Rozpromienia się na samo wspomnienie chwili, gdy
Grzegorz Ślak, od
niedawna prezes Wratislavia Bio i Akwawit-Polmos, poinformował go, że
przynoszące dotąd straty wrocławskie spółki będą miały 600 mln
przychodów i 30 mln zysków. – Ten facet to nowe drożdże w moich firmach.
Dlaczego się lubimy? Bo obaj mamy przechlapane u władzy – śmieje się
Aleksander Gudzowaty.
Odrzuceni
Gudzowaty wiadomo za co. Bo od kilkunastu lat siedzi okrakiem na rurze
tłoczącej gaz z Rosji do Polski i Niemiec.
Jego 4-proc.
udział w
administrującej gazociągiem jamalskimspółce EuRoPol Gaz kłuje w oczy
zarówno krajowego monopolistę PGNiG, jak i byłych przyjaciół, a dziś
wrogów z rosyjskiego Gazpromu. Obaj wielcy wspólnicy Gudzowatego mają po
48 proc. udziałów w spółce, a zyskami z opłat za przesył gazu muszą się
dzielić z prywatną osobą. To – wedle słów Władimira Putina –
„korupcyjny
układ", ale także u nas dwa lata temu Mikołaj Budzanowski (wówczas
wiceminister, a obecnie minister Skarbu Państwa) odgrażał się, że usunie
Gudzowatego ze spółki. Powoływał się przy tym na 418 art. Kodeksu
handlowego, dopuszczający przymusowy wykup mniejszościowego
akcjonariusza.
Ale w końcu odpuścił.
Nie on pierwszy i pewnie nie ostatni. Gudzowaty
to
trudny przeciwnik – samodzielny, zadziorny i nieobliczalny. Zwłaszcza
kiedy zaczyna punktować błędy w podpisanej ostatnio polsko-rosyjskiej
umowie gazowej. – Za gaz z Gazpromu płacimy najdrożej w całej Europie.
Nasi negocjatorzy, którzy najpierw grożą, a potem dają Rosjanom buzi,
okazali się do d… – ironizuje.
A Grzegorz Ślak?
Błyskotliwy finansista
pracował dla kilku banków, jednak najbardziej ceniony jest jako pionier
biznesu opartego na biopaliwach – m.in. reanimował znajdującą się na
skraju upadłości Rafinerię Trzebinia, gdzie zbudował instalację do
produkcji estrów metylowych. Pracował też dla Romana Karkosika, windując
kurs jego chemicznej spółki Skotan z 2,5 do 400 zł. Z kolei dla Józefa
Wojciechowskiego, założyciela deweloperskiej spółki J.W. Construction,
zorganizował od strony finansowej słynną transakcję zakupu drużyny
piłkarskiej Groclin Grodzisk Wielkopolski, przemianowanej potem na
Polonię Warszawa.
W 2006 r. został aresztowany na miesiąc pod
zarzutem
uszczuplenia podatków państwowych o 784 mln zł. Po dwóch latach organy
podatkowe wycofały się z wszelkich zarzutów. Menedżer walczy o
odszkodowanie. Ale z nadszarpniętą reputacją trudno mu było wrócić na
fotel w giełdowej spółce. Z Gudzowatym pod rękę jest mu najwygodniej.
Na minusie
W ostatnich latach Gudzowatemu w interesach nie szło. Bartimpex i jego
4-proc. udział w strategicznej spółce EuRoPol Gaz to ostatnie z dużych
przedsięwzięć, które zasilają konto miliardera, przynosząc – według
ostatnich dostępnych danych – ok. 100 mln zysków rocznie. Sześć lat temu
sprzedał akcje firmy Cigna STU ubezpieczającej gazociągii przewóz
towarów do Rosji. Rok później pozbył się 80 proc. akcji Banku Współpracy
Europejskiej, powołanego od obsługi rosyjskich transakcji. Stracił
krajowy rynek biopaliw, w który zainwestował 150 mln zł.
Twierdzi, że
jego spółki były gorzej traktowane na rynku zdominowanym przez państwowe
firmy, a on sam był nękany przez polityków. Grzegorz Ślak nie owija w
bawełnę: – Dwie największe spółki Bartimpeksu od lat przynosiły straty.
