Cokolwiek powiedzieć o argumentach Flewa czy Russella, nie mają one żadnego odzwierciedlenia w społecznych zachowaniach. Już Arystoteles stwierdził, iż hipotezy mówiące o bogach należy brać poważnie, ponieważ uporczywie pojawiają się w ludzkich umysłach. Od dwudziestu pięciu wieków niewiele się pod tym względem zmieniło. Nie ma takiej rewolucji w obszarze wiedzy, w sposobach myślenia i w obyczajach, która potwierdziłaby wniosek, jaki wypowiedział Flew. To raczej teizm wydaje się mieć status hipotezy wyjściowej, a ateizm bierze na siebie ciężar dowodu.
REKLAMA
Wierzący agnostycy Po prawdzie, ciężar dowodu stawia ateistów w dwuznacznej sytuacji. Muszą oni udowadniać, że czegoś czy kogoś nie ma. Jeśli jednak czegoś lub kogoś nie ma, to po co to wykazywać? Wystarczy wszak ów brak ignorować. Wyznawcy ateizmu postępują odwrotnie, wkładając całe serce, cały umysł i całą duszę w dzieło podważania istnienia nie istniejącego. Wspomniany Flew poświęcił Bogu kilka książek i zajmował się nie istniejącym bytem przez ponad sześćdziesiąt lat swojego życia. U niektórych ateistów Bóg staje się wręcz obsesją. Wydają przeciwko niemu książki i czasopisma. W przestrzeni społecznej głoszą uparcie słowo nie-Boże, zaś w rozmowach towarzyskich wracają do niego, niezależnie od podniesionego tematu czy panującej atmosfery. Ktokolwiek szukałby świadectwa stałej obecności idei Boga w ludzkim umyśle, powinien zacząć od wojujących ateistów. Charakterystyczny dla naszych czasów jest zmierzch postawy, jaką prezentują wojujący ateiści. Ateistyczna ideologia staje się specjalnością nielicznych maniaków, zaś dla większości przestaje mieć ona jakąkolwiek siłę mobilizującą. Minęły czasy, gdy z Bogiem walczono na uniwersytetach, w parlamentach czy na ulicach. Nawet agnostycy - w Europie zapewne najliczniejsza grupa światopoglądowa - czują się zobowiązani do wypowiadania pojednawczych słów wobec religii. Vaclav Havel, prezydent - wydawałoby się - jednego z najbardziej agnostycznych społeczeństw świata, przestrzegał przed przyjęciem perspektywy "globalnego ateizmu", zalecając agnostykom przyjęcie tych zasad i postaw, które pojawiają się w wielkich religiach. Ciepłe słowa o religii innego agnostyka - Jźrgena Habermasa - stały się niemal wydarzeniem międzynarodowym. Oczywiście, zdarzają się poglądy odwrotne. Tzvetan Todorov głosi w swojej książce pogląd, iż sekularyzm stanowi jedną z podstaw cywilizacji, ale jest to pogląd absurdalny, ponieważ stawiałby poza cywilizacją społeczeństwo amerykańskie (i polskie).
Ateiści Pana Boga
Cokolwiek powiedzieć o argumentach Flewa czy Russella,
nie mają one żadnego odzwierciedlenia w społecznych zachowaniach. Już
Arystoteles stwierdził, iż hipotezy mówiące o bogach należy brać
poważnie, ponieważ uporczywie pojawiają się w ludzkich umysłach. Od dwudziestu
pięciu wieków niewiele się pod tym względem zmieniło. Nie ma takiej
rewolucji w obszarze wiedzy, w sposobach myślenia i w obyczajach, która
potwierdziłaby wniosek, jaki wypowiedział Flew. To raczej teizm wydaje się mieć
status hipotezy wyjściowej, a ateizm bierze na siebie ciężar dowodu. Wierzący agnostycy Po prawdzie, ciężar dowodu stawia
ateistów w dwuznacznej sytuacji. Muszą oni udowadniać, że czegoś czy
kogoś nie ma. Jeśli jednak czegoś lub kogoś nie ma, to po co to wykazywać?
