Na postną kolację uwielbiam śledzie w
każdej postaci, pod warunkiem że zostały wcześniej poddane twardości
soli, że zostały przez tę sól utwardzone, potem wypłukane, a następnie
dobrze namoczone w oleju. Jeśli proces ten przeprowadzimy prawidłowo,
uzyskamy najcudowniejsze mięso: miękkie i jędrne jednocześnie,
błyszczące i pełne smaku. Jest w Polsce mnóstwo miejsc, które serwują
nam śledzia niejadalnego. Źle przygotowana ryba staje się tak twarda, że
można nią uderzać o stół. Choć w Rosji suszone śledzie podawane do piwa
uchodzą za przysmak, to muszę przyznać, że nie jest to mój ulubiony
sposób przyrządzania tej ryby. Zdecydowanie wolę delikatne mięso śledzia
podane z odpowiednią porcją czułości.
Klasyczny matias, duży jak
przedwojenna koperta, jest tłusty i delikatny sam. Mięso dwuletnich ryb
nie jest już tak delikatne, ale za to można kupić je z drogocennym
mleczem, najwspanialszym dodatkiem do najlepszego sosu, który
przyrządzamy z musztardą, majonezem, octem winnym i pyszną białą
śmietaną. Odpowiednio namoczony matias, przyrządzony w oleju, cebulce,
cytrynie, pieprzu i odrobinie ziela angielskiego, pokrojony na plastry i
polany mleczowym kremem, jest nieprawdopodobnie smaczny. Pyszne są też
niemal zapomniane dziś uliki – młode, tłuste śledzie, które są tak
delikatne, że mogą być podawane niemal na surowo, lekko tylko zasolone.
Uliki przypominają cenne zielone śledzie holenderskie, niemalże symbol
kulinarny kraju tulipanów i stały element majowych posiłków
Niderlandczyków. Młode śledzie świetnie marynuje olej rzepakowy z
siekaną pietruszką i mnóstwem czosnku, jeśli wcześniej krótko sparzymy
je gorącym octem w proporcji pół na pół z wodą.
Dawno już nie
próbowałam
prawdziwych rolmopsów. Owszem, zdarzają się gotowe w słoikach na
sklepowych półkach, ale próżno szukać prawdziwego przysmaku z domowych
stołów. Najlepsze rolmopsy to śledziowe filety nadziewane twardymi
kołkami chrzanu, marchwi, pietruszki i kiszonego ogórka bez skórki,
upięte starannie wykałaczką, wyławiane z naczynia pełnego cudownego,
słodkiego octu, w którym pływają kapelusze podgrzybków. Mój ukochany
śledź to taki, któremu nie trzeba już dodawać niczego poza odrobiną
czarnego pieprzu i kroplą oliwy. Dobrze nasolony i wymoczony śledź ma
smak dalece bardziej fascynujący niż najlepsza sardela. Ostatnio tak
przygotowanego solonego śledzia jadłam w Rosji. W Polsce takie ryby były
kiedyś, dziś już stanowią coraz większą rzadkość, wręcz egzotykę. Nie ma
miejsca na beczki ze śledziami, miejsce kosztuje, są przecież prostsze i
tańsze metody konserwacji. Również w restauracjach znalezienie dobrego
śledzia jest sporym wyzwaniem. Mój śledź w lubczyku i gorczycy podany na
razowym chlebie wciąż bije rekordy popularności i niemal codziennie
zbiera entuzjastyczne pochwały od zachwyconych gości.
Dobrym
pomysłem na
początek postu może być rosyjska sałata śledziowa. Najlepsze kawałki
śledzia mieszamy z pokrojonymi w grubsze kawałki burakami, jabłkami,
jajkami na twardo, ziemniakami i obranymi ze skóry niedużymi ogórkami
kiszonymi, dodajemy białą fasolę i delikatnie łączymy z gęstą słodką
śmietaną oraz mocną rosyjską musztardą. Do tego trochę cukru, pieprzu,
kilka łyżek wstrętnego dębowego octu. Bardzo pyszna sałata, przypomina
nieco śledzia pod szubą, ale jest od niego ciekawsza i bogatsza. Jeśli
nie mamy ochoty bawić się tak dużą ilością składników, to gwarantuję, że
śledź podany z gorącym ziemniakiem będzie najlepszym daniem. Ryby
poprzedniego dnia topimy w sosie majonezowo-śmietanowym z octem i
jabłkiem. Przed posiłkiem wyjmujemy je wprost na talerz, dodajemy świeżo
ugotowanego ziemniaka z odrobiną masła. To naprawdę cud boski, nie jemy
tego często, a szkoda, bo nie dość, że jest to jedzenie proste i tanie,
to również zdrowe i pełne makroelementów. Jeśli natomiast najdzie nas
ochota na śledzia korzennego, unikajmy gotowych rozwiązań, gdyż są to
produkty przyprawione tak intensywnie, że w ich smaku nie ma już w ogóle
miejsca na śledzia. Śledź to ryba delikatna i o ile jest pyszna z
cynamonem, orzechami włoskimi i świeżym imbirem, o tyle trzeba bardzo
uważać, żeby nie przesadzić i nie zmienić naszej ryby w śledziowy
piernik.
MAGDA GESSLER
Warszawska restauratorka, gospodyni programu „Kuchenne rewolucje Magdy
Gessler" w TVN