Po wyborach mieliśmy spotkanie z Kwaśniewskim w wąskim
gronie. Wynik SLD
był żenujący, więc szybko trzeba było podjąć decyzję, co robić dalej.
Konkluzje z tego spotkania były dwie: Plastuś do odstrzału i stawiamy na
Palikota – mówi jeden z uczestników tej narady w biurze byłego
prezydenta. Plastuś to Grzegorz Napieralski. Jest już odstrzelony.
Stawianie na Palikota nie jest oczywiście demonstracyjne, ale też
trudno
go nie dostrzec. Aleksander Kwaśniewski właśnie ogłosił na wspólnej
konferencji z Palikotem: „Plan jest taki i do tego chcę się przyłożyć,
żeby w ciągu tego czasu, który mamy do kolejnych wyborów, rodzaj
koalicji centrolewicowej powstał.
Żeby włączyć do tego ludzi, którzy są
wartościowi, dać sygnał wyborcom na lewicy, że jest alternatywa dla
rządzącej Platformy Obywatelskiej". Słowa przypieczętował uścisk dłoni,
były uśmiechy dla fotoreporterów. Pytanie, czy za słowami i gestami
kryje się coś więcej.
Uwodziciel
Palikot jeszcze przed wyborami chwalił się spotkaniami z Kwaśniewskim.
Niby przypadkowymi, bo są sąsiadami z warszawskiej alei Przyjaciół,
gdzie Kwaśniewski ma biuro swojej fundacji, a Palikot mieszkanie. Po
wyborach spotkali się w studiu telewizyjnym. Na korytarzu. Prezydent,
gratulując wyniku, rzucił mimochodem, że muszą się spotkać. Palikotowi
nie trzeba było dwa razy powtarzać. Tydzień później siedział w biurze
byłego prezydenta.
– To pierwsze spotkanie było wzajemnym
sondowaniem
partnera. Rozmową o książkach, które czytamy, o celach politycznych,
które nam przyświecają. Bardziej macanie niż dotykanie sedna sprawy –
przyznaje Palikot. Jednak wkrótce przyszły kolejne spotkania. Już nie
zawsze w cztery oczy i nie zawsze w biurze u prezydenta. Także na
bardziej towarzyskim gruncie, by skracać dystans i móc z poziomu
kurtuazji przejść do poziomu politycznego knucia.
– Oni
wciąż się
testują, sprawdzają, na ile mogą sobie wzajemnie zaufać, ale i na ile
jeden drugiego może wykorzystać – mówi osoba z otoczenia Aleksandra
Kwaśniewskiego. I trzeba przyznać, że Palikotowi nieźle idzie. Z
Kwaśniewskim wciąż jest na pan, ale i na gorącej linii. Telefony i SMS-y
wymieniają niemalcodzienne. Wystarczyły niespełna dwa miesiące, a cały
klub parlamentarny Ruchu Palikota został zaproszony do biura prezydenta
w alei Przyjaciół. Zaplanowane na półtorej godziny spotkanie
przeciągnęło się do dwóch i pół godziny.
– Prezydent sypał
anegdotami, w
co trzecim zdaniu pojawiał się bon mot wzbudzający salwy śmiechu. Było
czuć, że Kwaśniewskiemu zależy na zjednaniu sobie naszej sympatii – mówi
jeden z posłów Ruchu Palikota.
Gdy po spotkaniu wyszli do
dziennikarzy,
Palikot powiedział, że „serce Aleksandra Kwaśniewskiego jest odrobinę
bliżej Ruchu Palikota, ale bez chęci zerwania więzi z SLD". Kwaśniewski
o Palikocie – że „na razie nie ma potrzeby" namaszczania go
na lidera
lewicy. Na razie.
