Uff, budżet igrzysk został wreszcie zatwierdzony - na dwa tygodnie przed przyjazdem pierwszych zawodników i na trzy przed oficjalną inauguracją imprezy. Rada nadzorcza komitetu organizacyjnego zgodziła się przyjąć go dopiero po uzyskaniu pisemnych gwarancji władz Turynu, prowincji i regionu Piemont, że pokryją one z własnej kieszeni wszelkie ewentualne "wpadki". Ucząc się na cudzych błędach (patrz organizator letnich igrzysk - Ateny), rada zażądała zwiększenia rezerwy budżetowej z 7 do 20 mln euro. Te 20 mln ma pochodzić z loterii - zdrapki, którą naprędce zorganizowano za zgodą rządu.
REKLAMA
Cud nad kasą Ile naprawdę kosztuje turyńska olimpiada? Konia z rzędem temu, kto prawidłowo odpowie. TOROC, komitet organizacyjny, publikuje lawinę liczb, ale ostatecznej sumy uchwalonego budżetu wydaje się, że nikt nie zna. Według włoskich dziennikarzy sportowych, budżet przekroczy 2 mld euro, ale o ile - tego już nikt nie wie. Podobnie tego, ile ma wynieść deficyt. Początkowo mówiono o 230 mln euro, które zostaną rozłożone na miasto, prowincję i region, ale przy założeniu, że od rządu nadejdzie obiecane 160 mln euro. A już dziś wiadomo, że nie nadejdzie: Berlusconi zmniejszył dotację najpierw do 130 mln, potem do 76 mln, ale w rzeczywistości nie wypłacił jeszcze nic. Umywa ręce również CONI (Włoski Komitet Olimpijski). Organizatorzy bronią się, twierdząc, że igrzyska olimpijskie to wspaniały biznes: spowodują powstanie 57 tys. nowych (stałych?!) miejsc pracy. Jakim cudem - tego nikt nie wytłumaczył. Ale związki zawodowe w to uwierzyły, bo zgodziły się podpisać z władzami Piemontu porozumienie o odstąpieniu od strajków podczas igrzysk, wliczając w to igrzyska paraolimpijskie, które rozpoczną się po głównej imprezie. Chiński sektor Wobec niepewności finansowej TOROC oszczędza, jak może. Do robót przygotowawczych wynajął firmy za ceny o wiele niższe od rynkowych, nie zadając sobie kłopotliwych pytań w rodzaju: "Jak to możliwe?". A firmy i tak - okazuje się - zarobią na tych niższych cenach po królewsku, bo zamiast angażować Włochów, sprowadziły robotników z Chin. Płacą im za ciężką fizyczną pracę na wysokości i przy ujemnych temperaturach.5 euro dziennie! Praca po 12-14 godzin na dobę, 15 minut na jeden posiłek złożony z kanapki i lodowatej wody. Chińczycy śpią, gdzie popadnie: kilka miesięcy temu policja opróżniła z Chińczyków pomieszczenia należące do księży - na 100 m 2 spało130 mężczyzn! Sprawę zatuszowano. Niewiele lepiej potraktowano kilkuset Rumunów, którzy budowali trasę saneczkarską: za 250 euro miesięcznie na głowę. Wiedzą o tym organizatorzy, wiedzą związki, ale wszyscy trzymają usta zamknięte na kłódkę, bo igrzyska to biznes i kwestia narodowej dumy, którą będą podsycać wszystkie włoskie sławy, od Giorgio Armaniego do Claudio Baglioniego, od Federico Felliniego (ceremonia zamknięcia ma być hołdem dla zmarłego reżysera) do Andrei Bocellego. Pewnie też dlatego tylko na wewnętrznych stronach turyńskiej La Stampy pojawiła się skandaliczna wiadomość, że "ze względów bezpieczeństwa" hotelom i restauracjom turyńskim nie wolno przyjmować do pracy Murzynek i Arabek, jak również wszystkich innych kobiet z chustami na głowie. Za to na pierwszych stronach znalazła się informacja, że zawodnicy, wyznawcy Allaha, będą mieli do dyspozycji mały meczet. Nie najlepiej sprzedają się bilety: organizatorzy planowali rozprowadzić ich 850 tys. - na razie kupiono 585 tys. i osiągnięto niespełna 80% z planowanych 76 mln euro wpływów. Nie wiadomo, czy w Piemoncie zjawi się półtora miliona turystów, na których liczy komitet organizacyjny. Nie ma też chętnych na kupno obiektów olimpijskich po zakończeniu igrzysk, a miały pójść pod młotek za co najmniej 40 mln euro. Pocieszająca jest obfitość sponsorów, wśród których po raz pierwszy pojawiła się firma chińska Lenovo. Dostarczyła ona 5000 komputerów biurowych, 530 serwerów, 600 laptopów i drukarek, by nie wspomnieć o sporym zastrzyku finansowym.
