Na naszych oczach realizowana jest wizja rodem z filmu "Terminator". W
Singapurze powstanie pierwszy w pełni samodzielny robot wojskowy zdolny
do zabijania ludzi. Tamtejsza rządowa agencja ds. nauki i technologii
ogłosiła konkurs na projekt takiej maszyny. Organizatorzy liczą, że
robot będzie się umiał poruszać po ulicach miasta ogarniętego wojną i
penetrować budynki w poszukiwaniu wyznaczonych do likwidacji celów, na
przykład żołnierzy. Projekty robotów zgłaszanych do konkursu muszą
m.in. sprawnie się wspinać po schodach i korzystać z windy bez pomocy
człowieka. Do 2015 r. w ramach projektu Future Combat Systems Pentagon
zamierza zastąpić aż jedną trzecią czołgów i wozów pancernych pojazdami
bezzałogowymi. W najbliższych trzech, czterech latach podobnie zostaną
unowocześnione siły powietrzne. Około 2035 r. po polach bitew zaczną
maszerować elektroniczni żołnierze!
REKLAMA
Samoloty bez pilotaOstatnie
misje w Afganistanie i Iraku to prawdziwy robopoligon. Amerykańskie
siły zbrojne wykorzystują 2,5 tys. bezzałogowych urządzeń bojowych.
Konstruktorzy przyznają, że stosowany sprzęt jest jeszcze zawodny, ale
działa na tyle dobrze, że pozwala nie narażać ludzi w najtrudniejszych
sytuacjach. Utrata robota podczas akcji najczęściej wywołuje radość
żołnierzy, bo zamiast nich "giną" maszyny. Choć ocalonego życia nie
sposób wycenić, pieniądze także przemawiają za stosowaniem nowych
technologii. Koszt wyszkolenia i utrzymania żołnierza armii USA wynosi
około 4 mln dolarów. Eksploatacja robotów jest wielokrotnie tańsza, a
poza tym nie trzeba im zapewniać emerytur.
Zdalnie sterowane
urządzenia wspomagają (a często wyręczają) zwiadowców, saperów i
zaopatrzeniowców. Dotychczas najlepiej dopracowano roboty latające.
Większość z nich to maszyny rozpoznawcze. Wyposażone w laserowy system
naprowadzania mogą wskazywać cele jednostkom prowadzącym ostrzał.
Samoloty bezzałogowe mają sporą przewagę nad podobnym sprzętem
naziemnym - nie wymagają skomplikowanego systemu sterowania,
potrzebnego do wykrywania i omijania piętrzących się na trasie
przejazdu przeszkód. Inny powód szybkiego rozwoju "robolotów" wynika z
niedoskonałości organizmu pilota. Granica wytrzymałości na przeciążenia
występujące podczas gwałtownych manewrów hamuje rozwój tradycyjnych
samolotów. Pozbawione tych barier maszyny bezzałogowe są szybsze i
skuteczniejsze.
Biegnący smokSceptycy twierdzą,
że pole bitwy zaczyna przypominać podwórko pełne zabawek. Niektóre
urządzenia naziemne mogą się kojarzyć z modelami samochodów sterowanych
za pomocą laptopów. Wyposażone w chwytaki, detektory ciepła, a nawet
aparaty rentgenowskie, są w stanie wykryć i zdetonować ładunek
wybuchowy zamaskowany w zwierzęcych zwłokach lub wytropić grupę
rebeliantów przyczajonych w ziemiance.
W 2001 r. nieduże czołgi
Talon ścigały w afgańskich jaskiniach bin Ladena. Dragon Runner, czyli
"biegnący smok", lekki robot rozpoznawczy, był wykorzystywany w Iraku.
Bear to prototyp dwunożnego robota, który będzie służył do wynoszenia
rannych z pola bitwy. Przyroda inspiruje wynalazców nie tylko do
nazywania maszyn. Minirobot podobny do szerszenia ma już wkrótce
pomagać armii i policji Izraela, a dla marynarki wojennej USA
skonstruowano "homara" przeznaczonego do działań pod wodą.
Uniwersalny żołnierz
Na naszych oczach realizowana jest wizja rodem z filmu
"Terminator". W
Singapurze powstanie pierwszy w pełni samodzielny robot wojskowy zdolny
do zabijania ludzi. Tamtejsza rządowa agencja ds. nauki i technologii
ogłosiła konkurs na projekt takiej maszyny. Organizatorzy liczą, że
robot będzie się umiał poruszać po ulicach miasta ogarniętego wojną i
penetrować budynki w poszukiwaniu wyznaczonych do likwidacji celów, na
przykład żołnierzy. Projekty robotów zgłaszanych do konkursu muszą
m.in. sprawnie się wspinać po schodach i korzystać z windy bez pomocy
człowieka. Do 2015 r. w ramach projektu Future Combat Systems Pentagon
zamierza zastąpić aż jedną trzecią czołgów i wozów pancernych pojazdami
bezzałogowymi. W najbliższych trzech, czterech latach podobnie zostaną
unowocześnione siły powietrzne. Około 2035 r. po polach bitew zaczną
maszerować elektroniczni żołnierze!
Samoloty bez
pilota
Ostatnie
misje w Afganistanie i Iraku to prawdziwy robopoligon. Amerykańskie
siły zbrojne wykorzystują 2,5 tys. bezzałogowych urządzeń bojowych.