Produkująca biokompotenty do diesla Wratislavia od 2007 r. miała aż 53
mln zł na minusie. W ostatnim roku działalność firmy w ogóle wstrzymano w
obawie przed dalszymi stratami.
W Akwawicie produkującym spirytus
oraz
wódki Krakus, Wratislavia i Herbową Gorzką było jeszcze gorzej, bo mimo
strat wciąż działał. Spółka kwalifikowała się do upadłości – opowiada
menedżer. Wprowadził się do siedziby Bartimpeksu przy warszawskiej alei
Szucha, gdzie w gabinetach na czwartym piętrze zasiadali wcześniej
liczni prezesi z przeszłością rządową (np. Wiesław Kaczmarek i Piotr
Czyżewski, ministrowie skarbu w rządzie Leszka Millera). Szybko
doprowadził do podpisania umowy na dostawy biokomponentów dla Orlenu i
Lotosu. Pozostało jeszcze postawienie na nogi producenta wódek.
Wejście smoka
Kiedy ostatnio jeden z przyjaciół podarował
Aleksandrowi Gudzowatemu
półtoralitrową butelkę Smirnoffa, ten zaśmiał się, że gość przywiózł
drzewo do lasu. To właśnie spółka Gudzowatego produkuje bowiem od paru
tygodni Smirnoffa trafiającego na półki polskich sklepów – choć
wiadomość o tym pojawiła się dopiero w ubiegłym tygodniu, wstrząsając
naszym rynkiem spożywczym.
Od jednego z największych światowych
producentów alkoholi, czyli brytyjskiego Diageo Akwawit, uzyskał na
początek wyłączność na produkcję wódki Smirnoff Vladimir na rynek polski
i na pozostałe rynki Europy Środkowo-Wschodniej. Na początek, bo trwają
rozmowy z Diageo o produkcji jeszcze jednej marki.
Na dodatek w
grudniu
Akwawit podpisał list intencyjny z firmą Brown-Forman, właścicielem
marki Jack Daniel’s, w sprawie rozlewania w Polsce tej whisky. Jednym
ruchem Akwawit zapewnił sobie 100 mln zł przychodów rocznie oraz udział
w jednej piątej rynku wódek w Polsce. Jak to się udało?
Ślak się
uśmiecha: – Nie ma tu żadnych tajnych kulis. Po prostu spytałem Diageo,
czy byliby zainteresowani współpracą. Dla nich zlecanie nam produkcji to
niższe koszty. My z kolei zarabiamy na tym tyle, że będzie nas stać na
promowanie własnych marek.
Nie żałował wątroby
74-letni biznesmen jeszcze nie wrócił do
pełni sił po niedawnym ataku
zapalenia stawów, ale jest w świetnym nastroju. Popijając sok brzozowy,
mówi, że dwa lata temu ponownie się ożenił, a majątek wyceniany na 1,4
mld zł pozwoliłby mu na dostatnie życie rentiera. Ale – jak zapewnia
–
chodzi o zasady, bo odejście z biznesu byłoby równoznaczne z przyznaniem
racji przeciwnikom, którzy „dopiero uczyli się ekonomii kapitalizmu w
czasach, gdy on kreował polską politykę energetyczną".
Jak zbił majątek?
Dysponował bezcennym kapitałem –
kontaktami w świecie
rosyjskich bojarów epoki schyłku ZSRR. Nawiązał je jeszcze jako dyrektor
w PRL- -owskich centralach handlu zagranicznego, prowadzących interesy
na Wschodzie. O tym, jak się dogadywał z Rosjanami, krążyły legendy.
Mówiono o umowach podpisywanych w saunie z dyrektorami i wiceministrami
i o organizowanych z bizantyjskim przepychem imprezach promocyjnych nad
Bajkałem. Sprzedawał polską konfekcję i bistor z łódzkich fabryk. Nie
żałował wątroby, ale dzięki temu samego tylko elastiku sprzedał w
Moskwie za 30 mln dolarów.
Gdy komunizm upadał, poszedł na swoje.
