Siła
głosu Jak zmierzyć wpływ osoby biorącej udział w głosowaniu na
jego wynik? Wielkość ta nie jest z pewnością proporcjonalna do liczby
posiadanych głosów. Przykładowo: akcjonariusz posiadający 51 proc. akcji
spółki ma 100 proc. wpływu na decyzje walnego zgromadzenia akcjonariuszy,
a jego wspólnik z niewiele mniejszym pakietem 49 proc. akcji nie ma
żadnego. Jeżeli uczestniczę w zebraniu pięciu osób, z których
każda dysponuje jednym głosem, to rzeczywisty wpływ na wspólną decyzję
będę miał wówczas, gdy dwie osoby opowiedzą się za konkretną decyzją, a
pozostałe dwie będą przeciw. Mój głos zaważy na wyniku głosowania. Siłę
głosu można zdefiniować jako prawdopodobieństwo, że przy rozkładzie
głosów pozostałych uczestników mój będzie decydujący.
Najprostszym wskaźnikiem mierzącym siłę głosu jest tzw. indeks Banzhafa.
Odwołuje się on do pojęcia uczestnika o krytycznym znaczeniu dla wygrywających
koalicji. Chodzi o takiego uczestnika, po którego wycofaniu się koalicja
nie ma większości.
Każdy obywatel unii ma pośredni wpływ na decyzje rady:
wybierając rząd, wybiera zarazem swojego przedstawiciela, który
reprezentuje kraj na posiedzeniach rady. Oczywiście, obywatel małego Luksemburga
będzie miał większy wpływ na wybór swojego rządu niż obywatel sąsiednich
Niemiec. O ile większy? Już w 1946 r. brytyjski uczony Lionel Penrose,
analizując siłę głosu członków tworzącej się Organizacji Narodów
Zjednoczonych, udowodnił, że wpływ obywatela danego kraju na wybór swego
przedstawiciela maleje odwrotnie proporcjonalnie do pierwiastka z liczby
ludności kraju.
Żeby wpływ każdego obywatela unii na podejmowane decyzje
był jednakowy, siła głosu przedstawiciela każdego kraju w radzie powinna być
wprost proporcjonalna do pierwiastka z liczby ludności tego kraju. Opierając się
na tym wyniku, określanym prawem pierwiastkowym Penrose'a, dwóch z nas
skonstruowało w styczniu 2004 r. prosty system głosowania w Radzie UE, nazwany
kompromisem jagiellońskim. Został on następnie rozwinięty przez autorów
we współpracy z Wernerem Kirschem (z Ruhr-Universität w Bochum) i
Moshe Machoverem (z London School of Economics). Za tym systemem głosowania
opowiedziało się kilka dni temu w liście otwartym do rządów unii
kilkudziesięciu naukowców z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii, Polski
i innych krajów europejskich.
Podwójna większość kontra kompromis jagielloński Według zasad kompromisu jagiellońskiego, przedstawiciel każdego kraju
otrzymuje liczbę głosów proporcjonalną do pierwiastka ludności swego
kraju, a decyzja rady zapada, jeśli suma wag głosujących państw (określonych
liczbą głosów) przekracza 62 proc. wszystkich głosów. Taki
próg decyzyjny jest optymalny, gdyż przy jego przyjęciu siła
głosów każdego kraju jest w przybliżeniu równa przyznanej wadze
głosów, a wiec prawo Penrose'a stosuje się tu ściśle: wpływ każdego
obywatela unii na podejmowane decyzje jest taki sam.
Na wykresie
porównaliśmy siły głosu obywateli różnych krajów,
odpowiadające głosowaniu według reguł kompromisu jagiellońskiego, systemu
przyjętego w Nicei (trzy kryteria) oraz propozycji konwentu zawartych w
projekcie konstytucji europejskiej (kryterium tzw. podwójnej większości
ma postać 50/60, co oznacza, że do podjęcia decyzji wymagana jest zgoda połowy
państw reprezentujących jednocześnie 60 proc. liczby ludności). Dla uproszczenia
wybraliśmy 6 reprezentatywnych krajów (o istotnie różniącej się
liczbie ludności): Niemcy - 82,5 mln mieszkańców, Francję - 59,6 mln,
Polskę - 38,2 mln, Holandię - 16,2 mln, Czechy - 10,2 mln oraz Litwę - 3,5 mln.
Siłę głosu obywateli tych krajów mierzyliśmy względem siły głosu
obywatela największego kraju Unii Europejskiej - Niemiec. W systemie przez nas
zaproponowanym siła głosu obywateli wszystkich krajów jest w przybliżeniu
taka sama, co dowodzi jego obiektywności i reprezentatywności. Co więcej,
proponowany system jest bardziej efektywny niż system nicejski. Nie wymaga on
też zmian zasad głosowania przy każdym rozszerzaniu unii.
Rozwiązanie z
Nicei jest najkorzystniejsze dla Polski (i pewnie dlatego niektórzy
polscy politycy byliby gotowi za ten system umierać), natomiast wydaje się
krzywdzące dla Niemiec. Z kolei propozycja konwentu faworyzuje Niemcy (w
mniejszym stopniu Francję, Wielką Brytanię oraz Włochy), ale jest niekorzystna
dla Hiszpanii, Polski oraz innych krajów o średniej liczbie ludności.
