Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach kilka tygodni temu opracowała taki słownik dla nauczycieli pracujących z trudnymi uczniami. Zawartość została jednak ocenzurowana na życzenie kuratorium oświaty. Określenia, które wzburzyły urzędników, to na przykład "zajebisty" i "z wykurwem". Pierwsze oznacza po prostu "bardzo fajny", drugie - "coś robiącego duże wrażenie". Prawdziwie wulgarne znaczenie mają często słowa kojarzące się neutralnie - jak "miziać się" (pieprzyć się) czy "lilianka" (prostytutka). Ograniczanie specyfiki uczniowskiego języka tylko do dużej liczby wulgaryzmów byłoby krzywdzącym uproszczeniem. Młodzi tworzą język pełen dowcipu i zaskakujących skojarzeń. Zdaniem prof. Haliny Zgółkowej, redaktorki "Nowego słownika gwary uczniowskiej", uczniowie gimnazjów i liceów są dziś najbardziej słowotwórczą grupą społeczną w Polsce. Przejęli tę rolę od studentów, którzy najbardziej wzbogacali język w czasach PRL. O bogactwie uczniowskiego języka świadczy to, że słownik gwary uczniowskiej zawiera 17 tys. haseł. I nie obejmuje najnowszych oraz najmodniejszych słów, bo za ich twórcami nie sposób nadążyć. - Obecnie takie modne niedawno skróty jak "wporzo", "nara", "spoko" czy "pozdro" są już obiektem kpin - jako zabytki językowe i przejawy obciachu - mówi Jacek Pałka, nauczyciel w gimnazjum, pisarz, autor m.in. bloga "badmofuker" (zapiski z tego bloga zostały wydane w dwóch książkach "Przygody Pana Bazylka").
REKLAMA
Nabuchani hajsowni Prof. Halina Zgółkowa, najwybitniejsza znawczyni uczniowskiego języka w Polsce, wyjątkową słowotwórczą kreatywność młodych ludzi tłumaczy tym, jest to pierwsza generacja nie znająca w zasadzie językowych tabu. Dorośli, kiedy byli nastolatkami, wstydzili lub bali mówić o seksie czy używkach. Ich dzieci nie mają w tych kwestiach żadnych zahamowań. A liczba określeń tycząca stosunków seksualnych czy narkotyków może być liczona w setkach. Tylko słów związanych z paleniem marihuany jest kilkadziesiąt. Palenie skręta to "bakanie", "jaranie", "buchanie", "nabijanie fai" czy "łykanie dymu". Same skręty są nazywane "blantami", "batami", "lolkami", "jointami", "stuffem", "ziołem", "grassem", "trawą" czy "gandzią". Nie należy wyciągać z tego wniosku, że obecnie młodzież zajmuje się wyłącznie seksem i narkotykami. Owszem, z badań wynika, że wiek seksualnej inicjacji się obniża, a narkotyki są łatwiej dostępne niż kiedyś, ale prawdziwi narkomani i seksualni stachanowcy to wciąż kilkuprocentowy margines. Okazuje się, że pierwsze pokolenie wychowane od dziecka w kapitalizmie praktycznie bez zastrzeżeń akceptuje wolnorynkowe reguły gry i wartości. W języku młodzieży takie wyrażenia jak "biznesluksus" (o czymś drogim, wytwornym), bema (samochód BMW) czy "hajsowny" (zamożny - od "hajsu", czyli pieniędzy) mają zdecydowanie pozytywne konotacje.
Hajsowny ziom w bemie
Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach kilka
tygodni temu opracowała taki słownik dla nauczycieli pracujących z trudnymi
uczniami. Zawartość została jednak ocenzurowana na życzenie kuratorium oświaty.
Określenia, które wzburzyły urzędników, to na przykład
"zajebisty" i "z wykurwem". Pierwsze oznacza po prostu
"bardzo fajny", drugie - "coś robiącego duże wrażenie".
Prawdziwie wulgarne znaczenie mają często słowa kojarzące się neutralnie - jak
"miziać się" (pieprzyć się) czy "lilianka" (prostytutka).
