Światowe osiągnięcia
kulinarne w tym zakresie są niezmierzone, na szczególną uwagę zasługują
zaś rozwiązania najprostsze. Do takich należy niesłusznie pogardzana i
powszechnie zapominana omasta, zwana niekiedy mylnie okrasą.
Omasta,
czyli po prostu wszelkiego rodzaju tłuszcz dodawany do
najprzeróżniejszych potraw, nie tylko podnosi ich kaloryczność, lecz
przede wszystkim niezwykle korzystnie wpływa na ich smak. Tłuszcz jako
naturalny nośnik smaku może podkręcić smak najmniej z pozoru jadalnych
składników. Pamiętam swoje ogromne zdziwienie, gdy na Kubie po raz
pierwszy jadłam owoce juki. Słodki, mdławy miąższ nie budził mojego
zaufania, nie miałam pojęcia, do którego deseru mógłby pasować. Tym
szerzej otworzyły mi się oczy, gdy świeżo ugotowaną jukę podano mi
polaną rozgrzanym, aromatycznym... smalcem z chipsami z konfitowanego
czosnku. Nieoczywiste połączenie okazało się niesłychanie pyszne.
Podobnie zaskakujące, niebanalne i wyjątkowo smaczne było danie
niemieckie, na które składały się niebieski pstrąg i omasta z masła i
pokruszonych migdałów.
W Hiszpanii omasty w postaci oliwy z
oliwek używa
się niemal do wszystkiego. Nie tylko ryby, ale i warzywa, na przykład
gotowany groch, omaszcza się oliwą z oliwek i okrasza drobno pokrojoną
dojrzewającą szynką z czarnej świni. Ten zestaw zapewnia potrawom mocny
charakter i niespotykaną nigdzie indziej głębię smaku. Identyczną omastą
udoskonala się też smak zapomnianego już u nas, a wciąż popularnego
(szczególnie zimą) w Hiszpanii „czarciego żebra", czyli jadalnego
ostu.
Nierozłącznym towarzyszem oliwy w śródziemnomorskich omastach jest
czosnek. To niezwykle uzależniające połączenie smaków i aromatów jest
podstawą właściwie każdej warzywnej „polewajki”. Włoch nie tknie
karczocha, jeśli wcześniej nie omaści go właśnie takim zestawem. Sama
oliwa również potrafi być znakomitą omastą, podobnie jak w
Brazylii jest nią czerwony olej kokosowy czy jak kiedyś w Polsce był nią
zapomniany przez nas olej lniany.
Kilka dni temu w jednej z moich
dawnych restauracji uraczono mnie pierożkami z kaszanką i omastą ze
skwarek. Niby nic, prawda? Ale, proszę państwa, cóż to były za skwarki!
Zapach i smak babcinego domu natychmiast odgoniły myśli o niskich
temperaturach za oknem. Polacy ze wstrętem odrzucili skwarki, a przecież
dobrze zrobione są lepsze od faworków, są rozpływającą się w ustach
delicją. Delikatną, miękką i chrupką jednocześnie. Dodają omaszczanej
nimi potrawie magicznej głębi smaku i aromatu.
Jak zwykle w
takich
przypadkach, przygotowanie skwarek idealnych jest procesem długim i
pracochłonnym. Pokrojoną w kostkę słoninę musimy prażyć bardzo długo i
powoli, nie pozwalając jej zbytnio się zrumienić. Gdy już wytopimy z
niej odpowiednio dużo tłuszczu, wtedy na sam koniec smażenia, czy raczej
w tym przypadku – konfitowania, gwałtownie zwiększamy temperaturę, żeby
skwarki uzyskały swoją cudowną, delikatnie chrupiącą skórkę. Proszę mi
wierzyć, że tak przygotowany dodatek może niemal samodzielnie królować
na wykwintnym stole. Takie skwarki rozpływają się w ustach i nikomu nie
przyjdzie do głowy wypominanie im kalorii. Żadnej diety nie przestrzega
też inna klasyczna polska omasta: prażona w piekielnie gorącym smalcu
cebulka. Pyzy z mięsem sprzedawane na Bazarze Różyckiego w Warszawie nie
byłyby nawet w połowie tak pyszne, gdyby nie ten genialny i wyjątkowo
niezdrowy dodatek. Na koniec omasta, której smak nie tylko cofnie nas do
czasów dzieciństwa, ale wręcz zmieni nas od razu w dzieci. To masło z
uprażoną bułką tartą, służące do polewania leniwych pierogów. Smak i
zapach nie do podrobienia. Jak je zrobić, żeby nam zbytnio nie
zaszkodziło? Najpierw na rozgrzanej patelni prażymy tartą bułkę i gdy
tylko się zezłoci, natychmiast zestawiamy patelnię z ognia i dokładamy
świeży kawałek najlepszego masła. Najważniejsze jest to, co zawsze,
czyli jakość produktów. Masło musi być masłem, smalec smalcem, a oliwa
oliwą. Bez spełnienia tego podstawowego warunku nic nie będzie nam
smakowało. Czy omasty są kaloryczne? Szalenie. Czy możemy sobie trochę
pofolgować w zimie przy wyjątkowo ujemnej temperaturze za oknem?
Odpowiem wykrętnie: proszę mi uwierzyć, że ciężki śmietanowy sos
zaciągany mąką będzie dużo gorszym rozwiązaniem.