Gadacz
Problem tworzenia nowej lewicy pod wodzą Aleksandra
Kwaśniewskiego
sprowadza się dziś do pytania: czy byłemu prezydentowi chce się wchodzić
w czynną politykę? Albo jeszcze inaczej: czy chce mu się w niej zanurzyć
po szyję, bez czego żaden plan i żadna strategia nie przyniosą
prawdziwych wyników?
– Byłem z Aleksandrem Kwaśniewskim na
początku
grudnia na spotkaniu z młodzieżą w Krakowie. W Krakowskiej Akademii im.
Andrzeja Frycza Modrzewskiego stawiło się z tysiąc osób. Owacje na
stojąco. Może poczuł wolę bożą? – żartuje Krzysztof Janik, były szef
SLD, i dodaje: – Nie mam wątpliwości, że Aleksander Kwaśniewski ma
potencjał tworzenia nowego ruchu, ale czy ma do tego determinację, tego
nie wie nikt.
– Mam – zapewnia „Wprost"
Aleksander Kwaśniewski. – Mam
energię i pomysły. Jestem weteranem, ale żwawym, chudszym w ostatnim
czasie o 20 kilogramów, a więc i sprawniejszym. Od razu jednak
zastrzegam: swoją aktywność chcę wykorzystać nie na walkę o stanowiska
dla siebie, bo one mnie już nie interesują. Jako weteran chciałbym
natomiast odejść z polityki, mając pewność, że lewica jest w Polsce
liczącą się siłą polityczną. Nie chcę odchodzić przy zgaszonym świetle.
Mówiąc w konwencji czarnego humoru – chciałbym, aby był ktoś, kto mnie
pożegna.
A więc zaangażowanie tak, ale jednak niepełne. A kibicowanie
nie jest przecież grą. Kibic może ściskać kciuki za swoją drużynę, ale
gdy ta przegrywa, może się co najwyżej na nią obrazić. Lewica potrzebuje
prawdziwego lidera, a liderem z doskoku być nie można.
– Palikot na jednym z pierwszych spotkań złożył Kwaśniewskiemu
propozycję: „Chętnie panu ustąpię – może być pan szefem lewicowej
koalicji, może pan przejąć przywództwo nad całością, może być pan naszym
kandydatem na premiera". Ale Kwaśniewskiodparł: „Ja już za tym nie
tęsknię" – opowiadał nam poseł Ruchu Palikota.
Kwaśniewski nazywa siebie
dziś patronem i mentorem lewicy i w takiej roli chce występować zarówno
w stosunku do Palikota, jak i SLD dowodzonego przez Leszka Millera. –
Partnerów mam trudnych, ale z osobowością – mówi były prezydent. –
Będę
ich do siebie zapraszać i będziemy gadać, gadać i jeszcze raz gadać.
2012 rok będzie moim zdaniem powolnym posuwaniem się krok po kroku w
stronę porozumienia.
Rywal
O ile z Palikotem rozmowy idą gładko, o tyle z Millerem mają
raczej
zasadniczy charakter.
– Nie ma żadnego jednoczenia lewicy. Chodzi jedynie o stworzenie
wspólnej listy na wybory do europarlamentu w 2014 r., bo w ten sposób
można liczyć na 20-proc. poparcie i tylko temu pomysłowi sprzyjamy –
mówi Leszek Miller. – Poza tym moim zadaniem jest umocnienie
SLD, a nie rozpuszczanie go w jakimś nowym bycie.
– Trzeba
być otwartym,
nie można palić mostów – odpowiada Aleksander Kwaśniewski. Spotkanie
klubu parlamentarnego SLD z byłym prezydentem odbyło się dzień po
spotkaniu z klubem Palikota. Trwało o godzinę krócej. – Gdy próbuję
zrozumieć motywację Aleksandra Kwaśniewskiego, jego zaangażowanie w
negocjacje między Millerem a Palikotem, przychodzi mi do głowy tylko
jeden sensowny pomysł – mówi polityk od lat znający
byłego prezydenta – tu chodzi o walkę o pamięć. O to, kogo historia
wskaże jako wodza lewicy za pięć czy dziesięć lat. Tego, który lewicę
uratował.