Ograniczanie specyfiki uczniowskiego języka tylko do dużej liczby
wulgaryzmów byłoby krzywdzącym uproszczeniem. Młodzi tworzą język pełen
dowcipu i zaskakujących skojarzeń. Zdaniem prof. Haliny Zgółkowej,
redaktorki "Nowego słownika gwary uczniowskiej", uczniowie
gimnazjów i liceów są dziś najbardziej słowotwórczą grupą
społeczną w Polsce. Przejęli tę rolę od studentów, którzy
najbardziej wzbogacali język w czasach PRL. O bogactwie uczniowskiego języka
świadczy to, że słownik gwary uczniowskiej zawiera 17 tys. haseł. I nie obejmuje
najnowszych oraz najmodniejszych słów, bo za ich twórcami nie
sposób nadążyć. - Obecnie takie modne niedawno skróty jak
"wporzo", "nara", "spoko" czy "pozdro"
są już obiektem kpin - jako zabytki językowe i przejawy obciachu - mówi
Jacek Pałka, nauczyciel w gimnazjum, pisarz, autor m.in. bloga
"badmofuker" (zapiski z tego bloga zostały wydane w dwóch
książkach "Przygody Pana Bazylka"). Nabuchani
hajsowni Prof. Halina Zgółkowa, najwybitniejsza znawczyni
uczniowskiego języka w Polsce, wyjątkową słowotwórczą kreatywność młodych
ludzi tłumaczy tym, jest to pierwsza generacja nie znająca w zasadzie językowych
tabu. Dorośli, kiedy byli nastolatkami, wstydzili lub bali mówić o seksie
czy używkach. Ich dzieci nie mają w tych kwestiach żadnych zahamowań. A liczba
określeń tycząca stosunków seksualnych czy narkotyków może być
liczona w setkach. Tylko słów związanych z paleniem marihuany jest
kilkadziesiąt. Palenie skręta to "bakanie", "jaranie",
"buchanie", "nabijanie fai" czy "łykanie dymu".
Same skręty są nazywane "blantami", "batami",
"lolkami", "jointami", "stuffem",
"ziołem", "grassem", "trawą" czy
"gandzią". Nie należy wyciągać z tego wniosku, że obecnie młodzież
zajmuje się wyłącznie seksem i narkotykami. Owszem, z badań wynika, że wiek
seksualnej inicjacji się obniża, a narkotyki są łatwiej dostępne niż kiedyś, ale
prawdziwi narkomani i seksualni stachanowcy to wciąż kilkuprocentowy margines.
Okazuje się, że pierwsze pokolenie wychowane od dziecka w kapitalizmie
praktycznie bez zastrzeżeń akceptuje wolnorynkowe reguły gry i wartości. W
języku młodzieży takie wyrażenia jak "biznesluksus" (o czymś drogim,
wytwornym), bema (samochód BMW) czy "hajsowny" (zamożny - od
"hajsu", czyli pieniędzy) mają zdecydowanie pozytywne konotacje. Pluton egzekucyjny w karcerze Zaskakuje ogromna
liczba negatywnych określeń na szkołę i naukę, bo badania dowodzą, iż młodzi
chcą mieć jak najlepsze wykształcenie i nie mają złudzeń, że można je zdobyć bez
wysiłku. Poczciwa "buda" na określenie szkoły to już odległa
przeszłość. Dziś o szkole mówi się jako o "karcerze" czy
"burdelu". Z kolei grono pedagogiczne to na przykład "pluton
egzekucyjny" czy "gang Olsena", a pokój nauczycielski to
na przykład "strefa Gazy". - Modne jest obecnie, by podczas rozmowy
rzucić jakimś wymyślnym wulgaryzmem. Właściwie każde słowo można nim zastąpić.
Niedawno w Internecie znalazłam specjalny kreator bluzgów. Wystarczy
wpisać płeć i wiek osoby, której się nie lubi, a odpowiedni program
zaproponuje obraźliwe określenia na tę osobę - mówi Ania Geller,
uczennica warszawskiego gimnazjum nr 42, redaktorka szkolnej gazetki
"Twardziel". Bartek Chaciński, autor "Wyczesanego słownika
najmłodszej polszczyzny", uważa, że specyfika wulgaryzmów
najbardziej odróżnia język młodzieżowy od dorosłego. Większość
nastolatków zdaje sobie doskonale sprawę z tego, w jakich okolicznościach
może bluzgów używać. - Młodzież przede wszystkim dba o to, by ci z
zewnątrz - nauczyciele czy dorośli - nie mogli jej rozszyfrować. Kiedy opisałem
wyrażenie "turlaj dropsa" ("idź sobie", "spadaj"),
dla mojej dorosłej siostry było to wielkie odkrycie, podczas gdy dla jej
kilkuletniego syna było to dobrze znane określenie - mówi Chaciński.
