Piękno się nie rodzi, piękno się robi" - to ulubione powiedzenie Osmela Sousy. Jest on uważany za najlepszego w Wenezueli "producenta" miss. A właśnie Wenezuela od dziesięcioleci cieszy się sławą największej fabryki królowych piękności. Wygrane wenezuelskich dziewcząt w konkursach zachęciły inne kraje Ameryki Łacińskiej do inwestowania w produkcję piękności. Efekt jest taki, że wybory miss to najbardziej po mundialu śledzone przez Latynosów igrzyska. A szkoły przygotowujące do roli miss już kilkuletnie dziewczęta to obok chirurgii plastycznej najbardziej opłacalna gałąź biznesu związanego z urodą. Na południowoamerykańskim kontynencie działa ponad 250 fabryk piękności. Najstarsze z nich funkcjonują ponad 20 lat. Co roku przewija się przez nie ćwierć miliona dziewcząt. Trening rozpoczynają już w wieku pięciu lat! Nic dziwnego, że Wenezuelki tak często znajdują się w ścisłym finale konkursów miss. Podczas warszawskich wyborów miss świata będzie zapewne podobnie, bo Wenezuelka należy do faworytek.
REKLAMA
Ślicznotki cara piękności
Piękno to po ropie naftowej i lewackim populizmie trzeci największy produkt eksportowy Wenezueli. Działa tam kilkaset szkół modelek, akademii piękna i szkół wdzięku, a także wielu pojedynczych specjalistów zajmujących się doradztwem i kreowaniem miss. Osmel Sousa, zwany carem piękności, kieruje doborem i przygotowaniami dziewczyn startujących w konkursie Miss Venezuela oraz typowaniem kandydatek do międzynarodowych konkursów. Na eliminacje do La Quinta Miss Venezuela, kierowanej przez niego szkoły, zgłaszają się co roku setki dziewcząt marzących o karierze.
Przez ręce Sousy przeszły między innymi Federica Guzm+n, tegoroczna zwyciężczyni konkursu Miss Venezuela Mundo, która w ten sposób trafiła do warszawskiego finału Miss World. - Osmel bardzo mi pomógł. On przede wszystkim potrafi słuchać, każdą z traktuje indywidualnie - opowiada "Wprost" Guzmán. Ze szkoły Sousy wyszła też Jictzad Via - tegoroczna miss Wenezueli i uczestniczka konkurencyjnego wobec Miss World konkursu Miss Universe. Pod okiem najpierw rodzimych, a później także wenezuelskich specjalistów szkoliła się Zuleyka Riviera - Miss Portoryko i zdobywczyni tytułu Miss Universe 2006. Katty López, Miss Ekwadoru, reprezentująca ten kraj podczas czerwcowej gali Miss Universe, jest z kolei chlubą José Hidalgo i prowadzonej przez niego szkoły o wymownej nazwie - Diosas (Boginie). Natomiast portorykańska szkoła miss pomagała w przygotowaniu innej Ekwadorce - Rebece Flores, która reprezentuje swą ojczyznę w warszawskiej imprezie.
Wygrywające konkursy absolwentki szkół piękności stają się wzorcami dla milionów Latynosek. Według Sousy, bycie miss to zawód, dlatego kandydatki muszą być zdeterminowane. Jeśli trzeba, zrzucają zbędne kilogramy, a nawet poddają się operacjom plastycznym. Gdy już pozbędą się defektów, zaczyna się praca nad stylizacją. Do akcji wkraczają wizażyści, fryzjerzy i specjaliści do spraw wyglądu. Trenerzy ze szkół modelek uczą je poruszać się z gracją. Przygotowanie do konkursu trwa kilka miesięcy, choć proces kształtowania miss, łącznie z przyzwyczajeniem ich do odpowiedniej diety i dbałości o sprawność fizyczną, może trwać nawet kilka lat.
Nie dziwi, że aż 18 tytułów w historii Miss Universe zdobyły Latynoski - wśród nich cztery Wenezuelki i pięć Portorykanek. Południowoamerykańskie piękności mają też na koncie 13 tytułów Miss World.
Aneta Kręglicka, jedyna Polka, która sięgnęła po koronę Miss Świata, uważa, że kluczem do sukcesu kobiet z Ameryki Łacińskiej jest nie tylko trening, ale i niezwykła kombinacja oryginalnej mieszanki urody z południowoamerykańskim temperamentem. Latynoski mają zawsze piękne włosy, a do tego bardzo białe zęby, co przy ich oliwkowej cerze sprawia, że wyglądają niezwykle świeżo. Ich kobiece kształty odróżniają je od obowiązującego w naszej kulturze kanonu piękna. Seksapilu dodaje im też zmysłowy język hiszpański. - To kobiety z pazurem. Mają w sobie ogień, który przyciąga uwagę, a przecież miss to nie tylko atrakcyjna kobieta, ale także kobieta z osobowością - podkreśla Kręglicka.
