Tak przed laty w słynnym songu Maanamu śpiewała boska
Kora. Minęły lata,
wiele wody upłynęło w Wiśle i telewizji, po wielokroć zmieniły się ekipy
polityczne, destrukcji uległy ustroje i państwa, zmieniła się moda,
telewizja, media i świat i tylko paranoja nadal jest goła, i wiruje w
najlepsze. Gdyby istniał elektroniczny Wykrywacz Paranoi, w Polsce
waliłby jak liczniki Geigera po katastrofie w Czarnobylu.
Żydów nazywa
się czasem narodem księgi, Czechów – narodem piwa, Anglików –
narodem
piłki nożnej, Amerykanów – narodem hamburgera, a Polaków można by nazwać
narodem paranoi. Janusz Palikot obiecał, że zapali w Sejmie maryśkę.
Zainteresowanie mediów tym niesamowitym wydarzeniem było tak wielkie,
jakby mistrz z Biłgoraja ogłosił, że będzie kręcił pornola i urządza
casting wśród posłów PO. Zrobił się skandal, a marszałek Ewa Kopacz
zawiadomiła policję o tym, że w gmachu Sejmu dojdzie do zaplanowanego
przestępstwa, czyli palenia marychy. Jako lekarz pani Kopacz powinna
wiedzieć, że marihuana ma właściwości lecznicze i jej palenie stosowane
jest przy terapiach i leczeniu niektórych schorzeń.
Poseł Janusz
– jak
to ma w zwyczaju – sporo gada, a jak ma przyjść co do czego, to wykręca
się sianem, którego ma sporo w głowie i portfelu. Tym razem wykręcił się
kadzidełkiem i do złamania prawa nie doszło, choć dym (medialny) był
taki jak po wywołaniu trzeciej wojny światowej przez Antka Macierewicza.
Palenie skręta z zielem, które samo wyrasta z ziemi, to w Sejmie
przecież nic wielkiego w porównaniu z tym, co przez lata działo się w
gmachu przy Wiejskiej. Przez wiele kadencji Sejmu zbiorowo piło się tam
wódę, posłowie okupowali mównicę, głosowali na dwie ręce, wyzywali się
od idiotów i baranów, wielu kłamało i robiło szwindle, jeden skakał
niczym naćpany ( jak śpiewał Maleńczuk, „przedawkował proszki"), a
kilka
lat temu pewien poseł SLD sprowadził nawet gwiazdę porno, aby ta
opowiedziała parlamentarzystom o potrzebie edukacji seksualnej w
szkołach. Tak naprawdę to z rozrywkowych rzeczy brakowało w Sejmie tylko
strzelaniny.
Jeden artysta podarł Biblię na scenie w trakcie
koncertu.
Tak ma i tak lubi. Wzburzyło to osoby religijne, dla których Biblia jest
ważna i uważają, że drzeć to można stare gacie, a nie Biblię i
oddali sprawę do sądu. Sąd badający okoliczności zdarzenia uznał akt
podarcia Biblii za „artystyczną ekspresję" i oddalił powództwo.
Inna
artystka w wywiadzie dla gazety wyraziła swoją opinię o Biblii, że to
literatura napisana przez kogoś, kto nadużywał wina i palił zioła.
Skazano ją na grzywnę – 5 tys. zł. Wniosek: niszczyć fizycznie
przedmioty kultu można, ale wyrażać swojej opinii o nich raczej nie. Paranoja,
i to nie goła, tylko odziana w togę sędziowską.
Paranoja to
nie tylko polska specjalność. Oto przykład światowy. Trudno nie mieć
wrażenia paranoi, gdy widzi się relacje z pogrzebu Kim Dzong Ila. Ten
kochany przywódca Korei Północnej, który wymordował i zagłodził połowę
swojego narodu, nienawidził wszystkiego, co reprezentują sobą kultura i
świat Zachodu. Jednak do grobu jechał w trumnie wiezionej na dwóch
amerykańskich cadillacach.
Albo ten światowy ruch na rzecz
lepszego
dzisiaj. Najpierw był ruch oburzonych na niesprawiedliwy system bankowy
i kłamstwa polityków, potem rozmnożył się ruch okupacyjny na Wall
Street, który niejasno formułował swoje cele, deklarując jedynie
ogólnie, że walczy z „ideologią zysku" i sprzeciwia się
„reżimowi
pieniądza”, teraz ruch sprzeciwu wobec ACTA broni wolności do kradzieży
plików z muzyką i filmami w internecie. W Polsce protesty wobec obrony
praw autorskich w internecie miały bardzo burzliwy charakter. Młodzi
ludzie potrzebują jakiejś wojny, bo dawno nic się nie działo.
Zablokowano strony rządowe w internecie i okazało się, że rząd może
działać bez strony internetowej. Czy rząd w ogóle musi mieć stronę w
internecie? Moim zdaniem nie. Stronę ze swoją ofertą ma tam byle
warzywniak, a rząd nie musi. Kto ma interes do rządu, sam go znajdzie,
tak jak Jarosław na konferencjach prasowych. W pewnym państwie nie
udawało się przez długi czas wybrać rządu, bo były kłótnie
parlamentarne. I nagle okazało się, że państwo całkiem nieźle sobie
radzi bez rządu. Ktoś doradził Platformie, aby zamknąć ten internet w
cholerę i zobaczyć, jako skoczy czytelnictwo. Dobre! Nastroje są nieco
rewolucyjne i pewnie osobnik kompletnie przypadkowy, np. Paweł Graś czy
inny Schetyna, dostanie za ten burdel w zęby. Na Berlin! Na Moskwę! Na
Waszyngton! Na cokolwiek!