Igrzyska ze zdrapki
Uff, budżet igrzysk został wreszcie zatwierdzony - na
dwa tygodnie przed przyjazdem pierwszych zawodników i na trzy przed
oficjalną inauguracją imprezy. Rada nadzorcza komitetu organizacyjnego zgodziła
się przyjąć go dopiero po uzyskaniu pisemnych gwarancji władz Turynu, prowincji
i regionu Piemont, że pokryją one z własnej kieszeni wszelkie ewentualne
"wpadki". Ucząc się na cudzych błędach (patrz organizator letnich
igrzysk - Ateny), rada zażądała zwiększenia rezerwy budżetowej z 7 do 20 mln
euro. Te 20 mln ma pochodzić z loterii - zdrapki, którą naprędce
zorganizowano za zgodą rządu.
Cud nad kasą Ile naprawdę kosztuje turyńska olimpiada? Konia z rzędem temu, kto prawidłowo
odpowie. TOROC, komitet organizacyjny, publikuje lawinę liczb, ale ostatecznej
sumy uchwalonego budżetu wydaje się, że nikt nie zna. Według włoskich
dziennikarzy sportowych, budżet przekroczy 2 mld euro, ale o ile - tego już nikt
nie wie. Podobnie tego, ile ma wynieść deficyt. Początkowo mówiono o 230
mln euro, które zostaną rozłożone na miasto, prowincję i region, ale przy
założeniu, że od rządu nadejdzie obiecane 160 mln euro. A już dziś wiadomo, że
nie nadejdzie: Berlusconi zmniejszył dotację najpierw do 130 mln, potem do 76
mln, ale w rzeczywistości nie wypłacił jeszcze nic. Umywa ręce również
CONI (Włoski Komitet Olimpijski). Organizatorzy bronią się, twierdząc, że
igrzyska olimpijskie to wspaniały biznes: spowodują powstanie 57 tys. nowych
(stałych?!) miejsc pracy. Jakim cudem - tego nikt nie wytłumaczył. Ale związki
zawodowe w to uwierzyły, bo zgodziły się podpisać z władzami Piemontu
porozumienie o odstąpieniu od strajków podczas igrzysk, wliczając w to
igrzyska paraolimpijskie, które rozpoczną się po głównej imprezie.
Chiński sektor Wobec niepewności finansowej
TOROC oszczędza, jak może. Do robót przygotowawczych wynajął firmy za
ceny o wiele niższe od rynkowych, nie zadając sobie kłopotliwych pytań w
rodzaju: "Jak to możliwe?". A firmy i tak - okazuje się - zarobią na
tych niższych cenach po królewsku, bo zamiast angażować Włochów,
sprowadziły robotników z Chin. Płacą im za ciężką fizyczną pracę na
wysokości i przy ujemnych temperaturach.5 euro dziennie! Praca po 12-14 godzin
na dobę, 15 minut na jeden posiłek złożony z kanapki i lodowatej wody. Chińczycy
śpią, gdzie popadnie: kilka miesięcy temu policja opróżniła z
Chińczyków pomieszczenia należące do księży - na 100 m2
spało130 mężczyzn! Sprawę zatuszowano. Niewiele lepiej potraktowano kilkuset
Rumunów, którzy budowali trasę saneczkarską: za 250 euro
miesięcznie na głowę. Wiedzą o tym organizatorzy, wiedzą związki, ale wszyscy
trzymają usta zamknięte na kłódkę, bo igrzyska to biznes i kwestia
narodowej dumy, którą będą podsycać wszystkie włoskie sławy, od Giorgio
Armaniego do Claudio Baglioniego, od Federico Felliniego (ceremonia zamknięcia
ma być hołdem dla zmarłego reżysera) do Andrei Bocellego. Pewnie też
dlatego tylko na wewnętrznych stronach turyńskiej La Stampy pojawiła się
skandaliczna wiadomość, że "ze względów bezpieczeństwa" hotelom
i restauracjom turyńskim nie wolno przyjmować do pracy Murzynek i Arabek, jak
również wszystkich innych kobiet z chustami na głowie. Za to na
pierwszych stronach znalazła się informacja, że zawodnicy, wyznawcy Allaha, będą
mieli do dyspozycji mały meczet. Nie najlepiej sprzedają się bilety:
organizatorzy planowali rozprowadzić ich 850 tys. - na razie kupiono 585 tys. i
osiągnięto niespełna 80% z planowanych 76 mln euro wpływów. Nie wiadomo,
czy w Piemoncie zjawi się półtora miliona turystów, na
których liczy komitet organizacyjny. Nie ma też chętnych na kupno
obiektów olimpijskich po zakończeniu igrzysk, a miały pójść pod
młotek za co najmniej 40 mln euro. Pocieszająca jest obfitość
sponsorów, wśród których po raz pierwszy pojawiła się firma
chińska Lenovo. Dostarczyła ona 5000 komputerów biurowych, 530
serwerów, 600 laptopów i drukarek, by nie wspomnieć o sporym
zastrzyku finansowym.
