Za 250 mln lat większość lądów stworzy superkontynent, który badacze nazywają Pangea Ultima. W jego centrum będzie istniało niewielkie morze śródlądowe, bo tyle zostanie z ogromnego Oceanu Atlantyckiego.
Kontynenty przesuwają się bardzo wolno. Dla porównania powiedzieć można, że wolniej niż rosną paznokcie. Ten niedostrzegalny dla nas ruch jest jednak wystarczający, aby w ciągu milionów lat zmienić wygląd Ziemi. Patrząc na mapę świata, nietrudno dostrzec, że Ameryka Południowa i Afryka pasują do siebie kształtem jak fragmenty układanki. Zastanawiał się nad tym już w XVII wieku sir Franciszek Bacon. W 1912 r. Alfred Wegener i Frank Taylor zaproponowali teorię, według której 200 mln lat temu na Ziemi był tylko jeden kontynent gigantycznych rozmiarów. Niemiecki badacz nazwał ten prastary ląd Pangeą.
REKLAMA
Wegener oparł swoją koncepcję na obserwacjach dystrybucji skamieniałości. Zauważył, że rośliny z ery paleozoicznej, znajdowane na różnych kontynentach, były do siebie zdumiewająco podobne. Skoro zaś było fizycznie niemożliwe, aby organizmy te przedostały się z jednego lądu na drugi przez ocean, uznał to za dostateczny dowód na to, że Afryka i Ameryka Południowa stanowiły w przeszłości całość. Wegener dostrzegł też uderzające podobieństwo między kształtem ich wybrzeży. Również one idealnie do siebie pasowały.
Ponadto skamieniałe szczątki tropikalnych roślin odkrył na Antarktydzie, co świadczyło o tym, że na skutym lodem lądzie w przeszłości panował łagodniejszy klimat, który sprzyjał rozwojowi bujnej bagnistej roślinności. Stworzona przez Wegenera teoria dryfu kontynentów nie została od razu zaakceptowana. Wielu badaczom trudno było zrozumieć, jakie siły mogłyby przesuwać potężne struktury na ogromne odległości.
Badania dna oceanicznego doprowadziły do powstania w latach 60. teorii tektoniki płyt. Zgodnie z nią, zewnętrzna warstwa Ziemi składa się z płyt, znajdujących się w ciągłym ruchu względem siebie. W ten sposób powierzchnia planety stale się zmienia. Procesy te zachodzą jednak tak wolno, że można je wykryć jedynie dzięki niezwykle precyzyjnym pomiarom dokonywanym przez wiele lat. Ziemska skorupa przesuwa się w poziomie i pionie o kilka centymetrów rocznie. Płyty obejmują zarówno dna oceanów, jak i kontynenty, więc ich położenie też się zmienia.
Opierając się na tej teorii i wskazówkach geologicznych, Christopher Scotese, geolog w University of Texas w Arlington, pokusił się o stworzenie przyszłych map świata. Według nich, Afryka będzie się przesuwać na północ. "Ściśnie" Morze Śródziemne i spowoduje wypiętrzenie w południowej Europie pasma górskiego porównywalnego z Himalajami. "Włochy, Grecja i wszystko, co znajduje się w basenie Morza Śródziemnego, stanowi część płyty afrykańskiej i od 40 mln lat wciska się w Europę. Ta powolna kolizja spowodowała wypiętrzenie się Alp i Pirenejów, jest też odpowiedzialna za trzęsienia ziemi nawiedzające Grecję i Turcję" - wyjaśnia Scotese. Za 50 mln lat region ten będzie nie do poznania: Afryka połączy się z Europą, zamykając Morze Śródziemne; Atlantyk poszerzy się, a Australia przesunie na północ. "Morze Śródziemne jest reliktem znacznie większego oceanu, który kurczył się w ciągu ostatnich 100 mln lat, i proces ten będzie trwał" - tłumaczy Scotese. Australia prawdopodobnie połączy się z Eurazją. "Kontynent ten już dzisiaj przesuwa się na północ i naciska na południowe wyspy południowo-wschodniej Azji. Jeśli spróbujemy prześledzić konsekwencje tej tendencji na ekranie komputera, zobaczymy, że lewe ramię Australii zostanie unieruchomione i cały kontynent zacznie się przekręcać, aż uderzy w Borneo i południowe Chiny. W podobny sposób Indie zderzyły się 50 mln lat temu z Azją" - dodaje naukowiec.
Nowa Ziemia
Za 250 mln lat większość lądów stworzy
superkontynent, który badacze nazywają Pangea Ultima. W jego centrum
będzie istniało niewielkie morze śródlądowe, bo tyle zostanie z ogromnego
Oceanu Atlantyckiego.
Kontynenty przesuwają się bardzo wolno. Dla
porównania powiedzieć można, że wolniej niż rosną paznokcie. Ten
niedostrzegalny dla nas ruch jest jednak wystarczający, aby w ciągu
milionów lat zmienić wygląd Ziemi. Patrząc na mapę świata, nietrudno
dostrzec, że Ameryka Południowa i Afryka pasują do siebie kształtem jak
fragmenty układanki. Zastanawiał się nad tym już w XVII wieku sir Franciszek
Bacon. W 1912 r. Alfred Wegener i Frank Taylor zaproponowali teorię, według
której 200 mln lat temu na Ziemi był tylko jeden kontynent gigantycznych
rozmiarów. Niemiecki badacz nazwał ten prastary ląd Pangeą.
