Nie mam najmniejszych wątpliwości, że triumfalnego
marszu wolności
indywidualnej nic nie zdoła zatrzymać. Wszyscy chcemy być bardziej
wolni, zaś kultura liberalna, w której żyjemy, powoduje rozszerzenie
granic naszej wolności w tempie doprawdy zdumiewającym. Przecież cenzurę
druku zniesiono w latach 60., a jeszcze do niedawna karani byli
więzieniem dorośli ludzie pozostający w związkach homoseksualnych. Każdy
rok przynosi nowe wolności i tak powinno być.
Nie mam też
najmniejszych
wątpliwości, że ustawa ACTA ma liczne mankamenty i będzie musiała być
poprawiona. Zdumiewa tylko, że jak zawsze w Polsce wszystko dzieje się w
trybie akcyjnym, a nie na spokojnie.
Przecież można było rozpocząć zgłaszanie uwag i protestów wiele miesięcy
temu, a nie na trzy dni przed jej podpisaniem. Rząd, media ani
stowarzyszenia obywatelskie nie myślą jednak w kategoriach dłuższych niż
kilka dni naprzód.
Jednak wielkie zwycięstwo wolności jest
wynikiem
długiego procesu historycznego, w trakcie którego nauczyliśmy się, że
wolność jest ściśle związana z bezpieczeństwem i odpowiedzialnością.
Ojcowie moich idei – Thomas Hobbes i Zygmunt Freud – mieli na ten
temat
wiele do powiedzenia. Hobbes, autor sławnej maksymy „człowiek
człowiekowi wilkiem", rozważał przede wszystkim, co jest lepsze: czy
stan pełnej wolności, kiedy czynimy, co chcemy, ale inni także, więc nie
jesteśmy pewni dnia ani godziny, bo inni chcą nam zabrać wszystko
(majątek, żonę, życie), a my im podobnie. Uznał więc, że lepiej będzie
zrezygnować z części tej wspaniałej przecież wolności na rzecz
bezpieczeństwa. Jeżeli nie dotrzymujemy wzajemnych umów i zagrażamy
sobie nawzajem, to musi nas spotkać kara. Wolności sporo mniej, ale
spokoju i bezpieczeństwa – sporo więcej.
Jeżeli zatem
zgodzimy się, że z
natury jesteśmy egoistyczni i podli (a jesteśmy), to wspaniały system
rządów prawa sprawił, że nie możemy naruszać cudzej wolności i jesteśmy
bezpieczni. Istota problemu polega na tym, jak poszerzać granice
wolności, zarazem nie naruszając podstawowego bezpieczeństwa jednostki i
społeczeństwa.
Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak
wielu
rzeczy nie robimy, jak często nie wykorzystujemy naszej wolności, czy to
na skutek istnienia przepisów prawnych, czy to w rezultacie norm
obyczajowych. Nie chodzimy do pracy na golasa, nie mówimy głupiemu, że
jest głupi, i nie strzelamy do studentów naruszających porządek w czasie
wykładu (zrobił to jeszcze w XIX w. wielki włoski myśliciel Vilfredo
Pareto), nie kradniemy, chociaż mamy okazję, nie okłamujemy dzieci,
chociaż nie byłoby to trudne, i nie wypisujemy głupstw w internecie,
chociaż jesteśmy anonimowi, ani nie ściągamy cudzej własności.
Czy jest
tak naprawdę? Ilu z nas jest i było piratami? Myślę nie o wielkich
koncernach robiących na tym majątek, ale o nas, szarych myszkach, które
jak się tylko da, natychmiast wykorzystają okazję.
Znajomy młodzieniec powiedział mi, że włamanie się do tekstu we
„Wprost"
zabezpieczonego kłódką zajmuje mu dwie minuty. Zapytany, dlaczego nie
kupi pisma, przecież to tylko 5 zł, odpowiedział, że tak jest zabawniej.
Nie wyciągam armat, nie mam jasnego zdania, jak bardzo należy chronić
własność intelektualną. Jestem jednak przekonany, że wolność internautów
będzie w coraz większym stopniu musiała się wiązać z bezpieczeństwem.
Nie może być tak, że w cyberprzestrzeni obowiązuje całkowicie sprzeczna
z naszą kulturą zasada – internauta internaucie wilkiem.
Ustawa ACTA to
jeden z niedoskonałych sposobów na umiejętne powiązanie wolności z
bezpieczeństwem. Jednak odpowiedzią na nieumiejętne ograniczanie
wolności nie może być brak wszelkich gwarancji bezpieczeństwa. Dlatego
bardzo chciałbym od wszystkich protestujących, ale także od polityków i
publicystów usłyszeć, że zastanawiają się nad tym fundamentalnym dla
naszej cywilizacji problemem.
I na koniec: dziecinne jest
przekonanie,
że rzeczywistość wirtualna nie jest taką samą rzeczywistością, jak ta,
która nas otacza. Kto broni wolności internetu, posługując się
argumentem, że to jest inny świat, ten postępuje jak kiedyś odkrywcy
nowych lądów, którzy sądzili, że tubylcy nie są ludźmi. A zatem,
ponieważ żyjemy w jednym świecie, wirtualnym czy nie, to musimy czuć się
w nim nie tylko swobodnie, ale także bezpiecznie.