Można wykazać, że nie da się zmodyfikować forsowanego obecnie systemu
podwójnej większości (opartego na kryterium ludności oraz kryterium
państw) tak, by siła głosów obywateli we wszystkich krajach unii była -
nawet w przybliżeniu - taka sama. Stąd też wysuwane ostatnio propozycje
modyfikacji progów (50/65, 55/65, 50/50 czy 55/55) z polskiego punktu
widzenia trudno określić mianem kompromisowych. System podwójnej
większości byłby sprawiedliwy, gdyby pierwsze kryterium dotyczyło głosów
przyznanych państwu proporcjonalnie do pierwiastka z liczby jego ludności, a
drugie - zwykłej większości państw.
Teraz politycy
Uważny czytelnik spyta: "Jeśli to wszystko takie łatwe i proste,
dlaczego nikt wcześniej tego nie wymyślił"? Ależ wymyślił! Podobne
propozycje systemów głosowania, bazujących na prawie Penrose'a, można
znaleźć w kilkunastu pracach opublikowanych w latach 2000-2004 przez
naukowców z Czech, Francji, Izraela, Niemiec, Polski, Szwajcarii, Szwecji
i Wielkiej Brytanii. A czy politycy europejscy znają takie systemy głosowania?
Znają, a raczej powinni znać, gdyż podobna koncepcja była oficjalnie zgłaszana
przez dyplomatów szwedzkich już w 2000 r., podczas rokowań nad traktatem
z Nicei. W tym roku kilkakrotnie pozytywnie wypowiadał się o niej John Bruton,
wpływowy polityk irlandzki, były premier i obecny wiceprzewodniczący
Europejskiej Partii Ludowej, zrzeszającej ponad 50 chadeckich, centroprawicowych
i prawicowych partii z całej Europy.
Niestety, opracowanie i wysunięcie
przez konwent niereprezentatywnego systemu, a następnie nie do końca przemyślane
próby tworzenia na jego podstawie kompromisowych rozwiązań, wydają się
świadczyć, że większości europejskich polityków zależy raczej na
uzyskaniu doraźnych korzyści politycznych niż na uchwaleniu optymalnego systemu
głosowania w Radzie UE.
Dotychczasowe propozycje rozwiązania problemu
przez modyfikowanie systemu podwójnej większości nie mogą doprowadzić do
rezultatu, który byłby korzystny zarówno dla Polski, jak i
pozostałych krajów. Może więc warto potraktować systemy oparte na prawie
Penrose'a nie tylko jako czysto akademickie koncepcje, ale jako podstawę
kompromisu możliwego do przyjęcia przez wszystkich członków unii.
JAROSŁAW KACZYŃSKI prezes Prawa i
Sprawiedliwości Z naszego punktu widzenia najlepszy jest system
nicejski. Daje Polsce bardzo mocną pozycję, wzrasta nasza ranga i prestiż.
Walczymy o Niceę, by być pełnoprawnym członkiem UE, a nie państwem
szóstej kategorii. Jest jeszcze druga strona medalu: system nicejski
znalazł się w traktacie akcesyjnym, który podpisaliśmy. Składanie nam
teraz innych propozycji jest niczym innym jak wypowiedzeniem tego traktatu.
|
ZYTA GILOWSKA wiceprzewodnicząca
Platformy Obywatelskiej Kompromis jagielloński to system
uwzględniający dysproporcje w liczbie ludności poszczególnych
krajów, ale w sposób bardziej finezyjny niż pozostałe. Według nas
jest to kompromis możliwy do przyjęcia. Traktujemy go jako element naszego
programu politycznego. |
ANDRZEJ LEPPER
przewodniczący Samoobrony Kompromis jagielloński jest
bardzo rozsądną i sprawiedliwą propozycją: każdemu dać po równo. Nie
będzie żadnych państw poszkodowanych ani uprzywilejowanych. Samoobrona jest
gotowa go poprzeć. |
JANUSZ WOJCIECHOWSKI
prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Mamy tytuł do tego, by
bronić Nicei, dlatego nie wychylajmy się z żadnymi, nawet najlepszymi
propozycjami. Są kraje, którym bardziej zależy na zmianie systemu
głosowania. Niech coś zaproponują - będziemy rozmawiać. System nicejski jest dla
nas najlepszy i kropka. |
KRZYSZTOF JANIK
przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej Nie
mówmy o kompromisach, bo jeszcze nie wiemy, jak będzie działała Nicea. Za
chwilę w Brukseli pewnie zostanie przyjęty jakiś system głosowania, który
wejdzie w życie w 2009 r. Ale nie dajmy się zwariować i nie umierajmy już za
Niceę, Irlandię czy kompromis jagielloński. |
ROMAN GIERTYCH przewodniczący
Klubu Parlamentarnego Ligi Polskich Rodzin Żaden pomysł nam się
nie podoba. Nie będziemy uprawiać żadnych spekulacji. Jesteśmy przeciwni
konstytucji europejskiej, bo uważamy, że jest to utrata suwerenności przez
Polskę. |