To walka. Budzisz się rano, patrzysz w lustro i
dokonujesz przeglądu.
Rano włosy są zmierzwione, nie wygląda to za dobrze. Wszystko widać,
zwłaszcza tam, gdzie niewiele już jest do oglądania. Bierzesz prysznic,
specjalny szampon – takie z etykietką „powiększenie objętości
włosów"
brzmią kusząco, ale wcale nie muszą pomagać. Zwykły rumianek lub łagodny
szampon dla dzieci są lepsze. Jeszcze zanim weźmiesz prysznic, przekonaj
się, że spływ jest czysty. Chodzi o tę kratkę, nie może tam być żadnych
włosów. Bo po kąpieli będą. I trzeba je będzie policzyć.
Kuba miał 25
lat, kiedy się zaczęło. Włosy do ramion, dziewczyny to uwielbiały. Ściął
na krótko, kiedy czupryna z powodu do dumy zmieniła się w wyrzut
sumienia. Teraz jest po trzydziestce i można powiedzieć, że zrezygnował,
a nawet pogodził się z sytuacją. Ale kiedy kilka lat temu liczył włosy
pod prysznicem, miał ochotę płakać ze złości. – Rozumiesz? Siedzę na
golasa pod tym prysznicem i się rozklejam jak trzynastolatka.
Trzynastolatka z łysym plackiem na głowie! Wtedy zacząłem zazdrościć tym
wszystkim chłopakom z siłowni. W ich świecie bycie łysym jest OK. W moim
łysienie było pożegnaniem z młodością.
Pigułka cud
Łysienie dotyka jednej trzeciej mężczyzn
powyżej 25. roku życia i połowy
po czterdziestce. Większość z nich zapewne wolałaby zachować bujne
fryzury, są tacy, którzy w odpowiednim momencie decydują się golić na
zero, i tacy, którzy decydują się na walkę. Tych drugich wcale nie jest
tak mało, w samych Stanach Zjednoczonych leczenie łysienia jest
przemysłem wartym miliard dolarów rocznie. Branża żyje z coraz
popularniejszych przeszczepów oraz produkcji masy środków mających
odwrócić utratę włosów albo nawet spowodować ich odrośnięcie. Problem w
tym, że wiele z nich przypomina raczej tajemnicze receptury lokalnych
zielarzy niż prawdziwe leki. Te kilka oficjalnie zarejestrowanych
środków nie musi, ale może wywoływać efekty uboczne.
Kilka
tygodni temu
BBC opisało historię 26-letniego mieszkańca Edynburga, którego kuracja
przeciw łysieniu doprowadziła do całkowitej impotencji. Mimo to jest
wielu, którzy są gotowi zaryzykować. – Dlaczego? Bo to się staje obsesją
– tłumaczy Kuba. – Dajmy na to jadę metrem do pracy. Piękny dzień,
perspektywa wskoczenia na stanowisko wyżej, na dodatek w metrze jest na
co popatrzeć, studentki i tak dalej. Ale nie, w twojej głowie wszystko
układa się w ciąg myśli: „Piękny dzień ( jestem łysy), dobre pieniądze
(będzie na przeszczep), perspektywy (że też do diabła nikt nie wymyślił
na to lekarstwa)". I patrzysz na swoje odbicie w szybie. Smutny facet
bez włosów na głowie. I masz wrażenie, że cały cholerny wagon tylko na
to patrzy.
Kuba potrzebował cudu tak bardzo, że postanowił go
szukać w
internecie. Tym bardziej że lekarz dał mu do zrozumienia, że włosami to
się przejmują panienki, a prawdziwy facet jak łysy, to znaczy, że więcej
może. W internecie obok leków zawierających finasteryd i minoksydyl,
jedyne substancje oficjalnie zaaprobowane w przypadku walki z łysieniem,
jest cała masa takich, których działanie potwierdza tylko ulotka
reklamowa.