Czy Millera, jeśli zdoła podnieść ją z kolan, czy
Kwaśniewskiego, który da jej drugi oddech?
Kwaśniewski i Miller romansowali z sobą przed wyborami, ale po wyborach
pieszczoty się skończyły. Miller ograł Kwaśniewskiego, gdy został szefem
klubu parlamentarnego. Po tym już nikt nie miał wątpliwości, że sięgnie
po przywództwo w SLD.
Kwaśniewski już nawet nie próbował mu w tym
przeszkodzić. Przyjaźń obu panów znów jest szorstka, a jej beneficjentem
jest Janusz Palikot. W końcu to on narzucił pozostałym formułę wspólnego
pochodu pierwszomajowego (Kwaśniewski i Miller już zadeklarowali, że
wezmą w nim udział) i to on ma organizować w najbliższych miesiącach
spotkania prezydenta z różnymi siłami pozaparlamentarnymi, które mogą
stworzyć koalicję centrolewicową: Partią Kobiet, „Krytyką
Polityczną",
Zielonymi, Partią Demokratyczną.
Kolekcjoner
Dla większości tych sił obecna próba
jednoczenia lewicy pod patronatem
Kwaśniewskiego nie jest niczym nowym. Przeciwnie, jest raczej czymś
zużytym. Przecież to patent z 2006 r. o nazwie LiD (Lewica i Demokraci)
– koalicja, która zrzeszała SLD, SdPl, UP, Partię Demokratyczną.
Aleksander Kwaśniewski był jej nieoficjalnym ojcem. Nieoficjalnym, bo
zgodnie ze swoją zapowiedzią przez rok po zakończeniu prezydentury nie
brał udziału w życiu publicznym.
Dopiero w maju 2007 r. wraz z
Lechem
Wałęsą i Andrzejem Olechowskim zorganizował wielką konferencję na
Uniwersytecie Warszawskim w obronie demokracji zagrożonej przez rządy
PiS, a następnie stanął na czele komitetu wyborczego LiD w wyborach
parlamentarnych 2007 r. Kwaśniewski miał być dla LiD wyborczym magnesem.
I może mógłby być, ale nie sprawiał wrażenia, że jest to dla niego
kwestia życia i śmierci. Jego przedwyborcza debata z Kaczyńskim
wyglądała, jakby obaj postanowili, że nie zrobią sobie krzywdy.
W
debacie z Donaldem Tuskiem były prezydent zaczął ostro, ale gdy miał już
rywala na linach, nagle odpuścił, jakby się bał, że Tusk zostanie
znokautowany. A do tego doszła choroba filipińska Kwaśniewskiego, która
objawiła się w Kijowie i w Szczecinie. LiD, zamiast pójść w górę, stanął
w miejscu. – Aleksander Kwaśniewski, od kiedy przestał być prezydentem,
o żadną inicjatywę polityczną nie potrafił zabiegać w pełnym wymiarze
swego czasu i możliwości – przyznaje Dariusz Rosati, kiedyś człowiek
lewicy, LiD, dziś poseł PO.
Na lewicy nazywają Kwaśniewskiego
kolekcjonerem: „Zbiera, co się da, a gdy już to posiądzie, to traci
zainteresowanie". Dlatego gwarantem nowości jest dziś Palikot.
Kwaśniewski ma nadać inicjatywie ciężar gatunkowy. Wkład Millera to
nadwątlony, ale wciąż istniejący żelazny elektorat lewicy.
– W
tej grze
– jak mówi jeden z posłów SLD – rozdającym karty jest Palikot.
Kwaśniewski asem w rękawie. A Miller graczem na musie. Sęk w tym, że gra
toczy się przy bocznym stoliku. I – niezależnie od tego, jak się skończy
– nie wiadomo, czy przy nim się nie skończy.