Gowin jest politykiem o dwóch obliczach. Z jednej
strony to bujający w obłokach filozof z „Listami do młodego
konserwatysty" Dinesha D’Souzy pod pachą i barokowymi sonatami w
głowie. A z drugiej – człowiek, który zadziwiająco szybko rozsmakował się
w partyjnym życiu: powiatowych wycinankach, woltach i intrygach.
Podobnie jak reszta ministrów dostał od premiera zakaz rozmów z
dziennikarzami na tematy niezwiązane z pracami swojego resortu. Ja ostatni raz
widziałem się z nim jeszcze przed ogłoszeniem składu rządu. Przyznał wtedy
otwarcie: – Brzydzę się polityką rozumianą jako brutalna, nieczysta walka.
Od rugby wolę grę w golfa – to oczywiste. Ale proszę pamiętać, że jeśli
trzeba, to potrafi ę wyjść na boisko i ściąć przeciwnika.
Minister i jego wycieczki
8 listopada, inauguracyjne posiedzenie Sejmu. Gowin od kilku
dni się nie wysypia. Najbliższym kolegom z klubu przyznaje, że codziennie budzi
się w nocy przerażony. Przed oczami ma gmach na rogu Al. Ujazdowskich i
Koszykowej: Ministerstwo Sprawiedliwości. Dzień, w którym będzie musiał się tam
wprowadzić, jest już blisko. Gowin kilka dni temu przyjął propozycję wejścia do
rządu. Był nią zaskoczony i wystraszony, ale się nie wahał. Ze strachem
zwyciężyła ambicja. Wiedział, że jeśli odmówi, to innej oferty nie dostanie. Już
nigdy.
Trwa wybór wicemarszałków Sejmu. Niespodziewanie przepada
kandydatura Wandy Nowickiej z Ruchu Palikota. O wyniku głosowania zadecydowało
85 posłów Platformy (wśród nich także i Gowin), którzy odmówili jej poparcia.
Skonsternowany Tusk zwołuje posiedzenie klubu i namawia, by w drugim głosowaniu
poprzeć Nowicką. Tłumaczy, że lepiej sobie nie psuć na samym wstępie relacji z
Ruchem. Kiedy kończy i wszyscy zaczynają się zbierać z powrotem na salę obrad, o
głos prosi Gowin. – Czy moglibyśmy zrobić krótką przerwę? Chciałbym się
skonsultować z moją wspólnotą, która nie poparła tej kandydatury – mówi.
– Oho, już sobie przesrał, nici z rządu – z tyłu sali szepcze jeden
z posłów, wtajemniczony w propozycję dotyczącą Ministerstwa Sprawiedliwości.
Tusk posyła Gowinowi nieprzyjemne spojrzenie i odmawia przerwy.
W
powtórnym głosowaniu Nowicka przechodzi. Gowina nie ma na sali. Mimo to dziesięć
dni później wchodzi do rządu. Wbrew przewidywaniom posła z tylnej ławy Tusk nie
cofnął swojej propozycji.
Polityk PO: – Donald tłumaczył mi
powołanie Gowina tak: „Przez cztery lata siedział w Sejmie i powtarzał, że
wszystko, co robię jako premier, można zrobić lepiej. Teraz będzie mógł się
wykazać. Jak się sprawdzi, będzie dobrze. Nie sprawdzi się, też nie będzie źle.
Wreszcie będzie siedzieć cicho".
Tusk znosił krytykę Gowina
całą poprzednią kadencję. W 2009 r., gdy wybuchła afera hazardowa i w Platformie
zapanowała śmiertelnie poważna atmosfera, poseł z Krakowa potrafił wstać na
posiedzeniu klubu i zwrócić się do Tuska z żartem: „Dlaczego afera
hazardowa wybuchła akurat w kierownictwie Platformy? Bo kiedy na początku
kadencji premier puścił nam film CBA z Beatą Sawicką w roli głównej, prezydium
siedziało plecami do ekranu". Sala zareagowała oklaskami, ale Tuskowi nie
było do śmiechu. Podobnie było tuż przed zeszłorocznymi wyborami, gdy Gowin w
wywiadzie dla Onetu powiedział: „Nie jestem wyznawcą Tuska. On ze swoją
filozofią małych kroczków jest świetnym specjalistą od zarządzania zmianą, ale
nie przywódcą, który prowadzi swój lud w nieznane”.