Hardcore’owcy
– Żaden lekarz tego nie przepisze, bo najczęściej nie ma nawet pojęcia o
istnieniu takiej kuracji – mówi Irek, który na jednym z forów
internetowych
opisuje swą trwającą kilkanaście lat walkę. Zanim zgodzi się
porozmawiać, chce się upewnić, że obędzie się bez żartów. – Zdaję sobie
sprawę, że to zabawne: banda facetów, którzy testują na sobie egzotyczne
kuracje. Ale to naprawdę bolesny problem.
Irek mieszka pod
Poznaniem, ma
żonę i dwoje dzieci. Dobiega czterdziestki i żartuje, że niedługo
przestanie się przejmować. – Parę razy się przejechałem. Lekarze
przepisywali mi tabletki z finasterydem, to lek używany w przeroście
gruczołu krokowego, w nowotworach prostaty. Podawany w niewielkiej
ilości zatrzymuje łysienie – Irek przesyła mi link do
odpowiednich badań. – Ale jest też tańsza wersja, zamiast jednego grama
finasterydu zawiera pięć, więc na zdrowy rozum lepiej, prawda? Można to
sprowadzać ze stron internetowych po „konsultacji lekarskiej",
która
wygląda tak, że klikasz, potwierdzasz, że nie jesteś chory na to i na
to, i zobowiązujesz się stosować do zaleceń w ulotce. W najlepszym
momencie moja dieta wyglądała tak: finasteryd, cynk, testosteron,
minoksydyl, soja i kilkanaście naturalnych specyfików. Wątroba i
trzustka dały mi poważne sygnały ostrzegawcze. W końcu poszedłem do
lekarki, zrobiła mi badania i pyta, od jak dawna piję. A ja nie piję
prawie wcale.
Irek stosował też popularny wśród części
internautów
dutasteryd. Przepisuje się go pacjentom chorującym na raka prostaty.
– W branży chłopaki, którzy używają „duta", są uznawani za
hardcore’owców – przyznaje Bartosz walczący od siedmiu lat.
– Zwłaszcza
teraz, ale jeszcze parę lat temu ściągało się go na potęgę. Deprecha,
owszem, „opadanie złośliwe nieprzewidywalne” – a jakże, co
poradzić. Ale
jak po tych koktajlach przytyłem 20 kilo, to trzeba było przystopować –
Bartosz przyznaje, że lekarz, do którego zgłosił się z objawami
ginekomastii, zasugerował wizytę u psychiatry. – To było trzy lata temu.
Jak szedłem do lekarza, miałem biust. Myślałem tylko, jak się go pozbyć,
nie przerywając kuracji na włosy – ostatecznie Bartosz postawił na
psychoterapię. Nudne spotkania i warsztaty grupowe z akceptowania samego
siebie. – Trochę się uspokoiłem. Jest lepiej. Jednak jak tylko
przeczytam gdzieś, że idzie klonowanie włosów czy terapia genowa, to od
razu mam błysk w oku. Czekam, co naukowcy wymyślą. Jak się trafi coś
pewnego, to biorę kredyt i z górki.
To nie koniec świata
Włosy, a raczej ich brak, to
problem, który łączy ponad podziałami
majątkowymi i klasowymi. Bogaci i sławni nie mają taryfy ulgowej.
Komentator piłkarski Dariusz Szpakowski przez lata był obiektem żartów z
powodu zaczeski, dopiero niedawno zdecydował się zaprezentować światu
łysinę. Pogłębiające się problemy z włosami Radka Majdana długo były
jednym z ulubionych tematów portali plotkarskich. – Wszystkie zwierzęta
tak robią – mówi Bartłomiej Dobroczyński z Instytutu Psychologii UJ.
–
Nie tylko łysi udają, że mają bujne owłosienie, nosząc peruki czy
przeszczepiając włosy. W świecie zwierzęcym udawanie też kwitnie w
najlepsze – istnieje na przykład motyl przeziernik osowiec, który udaje
osę paskowanym odwłokiem.