Założył własną firmę Bartimpex i ruszył do
handlu przetartym już szlakiem. Był rok 1991, w rozpadającym się
imperium brakowało żywności. Zaproponował Moskwie kontrakt na 100 tys.
ton pszenicy. Zarobione pół miliona dolarów zainwestował w wystawę
polskich towarów w Pałacu Geologa w Tiumeniu. To był show, jakiego
jeszcze nigdy nie widziano w tym mieście za kołem podbiegunowym, u
nasady półwyspu Jamał, jednego wielkiego worka ze złożami gazu ziemnego.
Po ekspozycji oprowadzały urodziwe polskie hostessy, a 40 modelek znad
Wisły uwodziło ze sceny zgromadzonych handlowców. Pełną piersią śpiewała
Zdzisława Sośnicka. W czasie tej podróży Gudzowaty zakolegował się w
Orenburgu z Remem Wichariewem, szefem koncernu gazowego Gazprom.
Trzeci w grze
Szefowie Gazpromu darzyli go takim
zaufaniem, że kontraktów rzędu 70 mln
dolarów nie spisywali nawet na papierze. W 1993 r., po porozumieniu
Wałęsy i Jelcyna w sprawiebudowy przez terytorium Polski gazociągu
jamalskiego, zdecydowano, że 680 km polskiego odcinka ma wybudować
spółka EuRoPol Gaz. Trudno się dziwić, że w rozmowach o gazociągu
pierwsze skrzypce grał najlepiej ustosunkowany z Rosjanami „Aleksander
Ilicz".
Wspólnikami w przedsięwzięciu mieli być po połowie
państwowy
importer i dystrybutor gazu PGNiG oraz rosyjski Gazprom. Tuż przed
ostatecznym uzgodnieniem statusu przyszłej polsko-rosyjskiej spółki
akcyjnej okazało się, że w umowie jest błąd prawny. Obowiązujący wówczas
Kodeks handlowy przewidywał bowiem, że taka spółka musi mieć co najmniej
trzech założycieli. Kto ma być tym trzecim?
PGNiG na trzeciego
założyciela (4 proc. akcji w EuRoPol Gazie) zaproponowało w tej sytuacji
spółkę Gas Trading, w której jedną trzecią udziałów miał Bartimpex
Aleksandra Gudzowatego, wraz z PGNiG, rosyjskim Gazexportem i niemieckim
Wintershallem, operatorem niemieckiej części Jamału. Strony doszły do
porozumienia, bo dodatkowy akcjonariusz równoważył siły
zainteresowanych. Gas Trading, podobnie jak Bartimpex, miał być
pośrednikiem w handlu rosyjskim gazem. Mógł sprzedawać rocznie PGNiG do
2 mld metrów sześciennych i zarabiać na marży dzięki upustom, jakie
dostawał od Rosjan.
To wersja Gudzowatego. Politycy mają inną. Ich
pogróżki Gudzowaty kwituje ironicznym uśmiechem. – Skoro mnie nie lubią,
to jestem gotowy sprzedać swoje udziały. Ale przy poważnej ofercie –
zastrzega. Może sobie pozwolić na zrezygnowanie z gazowej rury, bo na
oku ma już lepszy biznes. Jaki?
– Mam plan zbudowania
pierwszej w Polsce
instalacji, która będzie produkowała olej napędowy z morskich alg –
przyznaje jego główny strateg Grzegorz Ślak. – Z glonów z Bałtyku?
–
Tak. Zrobimy mutanta. Razem z jednym z naukowców przygotowaliśmy
instalację pilotażową, która już działa!! – mówi Ślak.
To
technologia
znana od lat. Nad jej komercyjnym wykorzystaniem pracuje już kilka firm,
m.in. w USA, we Francji czy w Hiszpanii.
– Najlepsze w algach
jest to,
że glony zużywają ogromne ilości dwutlenku węgla. Taka instalacja
położona w pobliżu cementowni czy koksowni rozwiązuje problem emisji CO2,
z którym tak walczą unijni urzędnicy – dodaje współpracownik
Gudzowatego.
Według naukowców na przykład sinice hodowane na obszarze
pół hektara pozwolą wyprodukować 55 tys. litrów paliwa dieslowskiego,
którego koszt nie przekroczy 25 euro za baryłkę (158 litrów).