Mafia paliwowa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Największa afera gospodarcza III RP. Około miliarda złotych stracił w ubiegłym roku skarb państwa i prywatne firmy w wyniku oszustw dokonywanych przez grupę "przedsiębiorców" działających w sektorze paliwowym. Według szacunków Ministerstwa Finansów, z powodu nie zapłaconych podatków pośrednich za paliwa budżet państwa traci rocznie około 500 mln zł. W oszustwa paliwowe zamieszani są najwięksi importerzy paliw, politycy, sędziowie i prokuratorzy.

 Na usługach paliwowych baronów są także gangsterzy z Pruszkowa, którzy za udziały w zyskach ochraniają interesy przed konkurencją i organami ścigania.

Podobne przestępstwa popełniano na początku lat 90. w innych krajach byłego bloku wschodniego. W 1993 r. z mafią paliwową rozprawili się Węgrzy. Już wtedy przestępstwa paliwowe określano jako największą aferę gospodarczą w Europie Środkowej - mówi młodszy inspektor Marcin Brzeziński, szef CBŚ we Wrocławiu. W Polsce proceder ten kwitnie w najlepsze, a czerpiący ogromne zyski przestępcy wykupują firmy, zespoły pałacowo-parkowe, inwestują w nieruchomości w centrach dużych miast.

Jak olej opałowy zamienia się w napędowy
Najprostsze i najbardziej rozpowszechnione oszustwo w branży paliwowej polega na sprowadzaniu z zagranicy, głównie ze Szwecji i z Niemiec, oleju opałowego. Następnie faktury przepuszczane są przez łańcuszki fikcyjnych firm, wskutek czego olej opałowy zamienia się - tylko na papierze - w olej napędowy, sprzedawany potem w sieciach małych stacji benzynowych. Dzięki temu oszuści w ogóle nie płacą podatku VAT i akcyzy lub płacą znacznie mniej. Jeszcze prostsze jest oszustwo polegające na przemycaniu przez granicę oleju napędowego, który na fakturach widnieje jako olej opałowy.
W ubiegłym roku na polski rynek trafiło także kilka statków i kilkaset wagonów sprowadzonej z byłego ZSRR benzyny 91-oktanowej. Paliwo to mieszano z benzyną 95-oktanową i rozprowadzano w sieci stacji należących do paliwowej mafii. Inna metoda oszustwa polega na tym, że kupowana za grosze tzw. benzyna krakingowa za pomocą pseudouszlachetniania (w specjalnych mieszalniach) zamieniana jest w etylinę 91-oktanową. Mieszalnie nadal funkcjonują na Śląsku, Pomorzu czy w okolicach Wrocławia.

Szara eminencja Arkadiusz G.
- Oszustwami paliwowymi zajmuje się sieć ponad stu firm z całej Polski - twierdzi Andrzej Czyżewski, do niedawna wiceprezes firmy D. z Bogatyni, ważnego ogniwa przestępczego procederu. Już w czerwcu ubiegłego roku złożył on - wraz Danutą G., współwłaścicielką tej firmy - doniesienie do prokuratury w Zgorzelcu o przestępczej działalności trzeciego wspólnika, Krzysztofa Ch. Sprawę przejęła Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze, a następnie prokuratura w Zielonej Górze. W tym czasie Krzysztofowi Ch. udało się jednak przejąć kontrolę nad firmą. Umożliwili mu to pracownicy Sądu Rejestrowego w Jeleniej Górze. Sędzia Małgorzata K. upoważniła Krzysztofa Ch. do zwołania nadzwyczajnego zgromadzenia akcjonariuszy i wyznaczyła go na osobę mającą to zgromadzenie poprowadzić. Zgodnie ze statutem spółki prowadzący zgromadzenie ma ostateczne zdanie w razie równowagi głosów.
W tym czasie wobec Krzysztofa Ch. toczyło się dochodzenie w prokuraturze. Równocześnie prowadzona była kontrola skarbowa. Wykazała ona m.in., że firma sprzedała więcej oleju opałowego, niż kupiła. Kontrola ujawniła też faktury od nie istniejących firm, czyli słupów. Z zeznań, do których dotarliśmy, wynika, że przestępczy proceder umożliwiały "dojścia" do pracowników wymiaru sprawiedliwości.
- Firma D. została podporządkowana firmie B. z województwa zachodniopomorskiego. Spółka B. dostarczała nam produkty chemiczne, które mieszano w odpowiednich proporcjach, by uzyskać benzynę i olej napędowy. W ten sposób unikało się opodatkowania akcyzą - twierdzi Andrzej Czyżewski. Szczecińska spółka B. jest jednym z największych prywatnych importerów paliwa w Polsce. Zarejestrowana w 1998 r. już rok później wykazała prawie 12 mln zł zysku netto. Niedawno jeden z udziałowców firmy B., Arkadiusz G., kupił dwa duże przedsiębiorstwa państwowe. Jedno z nich - firma P. - posiadało m.in. hotele w Szczecinie, zajazdy i motele. Arkadiusz G. przejął również przedsiębiorstwo D. Zdaniem dziennikarzy lokalnego dodatku "Gazety Wyborczej", w obydwu wypadkach wycena została drastycznie zaniżona. Dziennikarze tej gazety twierdzą, że część sukcesów finansowych Arkadiusz G. zawdzięcza decyzjom wojewody zachodniopomorskiego Władysława Lisowskiego.
W marcu mają być ujawnione wyniki kontroli przeprowadzonej w tej sprawie przez Najwyższą Izbę Kontroli. Tymczasem Arkadiusz G. pojawia się w towarzystwie znanych osobistości publicznych. Według dziennikarzy "Gazety Wyborczej", jego luksusowym jachtem pływali m.in. minister Artur Balazs i wicepremier Longin Komołowski.

