Akcja "Wisła" była formą czystki
etnicznej 
Rzucił ulotki. Za dwie godziny wyjazd. I od razu wojsko
przyjechało. Za dwie godziny to za dwie godziny. Co pani weźmie z takiego domu?
Nic pani nie weźmie. I z tego postrachu nie weźmie pani nic... No i wywieźli...
Zagnali aż na zachód". Tak o wysiedleniu z rodzinnej Łemkowszczyzny
opowiadał po latach jeden z wypędzonych. Dla ofiar akcja "Wisła", w
której wyniku z trzech południowo-wschodnich województw
deportowano na tzw. ziemie odzyskane prawie 150 tys. Ukraińców i
Łemków, pozostaje zbrodnią. Większość społeczeństwa zna zafałszowany
przez komunistów obraz tej zbrodni jako kary dla banderowców z
Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), mordujących Polaków. Kary rzekomo
zasłużonej.
Na rozkaz Stalina? Oficjalnie
operację wysiedleńczą tłumaczono potrzebą zlikwidowania zaplecza ukraińskiej
partyzantki. Decydującym argumentem stała się śmierć gen. Karola
Świerczewskiego, który 28 marca 1947 r. - w podejrzanych okolicznościach
- zginął w zasadzce UPA pod Jabłonkami. Już następnego dnia Biuro Polityczne KC
PPR zdecydowało, by w ramach akcji represyjnej "w szybkim tempie
przesiedlić Ukraińców i rodziny mieszane na tereny odzyskane (przede
wszystkim Prusy Północne), nie tworząc zwartych grup". W prasie i
radiu rozpętano równocześnie zmasowaną nagonkę antyukraińską. Chodziło
jedynie o pretekst. Prace studyjne i przygotowania do wysiedleń rozpoczęto
jeszcze w drugiej połowie 1946 r., a zatem długo przed zamachem na Waltera.
Część historyków jest przekonana, że władze w Warszawie działały na
rozkaz Moskwy, dążącej do ostatecznego skłócenia Polaków i
Ukraińców. "Zrobiliśmy paskudną robotę, ale pod presją ZSRR" -
twierdzi prof. Ryszard Torzecki. Ta teza - wygodna, bo odciążająca polskie
sumienie - nie została jednak dotychczas udowodniona. Bardziej prawdopodobne
wydaje się, że inicjatorami wysiedleń byli polscy komuniści, działający za
wiedzą i zgodą Stalina. Był i drugi ważny aspekt: widowiskowa rozprawa z
banderowcami miała umocnić pozycję nowych władz. Legitymizowała rządy
komunistów w oczach nastawionego antyukraińsko społeczeństwa.
Nie tylko
"Wisła" Akcja "Wisła" stanowiła jedynie finał
działań zmierzających do "rozwiązania" problemu ukraińskiego w Polsce.
W granicach tzw. Polski lubelskiej znalazło się około 700 tys. Ukraińców
i Łemków, których znaczna część dystansowała się zresztą od
ukraińskiej tożsamości. Ludzi tych zamierzano wysiedlić na Ukrainę sowiecką w
ramach umowy o wymianie ludności, zawartej we wrześniu 1944 r. Wyjazdy na
Wschód miały początkowo charakter dobrowolny, ale chętnych nie było zbyt
wielu. Gdy zawiodły środki administracyjnej perswazji, władze postanowiły użyć
siły. Począwszy od września 1945 r. wysiedleń dokonywały oddziały Wojska
Polskiego. Nieprzypadkowo do akcji skierowano dywizje złożone w znacznej części
z kresowiaków pałających żądzą odwetu za rzezie Polaków na Wołyniu
i w Galicji Wschodniej. W efekcie wysiedlenia przekształcały się często w
brutalne pacyfikacje. Do najbardziej wstrząsających wydarzeń doszło w Zawadce
Morochowskiej na Pogórzu Bieszczadzkim, gdzie żołnierze wymordowali 70
ukraińskich cywilów.