Trzy wioski Zapowiadają
się igrzyska nietypowe. "Turyn 2006" to tylko hasło, pod którym
w rzeczywistości kryje się siedem miast. Zawody będą się odbywać także w
Sestriere, Bardonecchii, Cesanie, Sauze d`Oulx, Pinerolo i Pragelato. Ucierpi na
tym zasada integracji zawodników z całego świata, bo będą aż trzy wioski
olimpijskie: w Turynie, Bardonecchii i Sestriere. Zasada ta zresztą od lat
pozostaje wyłącznie na papierze, bo ekipy narodowe kwaterowane są
wspólnie, z dala jedna od drugiej. Zwykle dopiero pod koniec igrzysk
udaje się jakoś wymieszać całe to towarzystwo: w stołówkach albo w
dyskotekach. A będzie tam prawdziwa masa ludzka: ponad 2500
zawodników, drugie tyle trenerów i opiekunów, duża liczba
"działaczy" narodowych komitetów olimpijskich, 650
sędziów. Nie można też zapomnieć o ponad 6000 przedstawicieli firm
sponsorujących. Nad bezpieczeństwem ma czuwać 10Ętys.
stróżów prawa. Nad Piemontem ma latać AWACS i jeden samolot
tankowiec. Na lotnisku Caselle i kilku okolicznych będą stacjonować myśliwce
zdolne przechwycić każdy niepożądany samolot. Ponad 2,5 tys. żołnierzy będzie
pomagać 25 tys. ochotników.
Fast food
postkomunistów Problemy logistyczne związane z obecnością
tak wielu ludzi są ogromne, poczynając od wyżywienia. Zależna od partii
postkomunistycznej fastfoodowa spółdzielnia z Bolonii otworzy w sumie 87
lokali, z czego sporo bezpośrednio na śniegu. Aż 15 tirów będzie
codziennie rozwozić 100 ton produktów żywnościowych. Z transportem nie
powinno być problemów, bo choć we włoskich Alpach zimno, to śniegu nie ma
i raczej nie będzie. Już od wielu tygodni pracują armatki śniegowe. Na
większości tras średnia grubość białego puchu osiągnęła już dwa metry. Włoski World Wildlife Fund poczuł się patriotycznie i zgodził na obcesowe
potraktowanie zwierząt. Po mrożącej krew w żyłach scenie z Kristianem Ghediną w
2004 r., kiedy to podczas zawodów w zjeździe pędzący z prędkością ponad
100 km/h, Włoch cudem uniknął zderzenia z jelonkiem, organizatorzy zaangażowali
"pistoleros", których zadaniem będzie niedopuszczenie zwierząt
do tras olimpijskich. Inauguracja igrzysk już 10 lutego. Oblicza się, że
ceremonię otwarcia zobaczy za pośrednictwem 80 telewizji z 55 krajów
świata ponad 2 mld ludzi. Przed igrzyskami ugiął się również Oscar -
ceremonię wręczenia nagród hollywoodzkiej akademii przesunięto o tydzień.
Igrzyska mogą budzić tym razem większe zainteresowanie amerykańskiej widowni, bo
dawno wokół zimowej reprezentacji USA nie było tyle hałasu: najpierw Bode
Miller, lider pucharu świata w narciarstwie alpejskim, oznajmił bez żenady, że
najlepiej mu się zjeżdża na tzw. większym cyku, potem gwiazda jazdy figurowej na
lodzie Michelle Kwan nie zjawiła się na zawodach eliminacyjnych. Zach Lund,
lider pucharu świata w biegach narciarskich, zawieszony został za doping, a na
koniec trener drużyny saneczkarzy i - zwłaszcza - saneczkarek Tim Nardiello
oskarżony został przez dwie podopieczne o molestowanie seksualne. Słowem, zimowy
cyrk olimpijski właściwie już się rozpoczął.
Znicz
kapitalistów 10 001 biegaczy niosło płomień olimpijski z
Aten do Turynu. Przebiegli przez wszystkie regiony Włoch, gdzie niemal w każdym
miasteczku musieli toczyć prawdziwe boje z polującymi na nich antyglobalistami,
uważającymi igrzyska olimpijskie za wymysł kapitalistycznego imperializmu. Zapalenie pochodni było w starożytnej Olimpii symbolem postępu, przekazania
ognia ludziom przez Prometeusza, wbrew woli Zeusa, uważającego, że ludzkość
powinna żyć w ciemnocie. Mimo to igrzyska odbywały się na cześć Zeusa. Płomień
olimpijski nie został wskrzeszony wraz igrzyskami ery nowożytnej w 1896 r., lecz
dopiero w r. 1928 w Maratonie. Włosi będą ten olimpijski symbol waloryzować na
całego. Pininfarina zaprojektowała palenisko o wysokości 57 m, zdolne produkować
płomienie o wysokości 4 m. Oczywiście jeśli Gazprom nie zakręci Włochom kurka.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|