Znajomy
Gowina: – Jeśli premier liczył, że Jarek przestanie bruździć tylko
dlatego, że jest w rządzie, to się pomylił. Gowin to gracz. Swoim
demonstracyjnym występem w sprawie Nowickiej tylko to potwierdził. Myślę, że
potraktował to jako test. A to, że Tusk nie cofnął jego powołania, odebrał jako
przyzwolenie na dalsze wycieczki.
Na razie są one nieśmiałe, ale
przecież to dopiero początek kadencji, a Gowin jako nowicjusz jeszcze bada
grunt. Mimo to kilka razy zdążył już podważyć wypowiedzi premiera. Po tym jak
Tusk zapowiedział w exposé, że rząd zmieni zasady przechodzenia prokuratorów i
sędziów w stan spoczynku, on stwierdził, że obecne przepisy „nie są
przywilejem, ale świadomą polityką państwa zmierzającą do budowy niezależnego
wymiaru sprawiedliwości". Kiedy premier ważył słowa, komentując konflikt w
prokuraturze, on powiedział, że „generał Parulski jest nielojalny wobec
państwa polskiego”. A gdy rząd bronił ACTA, Gowin najpierw na posiedzeniu
rządu, a potem w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że umowa jest represyjna
i lepiej jej nie podpisywać.
Nie wszystkim wyborcom PO takie
zachowanie się podoba. Przed ostatnimi wyborami Tusk zlecił
„przebadanie" wszystkich znanych polityków jego partii. Chciał
wiedzieć, kogo można pokazywać w kampanii, a kogo lepiej schować. Gowin razem z
Julią Piterą i Stefanem Niesiołowskim uplasował się w grupie polityków budzących
skrajne emocje. W elektoracie Platformy miał równie wielu zwolenników co
przeciwników. Okazało się za to, że jest najpopularniejszym politykiem PO wśród
wyborców… PiS i PSL. W spotach Platformy nie wystąpił.
Gdyby rektor poprosił, tobym zaśpiewał
17 listopada. Ustępujący minister Krzysztof Kwiatkowski zamawia dużą
salę i zaprasza dyrektorów departamentów na pożegnalne spotkanie. Dziękuje za
pracę i proponuje wszystkim przejście na ty. Urzędnicy są zachwyceni. Dzień
później w resorcie po raz pierwszy pojawia się Gowin. Kwiatkowski zamawia tę
samą salę i znów zaprasza dyrektorów. Urzędnicy zamiast witać nowego szefa,
fetują jego poprzednika: wręczają mu kwiaty i biją brawo. – Dziękuję,
dziękuję, ale te oklaski proszę zachować dla nowego ministra – próbuje się
krygować Kwiatkowski, ale widać, że pęka z dumy. Gowin milczy. Mimo że jest od
Kwiatkowskiego wyższy, wygląda, jakby się skurczył.
Pracownik
resortu: – Początek rzeczywiście był ciężki, ale wszystko się już dotarło.
Gowin obstawił się doradcami i sobie radzi. My, urzędnicy, nie mamy z nim
kontaktu. Wszystkie sprawy załatwiamy z szefem jego gabinetu politycznego
Piotrem Dardzińskim, który przyszedł z Centrum Myśli Jana Pawła II, lub z
doradcą Mirosławem Barszczem, nazywanym w resorcie nadministrem.
Barszcz to były członek rządu Jarosława Kaczyńskiego. Oprócz niego i
Dardzińskiego do resortu przyszedł jeszcze Michał Królikowski, były szef Biura
Analiz Sejmowych, kojarzony z Ludwikiem Dornem. W rządzie Tuska żartuje się, że
resort Gowina, obok Ministerstwa Środowiska, to dziś ostatni przyczółek PiS. Na
ocenę jego pracy jest jeszcze za wcześnie. Na razie wiadomo, że ministerstwo
pracuje nad zmniejszeniem liczby zawodów regulowanych – w Polsce jest ich
380, to europejski rekord – i likwidacją części sądów rejonowych. To
pomysły odważne, tylko czy Gowinowi wystarczy determinacji, by je zrealizować?
Działacz krakowskiej Platformy: – Jarek chwali się, że
ministrowanie okazało się nadzwyczaj łatwe. Mówi, że do niego należy tylko
podejmowanie decyzji, a na prawie znać się nie musi, bo od tego ma doradców.