Latynoski są tak dobrze przygotowane do rywalizacji, że zdobywałyby jeszcze więcej tytułów, gdyby nie to, że organizatorzy międzynarodowych konkursów piękności - kierując się polityczną poprawnością - dbają, by laureatki pochodziły z różnych stron świata. Inaczej trudno byłoby konkursom przyciągać uwagę widowni spoza Ameryki Łacińskiej.
Boom na konkursy piękności w Ameryce Południowej staje się zrozumiały, jeśli weźmie się pod uwagę skalę tamtejszej biedy - 70 proc. osób żyje poniżej granicy ubóstwa. Uroda to dla kobiet jedyna możliwość wyrwania się z faweli do lepszego świata. Podobną rolę odgrywa futbol w życiu mężczyzn.
Wybory miss to machina generująca duże pieniądze i spełniająca marzenia. Dowodem może być kariera Wenezuelki Irene S+ez Conde. Tuż po swoim zwycięstwie w 1981 r. w wyborach miss rozpoczęła karierę polityczną, a w 1998 r. walczyła o fotel prezydenta z Hugo Ch+vezem. Większość dziewcząt noszących tytuł miss staje się gwiazdami południowoamerykańskich telenowel lub na światowe wybiegi mody. Ich przykład dowodzi, że "piękno nie jest celem samym w sobie", jak mawiał Immanuel Kant.
Fabryki ślicznotek
Piękno się nie rodzi, piękno
się robi" - to ulubione powiedzenie Osmela Sousy. Jest on uważany za
najlepszego w Wenezueli "producenta" miss. A właśnie Wenezuela od
dziesięcioleci cieszy się sławą największej fabryki królowych piękności. Wygrane
wenezuelskich dziewcząt w konkursach zachęciły inne kraje Ameryki Łacińskiej do
inwestowania w produkcję piękności. Efekt jest taki, że wybory miss to
najbardziej po mundialu śledzone przez Latynosów igrzyska. A szkoły
przygotowujące do roli miss już kilkuletnie dziewczęta to obok chirurgii
plastycznej najbardziej opłacalna gałąź biznesu związanego z urodą. Na
południowoamerykańskim kontynencie działa ponad 250 fabryk piękności. Najstarsze
z nich funkcjonują ponad 20 lat. Co roku przewija się przez nie ćwierć miliona
dziewcząt. Trening rozpoczynają już w wieku pięciu lat! Nic dziwnego, że
Wenezuelki tak często znajdują się w ścisłym finale konkursów miss. Podczas
warszawskich wyborów miss świata będzie zapewne podobnie, bo Wenezuelka należy
do faworytek.
Ślicznotki cara piękności
Piękno to po ropie naftowej i lewackim populizmie trzeci największy produkt
eksportowy Wenezueli. Działa tam kilkaset szkół modelek, akademii piękna i szkół
wdzięku, a także wielu pojedynczych specjalistów zajmujących się doradztwem i
kreowaniem miss. Osmel Sousa, zwany carem piękności, kieruje doborem i
przygotowaniami dziewczyn startujących w konkursie Miss Venezuela oraz
typowaniem kandydatek do międzynarodowych konkursów. Na eliminacje do La Quinta
Miss Venezuela, kierowanej przez niego szkoły, zgłaszają się co roku setki
dziewcząt marzących o karierze.
Przez ręce Sousy przeszły między innymi Federica Guzm+n, tegoroczna
zwyciężczyni konkursu Miss Venezuela Mundo, która w ten sposób trafiła do
warszawskiego finału Miss World. - Osmel bardzo mi pomógł. On przede wszystkim
potrafi słuchać, każdą z traktuje indywidualnie - opowiada "Wprost"
Guzmán. Ze szkoły Sousy wyszła też Jictzad Via - tegoroczna miss Wenezueli i
uczestniczka konkurencyjnego wobec Miss World konkursu Miss Universe. Pod okiem
najpierw rodzimych, a później także wenezuelskich specjalistów szkoliła się
Zuleyka Riviera - Miss Portoryko i zdobywczyni tytułu Miss Universe 2006. Katty
López, Miss Ekwadoru, reprezentująca ten kraj podczas czerwcowej gali Miss
Universe, jest z kolei chlubą José Hidalgo i prowadzonej przez niego szkoły o
wymownej nazwie - Diosas (Boginie). Natomiast portorykańska szkoła miss pomagała
w przygotowaniu innej Ekwadorce - Rebece Flores, która reprezentuje swą ojczyznę
w warszawskiej imprezie.