Konstruktorzy przyznają, że stosowany sprzęt jest jeszcze zawodny, ale
działa na tyle dobrze, że pozwala nie narażać ludzi w najtrudniejszych
sytuacjach. Utrata robota podczas akcji najczęściej wywołuje radość
żołnierzy, bo zamiast nich "giną" maszyny. Choć ocalonego życia nie
sposób wycenić, pieniądze także przemawiają za stosowaniem nowych
technologii. Koszt wyszkolenia i utrzymania żołnierza armii USA wynosi
około 4 mln dolarów. Eksploatacja robotów jest wielokrotnie tańsza, a
poza tym nie trzeba im zapewniać emerytur.
Zdalnie sterowane
urządzenia wspomagają (a często wyręczają) zwiadowców, saperów i
zaopatrzeniowców. Dotychczas najlepiej dopracowano roboty latające.
Większość z nich to maszyny rozpoznawcze. Wyposażone w laserowy system
naprowadzania mogą wskazywać cele jednostkom prowadzącym ostrzał.
Samoloty bezzałogowe mają sporą przewagę nad podobnym sprzętem
naziemnym - nie wymagają skomplikowanego systemu sterowania,
potrzebnego do wykrywania i omijania piętrzących się na trasie
przejazdu przeszkód. Inny powód szybkiego rozwoju "robolotów" wynika
z
niedoskonałości organizmu pilota. Granica wytrzymałości na przeciążenia
występujące podczas gwałtownych manewrów hamuje rozwój tradycyjnych
samolotów. Pozbawione tych barier maszyny bezzałogowe są szybsze i
skuteczniejsze.
Biegnący smok
Sceptycy
twierdzą,
że pole bitwy zaczyna przypominać podwórko pełne zabawek. Niektóre
urządzenia naziemne mogą się kojarzyć z modelami samochodów sterowanych
za pomocą laptopów. Wyposażone w chwytaki, detektory ciepła, a nawet
aparaty rentgenowskie, są w stanie wykryć i zdetonować ładunek
wybuchowy zamaskowany w zwierzęcych zwłokach lub wytropić grupę
rebeliantów przyczajonych w ziemiance.
W 2001 r. nieduże czołgi
Talon ścigały w afgańskich jaskiniach bin Ladena. Dragon Runner, czyli
"biegnący smok", lekki robot rozpoznawczy, był wykorzystywany w
Iraku.
Bear to prototyp dwunożnego robota, który będzie służył do wynoszenia
rannych z pola bitwy. Przyroda inspiruje wynalazców nie tylko do
nazywania maszyn. Minirobot podobny do szerszenia ma już wkrótce
pomagać armii i policji Izraela, a dla marynarki wojennej USA
skonstruowano "homara" przeznaczonego do działań pod wodą.
Latający Predator
Niektóre
maszyny są projektowane do zadań bojowych. Predatory mogą odpalać
pociski rakietowe, wóz pancerny Gladiator to ważący niemal tonę robot
uzbrojony w karabin maszynowy M240. Z czasem maszyny zaczną się
usamodzielniać. Według ekspertów Departamentu Obrony USA, wkrótce będą
polegać całkowicie na czujnikach oraz pokładowych komputerach i bez
udziału człowieka podejmować decyzje konieczne do prowadzenia akcji.
Wiele
prywatnych firm oferuje już tego rodzaju prototypy. DARPA, rządowa
agencja USA ds. nowych technologii, organizuje wyścigi robotów.
Bezzałogowe pojazdy mają samodzielnie pokonać wielokilometrowe trasy
najeżone przeszkodami. Szlaki dotychczasowych zawodów wiodły przez
pustynie. Podczas tegorocznej edycji roboty będą się ścigać w
zbudowanym do tego celu mieście.
Bezzałogowy
kamikadze
Żaden
oficjalny dokument dotyczący robotyzacji wojska ani słowem nie wspomina
o konwencji genewskiej. Jak roboty mają się zachowywać w stosunku do
rannych żołnierzy przeciwnika? Czy podczas walk w mieście będą
"wiedziały", jak traktować cywilów?
Na razie konstruktorzy
pracują
nad sposobami rozróżnienia, kto swój, kto wróg. Robot musi na tyle
precyzyjnie rozpoznawać urządzenia, pojazdy, a przede wszystkim
żołnierzy własnej armii, by unikać ich pomyłkowego ostrzeliwania.
Według pesymistów, nigdy nie będzie pewności, że roboty nie popełnią
takiego błędu. Detektor rozpoznający postawę człowieka jako agresywną
automatycznie uzna go za nieprzyjaciela. Psycholodzy przypominają, że w
warunkach wojennego szoku zachowanie wielu osób odbiega od normy i może
być mylnie odczytywane jako wrogie.
Równie niebezpieczne może być
opanowanie robota przez terrorystów za pomocą ataku hakerskiego.
Nietrudno sobie wyobrazić konwoje samochodów-pułapek czy naloty
bezzałogowych kamikadze. O trafności powiedzenia "kto mieczem wojuje,
od miecza ginie" przekonali się generałowie niemieccy, którzy podczas I
wojny światowej użyli gazów trujących przeciw wojskom francuskim - w
wyniku zmiany kierunku wiatru zatruli się także żołnierze Wehrmachtu.
Roboty mogą ułatwić prowadzenie wojny, ale niekoniecznie temu, komu
miały służyć.