Prof. Zgółkowa właśnie w chęci stworzenia z młodzieżowego języka bariery
chroniącej przed dorosłymi upatruje tak wielkiej liczby zapożyczeń z więziennej
grypsery (ponad 10 proc. wspólnych słów). Obie te grupy nie chcą
być rozumiane przez postronnych. Bin Laden w Sejmie
Największy wpływ na szkolny i młodzieżowy język mają telewizja i
popkultura, a z tej ostatniej głównie hiphopowa muzyka. - Zależność jest
taka, że jeśli jakieś słowo brzmi już staro, to nowe bywa najczęściej
zapożyczane z hiphopu - zapewnia Chaciński. Krzysztof Kwiatkowski, tegoroczny
maturzysta z uznawanego za renomowane II Społecznego Liceum
Ogólnokształcącego w Warszawie, piszący do szkolnego pisma
"Biuletyn", podaje przykład upowszechnionego przez rapera Tedego słowa
"bauns", które przyjęło się jako określenie imprezy. Także
wywodzące się z hip-hopu słowo "ziom" - na określenie kumpla stało się
powszechnie używane (poza "ziomem" pojawiły się takie określenia jak
"ziomencja", "ziomosław" czy "ziomin"). Raperzy
twierdzą z kolei, że to oni zapożyczają słowa z gwary uczniowskiej. - Owszem,
muzycy Molesty pierwsi użyli słowa "melanż" na określenie imprezy, ale
zwykle bywa odwrotnie. Kiedy słyszę jakieś megaokreślenie, szybko je adaptuję, a
ono dzięki muzyce wchodzi do potocznego słownika - mówi Tede. Wpływy
popkultury w uczniowskim języku można odnaleźć w takich słowach jak
"boyzone" (o gejach - od nazwy popularnego boysbandu),
"Elvis" (naiwniak - od gwiazdy rock and rolla), "Cindi"
(ładna dziewczyna - od modelki Cindy Crowford) czy "batman" (ksiądz -
od filmów nakręconych na podstawie znanego komiksu). Najwyrazistsze ślady
w gwarze szkolnej zostawia jednak telewizja. Stąd dyrektor szkoły bywa nazywany
"Bin Ladenem" lub "wielkim bratem", woźny - "Mac
Gyverem", przerwa to "wc kwadrans", a toaleta "sejmem".
Zamiast "jesteś zagrożony" mówi się "jesteś
nominowany", a zamiast jedynki dostaje się "Oscara". Spox bronx Język młodzieżowy różni od języka
starszych pokoleń także przyjazny stosunek do nowych technologii.
"Komp" (komputer), "klawira" (klawiatura) czy
"net" (Internet) - te określenia brzmią familiarnie, bo młodzież żyje
w otoczeniu nowych technologii. To one wpływają na upodobanie do
skrótowości. - Nasz język jest skrótowy, bo wymusza to Internet,
czaty i gadu-gadu, za których pośrednictwem się kontaktujemy. Trzeba
szybko reagować, więc wypracowaliśmy wielką liczbę skrótów -
podkreśla Ania Geller. Później te skróty trafiają do języka
mówionego. Na przykład MTV ("mnie to wali", czyli jest mi
obojętne), ACW ("amator cudzej własności", czyli złodziej) bądź BMW
("bardzo mało włosów", ktoś łysy). Język młodzieżowy
charakteryzuje się skrótowością również pod wpływem
angielszczyzny, która jest pełna uproszczeń. Przykładami mogą być polskie
słowa z angielskimi końcówkami: "dzięx" (zamiast dziękuję),
"spox" (zamiast spokojnie) czy "bronx" (piwo). Wbrew
pozorom, poza językiem technicznym i rozmaitymi wariacjami wokół słowa
"fuck" w powszechnym użyciu nie ma wielu angielskich słów.
Zdaniem prof. Zgółkowej, obserwujemy za to zaskakujący powrót
rosyjskiego, który jest traktowany jako zabawna egzotyka - mówi
się"piatiorka" (przybić piątkę, czyli powitać się) czy
"spiczki" (zapałki). Wypas cool muza
Jeszcze kilka lat temu gwara szkolna czy szerzej młodzieżowa była
wyłącznie językiem tego środowiska. Wiele firm i część mediów
zorientowały się, że nastolatki są idealnymi klientami, dlatego używają ich
słownictwa. "Wypas cool muza" (różnorodna współczesna
muzyka) - reklamowała się niedawno jedna z rozgłośni radiowych. Nie trzeba było
długo czekać, by użyte w kampaniach reklamowych słowo "wypas" trafiło
do języka potocznego. To sprawiło, że przestało być modne wśród
młodzieży. Podobnie jak słowo "cool" (w porządku). Wiele firm używa
"młodego" języka do kreowania własnego wizerunku, by zerwać ze zbyt
poważnym, to znaczy "lamusiarskim" prezentowaniem się. Wiele wskazuje
na to, że językowa inwencja polskich nastolatków będzie się rozwijać i
coraz więcej tych słów trafi do potocznego języka. Świadczy to o sile
polszczyzny, a jeszcze bardziej o nastolatkach. Słowotwórcza siła jakiejś
grupy jest wszak przez socjolingwistów uznawana za wyraz dynamiki tej
grupy oraz poczucia wolności, w jakim się ona wychowuje.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|