Wegener
oparł swoją koncepcję na obserwacjach dystrybucji skamieniałości. Zauważył, że
rośliny z ery paleozoicznej, znajdowane na różnych kontynentach, były do
siebie zdumiewająco podobne. Skoro zaś było fizycznie niemożliwe, aby organizmy
te przedostały się z jednego lądu na drugi przez ocean, uznał to za dostateczny
dowód na to, że Afryka i Ameryka Południowa stanowiły w przeszłości
całość. Wegener dostrzegł też uderzające podobieństwo między kształtem ich
wybrzeży. Również one idealnie do siebie pasowały.
Ponadto
skamieniałe szczątki tropikalnych roślin odkrył na Antarktydzie, co świadczyło o
tym, że na skutym lodem lądzie w przeszłości panował łagodniejszy klimat,
który sprzyjał rozwojowi bujnej bagnistej roślinności. Stworzona przez
Wegenera teoria dryfu kontynentów nie została od razu zaakceptowana.
Wielu badaczom trudno było zrozumieć, jakie siły mogłyby przesuwać potężne
struktury na ogromne odległości.
Badania dna oceanicznego doprowadziły do
powstania w latach 60. teorii tektoniki płyt. Zgodnie z nią, zewnętrzna warstwa
Ziemi składa się z płyt, znajdujących się w ciągłym ruchu względem siebie. W ten
sposób powierzchnia planety stale się zmienia. Procesy te zachodzą jednak
tak wolno, że można je wykryć jedynie dzięki niezwykle precyzyjnym pomiarom
dokonywanym przez wiele lat. Ziemska skorupa przesuwa się w poziomie i pionie o
kilka centymetrów rocznie. Płyty obejmują zarówno dna
oceanów, jak i kontynenty, więc ich położenie też się zmienia.
Opierając się na tej teorii i wskazówkach geologicznych, Christopher
Scotese, geolog w University of Texas w Arlington, pokusił się o stworzenie
przyszłych map świata. Według nich, Afryka będzie się przesuwać na
północ. "Ściśnie" Morze Śródziemne i spowoduje
wypiętrzenie w południowej Europie pasma górskiego porównywalnego
z Himalajami. "Włochy, Grecja i wszystko, co znajduje się w basenie Morza
Śródziemnego, stanowi część płyty afrykańskiej i od 40 mln lat wciska się
w Europę. Ta powolna kolizja spowodowała wypiętrzenie się Alp i
Pirenejów, jest też odpowiedzialna za trzęsienia ziemi nawiedzające
Grecję i Turcję" - wyjaśnia Scotese. Za 50 mln lat region ten będzie nie do
poznania: Afryka połączy się z Europą, zamykając Morze Śródziemne;
Atlantyk poszerzy się, a Australia przesunie na północ. "Morze
Śródziemne jest reliktem znacznie większego oceanu, który kurczył
się w ciągu ostatnich 100 mln lat, i proces ten będzie trwał" - tłumaczy
Scotese. Australia prawdopodobnie połączy się z Eurazją. "Kontynent ten już
dzisiaj przesuwa się na północ i naciska na południowe wyspy
południowo-wschodniej Azji. Jeśli spróbujemy prześledzić konsekwencje tej
tendencji na ekranie komputera, zobaczymy, że lewe ramię Australii zostanie
unieruchomione i cały kontynent zacznie się przekręcać, aż uderzy w Borneo i
południowe Chiny. W podobny sposób Indie zderzyły się 50 mln lat temu z
Azją" - dodaje naukowiec.
Zachodnia półkula w tym czasie
również się zmieni. Obie Ameryki będą się oddalać od Afryki i Europy, a
Atlantyk nadal będzie się powiększał. Dno tego oceanu przecina z południa na
północ podmorski łańcuch górski, gdzie z wnętrza Ziemi wypływa na
powierzchnię stopiony materiał skalny. W miarę jak grzbiet wypełnia nowa magma,
połowy oceanicznego dna powoli się rozsuwają, powiększając w ten sposób
Atlantyk. Gdy jednak sięgnie się dalej w przyszłość niż na 50 mln lat, prognozy
okażą się mniej pewne. Geolodzy uważają, że u jednego z wybrzeży Atlantyku
utworzy się strefa subdukcji. Dno oceaniczne zanurzy się pod brzeg kontynentu i
powędruje do znajdującej się pod skorupą ziemską warstwy. Scotese sądzi, że
strefa subdukcji powstanie u zachodniego wybrzeża oceanu i ostatecznie do
wnętrza Ziemi wciągnięte zostanie całe dno Atlantyku, który po
dziesiątkach milionów lat przestanie istnieć. Wtedy Ameryki zderzą się z
już połączonym kontynentem euroafrykańskim. W miejscu ich zetknięcia z pewnością
powstanie potężny łańcuch górski. Wówczas większość lądów
będzie tworzyła jeden superkontynent - Pangeę Ultimę.