
W III RP rzeczywiście istniał układ, o którym mówi Jarosław Kaczyński.
Dziennikarze "Wprost" i programu "Konfrontacja" TVP 2
dotarli do zeznań, m.in. Zdzisława Herszmana i Wojciecha Papiny, ważnych postaci
w polskiej mafii, którzy odsłaniają kulisy jej powstania i funkcjonowania.
Nieprzypadkowo w ich zeznaniach pojawiają się największe afery III RP, w tym
zabójstwo generała Marka Papały czy sprawy badane przez sejmową komisję ds. PKN
Orlen. Z tych zeznań wynika, że w latach 90. setki oficerów byłej SB i milicji
mających kontakty z przestępczym podziemiem po prostu stanęło na jego czele. I
zaczęli wykorzystywać państwowe służby, w tym BOR i policję. To nie przypadek,
że najgroźniejszymi polskimi przestępcami zostali Jeremiasz Barański (Baranina),
Andrzej Kolikowski (Pershing), Leszek Danielak (Wańka) czy Nikodem Skotarczak
(Nikoś) - współpracownicy milicji lub SB. Dla swoich opiekunów prowadzili oni
lewe interesy jeszcze w latach 70. i 80. Mafia miała swoich ludzi w sferach
bankowych, biznesowych i w policji, przekształconej z milicji. Po tym
przekształceniu część funkcjonariuszy pracowała na dwa fronty - w policji i dla
mafii. Historie opowiedziane przez Zdzisława Herszmana, Wojciecha Papinę, Marka
Minchberga i innych świadków pokazują, że siłą mafii nie był kij bejsbolowy czy
karabin maszynowy, ale oparty na powiązaniach z czasów PRL układ, w którym
"Pruszków" to były tylko "doły".
Nietykalni
Zdzisław Herszman, składając w czerwcu 2003 r. zeznania (w zakładzie karnym w
Szwecji), opowiedział, jak mafia budowała swoją pozycję na znajomościach z
dygnitarzami PRL, co później otwierało wiele drzwi. Herszmanowi pomogło to, że
powoływał się na znajomość z synem Leonida Breżniewa, sekretarza generalnego KC
PZPR, który w Sztokholmie, gdzie Herszman mieszkał, był attaché handlowym.
Powołując się na znajomość z Breżniewem juniorem, w krótkim czasie Herszman
nawiązał znajomości m.in. z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem, ówczesnym
premierem Piotrem Jaroszewiczem, a potem z gen. Wojciechem Jaruzelskim, gen.
Czesławem Kiszczakiem i Jerzym Urbanem. To, że Herszman miał dostęp do wysokich
dygnitarzy PRL, potwierdzają Marek Minchberg (współzałożyciel fundacji
Bezpieczna Służba, której działalność była przedmiotem prac komisji ds. PKN
Orlen) oraz Wojciech Papina, wspólnik Herszmana i współpracownik Jeremiasza
Barańskiego. Herszman, który w Szwecji zarobił duże pieniądze, zaczął prowadzić
interesy w III RP. Działalność ułatwiały mu znajomości w MSW, zawarte jeszcze w
czasach PRL. Dlatego pojawiał się na resortowych uroczystościach, m.in. w
policyjnej szkole w Szczytnie. Nic dziwnego, że to Herszman wpadł na pomysł
założenia fundacji mającej działać na rzecz polskiej policji. Współzałożycielką
fundacji była żona gangstera Jeremiasza Barańskiego - Krystyna. Romuald Marek
Minchberg, zeznając 15 marca 2003 r. w warszawskiej prokuraturze, powiedział
prokuratorom Jerzemu Mierzewskiemu i Elżbiecie Grześkiewicz, że fundacja
Bezpieczna Służba miała być "przykrywką" dla prowadzenia ciemnych
interesów.
Z zeznań świadków, m.in. Wojciecha Papiny, wynika, że Herszman miał znajomości
w MSW, a jednocześnie współpracował z zarządem "Pruszkowa", m.in. z
Andrzejem Kolikowskim (Pershingiem) i Andrzejem Zielińskim (Słowikiem), a także
Wojciechem Paradowskim (mafia chciała go zrobić wiceministrem budownictwa) i
Nikodemem Skotarczakiem (bossem z Trójmiasta). Z zeznań, które zdobyliśmy,
wynika, że Herszman korzystał z ochrony BOR: używał samochodów i śmigłowców BOR.
Herszman, pytany przez prokuratora Jerzego Mierzewskiego, zeznał: "Oni
[BOR] wysyłali po mnie samolot i zabierali mnie z Malmö lub ze Sztokholmu. ()
Tak więc zawsze miałem ich ochronę (), abym mógł bez problemu wchodzić do
budynku rządowego".
Siła układu
Zeznania świadków wskazują, że to agenci tajnych służb PRL (a niekiedy także
III RP) organizowali nielegalny handel paliwami, alkoholem, zakładali firmy
ochroniarskie, działali w handlu zagranicznym, handlu bronią, podejmowali
działalność parabankową. Każdy, kto wszedł im w drogę, był korumpowany,
szantażowany albo likwidowany. To tłumaczy, dlaczego musiał zginąć gen. Marek
Papała, były szef policji, który wiedział o niektórych działaniach układu.
Polska prokuratura twierdzi, że osobą podżegającą do zabójstwa Papały, wywodzącą
się z tajnych służb PRL, był polonijny biznesmen Edward Mazur. "Edek
[Edward Mazur] () handlował zbożami. () Z Edkiem spotykaliśmy się na terenie
Polski. () Poznaliśmy też kilku lub kilkunastu posłów, przeważnie z PSL. () Z
tymi osobami spotykaliśmy się w Sejmie. () W Wiedniu poznaliśmy znajomego
Mazura, który był jednym z sekretarzy w ambasadzie polskiej (). Potem w Polsce
dowiedzieliśmy się, że był wysoko w służbach specjalnych [chodzi o Zdzisława S.,
który był generałem w wywiadzie - najpierw w MSW, a potem w UOP] - tak zeznał
Aleksander Żagiel, biznesmen z Wiednia, świadek komisji ds. PKN Orlen. Jego
nazwisko pojawiło się po raz pierwszy w sprawie agenta Olina.
Układ mógł liczyć na "swoich" urzędników, a w razie czego na pomoc -
jak w wypadku Edwarda Mazura, którego wprawdzie zatrzymano, ale natychmiast
zwolniono i nie przeszkadzano mu w wyjeździe do USA. Układ musi w jakiejś formie
istnieć do dziś, skoro tak trudno jest rozwikłać największe afery III RP. Jak
bowiem inaczej wyjaśnić fakt, że mimo iż zeznania, które cytujemy, są znane od
kilku lat, tajne służby, policja i prokuratura nic z tą wiedzą nie zrobiły.
Ilustracja: D. Krupa