– Wszystko to słyszałem, sam
jestem z
wykształcenia psychologiem – denerwuje się Michał, któremu udało się
powstrzymać łysienie, ale który wciąż się wścieka na los, że zafundował
mu takie geny, a nie inne. – Odpowiem panu żargonem –
uwarunkowania
kulturowe są tak silne, że trudno je przezwyciężyć. Widział pan
„Moneyball" z Bradem Pittem? Jest ode mnie starszy o kilkanaście
lat, a
włosów ma więcej, niż ja kiedykolwiek miałem. Idę do kina, bo lubię
filmy z nim, a nie mogę przestać myśleć, jaki to cholerny szczęściarz.
Michał ma 30 lat i niewielkie zakola. Na to akurat nic nie dało się
poradzić, ale znajomi z forum internetowego i tak mogliby mu
pozazdrościć. Co stosuje? – Zdrowe jedzenie, ekstrakt z zielonej
herbaty, wyciągi z ziół. Finasteryd działał lepiej, jednak udało mi się
odstawić bez konsekwencji – tłumaczy. Co, jeśli kiedyś straci włosy?
–
Dziś zrobiłbym przeszczep, lecz za parę lat wejdzie
klonowanie, wtedy nawet największy łysol będzie mógł zapuścić afro.
Wszyscy się załapujemy na ten kult młodości. Chcemy być jak kolesie z
telewizji. Wystarczy poczytać fora. Chłopaki właśnie zrzucają się na
coś, co nawet nie jest przez nikogo oficjalnie produkowane. Zamawiają
dużą ilość jakiegoś proszku, a później się zastanawiają, czy im tego
urząd celny nie zatrzyma. Produkują to Chińczycy w nie wiadomo jakich
laboratoriach. Nikt nie wie, co się może po czymś takim dziać z
organizmem.
Szansą dla tych, którym szans nie dały ani geny, ani
terapie, jest zaakceptowanie stanu rzeczy. Pomogłaby też zmiana kolekcji
DVD. Przecież Bruce Willis nigdy nie próbował ukrywać łysiny. Warto
również pamiętać, że łysienie to nie koniec świata. – Medycyna traktuje
łysienie jako „schorzenie", ale trzeba pamiętać, że z punktu
widzenia
patofizjologii to nie jest żaden problem – mówi Dalia Chrzanowska,
dermatolog z rzeszowskiego Centrum Dermatologii, Medycyny Estetycznej i
Laseroterapii.
– Istnieje na pewno moda – dodaje
Bartłomiej
Dobroczyński. – Chęć przekształcania siebie, którą podsycają lobby
medyczne i biznesowe. Wykorzystuje się do kreowania mody autorytet nauki
i osób publicznych. Jeżeli zawodnik Manchesteru United funduje sobie
przeszczep włosów, komunikat jest jasny: dbałość o włosy to synonim
wysokiego statusu społecznego. Reszta za tym podąża, bo ludzka kultura
formowana jest przez naśladownictwo.
– No i wszyscy
jesteśmy tego
ofiarami – przyznaje Kuba, który przestał walczyć dwa lata temu. Mówi,
że miał dość obsesyjnego zaglądania w lustro. Stara się patrzeć na
pozytywne strony. Podobnie jak Krzysztof Skiba, który przyznaje, że choć
czasem maskuje się kapeluszem, łysiny się nie wstydzi: – Ja panu powiem,
że jak ktoś jest starszy, to całkiem dobrze być łysym. Unika się
spekulacji. Np. dzisiaj wszyscy mają pretensje do Wodeckiego, że nie
wyłysiał – gadają: czy nie ma przypadkiem peruki? Co robi, że nie
wyłysiał? I tak źle, i tak niedobrze!
Współpraca: Grzegorz Lewicki