Ofiarą "repatriacji" padło
ostatecznie ponad 480 tys. osób. Przed wysiedleniem nie chroniły ani
członkostwo w PPR, ani służba w Wojsku Polskim. Na Wschód deportowano też
ludzi wcielonych wcześ-niej, zwykle pod przymusem, do Armii Czerwonej.
Wyciąć ukraiński ropień Przesiedlenia w latach
1944-1946 nie przyniosły rezultatów zadowalających władze. "Istnieje
niebezpieczeństwo - niepokoił się w styczniu 1947 r. funkcjonariusz KC PPR - że
ropień ukraiński może pozostać na stałe...". W tej sytuacji dojrzewał plan
wysiedlenia i asymilacji resztek ludności ukraińskiej na ziemiach zachodnich.
Jego realizację powierzono zastępcy szefa Sztabu Generalnego WP, gen. Stefanowi
Mossorowi. Stanął on na czele powołanej w kwietniu 1947 r. Grupy Operacyjnej
"Wisła", złożonej z sześciu doborowych dywizji piechoty - łącznie
około 17,5 tys. żołnierzy. Ukraińskie podziemie - liczące około 1,5 tys.
bojowców, zdemoralizowanych i zepchniętych do defensywy - nie było już w
tym czasie przeciwnikiem, którego komunistyczne władze poważnie by się
obawiały.
Deportacje trwały od kwietnia do lipca 1947 r. Później
"doczyszczano" jedynie teren. Ostatnim, bardzo spóźnionym
akordem akcji "Wisła" stało się wysiedlenie w styczniu 1950 r.
łemkowskich rodzin z czterech wsi koło Szczawnicy. Z partyzantami uporano się do
jesieni 1947 r. Zmasowana akcja Grupy Operacyjnej "Wisła",
skoordynowana z działaniami wojsk sowieckich i czechosłowackich, doprowadziła do
rozbicia ostatnich sotni banderowskich bądź ich ewakuowania się z Polski.
Kocioł w cerkwi Wysiedlanym w ramach akcji
"Wisła" pozostawiano z reguły od 2 do 5 godzin na spakowanie
najpotrzebniejszych sprzętów i żywności. Ludzie wędrowali pod eskortą
wojska najpierw do tzw. punktów zbornych, a później na stacje PKP,
gdzie formowano transporty, wysyłane do punktów tranzytowych w Oświęcimiu
bądź Lublinie. Na każdym etapie funkcjonariusze bezpieczeństwa selekcjonowali
przesied-leńców. Oskarżonych o współpracę z UPA oddawano w ręce
sądu wojskowe-go. Pozostałych podejrzanych - przede wszystkim ukraińską
inteligencję - wysyłano do obozu koncentracyjnego w Jaworznie. Wskutek tortur,
niedożywienia i chorób zmarło tam ponad 160 osób.
Znacznie
trudniej niż ludność wiejską było wysiedlić Ukraińców zamieszkałych w
miastach. W Krakowie poradzono sobie z tym, organizując kocioł w cerkwi
greckokatolickiej św. Norberta. Gdy w niedzielny ranek parafianie wchodzili do
kościoła, czekali już na nich funkcjonariusze UB. Za drzwiami kneblowali usta
wchodzącym, wiązali ich i kładli skrępowanych na posadzce. Później
spokojnie czekali na następnych wiernych.
Wysiedlonych w ramach akcji
"Wisła" zaopatrywano w kolorowe karty przesied-leńcze, by
odróżnić ich od osadników polskich. Obowiązywały ich
różnego rodzaju ograniczenia, na przykład zakaz opuszczania miejsca
pobytu bez zgody Urzędu Bezpieczeństwa. Aż do 1949 r. nie wydawano im też
dokumentów tożsamości. Ukraińcy i Łemkowie byli ostatnią dużą grupą
osadników na ziemiach odzyskanych. W efekcie trafiły im się gospodarstwa
najbardziej zdewastowane, a dla części osób w ogóle zabrakło
ziemi. Część przesiedleńców - mimo kategorycznych zakazów -
decydowała się na powrót do domu. Spod Olsztyna czy Legnicy wracano w
ojczyste strony furmankami, a nawet pieszo. Kończyło się to najczęściej ponowną
deportacją. Legalne możliwości powrotu powstały dopiero w czasach gomułkowskiej
odwilży.
