Cztery przykłady. Wiem, że można odpowiedzieć, że są
złośliwie wybrane, ale jak mam wybierać, skoro to są skandale. Pierwszy
prokuratorski: niemal nie dostrzeżono historii (grudzień-styczeń) wiceprezesa
Orlenu, który przesiedział 40 dni, stracił pracę, bo prokuratura i ABW znalazły
dowody, że dał pieniądze jakiemuś obywatelowi w Płocku i dostał od niego
luksusowy traktor. Była to legalna pożyczka, traktor pod zastaw, wszystko
zarejestrowane i opłacone podatki od pożyczki. Sąd uznał, że w ogóle nie ma
podstaw do oskarżenia i że prokuratura nie przedstawiła żadnego dowodu. Billingi
nie mówiły nic, a przeszukującym mieszkanie wiceprezes pokazał legalne
dokumenty, ale te ich nie interesowały. Sprawa zapewne zakończona. Ale areszt,
strata pracy (i to jakiej!), opinia – co to prokuraturę obchodzi, skoro za
takie kretynizmy nikt jej nie karze.
Drugi. Pamiętacie Emila Wąsacza,
ministra skarbu w rządzie AWS? Otóż jego sprawa trwa, a nawet przed kilkunastoma
dniami Sąd Apelacyjny odrzucił wnioski prokuratorskie. Prokuratura przedstawiła
700 tomów akt (sąd uznał, że jest to nie do przeczytania), w tym wiele
obcojęzycznych stron nieprzetłumaczonych na nasze. 1,8 tys. stron billingów, ale
nie wiadomo czyich. Sąd zwrócił sprawę do prokuratury. Kto zapomniał –
Wąsacza oskarżono w 1999 r. i od tej pory nic się prokuraturze już nie udało.
Kto został ukarany?
Dwa prokuratorskie, a teraz dwa sądowe.
Pierwszy to znana sprawa decyzji sądu pierwszej instancji w sprawie swastyki i
zakazu pedałowania. Teraz Sąd Apelacyjny nakazał rozpatrzyć ponownie i dał
szczegółowe instrukcje, kto mniej więcej powinien być biegłym oraz o co chodzi.
Pewnie bał się, że znowu jakiś sędzia nie dopatrzy się przestępstwa, a biegłymi
będą znowu nauczyciele licealni. Wyrok więc będzie zapewne po myśli ludzi
roztropnych, ale tyle korowodów i takie głupoty! Czy sędzina pierwszej instancji
jakoś została ukarana?
W jednej z pobliskich gmin radny znany z
prawości, ale i temperamentu wyraził się w trakcie obrad do polemizującego z nim
innego radnego (szwagra zresztą): „Zarżnę cię jak świnię". Ponieważ
radny był niewygodny, po dwóch tygodniach miał proces. Zarzut – groźba
karalna. Trzy miesiące w zawieszeniu i w konsekwencji utrata mandatu. Sąd ma się
doskonale, a – co mnie zaskoczyło – radnemu nie przysługuje żadna
ochrona prawna.
Myślę, że prokurator generalny zamiast toczyć boje,
powinien zająć się swoimi podwładnymi. W prokuraturze – jak widać –
panuje poczucie kompletnej bezkarności. Jak to jest możliwe, dlaczego Polska po
tylu latach od 1989 r. wciąż nierządem prawnym stoi?
Wiem, że nie
mamy odpowiednich tradycji, żeby wprowadzić system anglosaski, kiedy to i
prokurator, i sędzia muszą być niepokalani, a za porażki prokurator ponosi
konsekwencje, sędzia zaś kandydujący do wyższych posad jest prześwietlany od
dzieciństwa. To nie oznacza jednak, by kompletnie zrezygnować z zainteresowania
osiągnięciami (lub odwrotnie) prokuratora i by trwał on na stanowisku, mimo że
jego podwładni robią rażące błędy czy wprost głupoty. Powyżej wspomniane
działania pokazują, że oskarża się (przedtem podsłuchuje, ma się rozumieć) na
zasadzie, a nuż. Może sąd wyda wyrok, może przejdzie sprawa nieudowodniona, a
– domniemywam – czasem oskarża się tylko po to, żeby kogoś
wykończyć. On już się nie podniesie, a prokurator zajmie się innymi sprawami.
Niech mi nikt nie mówi, że brak pieniędzy, skoro sędziowie wyższych
instancji i prokuratorzy zarabiają nawet trzykrotnie więcej od profesora
tytularnego. Wszystko polega na tym, że takimi jak wspomniane postępowaniami
doprowadzono prokuraturę i po części sądownictwo do kompletnej anonimowości oraz
bezkarności. Wśród spraw tajnych prowadzonych przez prokuratury najtajniejsza
jest informacja, czy kiedykolwiek prokurator został za błędy ukarany. Nie
słyszałem.
Rozbestwienie władzy sądowniczej stanowi poważne
zagrożenie dla państwa. Przykład wiceprezesa Orlenu pokazuje, że w każdej chwili
każdemu z nas mogą założyć podsłuch i o coś oskarżyć, a potem – jak się
nie uda – wycofać się i umyć ręce. I nie winię za to rządu. On tu nic nie
ma do zdziałania. Winię jednak już pierwszego niezależnego prokuratora
generalnego, który jest gładkosłowy i tajemniczy, ale nie słychać, żeby twardo
rządził podwładnymi.
Polacy we wszystkich badaniach pokazują brak
zaufania do prokuratury i do sądów. Ale cały wymiar sprawiedliwości w ogóle się
tym nie przejmuje. Wreszcie – wbrew pozorom – nie jest tak, że
władza sądownicza powinna być całkowicie niezależna. Owszem, od władzy
wykonawczej i ustawodawczej, ale nie od opinii publicznej. Najgorzej zaczyna się
dziać wtedy, kiedy nasze poczucie sprawiedliwości kompletnie rozmija się z
prokuratorskim i sądowym. A do tego już w Polsce doszło.