Więc
wcale nie palą się ani do rozmów, ani do wypisywania recept – mówi
seksuolog.
Na własnej skórze przekonał się o tym Jan Z. 67-letni
emerytowany nauczyciel z Gdańska, u którego kilka lat temu stwierdzono
raka z przerzutami. – Wyniszczające leczenie sprawiło, że nie mogłem się
spełniać w sferze, która dotąd dla mnie i dla mojej żony była
niezmiernie ważna – opowiada emeryt. Kilka miesięcy temu Jan Z. wybrał
się więc do onkologa, by poprosić go o receptę na viagrę. Specjalista,
nie kryjąc oburzenia, protekcjonalnie zakrzyknął: „Jak to? Ja tu walczę
o pana życie, a pan jeszcze myśli o seksie?". –
Oczywiście, że myśli i
ma do tego prawo. Przecież nie liczy się wyłącznie życie, ale także jego
jakość – twierdzi prof. Izdebski.
Co zatem zostaje Polakowi,
którego
problemy lekceważy nawet lekarz? Internet i bazar. I jeszcze suplementy
diety, zazwyczaj promowane w telewizji jako bezpieczne i skuteczne
panaceum na kłopoty z męskością.
– Kiedy po raz kolejny
widzę reklamę
środka, który żeruje na złudzeniach i stereotypach, opatrzoną wykwintnym
komentarzem, że „niektóre rzeczy lepiej prezentują się w pionie",
mam
ochotę do pionu postawić tych, którzy zgodzili się ją wyemitować –
irytuje się dr Depko. – Jak można ludziom wciskać taką ściemę?
– To nie
tylko ściema, to tragedia – wzdycha prof. Fijałek z Narodowego Instytutu
Leków. I ostrzega: za kilka lat będziemy mieć wysyp Polaków, których
problemem będą nie tylko kłopoty ze wzwodem, ale także z oczami.
Groźne ziółka
Skład suplementów diety sprzedawanych w polskich aptekach jest dziś poza
jakąkolwiek kontrolą. Jako środek spożywczy nie podlegają Głównemu
Inspektorowi Farmaceutycznemu, a sanepid może je przebadać, ale tylko
pod kątem tego, czy np. nie zawierają za dużo pestycydów. A
nie o pestycydy w tabletkach dla mężczyzn chodzi, tylko o niebezpieczne
dla zdrowia i życia substancje.
– W składzie jednego z
suplementów na
potencję oficjalnie były wyciągi z owoców i ziółka, a my wykryliśmy
pochodną substancji, którą odrzucono w trakcie badań klinicznych, bo
powoduje ślepotę! – mówi prof. Fijałek.
Ale szkodliwe
substancje wykryto
w sumie w ośmiu różnych suplementach diety na potencję. I co? I te
skontrolowane partie ze szkodliwymi składnikami sanepid wycofał z
obrotu. Ale tylko te partie.
Suplementy nadal przyciągają w aptekach wzrok mężczyzn święcie
przekonanych, że mają do czynienia ze starannie przebadanym i
bezpiecznym środkiem.
Co ciekawe, dystrybutorzy skontrolowanych
suplementów zgodnie twierdzą dziś, że w ich produktach mogło jedynie
dojść... do zanieczyszczenia linii produkcyjnej. – Przez te
zanieczyszczenia pozostanę kaleką do końca życia – żali się tymczasem
28-letni Piotr W. z Wrocławia, informatyk, a po godzinach swingers,
czyli amator seksu grupowego w różnych konfiguracjach. Wiosną tego roku
zauważył, że na erotycznych spotkaniach w gronie przyjaciół zaczyna mieć
problemy z utrzymaniem kondycji.
A przecież nie mógł tak po prostu
wyjść
z obiegu. Lekarzowi, rzecz jasna, nie zamierzał się tłumaczyć ze swoich
problemów. Kupił więc popularny środek, teoretycznie zawierający kilka
ziół, ale o „cudownych właściwościach". Nigdy dotąd nie czuł się
tak
męski.
– Po pierwszej tabletce miałem poczucie, że mógłbym
startować w
zawodach, choć plątał mi się język, jakbym się naćpał – wspomina. Przy
następnym spotkaniu tabletka jednak nie zadziałała, musiał więc
zwiększyć dawkę „cudownego środka". Dziś bez wspomagacza Piotr nie
jest
w stanie zadowolić swojej partnerki. Zresztą ona właśnie go rzuciła. Nie
podobało jej się, że Piotr coraz częściej mówi od rzeczy. I jeszcze
jakoś dziwnie puchnie.
Współpraca: Tomasz Ostach
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|