Wystarczy wszak ów brak ignorować. Wyznawcy ateizmu postępują odwrotnie,
wkładając całe serce, cały umysł i całą duszę w dzieło podważania istnienia nie
istniejącego. Wspomniany Flew poświęcił Bogu kilka książek i zajmował się nie
istniejącym bytem przez ponad sześćdziesiąt lat swojego życia. U
niektórych ateistów Bóg staje się wręcz obsesją. Wydają
przeciwko niemu książki i czasopisma. W przestrzeni społecznej głoszą uparcie
słowo nie-Boże, zaś w rozmowach towarzyskich wracają do niego, niezależnie od
podniesionego tematu czy panującej atmosfery. Ktokolwiek szukałby świadectwa
stałej obecności idei Boga w ludzkim umyśle, powinien zacząć od wojujących
ateistów. Charakterystyczny dla naszych czasów jest zmierzch
postawy, jaką prezentują wojujący ateiści. Ateistyczna ideologia staje się
specjalnością nielicznych maniaków, zaś dla większości przestaje mieć ona
jakąkolwiek siłę mobilizującą. Minęły czasy, gdy z Bogiem walczono na
uniwersytetach, w parlamentach czy na ulicach. Nawet agnostycy - w Europie
zapewne najliczniejsza grupa światopoglądowa - czują się zobowiązani do
wypowiadania pojednawczych słów wobec religii. Vaclav Havel, prezydent -
wydawałoby się - jednego z najbardziej agnostycznych społeczeństw świata,
przestrzegał przed przyjęciem perspektywy "globalnego ateizmu",
zalecając agnostykom przyjęcie tych zasad i postaw, które pojawiają się w
wielkich religiach. Ciepłe słowa o religii innego agnostyka - Jźrgena Habermasa
- stały się niemal wydarzeniem międzynarodowym. Oczywiście, zdarzają się poglądy
odwrotne. Tzvetan Todorov głosi w swojej książce pogląd, iż sekularyzm stanowi
jedną z podstaw cywilizacji, ale jest to pogląd absurdalny, ponieważ stawiałby
poza cywilizacją społeczeństwo amerykańskie (i polskie). Politeizacja Europy Niekiedy docenianie roli religii
przez agnostycznych intelektualistów nabiera charakteru groteskowego. Na
przykład pojawiają się, wcale nierzadko, wyrazy aprobaty dla religii
politeistycznych, czemu towarzyszy słabo skrywana tęsknota za politeizacją
Europy. Owa aprobata ma podłoże ideologiczne. Politeizmowi przypisuje się -
zupełnie niesłusznie - większą tolerancyjność religijną, a tolerancja, jak
wiadomo, stanowi jedno ze świętych haseł współczesności. Agnostyk marzący
o wyparciu rzekomo nietolerancyjnego chrześcijańskiego monoteizmu w Europie
przez rzekomo tolerancyjny politeizm to jeden z dziwów naszych
czasów. Statystyki europejskie faktycznie pokazują marginalizację
chrześcijaństwa. W Anglii tylko 14 proc. chodzi regularnie do kościoła, zaś w
Szwecji ledwie 4 proc. Nie oznacza to, że duszami mieszkańców tych
krajów zawładnął ateizm. Wydaje się raczej, iż najbardziej
rozpowszechnioną postawą jest poszukiwanie substytutu Boga. Czasem będzie to
jakaś quasi-duchowa psychoterapia, czasem zainteresowanie buddyzmem i Wschodem,
czasem New Age, a czasem jakieś ideologiczne sekty. Owa "nowa
duchowość", jak się ją zwykle nazywa, przybiera nierzadko formy
karykaturalne i niewiele dobrego daje się o niej powiedzieć. Jej popularność
dowodzi, że poszukiwania jakiegoś duchowego, religijnego lub pseudoreligijnego
sensu absorbuje nadal liczne rzesze i nic nie wskazuje, by ateizm stał się dla
nich oczywistą przesłanką wyjściową. Nawet Czesi, słynący ze swojego ateizmu,
wyłamują się z przypisywanej im kwalifikacji. Tomas Halik, były dysydent,
który za komunizmu otrzymał tajne święcenia kapłańskie, zaprzecza, iż
jego rodacy są notorycznymi ateistami. Większość z nich wierzy w
"coś", co nie jest żadnym szczególnym Bogiem ze znanych
religii. W czeskim języku istnieje nawet abstrakcyjne słowo, które
odpowiadałoby pokracznemu polskiemu "cosiość". Religia kontra dewiacje Religia mniej rozcieńczona
także jest silnie obecna w Europie. Niektórzy autorzy z uznaniem
zauważają, iż społeczności o dużej świadomości religijnej opierają się rozmaitym
patologiom, jakie niesie z sobą współczesny indywidualizm i towarzyszący
mu rozpad więzi społecznej. Jak pisał James Q. Wilson, "religia,
niezależnie od klasy społecznej, neutralizuje zachowania dewiacyjne", czyli
mówiąc inaczej, "religia jest związana z przyzwoitością".