Humaniści i ludobójcy Większość historyków jest zdania, że wysiedlenie - zwłaszcza ludności
łemkowskiej - nie było niezbędne, by zlikwidować ukraińskie podziemie. Odmienna
opinia funkcjonuje jednak w potocznej świadomości Polaków. Wiele
osób uważa przy tym, że akcja "Wisła" była sprawiedliwą odpłatą
za zbrodnie ukraińskie. Podkreś-la się w tym kontekście "humanitarny"
charakter polskich działań odwetowych, a nawet rzekome dobrodziejstwa
przesiedleń. Po stronie ukraińskiej również nie brakuje głosów
świadczących o zaślepieniu. Lwowski historyk Jarosław Daszkewycz (który
wysiedlenia nazywa narodobójstwem) twierdzi, że operacja
"Wisła" była działaniem nieporównanie bardziej zbrodniczym niż
antypolska akcja UPA na kresach, gdzie zginęło prawie 100 tys. Polaków.
Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej chodziło wszak o "usunięcie obcych
kolonizatorów" z odwiecznych ziem ukraińskich. Tymczasem obu stronom
bardzo potrzebne jest uczciwe rozliczenie się z przeszłością - zarówno z
akcją "Wisła", jak i z mordami na Wołyniu.
| Autor jest doktorem historii,
pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. |
| Od Wołynia do
Wisły |
|---|
luty
1943 r. - lipiec 1944 r. Antypolska akcja OUN-UPA na Wołyniu, a
następnie w Galicji Wschodniej. Zginęło około 100 tys. Polaków i
kilkanaście tysięcy Ukraińców. marzec
- lipiec 1944 r. Polsko-ukraińskie walki partyzanckie na
Zamojszczyźnie. 9 września 1944 PKWN podpisał z rządem Ukrainy radzieckiej umowę o wymianie ludności. luty - kwiecień 1945 r. Seria
pacyfikacji wsi ukraińskich na Rzeszowszczyźnie (m.in. Pawłokoma, Gorajec). kwiecień - maj 1945 r. Porozumienia
między AK-WiN i UPA w Siedliskach i Rudzie Różanieckiej, których
efektem było polsko-ukraińskie zawieszenie broni. wrzesień 1945 r. Początek przymusowych wysiedleń do ZSRR.
27/28 maja 1946 r. Wspólny atak oddziałów AK-WiN i UPA na Hrubieszów. 28 marca 1947 r. Śmierć gen. Karola
Świerczewskiego. 28 kwietnia - 28 lipca 1947
r. Wysiedlenia w ramach akcji "Wisła".
|
Do tej pory autorzy typu Prus, Filar oraz ks. Zaleski (którzy osobiście przyżyli tragedię wołyńską lub są z takimi osobami spokrewnieni) nie potrafią patrzeć w ten sposób na przebieg wydarzeń...można by powiedzieć, że mają klapki na oczach, i na wszystko patrzą przez pryzmat swoich rodzinnych tragedii, co prowadzi tylko do nieporozumień i zniekształcanie historii poprzez przemilczanie win ze strony polskiej oraz opisywanie tylko wygodnych dla siebie faktów.
Nie róbmy z siebie męczenników!-i miejmy odwagę przyznać się też do tego co nie jest dla nas wygodne(jak np. polityka II RP w stosunku do narodu ukraińskiego, burzenie cerkwi w 1938, polonizacja terenów Wołynia, akcja Wisła)-przecież to właśnie odwaga powiedzenia prawdy świadczy o charakterze!..jeżeli po drugiej stronie znajdą się podobne głosy, to właśnie na takiej podstawie można będzie budować porozumienie oraz nowe więzi z Ukrainą, które będą wolne od stereotypów "pana i rezuna".rozwiń komentarz