Gowin ma czas na częste wizyty w Krakowie. Szykuje tam sobie grunt do
walki o przywództwo w regionalnych strukturach partii. Najpierw chce przejąć
kontrolę nad miastem, a potem nad całą Małopolską. Pierwszym krokiem ma być
odwołanie z funkcji szefa krakowskiej PO Łukasza Gibały, jego siostrzeńca i do
niedawna bliskiego politycznego współpracownika. Operacja jest misterna. By
odwołać Gibałę, Gowin zawarł taktyczny sojusz z szefem regionu Ireneuszem
Rasiem, z którym od kilku lat jest w konflikcie, i zaczął przeciągać na swoją
stronę działaczy związanych z siostrzeńcem.
Macerowanie partyjnego
aparatu to prawdziwa praca u podstaw. Z każdym trzeba się spotkać, porozmawiać.
Gowin jest w tym dobry. Zawsze dostojny, ale i uprzejmy. Nigdzie się nie spieszy
i dla każdego ma czas. Bez względu na to, z kim dyskutuje – dzielnicowym
radnym czy działaczem, który mógłbym być jego synem – zawsze prosi o
opinię na omawiany temat i analizę politologiczną bieżącej sytuacji. On –
rektor wyższej uczelni, filozof i autor monumentalnego opracowania
„Kościół w czasach wolności 1989–1999" – z uwagą słucha
wywodów wygłaszanych przez dwudziestokilkulatków i ich nie przerywa. Albo
przynajmniej udaje, że słucha. Sam sypie dykteryjkami o kulisach rządu i
opowiada o pracy w Warszawie („Po przyjściu do resortu poprosiłem o
ustalenie liczby pracujących w nim urzędników. Policzenie wszystkich trwało
kilka tygodni”).
– Po odwołaniu Gibały i przejęciu
kontroli nad Krakowem Gowin chce zacząć walkę z Rasiem o przywództwo w całym
regionie. Mimo że to człowiek ze świata nauki, to w partyjnych rozgrywkach czuje
się dobrze. Lubi podchody, wycinanki i wolty. Czasem mam wrażenie, że on się tym
wszystkim delektuje. Kiedy dwa lata temu mieliśmy partyjne wybory w powiecie,
które poszły po jego myśli, swoim przeciwnikom zacytował Wielkiego Szu:
„Gra była uczciwa. Wy oszukiwaliście, my oszukiwaliśmy, wygrał
lepszy" – opowiada członek krakowskiej PO.
Hipoteza o
perwersyjnej przyjemności, jaką Gowin miałby czerpać z politycznej walki, jest
wśród krakowskich przeciwników ministra popularna. To nieznana twarz Gowina, ale
równie prawdziwa jak wizerunek szpakowatego dżentelmena o nienagannych manierach
i krakowsko-profesorskim akcencie. To jasne oblicze tak opisuje Piotr Zając,
szef jednego z dzielnicowych kół krakowskiej Platformy i były student Gowina (do
dziś konsekwentnie tytułuje go rektorem): – Nigdy nie zapomnę swojej
inauguracji, na której przemawiał rektor. Gdy skończył, pomyślałem, że gdyby
poprosił nas, żebyśmy wstali i zaśpiewali, to wszyscy by to zrobili. Byłem nim
tak urzeczony. Wiem, że dziwnie to brzmi, ale tak właśnie czułem. A jeszcze
dziwniejsze było to, że koledzy, którym to powiedziałem, zgodzili się ze mną. On
traktuje wszystkich po partnersku. Sam zagaduje studentów na korytarzu.
Pytam jednego ze znajomych Gowina, jak daleko sięgają ambicje ministra:
czy to poziom partyjnego barona i członka rządu, czy raczej premiera i
przywódcy? I czy w te plany wpisana jest Platforma? – Jarek jest
wizjonerem. Tak jak w piłce nożnej zawsze lubił Deynę i Beckenbauera za świetny
przegląd boiska, tak w polityce sam ma kompleksowe spojrzenie na wszystkie
dziedziny. W związku z tym zakładam, że interesuje go pełne przywództwo. A
Platforma? Schetyna spytał go kiedyś, czy ją kocha. Gowin się roześmiał i
powiedział, że partia to nie kobieta, więc nie ma mowy o miłości. Dla niego
Platforma jest raczej jak pociąg. Dziś w nim jedzie, ale jutro może odczepić
swój wagonik i ruszyć w swoją stronę.