Dzieci nie popadają w kłopoty, małżeństwa są stabilniejsze, religijni mężczyźni
popełniają mniej przestępstw, a religijne programy wśród
przestępców zmniejszają zjawisko recydywy. Nawet - co już wydawać się
musi niemal fantastyczne - ludzie religijni żyją dłużej, przynajmniej w Ameryce,
prawdopodobnie przeżywając mniej stresów wynikających ze stanu
zagubienia. Równie ciekawe są informacje dotyczące elit. W USA
prawie 40 proc. naukowców przyrodników i przedstawicieli nauk
ścisłych wierzy w Boga osobowego. Tym różnią się od humanistów,
gdzie liczba agnostyków jest znacznie wyższa. Dlaczego przyrodnicy z
przychylnością podchodzą do hipotezy teistycznej? Otóż odnajdują oni w
świecie plan i organizację, która zdaje się sugerować istnienia Autora.
Te ślady Boga to na przykład pewne stałe wielkości fizyczne, które gdyby
były inne, nie doprowadziłyby do wyłonienia się wszechświata, albo liczba
"pi", która pojawia się w kontekstach nie mających nic
wspólnego z dzieleniem obwodu koła przez średnicę, albo pewne
konsekwencje teorii chaosu, albo frapująca filozofów od wielu
wieków harmonia między ludzkim umysłem, który stwarza matematykę,
a naturą rzeczywistości. Niedawno angielskie media podały, iż wspomniany
powyżej Anthony Flew po 65 latach propagowania ateizmu i intelektualnej walki z
Panem Bogiem ogłosił, iż przyjął hipotezę teistyczną. Dał się przekonać owym
rozważaniom naukowców, a także Arystotelesowi i jego koncepcji Boga jako
przyczyny celowej. Flew nadal odrzuca Boga osobowego, objawienie i
zmartwychwstanie, ale co do istnienia Wielkiego Organizatora nie ma już
wątpliwości. Atrakcyjny teizm Argument z
istniejącego w świecie porządku nie przekłada się na jakąkolwiek wiarę.
Naukowcy, odkrywając w świecie "ślady Boga", nie stają się
automatycznie wyznawcami chrześcijaństwa. Do tego potrzebne jest jeszcze coś
innego, co poza naukę wykracza. Ważne, że ateizm już dawno przestał być
kojarzony z naukowością i oświeceniem. Co czyni teizm w wersji mocnej lub
rozcieńczonej hipotezą atrakcyjną? Wszystko na to wskazuje, że człowiek jest
istotą, której materializm i ateizm nie wystarczają. Można nad tym faktem
ubolewać, można wyobrażać sobie przyszłą cywilizację
materialistyczno-ateistyczną, można twierdzić - jak Bertrand Russell - że
duchowy rozwój możliwy jest przy założeniu konsekwentnego ateizmu, ale
trudno zaprzeczyć, iż człowiek od początku swego istnienia poszukiwał Boga, a
ci, którzy to poszukiwanie zarzucili, znaleźli sobie substytuty,
którym przypisują quasi-religijny status. Impuls do walki z Bogiem ulega
wyczerpaniu, i to nie tylko z powodu postępującej dechrystianizacji Europy.
Powoli dochodzi do świadomości przekonanie, że ta walka nie może być wygrana, a
jedyne, co się może zmienić, to treści i formy religijnych tęsknot. Zresztą wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby nasza filozofia, literatura,
malarstwo, a nawet muzyka, gdyby ją pozbawić elementu religijnego. Jak
wyglądałby nasz umysł i wrażliwość, gdyby przez wieki najtęższe umysły i
największe talenty nie borykały się z problemem Boga, a miliony
prostaczków nie praktykowały swojej wiary. Dlatego wszystkie programy
edukacyjne, które nie zawierają elementu teologicznego, ale nie jako
historycznego zapisu, lecz jako żywej kwestii żywego doświadczenia ludzkiego,
muszą wydać się sterylne. William James bronił kiedyś religii jako czegoś,
co rozszerza nasze doświadczenie. Dlatego też w dzisiejszych czasach, gdzie
przez dynamizm życia i wielobarwność cywilizacyjną wyraźnie przenika gorzkie
poczucie egzystencjalnej sterylności, obserwujemy intensywne próby
rozszerzania owego doświadczenia. Czasem dokonuje się to nieporadnie, czasem
wyjątkowo niemądrze w stałym syndromie oporu wobec chrześcijaństwa czy Kościoła,
ale masowość tego zjawiska świadczy o trwałości i ważności samej
tendencji.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|