Wygrywające konkursy absolwentki szkół piękności stają się wzorcami dla
milionów Latynosek. Według Sousy, bycie miss to zawód, dlatego kandydatki muszą
być zdeterminowane. Jeśli trzeba, zrzucają zbędne kilogramy, a nawet poddają się
operacjom plastycznym. Gdy już pozbędą się defektów, zaczyna się praca nad
stylizacją. Do akcji wkraczają wizażyści, fryzjerzy i specjaliści do spraw
wyglądu. Trenerzy ze szkół modelek uczą je poruszać się z gracją. Przygotowanie
do konkursu trwa kilka miesięcy, choć proces kształtowania miss, łącznie z
przyzwyczajeniem ich do odpowiedniej diety i dbałości o sprawność fizyczną, może
trwać nawet kilka lat.
Nie dziwi, że aż 18 tytułów w historii Miss Universe zdobyły Latynoski - wśród
nich cztery Wenezuelki i pięć Portorykanek. Południowoamerykańskie piękności
mają też na koncie 13 tytułów Miss World.
Aneta Kręglicka, jedyna Polka, która sięgnęła po koronę Miss Świata, uważa, że
kluczem do sukcesu kobiet z Ameryki Łacińskiej jest nie tylko trening, ale i
niezwykła kombinacja oryginalnej mieszanki urody z południowoamerykańskim
temperamentem. Latynoski mają zawsze piękne włosy, a do tego bardzo białe zęby,
co przy ich oliwkowej cerze sprawia, że wyglądają niezwykle świeżo. Ich kobiece
kształty odróżniają je od obowiązującego w naszej kulturze kanonu piękna.
Seksapilu dodaje im też zmysłowy język hiszpański. - To kobiety z pazurem. Mają
w sobie ogień, który przyciąga uwagę, a przecież miss to nie tylko atrakcyjna
kobieta, ale także kobieta z osobowością - podkreśla Kręglicka.
Latynoski są tak dobrze przygotowane do rywalizacji, że zdobywałyby jeszcze
więcej tytułów, gdyby nie to, że organizatorzy międzynarodowych konkursów
piękności - kierując się polityczną poprawnością - dbają, by laureatki
pochodziły z różnych stron świata. Inaczej trudno byłoby konkursom przyciągać
uwagę widowni spoza Ameryki Łacińskiej.
Boom na konkursy piękności w Ameryce Południowej staje się zrozumiały, jeśli
weźmie się pod uwagę skalę tamtejszej biedy - 70 proc. osób żyje poniżej granicy
ubóstwa. Uroda to dla kobiet jedyna możliwość wyrwania się z faweli do lepszego
świata. Podobną rolę odgrywa futbol w życiu mężczyzn.
Wybory miss to machina generująca duże pieniądze i spełniająca marzenia.
Dowodem może być kariera Wenezuelki Irene S+ez Conde. Tuż po swoim zwycięstwie w
1981 r. w wyborach miss rozpoczęła karierę polityczną, a w 1998 r. walczyła o
fotel prezydenta z Hugo Ch+vezem. Większość dziewcząt noszących tytuł miss staje
się gwiazdami południowoamerykańskich telenowel lub na światowe wybiegi mody.
Ich przykład dowodzi, że "piękno nie jest celem samym w sobie", jak
mawiał Immanuel Kant.
Kobiety lalki
- Kandydatki na miss zgłaszają się do nas same lub są wynajdywane przez łowców
talentów - mówi "Wprost" José Hidalgo, szef Diosas. Królowe piękności
wybiera się już w szkołach czy wioskach. Te zwyczaje sięgają tradycji
indiańskich sprzed wieków. Wówczas królowe piękności były wybierane przy okazji
zbiorów. - Każdy produkt rolny musiał mieć królową - patronkę, stąd mamy do dziś
takie tytuły jak Królowa Kwiatów czy Królowa Bananów - tłumaczy Hidalgo.
Mariusz Kairski, znawca Ameryki Łacińskiej z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu, uważa, że południowoamerykański kult piękna ma dwie przyczyny:
tradycyjną i nowoczesną. W społeczeństwie tradycyjnym dominuje model kobiety
lalki, który jest uzupełnieniem męskiego modelu macho. Tu, zupełnie inaczej niż
w kulturze euroamerykańskiej, role kobiece i męskie są jasno zaznaczone. Kobieta
ma być przede wszystkim atrakcyjna, a do tego dobra. Jej powołaniem jest
stworzenie rodziny i dbanie o to, by utrzymać zainteresowanie męża. - Młodych
dziewcząt nie skłania się do nauki, ale raczej do dbania o piękność ciała i
duszy, bo sukces najłatwiej osiągnąć przez bycie atrakcyjną kobietą, a nie przez
emancypację - mówi Kairski.
Ogromna popularność konkursów piękności w Ameryce Południowej wynika też z
silnego poczucia dumy narodowej. Sukcesy Latynosek w konkursach miss, tak samo
jak sukcesy piłkarzy, leczą te społeczeństwa z kompleksów. - Miss to nie tylko
piękna modelka, ale też kobieta, która ma powołanie do służenia innym - twierdzi
Hidalgo.