Macki ośmiornicy
Na razie udało się zlikwidować tzw. wschodnią nitkę paliwowej mafii. Polska została podzielona na sektory, w których tworzono łańcuszki firm. Dzięki temu rozbicie jednego ogniwa nie paraliżowało całego interesu. Wschodnią nitkę ochraniali gangsterzy z Pruszkowa, zajmujący się m.in. transportowaniem do "pralni" walizek wypełnionych milionami złotych. W tej sprawie zatrzymano już sześć osób, a dwudziestu dwóm przedstawiono zarzuty. Pozostałe nitki paliwowej ośmiornicy działają nadal. Ustaliliśmy, że przestępcy spotykają się na specjalnych konferencjach, podczas których ustalają plany kolejnych przedsięwzięć. Po jednym z takich spotkań, zorganizowanym w Słowacji, w nie wyjaśnionych okolicznościach (oficjalnie na zawał serca) zmarł M., który zamierzał ujawnić działalność baronów paliwowych.
Właścicielami firm tworzących poszczególne łańcuszki są zwykle bezdomni, drobni przestępcy podstawieni przez paliwowych baronów. W kaliskiej firmie prezesem był nieboszczyk. Właścicielką firmy paliwowej w Prochowicach okazała się 75-letnia rencistka. Spółka nie miała ani zbiorników, ani środków transportu do przewozu paliwa, a jej siedzibą było mieszkanie rencistki. Mimo to ta firma widmo uzyskała koncesję z Urzędu Regulacji Energetyki na prowadzenie obrotu paliwami ciekłymi. W rzeczywistości służyła tylko do wystawiania faktur.

Przekwalifikowanie, czyli mafia kredytowa
Kiedy niektórym ogniwom mafii zaczęły się przyglądać organy ścigania i służby podległe Ministerstwu Finansów, paliwowi baronowie zdecydowali się na przekwalifikowanie. Część należących do podstawionych osób firm wystąpiła do banków o wielomilionowe kredyty. Ich zabezpieczeniem były nic nie warte weksle. Policja we Wrocławiu prowadzi obecnie dochodzenie w sprawie około dwudziestu wyłudzeń, do których doszło m.in. w bankach na Śląsku. - W prowadzonych przez nas sprawach wyłudzeń kredytów chodzi o ponad 100 mln zł - mówią wrocławscy policjanci.
Kiedy na Węgrzech policja zajęła się paliwową mafią, okazało się, że fałszywe paliwa wykryto w ponad połowie stacji benzynowych. Oskarżono niemal 300 osób, a straty skarbu państwa oszacowano na pół miliarda dolarów. Paliwowi baronowie nie mieli jednego szefa: podzielili kraj na strefy wpływów. Podobnie jak ich polscy naśladowcy, na usługach mieli najlepszych adwokatów, korumpowali pracowników wymiaru sprawiedliwości i polityków. Na Węgrzech do walki z paliwową mafią zmobilizowano ogromne siły, a śledztwo koordynował jeden z wiceministrów przemysłu i handlu.
Ustaliliśmy, że śledztwo w sprawie polskiej mafii paliwowej napotyka ogromne opory, gdyż w grę wchodzą gigantyczne pieniądze, za które można przekupić każdego urzędnika i funkcjonariusza państwowego.

Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.